Piątek, 16 listopada 2018

Fot.: materiały Miast Kobiet

Brutalny rynek matrymonialny [WYWIAD]

To jest jedna z tych strasznych informacji, której kobiety nie lubią słuchać. Jeśli kobieta zarabia cztery miliony dolarów rocznie, to będzie szukała pana, który zarabia sześć. Z prof. Tomaszem Szlendakiem* z UMK rozmawia Paulina Błaszkiewicz

Paulina Błaszkiewicz

Tagi: Miasta Kobiet Kontrowersje Wywiad

6 stycznia 2014, aktualizowano: 06-01-2014

Większość osób mówi, że dobieramy się w pary na zasadzie podobieństw albo przeciwieństw, które podobno się przyciągają. Co na ten temat mówią socjologowie?
To, co mówią socjologowie na temat dobierania się ludzi w pary, zabrzmi brutalnie, ponieważ łamie pewne przekonania, które mamy i w które szczególnie wierzą kobiety. Po pierwsze, nie mamy do czynienia z przypadkiem. Na istotę, która jest dopasowana bardzo mocno różnymi parametrami społecznymi do nas, nie trafiamy przypadkiem.


To znaczy, że…
Mam na myśli osobę, która ma to samo wykształcenie, mniej więcej podobny poziom atrakcyjności fizycznej, podobny poziom zarobków. Takie osoby spotykamy w konkretnych miejscach, które socjologia nazywa rynkami matrymonialnymi albo rynkami seksualnymi. Kiedyś to wszystko działo się w sąsiedztwie, mężczyźni i kobiety dobierali się w miejscach takich jak szkoła. Jeszcze za czasów PRL-u w latach siedemdziesiątych szkoła była jednym z głównych rynków matrymonialnych i właściwie pod koniec liceum czy technikum było po sprawie, bo każdy był sparowany. Dzisiaj bardzo mocno to się rozsypało.

Czy to oznacza, że nie mamy już szansy na związek?
Aż tak źle nie jest. Mniej więcej 15 procent młodzieży licealnej ma jednak kogoś do pary. Reszta w ogóle nie funkcjonuje w tym układzie, bo ludzie poszukują partnera między 25 a 30 rokiem życia. Nie zazdroszczę jednak dziś paniom, a zwłaszcza studentkom kierunków humanistycznych. Chodzenie do klubów, kiedy te pary zawiązują się po studiach, też nie ma większego sensu, a stare strategie, gdzie panie farmaceutki poszukiwały panów na sąsiednim wydziale lekarskim, też należą do przeszłości.

A co z tym znanym powiedzeniem, że przeciwieństwa się przyciągają? Ludzie nie stosują takiej strategii?
Ludzie dobierają się w pary w obrębie własnej grupy, co nazywamy homogamią. To oznacza, że szukamy partnerów na zasadzie podobieństw według parametrów społecznych (podobny światopogląd, wykształcenie, zarobki). Jeśli zwiążemy się z kimś, kto od nas znacznie odbiega, wspólne życie jest bardzo trudne. Mężczyźni nie szukają partnerek, które są ulokowane w hierarchii społecznej wyżej od nich. Robią to tylko kobiety, o których mówimy, że są hipergamiczne. W praktyce oznacza to, że kobiety z klasy średniej szukają mężczyzn nieco lepiej zarabiających i nieco lepiej wykształconych. To jest jedna z tych strasznych informacji, której kobiety nie lubią słuchać. Jeśli kobieta zarabia cztery miliony dolarów rocznie, to będzie szukała pana, który zarabia sześć. I wcale nie będzie szukała kogoś, kto ma poczucie humoru, jest sympatycznym misiem, czy doskonale nadaje się do opieki nad dziećmi, a jednocześnie nie pracuje. Będzie poszukiwała kogoś, kto jest lepiej uposażony niż ona sama i jest to tendencja nieprzezwyciężalna, co oznacza, że w ogóle nie widzimy w socjologii wyjątków od tego trendu.

Gdzie kobiety powinny szukać tych odpowiednich mężczyzn?
Jest w tym kłopot, który polega, między innymi na tym, że 70 procent polskich studentów stanowią kobiety i łatwo sobie policzyć, jaki odsetek kobiet i mężczyzn kończy studia, przy założeniu, że ponad połowa ludzi w wieku 20-25 lat na tych studiach jest. To oznacza lekko licząc, że 30 procent kobiet z licencjatem lub magisterium nie znajdzie odpowiedniego partnera. Panie będą musiały rozglądać się niżej, pośród mężczyzn, którzy mają średnie wykształcenie i niższe zarobki. Kobiety tego nie robią. Raz to zrobiły w historii naszej kultury po I wojnie światowej, kiedy kilka milionów francuskich mężczyzn zginęło. Tylko wtedy Francuzki zaczęły się rozglądać za nieco słabszymi i młodszymi. Socjologowie brytyjscy mówią dziś, że duży odsetek kobiet w ogóle nie znajdzie partnerów albo nawet nie będzie ich szukać, a jeśli już, to będą to związki z mężczyznami już zajętymi, którzy mają żony lub partnerki.

