Poniedziałek, 21 maja 2018

Szmaciane lalki

Adnotacja na czerwonej okładce najczęściej brzmi: „Sprawa zgwałcenia Anny Z. przez żołnierzy sowieckich”.

Janusz Milanowski

Tagi: miasta kobiet tabu

7 kwietnia 2014, aktualizowano: 15-04-2014

Armia Czerwona nie wyzwoliła Torunia, tylko do niego wkroczyła bez strzału. Armia niemiecka porzuciła miasto-twierdzę, gdyż dostała rozkaz połączenia się z siłami gen Weissa pod Świeciem. Czerwonoarmiści weszli tu 1 lutego 1945 mniej więcej o 9.00. Pod ratusz podjechała dekawka z komisarzem, który miał dwa nagany u pasa. Użył ich nieopodal pod Łukiem Cezara. Osobiście zabił swoich towarzyszy broni, którzy uciekli z obozu jenieckiego na Glinkach i wojnę przetrwali, ukrywając się u Polaków. Ujawnili się od razu po wkroczeniu swoich, nie wiedząc że Beria nakazał rozstrzeliwać czerwonoarmistów wziętych do niewoli niemieckiej. Czterech innych rozstrzelano też na placu św. Katarzyny. Ich ciała leżały parę dni.


Najstarsi torunianie pamiętają, że jak wszędzie, tak i w naszym mieście panował strach przed czerwonoarmistami. Jak wszędzie kradli czasy (zegarki) i rowery. Jak wszędzie kobiety unikały ich jak ognia, a niektóre pokrywały twarze sadzą, by wyglądać na chore i dzięki temu uniknąć gwałtu. Toruń ominęła hekatomba gwałtów na miarę Gdańska, Mazur czy Śląska. Jednak było tu ich znacznie więcej niż w Bydgoszczy, gdzie (na szczęście) z sowietami wkroczyło też Ludowe Wojsko Polskie.

Świadectwa licznych gwałtów, których dopuścili się czerwonoarmiści na toruniankach i mieszkankach okolic w 1945 r., znajdują się w aktach Prokuratury Sądu Okręgowego w Toruniu, przechowywanych w Archiwum Państwowym. Zgwałcone kobiety zgłaszały sprawy do prokuratury, ale nie w nadziei na ukaranie sprawców. Chodziło o sądowe zaświadczenie umożliwiające przeprowadzenie aborcji. W archiwum znajdują się akta 179 takich spraw, przestępstw z art. 204 popełnionych w roku 1945. Adnotacja na czerwonej okładce najczęściej brzmi: „Sprawa zgwałcenia Anny Z. przez żołnierzy sowieckich”.

Nie ma panienek na ulicy

Anna Z. miała 25 lat w kwietniu 1945 r. Bawiła raz w Chełmnie u koleżanki, w mieszkaniu przy ul. Poprzecznej. Ok. 20.30 do drzwi zastukał „milicjant Milicji Miejskiej Genio A”. wraz z ruskim żołnierzem. Anna i koleżanka usłyszały, że szpiegują dla Niemców i muszą się wylegitymować przed radzieckim oficerem. Zaprowadzono je do domu przy ul. Rycerskiej, gdzie stanęły przed rzekomym generałem-majorem. Po krótkim przesłuchaniu, generał-major wyprowadził koleżankę na korytarz. Anna została sama z dwoma żołnierzami. Jeden z nich kazał się jej rozebrać. „W końcu pod groźbą broni rozebrałam się i uległam” - czytamy w zeznaniach (pisownia oryginalna.). - Po tym gwałcie drugi żołnierz rosyjski wszedł do pokoju. Jemu opierałam się stanowczo i nie chciałam mu się oddać, za co ten mnie bił i w końcu i temu uległam. Po drugim nastąpił trzeci i czwarty” i tak przez dwie godziny. Koleżanka przeżyła podobny horror z generałem-majorem w innym pokoju. Do domu odprowadził je milicjant Gienio, który też próbował Annę zgwałcić po żołnierzach, ale dała mu mocno w pysk. „Wy nie jesteście pierwsze ani ostatnie i na całej ulicy nie ma już żadnych panienek, gdyż wszystkie się pochowały” - oświadczył milicjant Genio.

