Poniedziałek, 25 września 2017

Nieważne gdzie, ważne z kim

Nosiło mnie po świecie. Byle jak najdalej i jak najczęściej. Energię do życia dawały mi podróże, dziś w tym miejscu jest macierzyństwo. Daje kopa jak nic innego!

Z podróżniczką Karoliną Sypniewską-Widą* rozmawia Justyna Król

Tagi: Miasta Kobiet Karolina Sypniewska Justyna Król

15 lipca 2015, aktualizowano: 15-07-2015

Dawniej podróż za podróżą, a dzisiaj? Ustatkowałaś się.
Zegar biologiczny chyba się odezwał. I to była najlepsza decyzja, jaką mogliśmy z mężem podjąć. Przyszedł czas na największą przygodę w życiu - dziecko i najdłuższą podróż, jaką rozpoczęliśmy.


Nie brakuje Ci endorfin, tej adrenaliny?
W czasie studiów i później, podczas pracy w roli pilota wycieczek, mało bywałam w kraju, ciesząc się wolnością. Nosiło mnie po świecie. Byle jak najdalej i jak najczęściej. Energię do życia dawały mi podróże, dziś w tym miejscu jest macierzyństwo. Daje kopa jak nic innego! Ale gdybym zaszła w ciążę jako dwudziestolatka, sporo by mnie ominęło. Oboje z Pawłem mamy potrzebę poznawania świata, więc wiem, że niebawem wyruszymy gdzieś we troje.

Rośnie mała globtroterka?
Pierwszą wyprawę zaliczyła jeszcze w brzuchu - byliśmy wtedy na Malcie, w Egipcie i Jordanii, a później sporo jeździliśmy po Polsce, podczas organizowanych przez nas Dni Australii. Myślę, że mała pokocha podróże, tak samo jak my - zresztą nie ma wyjścia (śmiech). Australia jest naszym drugim domem, dlatego to tam planujemy wyjechać z dzieckiem na dłużej.

Podróż z niemowlakiem nie przeraża?
Na razie Izka jest idealną kandydatką na podróżniczkę, bo wszędzie potrafi się regenerować - bez trudu zasypia podczas transportu. Są miejsca na ziemi, które chętnie odwiedziłabym z małą, np. Argentynę czy Nową Zelandię i takie, które muszą poczekać. Świetną opcją dla rodziny jest turystyka rowerowa. Dziecko absolutnie nie jest przeszkodą w podróżowaniu, bo przecież dzieci są wszędzie.

Na razie jednak miasto rodzinne…
Jestem w Bydgoszczy już… zaraz, zaraz… pół roku! Nie pamiętam czasu, kiedy byłam tu tak długo (śmiech).

Bydgoszcz jest takim Twoim miejscem na ziemi?
Owszem, tu się urodziłam, tu jest moja rodzina, spędziłam w Bydgoszczy wiele lat życia. Tu wracam i tu ściągnęłam mojego pochodzącego z gór męża.

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej?
Coś w tym jest. Baza musi być. Świat jest piękny, ale tylko w Polsce jesteśmy tak naprawdę u siebie. Gdy przez kilka tygodni czy miesięcy mieszkałam w Stanach, Rosji albo Grecji to czułam się tam dobrze, ale byłam trochę outsiderem, który za jakiś czas wróci w rodzinne strony.

Czułaś się momentami samotna?
Kiedyś najczęściej podróżowałam jak taki samotny wędrowiec. W drodze spotyka się wielu ciekawych ludzi, ale warto dzielić te podróżnicze emocje z drugą połówką. Nie wyobrażam sobie już samotnych wyjazdów. Jak to się mówi: nieważne gdzie, ważne z kim.

http://m.7dni.pl/2015/07/orig/90729-333303.jpg

Męża poznałaś w podróży?
Dzięki pasji podróżowania i miłości do Australii. Gdy go zobaczyłam, wiedziałam, że to ten jedyny. Nigdy nie wierzyłam w takie uczucie od pierwszego wejrzenia, aż mnie dopadło.

Twój pierwszy wyjazd zagraniczny to…
Kiedy miałam siedem lat rodzice zabrali mnie i siostrę do Meksyku. Tą egzotyczną wyprawą zaszczepili mi ciekawość świata.

Co dają Tobie podróże?
Pozwalają doceniać to, co mam, jak szczęśliwą jestem osobą, to, że żyjemy w kraju bez wojen, większych kataklizmów przyrodniczych. W Polsce nikt na co dzień nie myśli, że może zginąć ugryziony przez skorpiona lub zaatakowany przez groźnego kocura.

Polacy za dużo narzekają?
Oj, zdecydowanie. Choć wszystko zależy od człowieka. Mnie mama nauczyła, aby wszędzie zaczynać od uśmiechu i to działa. W Bangladeszu nie mogłam wyjść z podziwu, jak gościnni mogą być ludzie, którzy nie mają nic. W Australii normalne jest, że kierowca autobusu wita się z tobą radośnie, a pani w sklepie pyta, jak ci minął dzień. Kiedyś, po powrocie z antypodów, będąc w polskim sklepie, zapytałam odruchowo ekspedientkę jak jej minął dzień. Spojrzała się na mnie jak na wariatkę (śmiech).

