Wtorek, 26 września 2017

Były tylko oklaski

Jeździliśmy przy biurowej lampce i latarkach, umieszczonych w magnetofonie na bandzie. Ważne było, że nikt nam nie przeszkadzał.

Jarosław Hejenkowski

Tagi:

22 maja 2015, aktualizowano: 22-05-2015

Gracja, płynność, piękna muzyka. Kto z nas nie lubi oglądać telewizyjnych transmisji z łyżwiarstwa figurowego. Słynne „Bolero”, w wykonaniu brytyjskiej pary Jayne Torvill i Christopher Dean z 1984 roku na igrzyskach w Sarajewie, ma na serwisie YouTube kilka milionów odsłon. Inowrocław nigdy nie miał i pewnie już nie doczeka się sztucznego lodowiska, ale miał
taką parę - mistrzów tańca na lodzie.


TO NIE MASKOTKI

Na Kujawach tradycje sportów zimowych nie istnieją. Przed laty chłopacy zimą grali, co prawda, w hokeja w jakimś klubie (jego nazwy nikt już nie pamięta), ale emocje kończyły się, gdy nadchodziła odwilż. Tym bardziej fascynująca jest opowieść o kujawskiej parze, którą można by porównać do Erica Moussambani z Gwinei Równikowej. Na igrzyskach w Sidney widział on po raz pierwszy w życiu 50-metrowy basen, a 100 metrów kraulem przepłynął prawie w 2 minuty. Bliskie skojarzenia nasuwają się też z bobslejową czwórką z Jamajki, która do igrzysk w Calgary przygotowywała się, ślizgając na torze wyłożonym skórkami od bananów.

Jednak tu porównania się kończą. Bowiem tamte przykłady to „maskotki”, jak przed laty walczący z lękiem wysokości skoczek narciarski Eddie „Orzeł” Edwards. Natomiast Genowefa Malczak i Piotr Jankowski to zdobywcy trzech mistrzostw Polski, w które nikt w wielkich ośrodkach łyżwiarskich nie mógł uwierzyć.

DESECZKA Z KÓŁKAMI

Pani Genia (jak każe o sobie mówić, gdyż twierdzi, że Genowefa brzmi okropnie) mieszka dziś w inowrocławskim bloku na osiedlu Rąbin. Mimo osiągnięcia tzw. wieku emerytalnego, jest niezwykle energiczna i uśmiechnięta oraz trochę zakłopotana faktem, że ktoś chce rozmawiać o wydarzeniach sprzed pół wieku.

Wszystko zaczęło się od… wrotek. Było lato, kiedy 10-letnia dziewczynka usłyszała, że jest jakaś sekcja, w której jeździ się na wrotkach. Już sama nazwa była dla niej tajemnicza, czegoś takiego nigdy wcześniej nie widziała.

- Poszłam tam z ciekawości. To były zupełnie inne wrotki niż dzisiaj. Tylko deseczka i kółka, które przyczepiało się do butów. Trener traktował to już jako szkolenie przed jazdą na łyżwach i skonstruował wrotki, które miały łożyska, żeby można było na nich robić piruety - opowiada późniejsza trzykrotna mistrzyni Polski.

NA LODOWISKU NOCĄ

Okazało się, że pani Genia na wrotkach radzi sobie bardzo dobrze. Trener Remigiusz Jankowski namówił ją do stałych ćwiczeń. Wpadła w to po uszy, a sportowy opiekun znalazł jej znakomitego
partnera, swojego syna Piotra.

- On było ode mnie starszy i znacznie lepiej jeździł. Często się kłóciliśmy, on był takim terrorystą. Mówił, że coś „mamy zrobić tak i tak” i nie było dyskusji - śmieje się pani Genia. - Byłam wtedy chyba najbardziej zapracowanym dzieckiem w Inowrocławiu. Nasza sytuacja była specyficzna. Potrzebna nam była tafla lodu, a więc mróz, którego często brakowało. Dojeżdżaliśmy więc trzy razy w tygodniu do Torunia lub Bydgoszczy, na sztuczne lodowisko.

Oboje byli młodzi i wychowani w epoce, w której się nie narzekało. Dziś pewnie niewielu młodych ludzi byłoby stać na kilka treningów tygodniowo, gdy w dni powszednie jechało się pociągiem na lodowisko zaraz po lekcjach, a do domu wracało po 21. W soboty i niedziele pociąg był o 6. Na dodatek żadnego nauczyciela w ich szkołach nie interesowało to, że ktoś ma jakiś trening.

- Mojego klubu, Goplanii, nie było stać na opłacenie, na przykład „Torbydu”, dla mnie i partnera. Zdarzało się, że szef lodowiska wyrażał zgodę, żebyśmy mogli trenować nocą, ale bez oświetlenia. Nie przeszkadzało nam to. Jeździliśmy przy biurowej lampce i latarkach, umieszczonych w magnetofonie na bandzie. Ważne było, że nikt nam nie przeszkadzał - mówi pani Genia.

NIERAZ MIAŁAM DOŚĆ

Zimą największą radością dla inowrocławskich łyżwiarzy był mróz. Wtedy nie musieli dojeżdżać i trenowali w niecce miejscowego basenu. Był strach, bo obiekt ma 5 metrów głębokości i jest jednak mniejszy, niż sztuczne lodowisko. Na szczęście lód się pod nikim nie załamał i nikt o betonową krawędź się nie poharatał. Były jednak inne, typowo młodzieńcze problemy.