Ale jeśli takich odpowiednich i wolnych mężczyzn nie ma, to może kobiety powinny przymknąć oko i obniżyć poprzeczkę, jeśli chodzi o oczekiwania wobec wymarzonego partnera?
To jest coś, co spędza sen z powiek nie tylko socjologom, ale i politykom społecznym, bo dlaczego tak słabo się rozmnażamy? Dlatego, że kobiety nie znajdują dla siebie odpowiednich partnerów. Takich, którzy mają odpowiednie cechy, by wychować z nimi dziecko. Politykom społecznym przychodzi do głowy pytanie, dlaczego kobiety nie zwiążą się z mężczyzną wykształconym, ale gorzej zarabiającym, za to z większym poczuciem humoru, które gwarantuje, że będziemy przyjemnie spędzać czas? Kobiety nie zmieniają jednak swoich preferencji. Owszem, rozglądają się za tymi, którzy mają poczucie humoru, ale najlepiej byłoby, gdyby byli jeszcze bogaci. Kobiety są dziś coraz lepiej wykształcone i doskonale radzą sobie na rynku pracy, a to oznacza, że same mogą utrzymać swoje gospodarstwo domowe. Wydaje się też, że w takiej sytuacji mogą mieć partnerów, którzy wcale nie są majętni… Kobiety jednak nie zwracają uwagi na takich mężczyzn. Do tych starych cech dokładają nowe. Poczucie humoru jest dokładane do pieniędzy, przez co jeszcze bardziej zawęża się pula partnerów do szukania na rynku matrymonialnym.

Nie brzmi to zbyt romantycznie…
Socjologowie odzierają wszystkie związki z ducha romantyzmu. Po raz pierwszy zrobił to w 1967 roku William Kephart, który badał na jednym z amerykańskich campusów preferencje małżeńskie kobiet i mężczyzn. W tym celu zadał historyczne pytanie: Czy gdybyś znalazł idealną partnerkę, ale byś jej nie kochał, ożeniłbyś się z nią? Co odpowiadają mężczyźni? Nie, nie kocham jej, więc się z nią nie ożenię. To samo pytanie Kephart zadał kobietom: Czy gdybyś spotkała mężczyznę, który byłby idealny, ale go nie kochasz, wyszłabyś za niego za mąż? Kobiety odpowiadają: nie wiem.

Nie będąc zakochaną, mogę się z czasem zakochać?
Są to tzw. adaptatywne strategie matrymonialne. Socjologia jest przekonana, że ludzie zakochują się we właściwych osobach. Zwłaszcza kobiety zakochują się w kim trzeba. Zawsze tłumaczę swoim studentom, co wywołuje nieodmienny śmiech po jednej stronie i lekkie zażenowanie po drugiej, że jeśli mówimy o jakiejkolwiek romantycznej płci, to są to mężczyźni. To oni się zakochują i nie racjonalizują. Kobiety racjonalizują i nie ma w tym nic dziwnego. Dlaczego? Muszą, dlatego że nie mogą pozwolić sobie na dziecko, które jest inwestycją i wylądować z byle kim.

Do czego mogą doprowadzić duże różnice między partnerami?
Różnice klasowe destabilizują małżeństwa. Całkowicie niestabilne będzie, np. małżeństwo, gdzie kobieta jest z nieco wyższej klasy i więcej zarabia. Patrząc na dane statystyczne, taki związek nie ma szans na przetrwanie. Jeśli jednak kobieta zarabia mniej, to mamy do czynienia z odwrotną sytuacją - związek będzie trwały. Kobiety rzadko wychodzą z takich małżeństw. Z kolei w sytuacjach, kiedy mężczyźni tracą pracę, albo są mniej przedsiębiorczy, kobiety mają tendencję do kończenia takich związków. Dzieje się tak w skali całego świata, gdzie dopuszczalne są rozwody.

To u nas jest chyba dużo tych różnic. Ile mamy rozwodów w Polsce?
Ponad 30 na 100 nowo zawartych małżeństw się rozpada, a pamiętajmy o tym, że otrzymanie rozwodu w Polsce nie jest wcale takie łatwe. Powodem rozwodu są często sytuacje kiedy mamy do czynienia z dysproporcją ekonomiczną lub różnicami w wykształceniu. To ciekawe zjawisko, bo 24 procent par w Polsce to właśnie takie małżeństwa, w których mężczyźni wypadają na niekorzyść.

