Sobota, 25 listopada 2017

Licznik bije

Kobiety szykanuje się, wyliczając ich przygody łóżkowe niczym turlanie się w kierunku dna, z którego już nie da się podnieść. Podobno złoto dotykane zbyt wiele razy przestaje błyszczeć. Tylko, ile razy to zbyt wiele?

Justyna Król

Tagi: Miasta Kobiet. Felieton

5 listopada 2015, aktualizowano: 05-11-2015

Jeśli masz trzydzieści lat z hakiem, mieszkasz na Manhattanie i jesteś seksualnie aktywna, to oczywiste, że gromadzisz pewną liczbę partnerów. Ilu mężczyzn to „za dużo mężczyzn”? Szukamy miłości czy po prostu jesteśmy dziwkami? - rozprawiała Carrie Bradshaw w „Seksie w wielkim mieście” jakieś... piętnaście lat temu! Co prawda Bydgoszcz to nie Nowy Jork, ale mamy XXI wiek. Kobiety są coraz bardziej wyzwolone życiowo i mniej pruderyjne, także w temacie swojej otwartości na doznania seksualne.


Z ŁATKĄ ŹDZIRY



Masz dwa wyjścia: możesz walić głową w mur i w końcu znaleźć faceta na stałe albo traktować seks tak jak mężczyźni - proponuje bohaterka „Seksu w wielkim mieście”. Od walenia głową w mur można co najwyżej dostać silnego bólu (choć i na takowy seks jest zalecany). Zaś w kwestii iście męskiego spojrzenia na te sprawy okazać się może, że zjeżdżamy po równi pochyłej - w stronę łatki ździra.

W świecie testosteronu szykanuje się kobiety, między innymi na forach internetowych, wyliczając ich przygody łóżkowe niczym turlanie się w kierunku dna, z którego już nie da się podnieść. Na jednym z nich czytamy: Złoto dotykane zbyt wiele razy przestaje błyszczeć. Tylko, ile razy to zbyt wiele? W większości męskich wypowiedzi (i to tych najmniej skrajnych...), pada magiczna liczba 10. Lepiej jej nie przekraczać lub... przy dziesiątym kochanku po prostu przestać liczyć. Panowie chyba wolą nie znać prawdy.

ZALEŻY KTO LICZY



Rozmawiałam kiedyś z przyjaciółką o jej kolejnych, potencjalnych ukochanych. W każdym z nich coś jej nie pasowało, więc choć zahaczali o łóżko, szukała dalej. Typowy facet na jedną noc, tzw. poimprezowy śniadaniowicz, też się jej w trafił, jednak nie z zamysłem takich łowów brodziła w samczym świecie.

Jak większość z nas chciałaby tego jedynego, odpowiedniego do tzw. tańca i różańca... a gdyby przy okazji był dawcą orgazmów, nie miałaby nic przeciwko. Warto więc zawczasu to sprawdzić. Cóż w tym dziwnego? Faceci robią tak od lat! Mało tego - u nich bijący licznik zawsze działa na korzyść. W świecie kolegów każda dyszka w górę stawia pana na piedestale. Tam wyrażenie „zbyt wiele” nie istnieje.

ONA BĘDZIE CZYJĄŚ MATKĄ



Zapytałam więc kolegi: jaka liczba u nich brzmi dumnie? - W świecie informatyków czy didżejów? - odparł. Inny, zbulwersowany faktem, że tak jest, powiedział: Kobiety mają prawo tak samo czerpać przyjemność z seksu, jak my, a zdzirą jest ta, która ma dwóch mężczyzn naraz (brawo dla tego pana!). Jeszcze inny, równie zniesmaczony moim zarzutem, skomentował: Ale nam to, ilu było przedtem, absolutnie nie przeszkadza! Dodając po chwili... Oczywiście, dopóki nie zaczynamy o kobiecie myśleć, jak o przyszłej matce naszych dzieci...

Panowie podkreślają też, że przecież nie wiadomo, co od „takiej panny” można złapać, skoro tylu ją miało. Oni zaś nieskazitelnie przechodzą przez kolejne akty seksualne, bo pewnie - jak na porządnych mężczyzn przystało - zaliczają same dziewice.

POWRACAJĄCY TEMAT



Z jednej strony większość jest taka niby przezorna, ale zwykle nikt nie pyta o stan rzeczy na początku. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, iż udają, że ich to nie obchodzi, czekając, aż kobieta sama zapyta o eks i będą mogli zwyczajowo odbić piłeczkę. Prędzej czy później temat się pojawia i wówczas to nam nie wypada się boczyć o „byłe” - choćby mogły same zapełnić Sejm i Senat.

W męskie ego (bo myślę, że o nie tu tak naprawdę chodzi) ugodzić jednak nietrudno. Sama kiedyś usłyszałam od chłopaka, chwilę po tym, jak wyliczył swoje seksualne przygody: Dobrze, że ty nie masz tyle na liczniku, bo by my mnie to zabiło. A liczba wcale nie była imponująca... Tak więc dziewczyny, zostaje tylko jedna opcja: nóżki razem, rączki na kolanka i żarliwa modlitwa, by książę - jednak tradycyjnie - sam w odpowiednim momencie przyjechał na białym rumaku.


*Justyna Król
Dziennikarka i PR-owiec, w życiu stroni od skrajności, wychodząc z założenia, że nic nie jest po prostu czarne lub białe.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City