Wtorek, 24 października 2017

Fot.: Tomek Czachorowski

Leśny orgazm w papilotkach

Na waniliową babeczkę, to każdy facet poleci. Śmiejemy się, że to taka słodka blondynka. Dla tych, którzy wolą brunetki mamy czekoladową.

Dominika Kucharska

Tagi: Miasta Kobiet kobieta przedsiębiorcza Relaks

24 listopada 2013, aktualizowano: 24-04-2014

- Chcesz pogadać z fajnymi babkami? Idź na Pomorską – rzuciła niedawno moja znajoma. Gdy poznałam szczegóły, od razu chwyciłam za telefon. Okazało się, że nie chodzi tylko o fajne babki, ale o górę fajnych babeczek... Tak zwanych cupcake'ów, które wyglądają jak wyjęte z amerykańskich filmów z czasów Marilyn Monroe i Jackie Kennedy.


Bo my trochę gotki jesteśmy



Jak je sobie wyobrażałam? Urocze fartuszki, kokardki, fryzura wystylizowana na pin'up girl. Co tu dużo mówić – w głowie miałam obraz idealnej pani domu mieszkającej pół wieku temu na przedmieściach Nowego Jorku.

http://m.7dni.pl/2014/04/orig/4b083-307984.jpg

No i trochę się zdziwiłam, bo zamiast cukierkowych dziewczyn zobaczyłam dwie babki w spodniach i fryzurach z wygolonym wzorkiem po bokach. – Pewnie teraz tego nie widać, ale my trochę gotki jesteśmy – mówi Justyna. To ta bardziej rozgadana połówka babeczkowego biznesu. Swoją miłość do słodyczy uwieczniła tatuażem miśka żelki na nadgarstku. Na zapleczu krząta się Magda – spokojniejsza od sklepowej wspólniczki, autorka większości fantazyjnych ozdób wystających z kuszącego kremu. – Ja ogarniam przód, a Madzia tył – streszcza Justyna.

Funky Cupcake powstało w ciasnym lokalu, na parterze kamienicy. Jak już się przekonałam, właścicielki do cukierkowych nie należą, ale maleńkie wnętrze od samego wejścia ocieka słodyczą. Przez fioletowo-turkusowe pasy na ścianach przebija się oryginalna cegła pomalowana na biało. Na półkach stoją urocze dodatki, pudełka, talerzyki, tace - wszystko z nieodłącznym motywem babeczki. – Mamy bzika na tym punkcie. Jak coś jest z babeczką, to musimy to kupić – przyznają.

A może tak słodki biznes?



Przed etapem babeczkowego szaleństwa Magda i Justyna chwytały się różnych zajęć. Jedna robiła i sprzedawała biżuterię. Druga pracowała w sklepie turystycznym. Marzyły o założeniu pensjonatu. Pieczenie ograniczało się jedynie do pasji.

http://m.7dni.pl/2014/04/orig/44747-307985.jpg

Do czasu… – W jednym z programów śniadaniowych gościem była właścicielka sklepu „Fajne Baby”. Jak zobaczyłam te pyszności, to od razu wiedziałam, że mogłabym to robić do końca życia – wspomina Magda. Z przekonaniem do tego pomysłu uzależnionej od oglądania „Słodkiego biznesu” Justyny, nie było problemów. Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że „Słodki biznes” to program telewizyjny, który przedstawia od kuchni pracę Buddy’ego Valastro - jednego z najsłynniejszych cukierników w Stanach Zjednoczonych. Mający włoskie korzennie szef cukierni w New Jersey, razem z zespołem, potrafią wyczarować tort wyglądający jak prawdziwa torebka od Coco Chanel czy… komenda straży pożarnej.

Gorzkie słodkiego początki



Dziewczyny na rozkręcenie biznesu dostały dotację. Wcześniej jednak musiały zanurkować w rzece urzędowych papierów, pozwoleń i kontroli. Wtedy nie było za słodko. – Madzia napisze kiedyś o tym książkę (śmiech). Mamy już nawet tytuł. „Perypetie dwóch babeczek, czyli jak otworzyć firmę”. Ja dopiero tydzień po otwarciu przestałam mieć urzędowe koszmary – mówi Justyna.

Za pieniądze z dotacji skompletowały najpotrzebniejszy sprzęt cukierniczy. – Pan z urzędu pracy bardzo się zdziwił, jak zobaczył na naszej liście zakupów termometr do mierzenia temperatury cukru – wspominają z uśmiechem.