Różnica charakterów - to podobno najczęstszy powód, który pary podają na wniosku rozwodowym.
Ludziom się wydaje, że najczęstszą przyczyną rozwodów jest zdrada, a to kompletna nieprawda. Zdrada przez kobiety, szczególnie te aktywne zawodowo, nie jest traktowana jako zagrożenie. W większości chodzi po prostu o pieniądze lub problemy z podziałem prac domowych. To są najczęstsze ogniska zapalne. Mężczyźni stanęli na maturze, a kobiety szły na studia. Ryzyko rozwodu jest wyższe w takich sytuacjach, ponieważ to kobiety lądują w dobrych miejscach pracy, gdzie koledzy mają inne parametry niż ich mężowie, którzy najczęściej zajmują się pilotem od telewizora. Mężowie nie są interesujący dla swoich żon. Największe ryzyko rozwodu jest jednak na najniższym piętrze hierarchii społecznej, gdzie, np. mężczyzna jedzie do pracy gdzieś na saksy i pozostawia rodzinę. Tam również pozew o rozwód wnoszą kobiety.

A gdzie nie ma rozwodów?
Tylko w jednej klasie, tam gdzie w grę wchodzą ogromne pieniądze, ludzie się nie wygłupiają. Do tej klasy w Polsce należy jakieś 250 tysięcy ludzi. Rodzice zapoznają odpowiednie osoby z odpowiednimi osobami. Mezalianse się nie zdarzają. Jest to też jedyna klasa, gdzie kobiety nie są aktywne zawodowo. Pracują mężczyźni. Do tego jest mnóstwo środków w rodzinie. Rozwód jest więc wykluczony. Tak jak w XV, XVI, czy XVII wieku małżeństwo to instytucja finansowo-reprodukcyjna.

Kto ma dzisiaj gorzej w poszukiwaniach partnera? Kobiety czy mężczyźni?
Powiedziałbym, że wszyscy. W połowie XX wieku ktoś, kto miał rękę i nogę, bez problemu mógł mieć męża. Dziś kobiety, które są aktywne zawodowo, nie mają czasu na angażowanie się w związek, który jest ciężką robotą. Do tego media dokładają, a szczególnie prasa dla kobiet podkreśla hasła w stylu: pracuj nad związkiem itp… Im bardziej kobiety to robią, tym bardziej mężczyźni się wycofują. Obie płcie mają dziś trudno i dla mnie jako członka prezydenckiego zespołu ds. polityki społecznej jest jasne, że dzieci to z tego nie będzie.

*Prof. dr hab. Tomasz Szlendak



Profesor nadzwyczajny, doktor habilitowany, dyrektor Instytutu Socjologii na UMK w Toruniu. Bada przemiany obyczajów w kulturze zachodniej, zwłaszcza w kulturze polskiej oraz biospołeczne uwarunkowania życia seksualnego.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 28-02-2016 15:49

    Brak ocen 0 0

    - gość: Pani Paulino proponuję opisać dzieje Rusinowa , przynajmniej te powojenne w relacjach osób jeszcze żyjących , bo te bardzo dawne to już tylko ze źródeł historycznych , ale to już nie jest to samo, Najlepsze są te od osób najbliższych bo są szczere bez zbędnych upiększeń , nawet niech by były najprostsze nawet nieporadne ,ale są naturalne.

    Odpowiedz

  2. 14-08-2015 20:18

    Brak ocen 0 0

    - gość: pani Paulino niech pani poświęci trochę więcej uwagi Rusinowu ,odświeży założoną przez siebie stronę

    Odpowiedz

  3. 20-02-2015 16:31

    Brak ocen 0 0

    - Gość: Interesujący artykuł. Temat jest również ciekawie przedstawiony w podobnej publikacji hmm... http://neomedia.info/jak-ludzie- dobieraja-sie-w-pary

    Odpowiedz

  4. 27-01-2014 15:14

    Oceniono 21 razy 19 2

    - p.p: w 100% się z tym zgadzam kobieta woli być "blacharą" niż przeciskać się przez życie z miłości.

    Odpowiedz

  5. 11-01-2014 11:49

    Oceniono 16 razy 14 2

    - Odrzucony: Smutne, ale prawdziwe... odczułem to na własnej skórze. Teraz mam takie poczucie, że muszę być lepiej wykształcony i więcej zarabiać, bo kiedy znów się zakocham, to nie wyobrażam sobie stracić tego. Kiedy kobieta odchodzi do tego "lepszego" i lepiej zarabiającego, to jest uwłaczające... Obecnie studiuję zaocznie i zdecydowałem się na psychoterapię, aby wzmocnić swój charakter, co mam nadzieję ułatwi mi skok na wyższy szczebel hierarchii społecznej.

    Pokaż odpowiedzi (2) Odpowiedz

    Partnerzy Miast Kobiet

    • Consilis
    • Positivemind.pl
    • Focus
    • UM Bydgoszcz
    • Brigdehead
    • Teatr Polski
    • FKE
    • MCK Bydgoszcz
    • Dwór Artusa
    • Helios
    • Multikino
    • Cinema City