Czwartek, 25 sierpnia 2016

Fot.: Tomasz Czachorowski

Lubię pracować z kobietami

[Marcin "Pawbeats Pawłowski]: Sokół powiedział kiedyś, że według niego nie ma miejsca na kobiety w rapie. Ja to miejsce widzę. Są w końcu tematy, na które facet nie zarapuje, a kobieta jak najbardziej.

Rozmawiał Tomasz Skory

Tagi: Miasta Kobiet Pawbeats Tomasz Skory męska perspektywa

25 stycznia 2016, aktualizowano: 02-02-2016




Jak idą Ci prace nad „Orchestrą”?
Płyta nie jest jeszcze do końca gotowa, ale taki właśnie był zamysł, żeby dopiąć wszystko dosłownie na ostatnią chwilę. To kwestia tego, że chciałem nagrać taką kontrę dla mojej poprzedniej płyty, która powstawała bardzo długo. Chciałem, żeby całość była nagrywana w jednym czasie, bo jeśli brzmienie ma być świeże, to nie można tego rozciągać.

Lubisz eksperymentować. Czymś nas znowu zaskoczysz?
Największym zaskoczeniem może być tytuł. Ci, którzy chwycą za płytę i pomyślą, że „Orchestra” to płyta symfoniczna, mogą się zdziwić, nie znajdą na niej muzyki poważnej. Tytuł jest nieco przewrotny, bo mamy do czynienia z muzyką rozrywkową, ale nagrywaną m.in. przez orkiestrę smyczkową czy sekstet dęty.

Premiera lada moment, przygotowania do koncertów promujących też idą pełną parą…
Jestem na etapie pisania orkiestracji, którą później będę edytować z Krzysztofem Herdzinem. Chciałbym, by aranżacje koncertowe były bardziej rozbudowane, a koncert stał na najwyższym artystycznym poziomie. Na płytę wejdzie 12 lub 13 kawałków, natomiast w filharmonii zagramy prawdopodobnie 25 numerów: na początku utwory z płyty, a potem największe hity gości w nowych aranżacjach. Ma być to taki dodatek, by ci, którzy przyszli na koncert, poczuli się wyróżnieni, że przygotowaliśmy coś specjalnie dla nich.

Po Twojej aktywności na Facebooku widać, że przez te przygotowania często zarywasz noce.
Doszło do tego, że jak nie opublikuję czegoś w środku nocy, to dostaję kilka wiadomości, dlaczego nic nie piszę. Ludzie pytają: „A co to ma być za spanie?” (śmiech). Nie ukrywam, jest ciężko. Zajeżdżam się, dlatego tak wyglądam, cały czas jestem zmęczony.

A Twoi bliscy nie narzekają, że nie masz dla nich czasu?
Narzekają. Już przy „Utopii” zaniedbałem całe życie towarzyskie. Wszystkie sprawy odłożyłem na bok. Prawda jest taka, że poświęcając się dla muzyki, poświęcasz nie tylko swoje życie, ale też swoich bliskich. To trudna decyzja, ale wyszedłem z założenia, że skoro żyję muzyką od dziecka to teraz nie mogę się poddawać.

Po wydaniu „Utopii” mówiłeś, że bardzo dużo się nauczyłeś pracując nad albumem. A czego nauczyła się „Orchestra”?
„Utopia” nauczyła mnie takich spraw życiowych, organizacyjnych. Na przykład komu można ufać, a komu nie. Byli ludzie, którzy wiele mi obiecali, a później przepadali jak kamień w wodę. Kiedyś to było nie do pomyślenia, ale teraz wiem, że nie mogę się tym przejmować. Natomiast przy „Orchestrze” wiele uczę się po prostu od muzyków, z którymi się spotykam przy nagraniach. Nie ukończyłem żadnej szkoły muzycznej, a nut uczyłem się z Wikipedii, dlatego wciąż jest wiele takich niuansów, o których nie wiedziałem, a dowiedziałem się przy okazji nagrań.