Sąsiad z czerwonego domu

Maria S., mieszkanka toruńskich Bielan, w 1945 roku miała 48 lat. Trzy lata wcześniej jej mąż zmarł w więzieniu w Bydgoszczy. Wówczas wdową zainteresował się jej sąsiad Żbikowski. Chciał się żenić, ale Maria go odprawiła. Dokładnie 11 lutego wieczorem do jej mieszkania wtargnęło trzech Rosjan z karabinami. Domagali się zegarków i pierścionków, bo „w czerwonym domu powiedzieli, że wy germany i macie czasy”. „Wtenczas żołnierze zaczęli strzelać w mieszkaniu, pobili mego wujka staruszka, mnie zaś wepchnięto do osobnego pokoju, rozebrano mnie do naga, dopuszczając się na mnie kolejno gwałtu. Córka moja, lat 17 w czasie strzelaniny ukryła się, wykorzystując moment, kiedy żołnierze zajęci byli mną, zbiegła przez okno. Po dokonaniu gwałtu na mnie zabrano mi wszystkie rzeczy i bieliznę”.

W czerwonym domu mieszkał Żbikowski.

Nie chciała z tym żyć…

Elizabeth P. w 1945 miała 53 lata. W dniu 24 lutego do jej mieszkania przy ul. Chełmińskiej weszło czterech sowietów. Scenariusz ten sam. Groźby, kradzież. Najwyższy stopniem odprawił trzech pozostałych, zgwałcił Elizabeth i wyszedł. Wrócił pół godziny później. Ukradł jej pierścionki i zgwałcił ponownie. Wrócił jeszcze tej samej nocy z wódką i gwałcił do rana. Wódkę pewno dostał za te ukradzione pierścionki.

Następnego dnia Elizabeth podcięła brzytwą żyły w przegubach. Niemal całkowicie wykrwawioną, leżącą twarzą na podłodze, znalazł ją milicjant, który zajrzał do otwartego mieszkania.

Do Obywatela Prokuratora
Toruń, dnia 12.4.1945 r. „Donoszę uprzejmie, że podczas kontroli przeprowadzonej w końcu lutego br. u mnie w mieszkaniu zostałam przez rosyjskich oficerów zgwałcona. Świadków nie ma, gdyż byłam wówczas w mieszkaniu sama. Po zbadaniu przez lekarza okazuje się teraz, że jestem w ciąży. Ponieważ jestem panną i zaręczoną, proszę uprzejmie o zezwolenie na przerwanie ciąży”. Z poważaniem…”
Podpis nieczytelny.

Komendant wojenny
Krawcowa, Zofia K. w 1945 r. miała 19 lat. Mieszkała w Gniewkowie. Miała tzw. trzecią grupę narodowościową i musiała meldować się w komisariacie. Tam upatrzył ją sobie major Sorokin - komendant wojenny. Wieczorem wysłał po Zofię uzbrojonego żołnierza. Był już pijany, gdy zaczął Zofię gwałcić z przerwami do rana. „Takie same wypadki były przez 4 następne noce - zeznała krawcowa Zofia. - Wskutek tych zgwałceń jestem w ciąży i proszę o zezwolenie na jej przerwanie”.

Zagrzmiały działa
Pani Irena ma niebieskie, pogodne oczy i 84 lata. Mieszkanka Torunia. Szczupła, elegancka starsza pani, absolwentka poznańskiego uniwersytetu. Pamięta też kołatkę na drzwiach świeckiej plebanii, którą bezsilnie stukała pewnej mroźnej nocy. Gdy miała 15 lat trafiła z siostrą do więzienia NKWD w Świeciu. Były wygłodzone po pobycie w niemieckim obozie i osłabione po tyfusie. - Jak takie szmaciane lalki - wspomina.. Szmaciana lalka miała serce w gardle z przerażenia. Podkomendni gwałcili osadzone kobiety dzień w dzień i każdej nocy. W celach i na korytarzu. Szmaciane lalki były za chude i miały odleżyny po tyfusie - na szczęście.

Ojciec pani Ireny był cenionym fachowcem z branży spożywczej. W 1944 r. upomniała się o niego rolna firma, bo na froncie zaczęło brakować chleba. Dlatego zwolniono go z obozu z całą rodziną. Trafili pod Żuromin. Duży młyn, silosy. Matka, Irka i siostra pracowały fizycznie jako niewolnice. Tato zastępował niemieckiego kierownika, ale też był niewolnikiem. I tak do czasu, gdy z oddali zagrzmiały ruskie działa. Wtedy ojcu dano przepustkę i furmankę z końmi, żeby wywiózł dokumentację księgową do Torunia. Konie zabrali im po drodze. Zdołali dotrzeć do Malankowa między kolumnami uciekających w strachu Niemców. Tam postanowili przeczekać. Zima była potworna.

