Piątek, 26 sierpnia 2016

47 metrów pod wodą

To jest miłość od pierwszego zanurzenia. Głębia oceanu, adrenalina,poczucie wolności i... absolutna cisza. To uzależnia jak narkotyk.

Jan Oleksy

Tagi: turystyka nurkowanie podróże

20 sierpnia 2014, aktualizowano: 20-08-2014

Drobna dziewczyna, która po założeniu skafandra, dociążającego balastu, butli z powietrzem i dodatkowego sprzętu waży aż 30 kilo więcej. Tak wygląda „płetwonurczyni” Joanna Pociżnicka przygotowana do zejścia pod wodę. Och, przepraszam, to zajęcie nie ma niestety żeńskiej formy. - Przez długie lata nurkowanie przypisane było wyłącznie facetom, ale w tym męskim sporcie pojawia się coraz więcej kobiet. - Męska dominacja wynika z faktu, że nurkowanie wywodzi się z wojska. W tej dziedzinie kobiety zwykle są postrzegane jako kategoria płetwonurków tzw. egipskich, czyli ciepła woda, ładne skafandry, nurkowanie płytko, kolorowe rybki, piękne rafy koralowe. Potem wyjście z wody, parę uśmiechów, kilka pamiątkowych fotek i na tym koniec – opowiada żartobliwie pani Joanna. Ale ta etykietka nie jest prawdziwa. Elżbieta Benducka dwa lata temu ustanowiła nowy kobiecy rekord Polski, zanurzając się na Synaju na głębokość 191 metrów. - Wyjście trwało około cztery i pół godziny. Widać, że kobiety też nurkują ekstremalnie, ale niestety prym wiodą mężczyźni, albo mają przynajmniej o sobie takie mniemanie – mówi z uśmiechem Joanna.


Ile waży płetwonurek?
Człowiek ma określoną wyporność i wcale, jak wejdzie do wody, to od razu nie opadnie na dno. Czasem zanurzyć się wcale nie jest tak łatwo. Pianka, kamizelka bardzo mocno wypierają, więc trzeba się obciążać... ołowiem. W kamizelkach ratunkowo-wypornościowych jest specjalne miejsce na balast, tzw. kieszenie balastowe. Nurek musi się odpowiednio „wyważyć”. Każdy określa to indywidualnie, w zależności od wagi ciała, konfiguracji sprzętu. - Z całym systemem, który mam na sobie ważę około 80 kg – to duże obciążenie dla kobiety. Mężczyznom na pewno jest lżej. W nurkowaniu nie jest niebezpieczne to, że można się utopić - niebezpieczne jest zbyt szybkie wyjście z wody z pominięciem przystanków bezpieczeństwa - wyjaśnia amatorka podwodnych wypraw.

Otoczone złą sławą
- Najgłębiej zaliczyłam 47 metrów, było to w Egipcie. Nurkowałam w turystycznej miejscowości Dahab na wybrzeżu Zatoki Akaba. Rafy ciągną się tam przez całą długość wybrzeża, ale do najbardziej popularnych wśród nurków należy Blue Hole czyli Błękitna Dziura, gdzie zaledwie kilka metrów od brzegu znajduje się szerokie na około 50 m zagłębienie mające głębokość 102 m. Miejsce to otoczone jest jednocześnie złą sławą, bo wielu nurków tam zginęło, próbując przedostać się z głębi do ściany rafy poprzez tunel na głębokości około 55 m. Ciekawymi miejscami dla nurkujących są też Canyon czy Bells.

Zanurzenie z zauroczeniem
Zainteresowanie podmorskimi przygodami zaczęło się kilka lat temu w Kenii od prostego snorkelingu w Oceanie Indyjskim. - Maska, płetwy, rurka i oglądanie raf koralowych z powierzchni wody... Zobaczyłam podwodny świat na własne oczy i czułam, jak rozszerzają mi się źrenice. To była miłość od pierwszego zanurzenia - śmieje się Joanna. W momencie, gdy wyszła z wody, powiedziała mężowi, że po powrocie do Polski muszą zapisać się na kurs nurkowy i tak też się stało. Na kursie nauczyła się bardzo dużo, począwszy od nauki oddychania przez automat, oddychania z jednego automatu z partnerem, aż po wszelkie procedury bezpieczeństwa i najważniejsze - osiąganie doskonałej pływalności zerowej czyli neutralnej.

Partner płynie obok
Nurkowanie jest sportem partnerskim, samemu nie można schodzić pod wodę, chyba że jest się nurkiem technicznym, ale to już zupełnie inna sprawa. - Zawsze trzeba mieć partnera nurkowego. Moim jest mąż Paweł. Płyniemy razem, ja z przodu, bo robię zdjęcia, a Paweł z tyłu. Woli mieć mnie na oku - wyjaśnia amatorka nurkowania.