Niejednokrotnie wspominałeś, że do współpracy zapraszasz artystów, których słuchasz i którzy w jakiś sposób na Ciebie wpłynęli. Na „Orchestrze” pojawi się Justyna Steczkowska…
Wychowałem się na jej dwóch pierwszych płytach. Słuchałem ich namiętnie w zerówce i podstawówce. Zastanawiałem się po czasie, czemu akurat te płyty tak mnie chwyciły i doszedłem do wniosku, że po prostu Grzegorz Ciechowski (w roli producenta – przyp. red.) idealnie wykorzystał talent Justyny. Był geniuszem jeśli chodzi o pomysły, a ona ma jeden z najlepszych głosów w Polsce, co zaowocowało świetnymi płytami. Gdy jednak stwierdziłem, że fajnie byłoby nagrać coś z ludźmi, którzy wpłynęli jakoś na moje życie i pomyślałem o niej, to uznałem: „To się nie uda, nie róbmy jaj”. Ale potem zmieniłem zdanie, wysłałem maila, zadzwoniłem i się okazało, że Justyna Steczkowska zna moją twórczość. I się zgodziła.

Zdradzisz co nieco na temat jej udziału?
Justyna jest w numerze solowym. Część ludzi oczekiwała, że będzie to jakiś featuring, ale według mnie featuringi gwiazd z raperami niekoniecznie się sprawdzają. Wyszło ich kilka w zeszłym roku i żaden z tych numerów mi nie grał. Przypominało mi to wrzucenie w jeden wór kilku elementów, które się niespecjalnie trzymają kupy. A ja miałem pomysł na numer solowy, w takim trochę triphopowym, mrocznym klimacie i postanowiłem się go trzymać.

Na „Orchestrze” wracasz też do współpracy z Natalią Nykiel. Jak się poznaliście?
Jestem takim „diggerem”, dużo kopię, sprawdzam artystów z podziemia, tych mało znanych i powiem nieskromnie, że chyba mam nosa, bo czasem zdarza mi się wyłapać jakiś głos, którego nikt nie zna, a po jakimś czasie wypływa. Jest parę osób, z którymi robiłem coś kilka lat temu, a dziś stoją bardzo wysoko. Udaje mi się trafić na ludzi na tyle ambitnych, pracowitych i zdolnych, że dają sobie radę i osiągają sukces. Z Natalią właśnie tak było. Kiedy ją usłyszałem, była gdzieś tam jeszcze schowana. Ale zaprosiłem ją, by zrobić wspólny numer, potem zrobiłem jej remiks na jej album, a teraz ona nagrała się na moim.

Ostatnio często pracujesz też z Marceliną.
Tak! W ogóle muszę się przyznać, że byłem psychofanem Marceliny jeszcze w czasach, gdy miała ksywę Mariija. I wtedy już mówiłem: „Jezu, jaką ona ma fantastyczną barwę głosu!”. Do tego jest bardzo dobra warsztatowo, skończyła Akademię Muzyczną w Katowicach i to słychać. Jak się ją nagrywa, to w jej głosie słychać każdą drzazgę. Bardzo lubię takie głosy. W ogóle lubię dziewczęce głosy.

Wśród dziewcząt na płycie pojawi się też Masia. Wskoczyła na nią tak znienacka!
Masia wskoczyła do kawałka z VNM-em. To jest numer do którego ja zrobiłem podkład, wysłałem go VNM-owi, on mi wysłał zwrotkę, a potem zaczęliśmy się wspólnie zastanawiać, czy to, co zrobiliśmy, jest dobre. Było to na pewno poprawne, wszystko się muzycznie zgadzało, tylko czegoś nam brakowało. Napisałem więc treść refrenu dla Masi i zaproponowałem jej by dosłała nam swoją zwrotkę. I stwierdziliśmy, że to co, ona nagrała jest bardzo dobre, a to, co my zrobiliśmy, było średnie. Zrobiłem więc cały aranż od zera i VNM też przepisał swój tekst, tak by wszystko pasowało do tego, co zrobiła Masia.