W Malankowie zajęli poniemieckie gospodarstwo, które wskazał im parobek pracujący w nim przed wojną i znający ojca. Krowy, świnie, kury - wszystko. Ale inny parobek powiedział ruskim, że ojciec to przedwojenny burżuj. Przyszli po tatę i zabrali (wrócił pod koniec roku). Irka, matka i siostra zostały same w gospodarstwie. Czerwonoarmiści zaczęli je nachodzić. Irka nie rozumiała, dlaczego mama tak bardzo się ich boi. Mama bała się też parobka.

W sąsiedniej wsi mieszkała kobieta z 20-letnią córką i synową. One też się bały. Ta kobieta zaproponowała matce Irki, żeby zamieszkały u niej, że będzie im raźniej, łatwiej, więc zamieszkały. Gościna okazała się pułapką.

- Moją mamę, wymęczoną obozem i niewolniczą pracą, upatrzył sobie radziecki oficer, a nasza gospodyni nie kryła zadowolenia z tego powodu. Jej córka i synowa stały się nietykalne - opowiada starsza pani z gorzkim uśmiechem na wspomnienie gościnności. - No i to się stało…
Pani Irena milczy. Zbiera myśli. Zaczyna mówić cicho…

- Miałam piętnaście lat i nic nie rozumiałam ze spraw damsko-męskich. Moja starsza siostra - tak… - wspomina powoli. - On nie chciał chyba do końca postąpić po chamsku. Kiedyś przyszedł z woreczkiem mąki, grudką łoju i proszkiem do pieczenia w niemieckim opakowaniu. Był styczeń, czas karnawału i ten oficer przyniósł też patefon i płytę z kolędami do… tańca. Naszej gospodyni kazał upiec pączki na tym łoju. Był pijany. Moja mama robiła wszystko, żeby przed nami ukryć strach, a on chciał tańczyć przy tych kolędach…

Młode, ładne dziewczyny…
Dom był duży. Bez prądu. Ciemno we wszystkich pokojach. Na oficera czekał pokój w głębi. Irka z siostrą nie odstępowały mamy na krok. Żołdakowi to nie przeszkadzało. W tym ciemnym pokoju zaczął coś szeptać do matki i sapać. - Wtedy wstąpił we mnie potworny strach. Zaczęłyśmy z siostrą makabrycznie krzyczeć, a mama z nami. Krzyczałyśmy tak strasznie, że aż trzęsły się ściany i to bydlę uciekło.

Pani Irena dowiedziała się potem, że miłośnik kolęd przesadził w swych zalotach i złodziejstwie do tego stopnia, że swoi go rozstrzelali. Ten sam parobek, który doniósł na ojca, doniósł też na nie. Wszystkie trzy trafiły do więzienia NKWD w Świeciu przy ul. Sądowej.

Tam pani Irena zobaczyła orgie, jak to określa, „gwałty i nie-gwałty”. Bydlaki w mundurach z czerwonymi gwiazdami znęcali się nad kobietami w różny sposób. Gwałcili najczęściej podczas przesłuchań w piwnicach. Wtedy słychać było krzyki. Irka to widziała, bo też ją przesłuchiwali w nocy. Na szczęście wyrośnięta szmaciana lalka była brudna, miała odleżyny po tyfusie i strasznie poranione nogi. Była tak brudna, że nie rozpoznawały jej znajome siedzące razem z nią w tym piekle. Irka poznawała je doskonale. I patrzyła na to, co im robią.

- Pamiętam młode, ładne dziewczyny. One… oddawały się, żeby się uwolnić…, żeby z tego piekła wyjść… Wiele z nich znałam i to było dla mnie najgorsze - opowiada pani Irena.
Jej niebieskie oczy gasną.

Siostrę wywieźli pod Czelabińsk. - Do końca życia nie wróciła do psychicznej równowagi. Niby normalnie żyła, ale przetrącona. Nikt i nigdy nie poznał prawdy o tym, co przeżyła pod tym Czelabińskiem…

Anioł odszedł w noc
…Anioł był zastępcą komendanta więzienia. Przyszedł do Irki w nocy po dwóch tygodniach. Irka jeszcze wtedy nie wiedziała, że to jej anioł i bardzo się go bała. Anioł powiedział po rosyjsku, że miał babuszkę Polkę i dlatego chce ją wyprowadzić z piekła. Irka nie wierzyła. Anioł z kieszeni spodni wyjął polską książeczkę do nabożeństwa. Ojcze nasz, któryś jest w niebie… - zaczął spokojnym głosem, kalecząc polszczyznę. A potem… Zdrowaś Mario, łaskiś pełna. - Udawał, że czyta, bo książeczkę trzymał odwróconą. Mówił z pamięci, widocznie babuszka go nauczyła. Wtedy mu uwierzyłam - wspomina pani Irena już spokojnym głosem.