Masz też za sobą wyjazdy z przesłaniem…
Tak - rowerowa wyprawa Rak’n’Rolling na rzecz walki z rakiem oraz sztafeta Afryki Nowaka, obie nagrodzone - jedna Travellerem, a druga Kolosem na największym podróżniczym festiwalu w Polsce. Jestem dumna z udziału w tych projektach. Głośno było też o naszym wyjeździe do Wenezueli „Aqua Story u źródeł nadwody“ i zdobyciu najwyższego na świecie wodospadu.

Zwiedziłaś prawie cały świat. Gdzie nie udało Ci się jeszcze dotrzeć?
Byłam już niedaleko bieguna, na Ziemi Ognistej, czyli tzw. końcu świata, jeśli chodzi o kontynenty, ale Antarktyda na razie niezdobyta. Może z Izką tam zawitamy, ale musí podrosnąć do pingwinów (śmiech). Marzą mi się wyspy Pacyfiku oraz Boliwia, Kolumbia, Ekwador czy Kostaryka - bardzo lubię wracać do krajów hiszpańskojęzycznych.

Da się żyć z podróżowania?
Zajmując się pilotażem, rezydenturą podczas wakacji czy pisaniem artykułów podróżniczych i prowadzeniem prezentacji podróżniczych w szkołach, podczas festiwali i targów - owszem. Tyle że mało się wtedy bywa w domu.

Czymś się teraz zajmujesz, poza opieką nad dzieckiem?
Ostatnio zaabsorbowana byłam Dniami Australii oraz zainicjowanym przeze mnie Festiwalem PODRÓŻNICY, który odbył się po raz V w Bydgoszczy. Piszę też artykuły podróżnicze do magazynów turystycznych.

http://m.7dni.pl/2015/07/orig/6ddd5-333304.jpg

Zambia, Malezja, Wietnam, Belize, Paragwaj, Vanuatu… państwa, które odwiedziłaś, można wymieniać bez końca. Bywało w nich niebezpiecznie?
Byłam świadkiem m.in. wybuchu wulkanu w Nowej Zelandii czy zejścia lawiny w Pakistanie. Tydzień po tym jak opuściłam Gwatemalę, lawina błotna zalała miasteczko, w którym mieszkałam. Podróżując jako kobieta zawsze najbardziej obawiałam się gwałtu lub pobicia. Koleżanka, jadąc rowerem w Wietnamie, prawie została zgwałcona. Zdarzyło mi się na Kubie poczuć podobny strach. W tłumie ludzi zaatakowało nas pięciu chłopaków, na szczęście skończyło się na rabunku. Kiedyś w Papui Nowej Gwinei umknęłam może nawet przed śmiercią, dzięki pewnej kobiecie, która wyszła mi naprzeciw i krzyczała coś w obcym języku. Nie rozumiałam słów, ale jej wzrok był wymowny, a przekaz jasny: uciekaj stąd. Następnego dnia dowiedziałam się, że tubylcy okradali tam każdego przechodnia, a nawet zamordowali jedną osobę.

Nie boisz się takich sytuacji w przyszłości?
Na pewno pod tym względem będę musiała się zmienić. Swoje już przeżyłam, teraz muszę po pierwsze pamiętać, że jestem odpowiedzialna za małego człowieka i pod tym kątem wybierać miejsca podróży.

Jest coś, czego już byś nie zrobiła? Kraj, do którego już byś nie pojechała?
Wiem, że w Papui Nowej Gwinei na pewno nie zamieszkam, nie wejdę już podparta kijkiem na Everest Base Camp w Nepalu, nie zjadę drugi raz z wodospadu w Wenezueli, nie będę jeździła autostopem ani spała w totalnie spartańskich warunkach za kilka dolarów, jak kiedyś w Myanmarze czy Iranie… ale mam to za sobą i to mnie cieszy. Zresztą, są takie wyprawy, które warto przeżyć raz, np. podróż koleją transsyberyjską po Rosji czy autostopem do Australii.

Ludzie nigdy nie dziwili się, że kobieta tak samotnie podróżuje?
Obcokrajowcy są bardzo serdecznie nastawieni do podróżujących pań, a zwłaszcza rodzin z dziećmi, dlatego o podróże z Izką się nie martwię. Mała pięknie się wysypia, a dzięki karmieniu piersią pokarm jest stale z nami (śmiech). Warto zaznaczyć, że np. w Indonezji, Chinach, Wietnamie bądź w państwach afrykańskich nikogo nie gorszy kobieca pierś. Tak samo jak noszenie dziecka w chuście, w której zresztą łatwo je nakarmić.

Czerpiąc z poznanych kultur, jakie wartości chciałabyś zaszczepić córce?
Szacunek do siebie i do drugiego człowieka, umiejętność dzielenia się z innymi, gościnność, radość z dialogu z ludźmi, spotkań z nimi. Świat nie jest w stu procentach dobry, ale trzeba to sobie wyważyć. Myślę, że podróże otwierają, ale też uwrażliwiają. W niektórych państwach daje się dzieciom oko proroka, by chroniło je przed tzw. złym spojrzeniem, negatywnymi osobami i doświadczeniami. Ja również chciałabym przed nimi chronić moją córkę. Sama zawsze miałam szczęście do ludzi i tego samego jej życzę.


*Karolina Sypniewska-Wida



Bydgoszczanka, podróżniczka, organizatorka Bydgoskiego Festiwalu Podróżnicy i ogólnopolskich Dni Australii, Bydgoszczanka Roku 2012, lingwistka, pilot wycieczek, pasjonatka fotografii i nurkowania, szczęśliwa żona i mama.

http://m.7dni.pl/2015/07/orig/b6cbf-333305.jpg

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City