środa, 28 września 2016

Zdrowa obsesja

Rady, jak „mądrze” się odżywiać, są dziś dostępne wszędzie. Sęk w tym, że jakby je wszystkie połączyć ze sobą, zrodzi się ortoreksja, bo okazuje się, że nie istnieje nic, co możemy jeść ze spokojem.

Justyna Król

Tagi: miasta kobiet zdrowie dieta ortoreksja

7 kwietnia 2015, aktualizowano: 07-04-2015

Ada, 34 lata, jest z zawodu tłumaczką, wykształconą freelancerką. Szybko podbiła rynek zawodowy i cieszy się niezależnością. Biegle zna języki: niemiecki, angielski i jej ukochany francuski. W Paryżu mieszkała podczas studiów. Pół roku wystarczyło, by pokochała to miasto, jego klimat, zapachy i smaki…


- Z Francją kojarzą się słodkie, chrupiące croisanty na śniadanie, ale tamtejsze kobiety bardzo o siebie dbają. Są zjawiskowo piękne, zawsze modne i zdrowo wyglądające. Zaraziłam się ich dietą, chcąc na co dzień promienieć jak one - opowiada Ada.

PANUJĘ NAD WSZYSTKIM

Jadła częściej, ale mniejsze porcje. Sporo ryb, do tego warzywa, piła dużo wody. Nigdy nie miała problemów z wagą, ale na tej diecie czuła się ogólnie zdrowsza. - Panowałam nad wszystkim i było mi z tym dobrze. Co to za problem wykluczyć fast foody, chipsy, colę… Francuska dieta dawała mi sporo możliwości. Jednak w miarę jedzenia apetyt rośnie, także ten na zdrowie - podkreśla 34-latka.

Czytała jak przyrządzać potrawy, urozmaicać swą codzienną dietę. Jednak zamiast ją wzbogacać, sukcesywnie wykluczała kolejne jej elementy. Zgłębiając temat, trafiła na mnóstwo rad dotyczących doboru składników, pochodzenia i przetwarzania żywności. Przeraziła się, ile chemii jest w tym, co kupuje. Zaczęła maniakalnie czytać etykiety, analizować skład kupowanych towarów. Eliminować konserwanty, barwniki, polepszacze smaku.

TO NIE ANOREKSJA

- Najpierw odstawiłam wędliny i kiełbasy, jako te przetworzone. Potem mięso całkowicie, bo jego pochodzenie zawsze budziło wątpliwości. Przekonałam do tego też Pawła, mojego ówczesnego narzeczonego. Nie był zbyt chętny, ale byliśmy na etapie planowania ślubu, wszystko by dla mnie zrobił - wspomina Ada.

Rodzice naciskali, by na weselu pojawiły się potrawy mięsne. Wszystko odbyło się więc zgodnie z polską tradycją. - Męczyłam się okrutnie, patrząc, jak inni jedzą moje ulubione zrazy, ale nie złamałam się, byłam twarda. Dla zdrowia. Paweł niestety nie wytrzymał i wtedy wrócił do mięsa - opowiada 34-letnia ortorektyczka.

- Ortorektycy nie mają jadłowstrętu, to nie anoreksja. Takie osoby w jedzeniu szukają sposobu na poprawę stanu zdrowia, żyją tym. Jedzenie jest dla nich wszystkim - tłumaczy Anna Czyż, dietetyczka z bydgoskiego gabinetu FreshLife.

DIETA ZA DIETĄ

Po ślubie Ada szybko zaszła w ciążę. Dieta przyszłej mamy nakazywała nie tylko odstawić alkohol. Ze względu na kofeinę i teinę Ada wykluczyła kawę i herbatę, a ponadto: cytrusy, orzechy, grzyby, sery pleśniowe, cukier, sól oraz wszystkie produkty zawierające tłuszcze utwardzane czy piekarnicze. Z jadłospisu na stałe wyleciało więc wszystko, co smażone w głębokim tłuszczu, a także kostki rosołowe, krakersy, wafelki, ciastka, gotowe ciasta…

- Nadal jadłam dużo warzyw, nauczyłam się też sama wypiekać pieczywo pełnoziarniste. Mąż naciskał, bym dla dobra dziecka wróciła do jedzenia mięsa. Jednak ja żelaza szukałam w szpinaku. Nie wchłaniało się jak należy, bo wyniki wyraźnie wykazywały deficyt, ale gdy urodził się Kryspin, upewniłam się, że można zdrowo żyć bez tych wszystkich rzeczy. Był idealny! Dostał 10 punktów w skali Apgar, a ja, choć bardzo osłabiona po ciąży i porodzie, czułam się przeszczęśliwa - wspomina początki choroby.

