Poniedziałek, 25 września 2017

Japoński mąż czeka na kąpiel

Czy pod skorupą zimnego, bezwzględnego samuraja, znajdziemy coś z romantyka lub gentlemana? Odpowiedź będzie krótka - I tak, i nie.

Joanna Shigenobu

Tagi: Miasta Kobiet kobieta w podróży Japonia

15 stycznia 2015, aktualizowano: 07-01-2015

Bydgoszcz to bardzo bliskie mojemu sercu miasto, w którym się urodziłam i dorastałam. Co roku odwiedzam je z wielką radością i… nadbagażem.


Od ośmiu lat mieszkam bowiem w Japonii. Czy to długo, czy krótko? Nie wiem, mogę tylko odpowiedzieć, że na tyle długo, aby zdążyć polubić Kraj Samurajów i Gejsz, i na tyle krótko, żeby nie przestać się go cały czas uczyć…

Kwiatów nie dostaniemy



Kraj Kwitnącej Wiśni, pomimo swojego niezaprzeczalnego piękna, które inspiruje na każdym kroku, dla nas cudzoziemców pozostanie tak naprawdę wieczną zagadką. Inna kultura, wierzenia, ludzie, jedzenie, muzyka, sposób ubierania… inne wszystko wokół.

No i mężczyźni, temat, który zaciekawi każdą z nas. Jacy są ci japońscy panowie? Czy pod skorupą zimnego, bezwzględnego samuraja, znajdziemy coś z romantyka lub gentlemana? Odpowiedź będzie krótka - I tak, i nie.

Zapytacie, ale co to dokładnie oznacza? Już tłumaczę. Kwiatów nie dostaniemy, chyba że kupimy je same lub same sobie wyślemy. Romantycznego śniadania do łóżka też się nie doczekamy. Nikt nam nie otworzy drzwi, ani tym bardziej nie przepuści nas przez nie. W walentynki to my będziemy musiały kupić czekoladki dla naszego zapracowanego Walentego.

Są i plusy. Bardzo szybko nauczymy się technik karate, kendo, judo (oczywiście tych najprostszych, czyli ukłon na przywitanie i pożegnanie). Następnie dowiemy się, jak zostać mistrzynią w robieniu sushi, co przy odrobinie szczęścia może skończyć się naszym występem w Masterchef lub osiągnięcia perfekcji w śpiewaniu karaoke, do tego stopnia, że zawojujemy kolejny program telewizyjny.

Ale tak na poważnie



Ostatnio znajoma Japonka zadała mi bardzo osobiste pytanie. Było to o tyle dziwne, gdyż większość tubylców nie rozmawia na takie tematy, a tym bardziej nie z cudzoziemcami.
Cichym, prawie że niesłyszalnym głosem spytała, czy sama robię zakupy, zajmuję się dziećmi - mam 6 letniego syna - i domem? Czy sama gotuję, sprzątam, przygotowuję kąpiel dla zmęczonego pracą męża - bo wiadomo, że Japończycy spędzają w pracy większą część dnia, kiedy więc japoński mąż wraca do domu, pierwsze, o co pyta, to właśnie o wannę z ciepłą wodą, w której spędza niekiedy i godzinę. Odpowiedziałam, że większość staramy się robić po prostu wspólnie. Spojrzała na mnie zdziwiona i szybko dodała: - Ach, jakież to szczęście, że twoim mężem nie jest Japończyk…

Wyobraźcie więc sobie jeszcze większe zdziwienie na jej twarzy, gdy dowiedziała się, że no właśnie… mój mąż jest Japończykiem. Do czego zmierzam - myślę, że choć zabrzmi to troszkę bezwzględnie, to pozycja kobiet w Japonii nadal sprowadza się tylko i wyłącznie do roli żony i matki. I to na dodatek takiej pod komendę męża.

Panowie dominują, a panie, no cóż, cichutko niczym myszki pod miotłą czekają na swoją kolej. Na szczęście gdzieś tam po drodze ulega to już zmianie, i pojawia się światełko w tunelu.

Twarde serce samuraja



Usłyszałam kiedyś, że tych spraw do których jesteśmy przyzwyczajeni nie warto nawet próbować zmieniać… a może na przekór lepiej zacząć właśnie od nich?

Od roku zaangażowana jestem w przygotowania spektaklu teatralnego, opowiadającego o miłości pomiędzy Japończykiem a dziewczyną z Polski. O miłości trudnej, niezrozumiałej dla otoczenia, żeby nie powiedzieć niebezpiecznej. On jest szefem potężnej firmy w Tokio, a ona tylko jego blondwłosą żoną z Europy.

To taki mój głos, być może i w imieniu Japonek, a w szczególności jednej, której dedykowałam całą tę historię. Reakcja japońskiej publiczności jest niesamowita, wiele osób na samym końcu nie kryje łez wzruszenia. Nieśmiało na widowni zauważam także i panów, a to już coś.
W akcie trzecim padają słowa, które trafnie pomogą mi zakończyć ten felieton: „Jest jeszcze miłość, tak silna i gorąca, która potrafiła odmienić zimne i twarde serce samuraja…" I chyba warto w to wszystko wierzyć.


http://m.7dni.pl/2015/01/orig/c819e-322967.jpg

*Joanna Shigenobu
Bydgoszczanka, która od 8 lat mieszka w Tokio. Jej mąż jest Japończykiem. Mama 6-letniego synka. Napisała książkę o miłości Europejki i Japończyka. Współpracuje z grupą teatralną Hibiki Family.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 21-03-2015 00:37

    Oceniono 2 razy 2 0

    - sasaki: Milosc.... Nawet Japonczyka mozna wziac pod pantofel, japonskie kobiety sa naiwne i brzydkie, nadmierna gorliwoscia nadrabiaja braki aparycji.

    Odpowiedz

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City