Wtorek, 26 września 2017

Fot.: Jacek Smarz

Chwile szczęścia „Zo”

Wyprężeni oficerowie będą strzelać obcasami i salutować przed Nią - jedyną kobietą komandosem, która nigdy nie bała się śmierci.

Janusz Milanowski

Tagi: Miasta Kobiet Atlas Kobiet

2 stycznia 2014, aktualizowano: 02-01-2014

Toruń, 13 czerwca, 2006. Słoneczny dzień. Wielka Sala Mieszczańska w Ratuszu Staromiejskim wypełniona jest ludźmi i kwiatami. Z tłumu wyróżniają się oficerowie w galowych mundurach i eleganccy starsi ludzie w czarnych beretach z biało-czerwonymi przepaskami - weterani Armii Krajowej. Na honorowym miejscu przed tą niezwykłą publicznością siedzi zamyślona starsza pani. Jeszcze jest pułkownikiem, ale wyjdzie z tej sali jako najwyższa stopniem spośród zgromadzonych: gen. bryg. Elżbieta Zawacka, akademicki profesor w cywilu. Wyprężeni oficerowie będą strzelać obcasami i salutować przed Nią - jedyną kobietą komandosem, która nigdy nie bała się śmierci. Bała się tylko tortur na metalowym łóżku podłączonym do prądu. A wszystko dla miłości życia - Polski. Po wojnie komuniści podziękowali jej za tę miłość dziesięcioletnim wyrokiem.


Wybaczyłam...



Nominacja generalska dla prof. Zawackiej została przyznana przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego już 3 maja. Jednak legendarna kurierka, która niedawno skończyła 97 lat, nie mogła odebrać jej osobiście. Dlatego przedstawicielka prezydenta wręczyła ją w Toruniu.
- Tylu nas zginęło. Przecież nie ja powinnam tu być, tylko moje przełożone - to były jej pierwsze słowa na tej uroczystości. W sali zapadła cisza. Zamyślona Pani Generał zaczęła opowiadać... - My, kobiety żołnierze Armii Krajowej, nie bałyśmy się śmierci, jak boją się teraz żołnierze. Bałyśmy się aresztowania i tortur. Bo człowiek nie wie, ile może wytrzymać - opowiadała cichym głosem.
Urodzona w Toruniu w 1909 r. Elżbieta Zawacka była jedyną kobietą wśród cichociemnych spadochroniarzy o pseudonimie „Zo”. Pełniła funkcję zastępcy szefa „Zagrody” - Działu Łączności Zagranicznej Oddziału V Sztabu Komendy Głównej AK. Jako kurier w lutym 1943 r. pokonała trasę przez Niemcy, Austrię, Francję i Hiszpanię do Anglii, stając się legendą wśród kurierów. Do Polski wróciła, zrzucona na spadochronie na własną prośbę, we wrześniu 1943. Pracowała w szefostwie Wojskowej Służby Kobiet KG AK. W latach 1951 - 55 odsiadywała dziesięcioletni wyrok w stalinowskim więzieniu. W 1972 r. podjęła pracę na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu, skąd odeszła przedwcześnie z powodu szykan SB.

Twarz świeci nocą



- W Pirenejach w nocy nakrył nas patrol, strzały... - wspominała. - Grupa się rozpierzchła. Zostałam sama. Schowałam się za skałę. Co robić? W harcerstwie nauczyłam się, że twarz w nocy świeci, więc trzeba zamazać ją błotem i tak zrobiłam, i tak siedziałam za tą skałą do rana….
Potem przedostała się do Londynu z meldunkiem dla naczelnego wodza. Na próżno jej było tłumaczyć, że już nie musi ryzykować, że może pracować w Londynie. Miłość wzywała. Był tylko jeden sposób, żeby do niej wrócić: na spadochronie. Przeszła mordercze szkolenie cichociemnych spadochroniarzy AK. Wytrzymują je tylko najwytrzymalsi z najwytrzymalszych, najdzielniejsi z dzielnych i Ona, „Zo” - jedyna kobieta. Skakała w środku nocy z grupą innych komandosów. - Jezu, baba! - wrzeszczał partyzant z ubezpieczania desantu, który chwacko chwycił ją za kombinezon, żeby pomóc ustać na nogach. - No, musiał piersi poczuć, bo byłam nie do odróżnienia od mężczyzn - uśmiechała się, wspominając. I tak ją przywitała Miłość.

Najwyżej się zabiję



Ryzykowała nieustannie. Gestapo zajęło się jej rodziną... Bydlaki torturowali koleżanki na tym elektrycznym łóżku. Żadna nie wytrzymała. Zanim umarły z bólu, zeznały wszystko. „Zo” wybaczyła i walczy dalej. Sieć wokół niej zaciska się. W pociągu między Warszawą, a Krakowem zobaczyła szpicla i czuła, że ją rozpoznał. - Najwyżej się zabiję - pomyślała wtedy, decydując się na skok w biegu. - Bałam się tylko, żeby głową nie uderzyć w słup, bo to było w nocy - przyznała przed wpatrzonymi w Nią wojakami wolnej Polski. Bo śmierci się nie bała. - Gdybym sto razy nie miała szczęścia, to sto razy bym nie żyła. Zawsze od śmierci ratowała mnie ta chwila szczęścia...
Najdzielniejsza z dzielnych odeszła 10 stycznia 2009 r. w swoim kochanym Toruniu. Od grudnia jeździmy po nowym moście im. Gen. Elżbiety Zawackiej - Honorowej Obywatelki miasta.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City