Sobota, 15 grudnia 2018

Nie ufam, sprawdzam?

Alicja na co dzień jest pedagogiem szkolnym. Bywa jednak, że na zlecenie przeistacza się w imprezową seksbombę. Jest testerką wierności. Sprawdza, czy kandydaci na męża są podatni na jej zaloty.

Justyna Król

Kuszą, nęcą i sprawdzają, czy mężczyzna da się uwieść. Testerki wierności są odbierane jak chodzące famme fatale, jednak ich misja nie ma drugiego dna. Cel jest konkrety - zadowolenie klientki, która chce sprawdzić czy jej partner zdradzi. Czasem wystarczy jeden wieczór i zwykłe nagranie z telefonu. Innym razem zadanie jest rozłożone w czasie i wymaga zaawansowanego sprzętu detektywistycznego.


- To zlecenia jak inne i traktujemy je tak samo poważnie. Osoby, które się do nas zgłaszają, zwykle już coś podejrzewają i chcą się upewnić, czy mają rację - mówi Adam Husarski, właściciel portalu sprawdzwiernosc.pl, działającego w Polsce już ponad dziesięć lat. Bywa, że zgłaszają się do niego rodzice przyszłej panny młodej, niepewni, czy córka dobrze ulokowała uczucia. Czasem jest to jej przyjaciółka, która nieraz widziała, jak ukochany podszczypuje koleżanki. Zdarza się też, że ktoś po prostu z ciekawości chce sprawdzić partnera, kusząc los… - Takie zlecenia też bierzemy. Zaznaczmy tutaj, że nie tylko kobiety zlecają takie rzeczy. Mężczyźni też są podejrzliwi i chcą dowodów wierności. Pobudki klienta to tak naprawdę jego sprawa. My przeprowadzamy śledztwo na zadany temat - dodaje Husarski.

AGENTKA UWODZI FIGURANTA

Aby było skutecznie, osoba mająca uczestniczyć w zadaniu musi spełniać odpowiednie wymogi wizualne, dlatego wachlarz współpracujących jest szeroki. Do uwodzenia zatrudniane są aktorki, modelki, ale nie tylko.

Alicja na co dzień jest pedagogiem szkolnym. Bywa, że na zlecenie przeistacza się w imprezową seksbombę lub głupiutką niunię potrzebującą pomocy. W trakcie zadania jest agentką, obiekt uwodzenia zaś figurantem. Wcześniej dostaje pakiet informacji o nim - kim jest, co lubi, jak mu się przypodobać. I oczywiście zdjęcie, które pozwoli jej wyłowić ofiarę z tłumu.

- Wbrew pozorom nie jest to takie proste. O ile samo uwodzenie bywa banalne, rozpoznanie osoby nie zawsze. Zdarzyło mi się uwieść mężczyznę przy barze, myśląc, że to figurant, ale gdy wyszliśmy z lokalu i przyjrzałam mu się przy lepszym świetle, okazało się, że to nie on. Musiałam szybko go spławić i okrężną drogą wrócić do lokalu, by zacząć zadanie od nowa - opowiada Alicja.

Jej przygoda z uwodzeniem zaczęła się dość nietypowo. Siedem lat temu jako 22-letnia studentka wraz z przyjaciółką trafiła na ogłoszenie o poszukiwaniu testerów wierności. - Brzmiało intrygująco jak na pracę. Zwłaszcza dla mojej przyjaciółki, studiującej psychologię i piszącej pracę o manipulacji ludźmi. Potraktowałyśmy to jako eksperyment. Poszłyśmy z ciekawości, ale nieco przerażone, bo człowiek ma zaraz w głowie, że taka testerka to nie wiadomo co miałaby robić… Dla bezpieczeństwa mój obecny mąż, wówczas jeszcze chłopak, towarzyszył nam jako obstawa. Na szczęście niepotrzebnie. Trafiłyśmy do normalnej, licencjonowanej agencji detektywistycznej, która po prostu dostaje takie zlecenia. Okazuje się, że zapotrzebowanie na nie wzrasta - mówi Alicja.