Dobrze Ci się współpracuje z kobietami? Czy może łatwiej jest pracować z facetem, bo mniej więcej wiesz, jak myśli?
Bardzo lubię pracować z kobietami. Jakbym mógł, to chciałbym nagrać płytę z wokalistką. Natomiast raperzy są bardzo dobrymi tekściarzami, trafia do mnie to, co piszą. Trudno powiedzieć z kim mi się lepiej pracuje, ale chyba bliżej mi do płyty z wokalistką niż raperem.

Jak oceniasz udział kobiet w gatunku jakim jest rap?
W sensie, czy się sprawdzają się jako raperki? Na świecie myślę, że tak, u nas trochę mniej. Bo trzeba odróżnić raperkę, która ma pełną świadomość siebie i wie, czego chce, od dziewczyny, która próbuje na zasadzie „nie mam jaj, ale pokażę, że mogę”. Ja tego nie kupuję. Natomiast są raperki takie jak Lilu, które są dobrymi muzykami i wokalistkami. Lilu jest dla mnie królową polskiego rapu i myślę, że naprawdę mogłaby dużo szerzej wypłynąć, tylko nie czuje chyba takiej potrzeby. Teraz uznała, że pora zakończyć karierę hiphopową i bardzo szkoda. Ale z muzyką się całkiem nie żegna, pewnie pójdzie w jazz.

A nie wydaje Ci się, że kobiety w rapie nie są… dobrze odbierane? Mam wrażenie, że mało kto traktuje je poważnie.
Sokół powiedział kiedyś, że według niego nie ma miejsca na kobiety w rapie. A że Sokół jest dużym autorytetem, to wielu ludzi to powtarza. Ja to miejsce widzę, zwłaszcza, że jest przecież wiele kobiet, które utożsamiają się z tekstami raperek. Są w końcu tematy, na które facet nie zarapuje, a dziewczyna jak najbardziej.

A gdybyś miał okazję stworzyć coś z dowolną artystką, niekoniecznie raperką, kogo byś wybrał?
Nie ma na to specjalnie szans, ale chciałbym na przykład nagrać numer z Sią. Bardzo mnie rusza to, co robi. W którymś „Zmierzchu” wykorzystany został kawałek „My Love”, napisany przez nią dla ukochanego, który zginął w wypadku. Przepiękny numer. Jakbym kręcił „Zmierzch” to też wykorzystałbym ten utwór (śmiech).

Przy „Orchestrze” działasz m.in. z Krzysztofem Herdzinem, a czy są jeszcze jacyś bydgoscy artyści, z którymi planujesz lub chciałbyś nawiązać współpracę?
Cały czas szukam wykonawcy z Bydgoszczy, którego mógłbym zaprosić na płytę. Już do „Utopii” szukałem i miałem z tym duży problem. Nawet raz padł taki zarzut, że zrobiłem płytę mainstreamową, a nie chciałem pomóc nikomu stąd. Chciałem, ale to nie miejsce zamieszkania powinno determinować, kto znajdzie się na płycie, a kto nie. Zaprosiłem ludzi z podziemia z całej Polski. Myślę, że projekt jako całość promuje Bydgoszcz. Ale po cichu liczę, że w końcu się zajaram kimś stąd.


Marcin „Pawbeats” Pawłowski



multiinstrumentalista, kompozytor, aranżer i producent muzyczny. W 2014 roku wydał album studyjny „Utopia”, który uzyskał status Złotej Płyty. W 2015 roku zdobył tytuł „Bydgoszczanina Roku”. 19 lutego 2016 odbędzie się premiera jego drugiej płyty pt. „Pawbeats Orchestra”. Koncerty promujące w Filharmonii Pomorskiej odbędą się 5 i 6 marca.

http://m.7dni.pl/2016/01/orig/1e0ac-342561.jpg

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City