- Nieraz miałam wszystkiego serdecznie dość. Zazdrościłam koleżankom, które - poza nauką - miały czas do swojej wyłącznej dyspozycji. To, że pozostałam wierna tyle lat tej dyscyplinie, zawdzięczam jedynie trenerowi. On potrafił mnie zarazić wielką pasją do tańca na lodzie. Sam zawsze przygotowywał mi wrotki i ostrzył łyżwy. Gdy wyjeżdżaliśmy na zawody czy obozy, zabierał nas do muzeum czy teatru. Wtedy mówiłam, że to nuda. Dziś wiem, że był znakomitym
wychowawcą - wspomina mistrzyni.

UBODZY KREWNI

Prawie zawsze gdy dwoje nastolatków płci przeciwnej spędza ze sobą dużo czasu, pojawia się pewna więź. Wtedy różnie się dzieje. Jednak nie tym razem. - My z Piotrem nie moglibyśmy być parą - komentuje rozbawiona pani Genia.

- Za dużo się kłóciliśmy. On miał dziewczynę, a ja chłopaka, też sportowca, Janka Kobuszewskiego (skoczka w dal, reprezentanta kraju - przyp. red.).
Mordercze treningi, czyli nie tylko łyżwy i wrotki, ale też lekkoatletyka oraz zajęcia baletowe, zaczynały tymczasem przynosić rezultaty. Pod koniec lat 50. trener Remigiusz Jankowski uznał, że jego para taneczna jest już gotowa, aby rywalizować z najlepszymi. Pojechał z nimi na mistrzostwa Polski juniorów.

- Tam byli zawodnicy z wielkich miast i my, z Inowrocławia. Niektórzy nie wiedzieli, gdzie to jest. Byli zadziwieni, że ktoś tam trenuje. Traktowali nas jak ubogich krewnych. Nawet taki specjalny dyplom zrobili, że zdobyliśmy pierwsze miejsce poza okręgiem warszawskim i śląskim - śmieje się pani Genia.

JAK DO TEATRU

Jak się okazało, takich terytorialnych rozgraniczeń nie trzeba było robić. W 1961 roku para okazała się najlepsza w kraju wśród juniorów, a 2 lata później zdobyła mistrzostwo Polski w konkurencji tańców na lodzie wśród seniorów. Genowefa Malczak i Piotr Jankowski mistrzostwo zdobywali jeszcze dwukrotnie. Zaczęła się sława, wywiady, pokazywano ich czasem nawet w głównym wydaniu telewizyjnych wiadomości sportowych, co dla małego Inowrocławia było nobilitacją porównywalną z wizytą ówczesnego I sekretarza, Władysława Gomółki, w jakimś miejscowym zakładzie pracy.

Niestety, nie udało się im wyjechać na igrzyska olimpijskie. Polska była wtedy kopciuszkiem w tańcach na lodzie. W 1964 r. w Innsbrucku nie było żadnego polskiego łyżwiarza figurowego. 4 lata później w Grenoble tylko para sportowa. Ale inowrocławianie jeździli za granicę, choć tylko do krajów zaprzyjaźnionego bloku wschodniego.

- Pieniędzy z tego nie było żadnych. Na dobre łyżwy nie było nas też stać i kupił je nam
dopiero prezes spółdzielni spożywczej. Ale za to mogliśmy jeździć za granicę i później opowiadać w szkole, jak było - wspomina pani Genia. - Braliśmy nawet udział w zawodach na Syberii. Na zewnątrz było -50 stopni, a w hali +20. Ludzie przyszli ubrani jak do teatru. W ogóle byli przemili. Nikt nie gwizdał, gdy coś się nie udało. Były tylko oklaski - wspomina pani Genia.

NIE DO POMYŚLENIA

Sukcesy tanecznego duetu skończyły się nieoczekiwanie, po trzecim tytule mistrzowskim, gdy przyszedł czas na wybór dalszej drogi życiowej. Piotr Jankowski nawet jeden rok celowo
„zawalił”, aby pozostać w Inowrocławiu i trenować, ale później zaczął studia w Poznaniu. Jego partnerka zdecydowała się na naukę w innym miejscu. I tak kujawscy multimedaliści zakończyli lodowe kariery.

Pani Genia ze swoim tanecznym partnerem wciąż się jednak spotyka. Piotr Jankowski mieszka
w Poznaniu, ale o Kujawach nie zapomniał. Gdy przyjeżdża, jest czas wspominać stare czasy i sukcesy, które w dzisiejszym wyczynowym sporcie byłyby nie do pomyślenia.

Jest jeszcze jedna rzecz, w którą trudno uwierzyć. Pani Genia od jakichś 40 lat nie jeździła na łyżwach. Śmieje się, że na zwykłym lodowisku boi się, bo za ciasno: - Może gdyby mi dali puste lodowisko, to bym się zdecydowała. Do dziś jestem zresztą uczulona na zimno. W pociągu było zimno, na dworcu też i na lodowisku podobnie. Za dużo tego lodu było w młodości - dodaje z uśmiechem. Ale tańce na lodzie wciąż lubi oglądać. Choć telewizja puszcza je coraz rzadziej

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City