WZDYMAJĄCE, ALERGIZUJĄCE

Karmiła piersią przez ponad rok, dokładnie sprawdzając reakcje synka na spożywane przez nią posiłki. - Odstawiłam też wszystko, co wzdymające, a więc rośliny strączkowe - groch fasolę, ale też kalafior, brokuły. Wcześniej sporo ich jadłam, bo bardzo lubię, ale mały miewał kolki. Zdarzały mu się też wysypki. Wyczytałam, że poza cytrusami i orzechami, najczęściej alergizują: czekolada, kakao, truskawki, poziomki, soja, mleko, jajka, pomidory, a nawet ryby, na których dotąd bazowałam. Odstawiałam produkt po produkcie, by odżywiać siebie i moje dziecko naprawdę zdrowo - opowiada Ada.

- Rady, jak „mądrze” się odżywiać, są dziś dostępne po prostu wszędzie - w Internecie, mediach, reklamach, poradnikach. Sęk w tym, że jakby tak je wszystkie połączyć ze sobą, to może zrodzić się ortoreksja, bo okazuje się, że nie istnieje nic, co możemy jeść ze spokojem - informuje Anna Czyż.

- Pierwszy raz myśl o tym, że coś jest nie tak, przemknęła mi przez głowę, gdy poszła mi krew z nosa podczas zabawy z trzyletnim synkiem. Niestety tylko przemknęła - opowiada Ada.
- Kilka dni później zemdlałam na placu zabaw, patrząc jak Kryspin się huśta. Gdy tylko się ocknęłam, znalazłam wytłumaczenie. Za dużo pracuję, muszę więcej spać. Zaczęłam brać mniej zleceń. Mimo to coraz częściej czułam się słaba.

RYTUAŁ: PLANOWANIE

Paweł, 35-letni handlowiec, oddaje się życiu zawodowemu. Choć od dawna przyglądał się temu, jak dokładnie żona planuje posiłki, niczego nie podejrzewał. - Trudno mu się dziwić, ciągle powtarzałam, że to dla zdrowia, a on obiady w tygodniu jadał w pracy. Z rana dostawał ode mnie własnoręcznie wypieczone, ciemne bułeczki z warzywami i żółtym serem, który jest świetnym źródłem białka - wyczytałam, że lepszym niż twaróg. Do tego sezonowe owoce, jogurt naturalny. Dbałam o niego - tłumaczy Ada.

W weekendy zdarzało im się pokłócić. Gdy mąż chciał zabrać rodzinę do restauracji, a Ada - z nieufnością podchodząc do przygotowywanych przez innych posiłków - odmawiała lub szukała wymówek. Przestali też odwiedzać znajomych, bo jedzenie, które było u nich serwowane, miało nieznane pochodzenie. - Kiedy już gdzieś wyszliśmy, krytykowałam to, co Paweł miał na talerzu, traktując to jako potencjalne zagrożenie dla jego zdrowia. Bardzo dbałam też o Kryspina. Ze względu na niego wyszukałam bezpiecznego dostawcę wieprzowiny i zaczęłam robić pieczenie. Wołowinę i drób odstawiliśmy mu całkowicie. Przygotowywałam też przetwory. owocowe. Mroziłam warzywa, by zimą synek miał zdrowie na talerzu. Nie ufałam już tym ze sklepu, nawet ekologicznego - mówi Ada.

CHEMIA W ŻYWNOŚCI

Sama jadła coraz mniej, bo choć po odstawieniu dziecka od piersi nie musiała się aż tak ograniczać, rośliny strączkowe nadal kojarzyły jej się z bólem brzucha. Na dobre zrezygnowała z pryskanych cytrusów, ale wróciła do naszych polskich orzechów, bo jej nie alergizowały, a są bardzo wartościowe. Podnoszą kaloryczność posiłków, podobnie jak oleje, oliwa.

