Wtorek, 21 listopada 2017

Pani Profesor się śmieje

Jeszcze pana nie znam, a już się cieszę - tak zwykle zaczynało się pierwsze spotkanie.

Jan Oleksy

Tagi: Miasta Kobiet Atlas Kobiet

2 stycznia 2014, aktualizowano: 02-01-2014

Po tym grzecznościowym zwrocie najczęściej padały pytania, zadawane z dużym zainteresowaniem, skąd świeżo poznana osoba pochodzi, kim są rodzice etc. Wpatrzone, przenikliwe oczy Pani Profesor wyczekiwały odpowiedzi. Dopiero po etnograficznym, zdecydowanie krótkim wywiadzie przechodziła do sedna sprawy. Taka była Maria Znamierowska-Prüfferowa, twórczyni i wieloletnia dyrektorka Muzeum Etnograficznego w Toruniu, urodzona 13 maja 1898 w Kibartach na Litwie.


Ulubione imię



- Nazywam się Jan Oleksy - przedstawiłem się. Oczy Pani Profesor na dźwięk tego imienia zabłysły. To było jej ulubione imię. Nosił je mąż Pani Profesor.
W Janie Prüfferze, profesorze zoologii, Pani Maria była ciągle zakochana. Przeżyli razem 34 lata. O podobnych wrażeniach z pierwszego spotkania z Panią Profesor opowiadał mi Jan Święch, wówczas asystent muzealny, a dzisiaj profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Ciągle nas zaskakiwała, a to strojem, a to zachowaniem czy pomysłami, a nawet poglądami politycznymi. Uważaliśmy ją za opozycjonistkę. Zdziwiliśmy się, gdy któregoś roku pojawiła się na trybunie pierwszomajowej w towarzystwie partyjnych. Mieliśmy o to do niej pretensje, a Pani Profesor bez zażenowania nam wytłumaczyła: „przecież ja jestem przedwojenną socjalistką”. - Ach, tak - kiwaliśmy głowami, nie siląc się nawet na komentarz.

Góralskie kaftany



Nosiła niecodzienny strój. Nikogo nie dziwiły góralskie kaftaniki czy kapelusze rybackie, ale skarpety zakładane zimą na buty to był już pomysł nieco dziwny. Była niezwykle praktyczna, a buty odziane w skarpetki nie ślizgały się po lodzie. Tak radziła. Nie znajdowała jednak naśladowców.
Jej pragmatyczne podejście do życia bywało niekiedy nieznośne. Na prośby o podwyżkę pensji wygłaszała pracownikom przemówienie, jak to można oszczędnie i tanio żyć, gotując na obiad dla rodziny kaszę albo makaron. To prawda, że nie przywiązywała wagi do jedzenia. W tym wypadku również nie mogła liczyć na zrozumienie.
Pewnego razu, jeszcze za czasów dyrektorowania w Muzeum Etnograficznym (nie lubiła zwrotu pani dyrektor, więc wszyscy zwracali się do niej Pani Profesor) wymyśliła, żeby każdy pracownik w drodze do pracy zbierał papierki porzucone na ulicach. Dzięki tej akcji nasze miasto miało być czystsze. W tym celu zamówiła w stolarni długie szczypce, którymi należało chwytać porzucone śmiotki. Wręczyła je pracownikom, ale akcja się nie powiodła. Za parę dni doświadczony pracownik naukowy Marian Pieciukiewicz wpadł do gabinetu, rzucił szczypce i stwierdził, że nie będzie tego robił, bo dzieci za nim latają i śmieją się z niego. Taka była z Pani Profesor idealistka.

W roli głównej



Uwielbiała znikać. Na uroczystej kolacji w kawiarni „U Damroki”, zorganizowanej z okazji zjazdu Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego, spytała mnie, czy wypada, żeby wyszła z przyjęcia po angielsku. Odpowiedziałem, że oczywiście, że w tym zamieszaniu nikt nie zauważy. Wyszła. Po chwili drzwi się otworzyły z impetem, a w nich stała... Pani Profesor, głośno pytając, czy ktoś nie widział jej haftowanego góralskiego kubraczka. Zawsze lubiła występować w roli głównej.
Ciągle robiła notatki, wszędzie i na wszystkim. Fiszki zajmują do dziś potężną część jej archiwum. Nawet w mieszkaniu miała porozwieszane kartki „przypominajki”. Jej niewielkie mieszkanie przy Krasińskiego wypełnione było książkami, notatkami, drobiazgami i cennymi pamiątkami, głównie z Wilna. Zawsze czuło się zapach świeżo parzonej herbaty. Mieszkanie było także miejscem pracy, a nawet... salą egzaminacyjną. Pamiętam, jak egzamin z muzealnictwa zdawałem u Pani Profesor w salonie. Była chora, a o przekładaniu terminu nie było mowy, więc przyjęła mnie... w pozycji leżącej. Katedrą był tapczan. Obowiązkowość przekroczyła w tym wypadku granicę rozsądku.

Raz do roku



W jej mieszkaniu zbieraliśmy się wszyscy zawsze raz do roku, 8 grudnia na jej imieninach. Pani Maria lubiła, by naszym spotkaniom towarzyszył motyw przewodni. Ożywiała je, zadając na przykład pytanie, jaką książkę zabralibyście na bezludną wyspę? Każdy dwoił się i troił, by dać oryginalną odpowiedź. Pamiętam, że dyrektor Tubaja wziąłby poezję Rabindranatha Tagore, a ja dziś już nie wiem, co powiedziałem. Może encyklopedię? Oczywiście, profesor nie chciała nas testować, a tę przepytywankę uważała za świetną zabawę towarzyską.
Ostatnie moje spotkanie z Panią Profesor miało miejsce w jej domu 8 marca 1989 roku. Z okazji Dnia Kobiet wręczyłem jej, w towarzystwie fotografa Adasia Grodzickiego, bukiet tulipanów w imieniu całej męskiej załogi Muzeum Etnograficznego. Była bardzo szczęśliwa. Nie przypuszczałem, że więcej już się nie zobaczymy.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City