Nie zostawił dziewczyny na mrozie w środku nocy. Zaprowadził na pobliską plebanię (jak to anioł). Ale nikt nie chciał otworzyć drzwi, choć gospodyni plebanii znała babcię Irki z jednej pensji. Wtedy anioł zamienił się w oficera. - Job twoju mać! - wrzasnął straszliwie, wyciągając broń z kabury. - Otkrywaj, swołocz! Kopnął w piękne antyczne drzwi z kołatką i zagroził, że przestrzeli zamek. Drzwi otworzyła gospodyni. Irce zrobiło się ciepło. Anioł odszedł w noc. Bez słowa. - Byłam w szoku. Do dziś żałuję, że nie zapytałam go, jak się nazywał, że go nie szukałam, że nie powiedziałam słowa „dziękuję”, że nie wiem, co się z nim stało - jednym tchem mówi starsza pani. - Teraz sobie uzmysławiam, że mój anioł z czerwoną gwiazdą na pewno bał się tego, co robi. Gdyby ktoś na niego doniósł…

Zwycięstwo człowieczeństwa
Pani Irena zimę przetrwała na plebanii.

Wspomina jeszcze historię woźnego ze Starostwa Powiatowego ze Świecia. Jego małżonka i synowa nie zdążyły się ukryć, gdy do budynku wkroczyli czerwonoarmiści. Od razu zamknęli obydwie kobiety w jednym z pokoi. Woźny chciał je bronić. Bydlaki przywiązali go wtedy do ciężkiego mebla. Musiał przez wiele godzin patrzeć na kolejkę gwałcących najbliższe mu kobiety. Synowa zaszła w ciążę. Była kobietą silnej wiary i zdecydowała się urodzić. Cała rodzina otoczyła dziecko wielką miłością, a woźny (dziadek) - chyba największą. - Zwycięstwo człowieczeństwa - powiedziała w zamyśleniu starsza pani.
Gdy lód odpuścił Wiśle, Irkę wraz z innymi ukrywającymi się ludźmi przewieziono łódką do Chełmna. Tam cała rodzina znów się połączyła. Gdy po miesiącu poszła do liceum, nogi wciąż miała w ranach, zabandażowane gałganami. Nauczycielka od łaciny wywoływała ją na podium przy katedrze. Szmaciana lalka musiała się kręcić jak w tańcu. Klasa się śmiała…

Ich ostatnia kobieta
Najstarsi torunianie bardzo dobrze pamiętają dzień wyzwolenia. Ktoś wspomina żołnierza na kucyku w odświętnym stroju ludowym, który prowadził kolumnę wojsk ulicą Kościuszki. Nie wolno było podchodzić do okien, bo żołnierze od razu mogli strzelać widząc kogoś za szybą. Ktoś inny pamięta jak skośnoocy żołnierze uczyli się jeździć na rowerach w hali Bumaru, gdzie gromadzili łupy z szabru. Kogoś innego mama przestrzegała, że ma się chować, gdy jedzie pociąg z żołnierzami przez most kolejowy, bo strzelają do ludzi dla sportu. - Nie wiem, o czym pan mówi. Ja nie słyszałem o żadnych gwałtach - padała zwykle odpowiedź na pytanie o te przestępstwa. Albo… - Proszę pana, ofiary jeszcze żyją, po co im to przypominać? Tylko pani Irena zdecydowała się opowiedzieć, co widziała. Tej karty historii naszego miasta nie badali historycy, ani też nie pisali o niej dziennikarze.

Armia Czerwona opuściła Toruń dopiero 30 sierpnia 1991 r. Gdy kolumna ciężarówek wyjeżdżała z jednostki przy ul. Grudziądzkiej, przy bramie stała kobieta (sfilmował ją kamerzysta pracujący dla Urzędu Miasta). Na głowie miała czerwoną chustę, krótką czerwoną sukienkę, czerwone rajstopy i czerwone szpilki. Załzawiona, machała czerwoną chusteczką.


autorem gdańskiego pomnika żołnierza radzieckiego gwałcącego ciężarną kobietę oraz zdjęcia jest Jerzy Bohgan Szumczyk. Dziękujemy za udostępnienie materiału.

Źródło: Archiwum Państwowe w Toruniu. Akta Prokuratora Sądu
Okręgowego w Toruniu - 1945 r. Imię głównej bohaterki,
z którą przeprowadziłem wywiad, zostało zmienione na jej prośbę.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 12-04-2014 20:04

    Oceniono 3 razy 3 0

    - jaro: Ruskich bano się bardziej niż Niemców.. Byli, są i będą prymitywnymi dzikusami...

    Odpowiedz

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City