- Dziecku długo dawałam wszystko, co powszechnie uważa się za zdrowe, tylko w niedużej ilości, tak dla bezpieczeństwa. I zawsze obserwowałam reakcje jego organizmu. Nic się nie działo, ale i tak, profilaktycznie, przygotowując posiłki dla synka, bazowałam głównie na naszych polskich ziemniakach, marchwi, owocach sezonowych, własnym pieczywie i pieczeniach - zapewnia Ada.

- Żyjemy w czasach chemii w żywności. Zaczynamy się przed tym bronić, ale przybiera to skrajne postacie, przesadną formę. Choć ortoreksja nie jest ściśle związana z odchudzaniem, a raczej z dążeniem do dbałości o zdrowie, to jednak my, kobiety, jesteśmy na nią bardziej narażone. To my najczęściej robimy zakupy, przyrządzamy posiłki dla całej rodziny, a także decydujemy, co będziemy jeść, jak karmić dziecko. Wiedza na temat żywności bywa niebezpieczna. Co chwilę pojawiają się nowe doniesienia, zalecenia, analizy produktów. Trzeba uważać, aby się w tym nie pogubić i bazować przede wszystkim na tym, co jest sprawdzone. My, dietetycy, również jesteśmy w grupie zwiększonego ryzyka zachorowania na ortoreksję - mówi Anna Czyż.

LICZY SIĘ KAŻDY KĘS

To właśnie pewien lekarz, badając alergię i odrzucając ze względu na nią kolejne produkty, jako pierwszy zaobserwował u siebie ortoreksję. Współpracując z pacjentami, zauważył, że oni również, dla zdrowia, odrzucają jeden produkt po drugim, bo ma to czemuś służyć. Takie eliminowanie tego co niezdrowe, niedobre, niewskazane, z czasem przeradzało się w obsesję. Każdy składnik ma bowiem jakieś szkodliwe działanie.

- Jednocześnie ortorektyk nie dostrzeże, że rezygnacja z jakichś produktów pogorszy jego stan zdrowia. Kierując się takimi zasadami, można siebie doprowadzić do bardzo groźnego stanu niedożywienia - podkreśla Anna Czyż.

Ortorektycy bardzo pilnują stałych pór posiłków, jedzą regularnie - 5-6 razy dziennie. Myślenie o jedzeniu, doborze i zdobywaniu składników, przyrządzaniu i spożywaniu posiłków nieustannie zaprząta im głowy. Jedni liczą kalorie, inni kęsy.

- Zgodnie z zasadami zdrowego żywienia, powinno się 20 razy przeżuć jeden kęs. Znam osoby, które skrupulatnie liczą, przeżuwają nawet do 50 razy i dopiero wtedy przełykają. Miałam pacjenta, który nawet zapisywał sobie dokładnie to, co i ile razy przeżuł. Notował o której rozpoczynał i kończył posiłek, co do sekundy. Każdorazowo, dzień po dniu, tydzień po tygodniu - opowiada Anna Czyż.

O JEDZENIU CAŁY CZAS

- Wstanę, zjem płatki owsiane na wodzie. Kiedyś robiłam je na mleku, ale już je wyeliminowałam
- krowa, która je dała, mogła przecież mieć wstrzyknięte hormony, być faszerowana antybiotykami, jeść nawożoną trawę. Dodaję do płatków pestki dyni lub słonecznika. Z suszonych owoców zrezygnowałam, bo są za słodkie, a poza tym mogą być siarkowane - planuje kolejny dzień Ada.

Ortorektyk już wieczorem żyje tym, co będzie jadł jutro. Myśli nad posiłkami dla siebie i innych członków rodziny. Potem w ciągu dnia dalej zastanawia się, czy ma wszystkie produkty, dostrzega jakieś braki, które niezwłocznie trzeba uzupełnić. Sprawdza stan lodówki, upewnia się, czy czegoś jeszcze nie potrzeba.

- Z anoreksją i bulimią ortoreksja ma tyle wspólnego, że o jedzeniu myślimy cały czas, swoje życie dopasowujemy do żywienia całkowicie, mimowolnie. Ortorektyk obserwuje swój organizm, sprawdza, jak dieta na niego działa, ale często tak naprawdę nie wyciąga żadnych wniosków. Jeśli już, to te błędne, że można jeszcze coś wyeliminować - tłumaczy Anna Czyż.