W kolorowym świecie
Lubi ciepłe morza. Nurkowała w Egipcie, w Chorwacji, na Andamanach, gdzie są piękne plaże, a woda ma nawet 28 stopni, świetnie się tam nurkuje, a pianka ma chronić ciało jedynie przed skaleczeniem na ostrych rafach. W krajach tropikalnych rafy koralowe są bardzo blisko powierzchni i wcale nie trzeba schodzić głęboko, by zobaczyć coś fajnego. Najładniejsze kolory, najładniejsze ryby są na głębokości do 5 m, poniżej woda zabiera kolory i krajobraz staje się niebieski.

Ławice barakud
- Jak fotografuję, to skupiam się na szukaniu kadru, „poluję” na srebrzyste ławice barakud, żółwie, kolorowe lionfish i inne bajeczne ryby tropikalne. Miałam okazję spojrzeć w oczy delfinowi. Podpłynął do mnie, przyjaźnie się przywitał i... na pożegnanie machnął ogonem. Spotkałam też małego rekina. Był trochę nieśmiały. Tylko nieliczne osobniki są w stanie atakować człowieka, podobno nawet mięso ludzkie niespecjalnie im smakuje. Wystarczy nie prowokować – ostrzega pani Joanna.

Nie bawić się z mureną
Na Andamanach pani Joanna spotkała małego węża w paski. Podobno jego jad zabija człowieka w kilka sekund. Całe szczęście, że osobnik jest bardzo malutki i ma tak niewielki otwór gębowy, że nie jest w stanie ugryźć płetwonurka. Pod wodą trzeba stosować zasadę, by nie dotykać nieznanych ryb, zachowywać się ostrożnie, bo na przykład zabawa z drapieżną mureną może skończyć się odgryzionymi palcami.

Szczupaki pozują do zdjęcia
Fotografia fascynowała Joannę od dawna. Sprzęt do fotografowania, a zwłaszcza do robienia zdjęć pod wodą - jest drogi, więc trochę trwało zanim go skompletowałam. W ogóle lubię robić zdjęcia, więc nic dziwnego, że chętnie utrwalam obrazki z podwodnego świata. To oczywiste – twierdzi Joanna. W polskich wodach najwdzięczniejsze do fotografowania są ryby drapieżne. Szczupaki, które nie mają naturalnych wrogów, wdzięcznie pozują. Zatrzymują się w bezruchu i wtedy jest „chwila dla fotoreporterów”.

Najfajniejsza w nurkowaniu...
… jest absolutna cisza i poczucie zawieszenia w toni, jakby grawitacja nie istniała – mówi bez zastanowienia. - Stan nieważkości i lekkości. Myślę, że podobnie czują to skoczkowie spadochronowi. W czasie wynurzania czuje się lekkie strzelanie w uszach i trzeba pamiętać o wydychaniu powietrza, ale jestem szczęśliwa – wyznaje pani Joanna. Twierdzi, że w nurkowaniu najważniejsza jest... głowa. Trzeba opanować złe myśli, które nachodzą szczególnie w polskich mrocznych wodach. Na 43 metrach w Bałtyku jest totalnie ciemno, widać tylko tyle, co pokazuje latarka, a woda ma trzy stopnie. - Nieraz myślę, co by było, gdyby... np. zepsuł się automat oddechowy. Ale panuję nad emocjami, bo panika jest najgorsza - twierdzi pani Joanna.

Po co ja to robię?
- Takie pytanie zadałam sobie raz po penetracji Bałtyku – mówi pani Joanna. - Sporty ekstremalne niestety, albo niestety, są nałogowe. Mam taki charakter, że potrzebuję sprawdzania się, rywalizowania z samą sobą i... z innymi mężczyznami. Udowadniam, że nurkujące kobiety wcale im nie ustępują. Zachęcam wszystkie panie do uprawiania tego sportu. Nie bójcie się wody, zróbcie coś dla siebie. Naprawdę warto! - zapewnia miłośniczka podwodnego świata.

Joanna Pociżnicka
z zawodu analityk, pracuje w dziale analiz Toruńskich Zakładów Materiałów Opatrunkowych, z zamiłowania nurek, podróżnik, fotografik utrwalająca podmorskie obrazy, posiada stopień nurkowy CMAS P2, w podwodnych wyprawach partneruje jej mąż Paweł, w sierpniu będą nurkować w Chorwacji, a w listopadzie w Meksyku.


Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City