Produkcji babeczek na większą skalę musiały uczyć się do podstaw. Testowały przepisy, spisywały pomysły na kremy i kombinacje smaków, a rodzina i znajomi smakowali i skakali ze szczęścia, bo kto by nie chciał być takim królikiem doświadczalnym. Wielkiego otwarcia sklep doczekał się we wrześniu. Nie mają warunków, aby piec babeczki na miejscu, więc codziennie jeżdżą za Bydgoszcz, do zaprzyjaźnionej piekarni, w której właściciele użyczają im „kawałek” pieca.

One nie tuczą



Wodzę wzorkiem po tym raju dla kochających słodycze, a zarazem piekle dla starających się dbać o linię. Przez ścianki szklanych słoików widać czekoladowe ciasteczka, landrynki i kolorowe, jadalne ozdoby przypominające perełki... I jeszcze jedno – zapach, który z powodzeniem złamie najsilniejszą wolę i zaklinanie się, że jesteśmy na diecie. Zresztą dziewczyny mówią wprost, że mają już trochę przerwanych diet na sumieniu, chociaż mrużąc jedno oko twierdzą, że ich babeczki wcale nie tuczą.

Z metalowego stojaka kusząco spoglądają na mnie dopieszczone cupcake'i w kolorowych papierkach, które jak się dowiaduję, noszą nazwę papilotków. - One nie są do oglądania tylko do jedzenia. Nie patrz tak, tylko wybierz którąś – słyszę. Zadanie nie jest łatwe. Waham się między kilkunastoma rodzajami cupcake’ów, a wytrawnymi muffinami z łososiem i kaparami. – Ale przecież miało być słodko – mówię i ostatecznie łapię za babeczkę, którą najczęściej wybierają najmłodsi kupujący. Czekoladowe ciasto, czekoladowy krem i mnóstwo dodatków. Z kremowej kopuły wystają kawałki batona z karmelem, lentilki i pianki marshmallow.

Mruczymy…



Nieumiejętnie zabieram się za jedzenie, bo niby jak ugryźć ten słodki „problem”. – Wybrałaś babeczkę dla dzieciaków, to teraz się martw – myślę w duchu. Na pierwszy ogień idą dodatki. Potem wgryzam się w resztę. Niekontrolowane mruknięcie zadowolenia wydobywa się z moich ust. – Na to czekałyśmy! – słyszę od uśmiechniętych dziewczyn. Ale na, co? Na mruknięcie? W rzeczy samej i tu zaczyna się opowieść. – Mamy taką babeczkę, którą nazywamy „orgazmem w czarnym lesie”. Czekoladowe ciasto, wydrążony środek nadziewany konfiturą z czarnej porzeczki, na to krem śmietanowy i wisienka. Jedzące ją kobiety wydają takie dźwięki, jak w sypialni (śmiech). Kiedyś nasza klientka kupiła tę babeczkę na wynos. Jechała z mężem samochodem, zaczęła jeść i… zaczął się leśny orgazm. Mężczyzna podobno aż zjechał na pobocze, bo nie wiedział, co się dzieje – opowiadają.

http://m.7dni.pl/2014/04/orig/875c9-307986.jpg

Okruszki ciasta spadają mi na podłogę. Przepraszam, że tak nabrudziłam, ale w odpowiedzi słyszę, że właśnie te spadające okruszki dają im największą satysfakcję. – Wtedy wiemy, że smakowało. Piję owocową herbatę i nie mam wątpliwości, że w takich momentach nie zamieniłabym swojej pracy na żadną inną.

Blondynki, brunetki, rude



- Na waniliową babeczkę, to każdy facet poleci. Śmiejemy się, że to taka słodka blondynka. Dla tych co wolą brunetki mamy czekoladową – mówi żartobliwie Justyna. To jeszcze rudych wam potrzeba – zauważam. - Spokojnie. Są przecież marchewkowe z imbirem – słyszę w ripoście.

W głowie mają już szereg pomysłów na kolejne jadalne kusicielki w papilotkach. Wysypu nowości możemy się spodziewać już za kilka dni. Wtedy dziewczyny pokażą swój gotycki pazur, bo w sklepie z amerykańskimi babeczkami Halloween nie może przejść bez echa. Justyna i Magda zacierają ręce. Na babeczkach zagoszczą dynie, nietoperze, ząbki wampirów i kościotrupy. - Halloween najchętniej obchodziłybyśmy przez cały rok. Te babeczki będą świetne – zapewniają.

Z nieskrywanym żalem i pełnym żołądkiem opuszczam Funky Cupcake. Refleksja? Z babkami i babeczkami to życie jest słodsze, a przerwy na wytrawne kawałki, tylko mnie w tym utwierdzają.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City