ŻYWIENIOWA KONTROLA

- W dobie ortoreksji, jako dietetycy mamy coraz trudniejsze zadanie. Musimy jeszcze bardziej uważać, zalecając komuś zbilansowaną dietę. Przyglądać się baczniej jego reakcjom, zachowaniom, dalszym krokom. Ja w większości przypadków unikam już podawania dokładnej gramatury i kaloryczności produktów - określona jest ona w miarach domowych, np. łyżka stołowa lub łyżeczka, pół szklanki - po to, by nie podkreślać wagi tej ilości, nie budować przesadności wymierzania proporcji, wyeliminować wszystko, co może prowadzić do obsesyjnego myślenia o jedzeniu. Pacjenci mają możliwość wyboru potraw i wymiany różnych produktów - tłumaczy Anna Czyż.

Jak przy każdej obsesji, ortorektyk miewa lepsze i gorsze momenty. Popełnia małe grzeszki, jak skosztowanie czegoś, co już odstawił. Czuje się wtedy bardzo źle. Często kara siebie wyłączeniem kolejnego składnika z diety. Np. wcześniej obiecał sobie, że nie tknie mięsa. Eliminuje je całkowicie, ale na bankiecie nie mógł się pohamować i skusił się na kawałek. Gdy przywoła się do porządku, odstawi na stałe nie tylko mięso, ale coś jeszcze, na przykład twaróg, który wcześniej był obecny w diecie. I tak bez końca. Do czasu, gdy zaczną za niego decydować inni.

ZMĘCZENIE I NIEDOŻYWIENIE

- Najszybciej pojawiają się stany niedożywienia białkowego. Z kolei po wyeliminowaniu warzyw lub owoców jesteśmy narażeni na zakwaszenie organizmu. Braki w diecie grożą też: poczuciem zmęczenia, obniżoną odpornością, problemami ze skórą, wypadaniem włosów, zawrotami głowy, w końcu anemią, osteoporozą, niewydolnością narządów. To wszystko powinno być sygnałem dla nas i otoczenia, że dzieje się coś złego - ostrzega Anna Czyż.

Ada brała coraz mniej zleceń. Zrezygnowała z wynajmowania biura, które dzieliła z przyjaciółką, bo nie miała tam wystarczająco dobrych warunków, by odpowiednio przyrządzać posiłki. Przestała widywać się z koleżankami. Nie mogła znieść, że zawsze chciały napić się kawy, która jest niezdrowa. Do tego przynosiły ciasto z cukierni. Pracowała już tylko w domu, ale była coraz słabsza, dużo spała. Brakowało jej energii na spacery z dzieckiem, więc zatrudniła nianię do pomocy. Ta jednak długo nie wytrzymała, patrząc, jak mały Kryspin funkcjonuje. Nie rozumiała, dlaczego dziecku nie wolno dawać nie tylko słodyczy i parówek, ale też żadnych soków i owoców, „ze względu na pestycydy”. To opiekunka zasygnalizowała ojcu dziecka, że powinien interweniować. Ten długo nie przyjmował do wiadomości, że można mieć zbyt zdrowe podejście do żywienia. U lekarza psychiatry znaleźli się dopiero, gdy Ada kolejny raz zasłabła i niania wezwała karetkę. Psychoterapia i dietoterapia trwa. Przynosi efekty. Rodzina przetrwała. Na szczęście, bo często bywa tak, że ortorektyk zaczyna izolować się od bliskich na tyle skutecznie, że kończy w zupełnym wyobcowaniu. W samotności - licząc kalorie i eliminując kolejne posiłki.


Ortoreksja



Patologiczna obsesja na punkcie spożywania zdrowej żywności. Ortorektycy unikają określonych produktów, także tych związanych z konkretnymi sposobami obróbki żywności (przetwarzanych, gotowanych, smażonych). Ich codzienność zdominowana jest przez czasochłonne planowanie, kupowanie i przygotowywanie posiłków. Odstępstwo od ustalonych zasad wywołuje u nich poczucie winy i lęk.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City