Do Bydgoszczy przyjechała jako testerka rok temu. Miała za zadanie sprawdzić pracownika jednego z serwisów telefonicznych, którego narzeczona podejrzewała o podrywanie innych dziewczyn. Wpadła więc bezradna i zdezorientowana do podanego punktu z pękniętą szybką ukochanego iPhona…

BAJERKA NA MOTOCYKL

- Przystojny mężczyzna, ale typowy makaroniarz. Od razu przeszedł do bajerowania. Zdobył numer, by potem móc pisać SMS-y. Kilka dni później zaprosił mnie na kawę na bydgoskiej starówce. Cały czas opowiadał, ile to on zarabia, jaki to ma motocykl, pytał, czy chciałabym się przejechać… Bardzo szybko zgromadziłam dowody na jego niewierność, ale gdy chciałam się pożegnać, twierdząc, że nie zaiskrzyło, nie dawał za wygraną. Kawał miasta przespacerowałam z nim u boku, tłumacząc, że nic z tego nie będzie - wspomina Alicja.

Bywa i tak, że mężczyzna okazuje się trudniejszy do zdobycia i wtedy pojawiają się wątpliwości. - Wbrew temu, co się pisze w sieci, naszym celem nie jest prowokowanie na siłę. Granice, których nie przekraczamy, są jasne, np. brak kontaktu fizycznego. Nie wsiadamy z nikim do auta, dbamy o bezpieczeństwo własne. Różne agencje działają inaczej, ale my się trzymamy naszych reguł. Chodzi tylko o to, aby sprawdzić, jak ten człowiek zachowa się w danej sytuacji, czy jest skłonny do zdrady. Rejestrujemy słowa i gesty. Do czynu nigdy nie dochodzi. Ja nawet nie pozwolę się objąć czy złapać za rękę, ale myślę, że taka niedostępność nawet podkręca sytuację - mówi testerka.

ZE SZTUCZKAMI LUB BEZ

Niektórzy od razu stawiają drinka, nawet nie trzeba się odzywać, wystarczy usiąść przy barze. Inni szybko proponują zmianę lokalu w wiadomym celu, ale są i tacy, którzy długo nie odwzajemniają zalotów, choć testerka stosuje swoje sztuczki. - Taki był Marek, którego poznałam w grupce znajomych. Zabawny, kompletnie niepodpadający. Oceniłabym, że nie zdradza, ale jego narzeczona nie dawała za wygraną i poprosiła o drugie spotkanie. Gdy do niego doszło, wyglądało to już inaczej. Nagle zainteresował się mną, jakby to był znak, że znowu na siebie wpadamy. Zaczął opowiadać o sobie fikcyjne historyjki, w których oczywiście nie miał dziewczyny, nie mówiąc już o narzeczonej… - wspomina Alicja.

Testerka zawsze nagrywa. Zwykle telefonem - bawienie się nim to dziś norma, nie podpada więc, a nawet może być formą kokieterii, sugestią do wymiany numerów. Często nie jest sama, a z koleżanką lub fotografem, który działa jak paparazzi, dokumentując wszystko z ukrycia. Niektóre śledztwa wymagają kamerek, mikrofonów i innych sprzętów - choćby wtedy, gdy trzeba śledzić auto przez kilka dni, bo i takie sytuacje się zdarzają.

- Bierzemy na siebie też bardziej złożone tematy, jak zdradzana i źle traktowana żona burmistrza, która chce odejść, a bez dowodów zdrady nie może. Zdarzają się sytuacje silnie patologiczne, alkoholowe, przemocowe… Zawsze musimy działać profesjonalnie, mając na uwadze, że zebrane dowody trafią do rąk zleceniodawcy, ale mogą też być wykorzystane w sądzie - mówi Husarski.

SEKSAPIL Z REFLEKSEM

Nie każda kobieta może być testerką. Poza przyjemnym wizerunkiem, potrzebne są pewne umiejętności aktorskie i szybki refleks. - Trzeba umieć wybrnąć z różnych sytuacji. Jeden z figurantów, którego żona sprawdzała, bo zaczął wracać pijany nocami z klubów, opowiadał mi, że jest w trakcie rozwodu, że żona wyrzuciła go z domu, nie pozwala widywać dzieci… Nigdy nie możemy dać się zmanipulować w takiej rozmowie, musimy trzymać się znanych nam faktów i celu - mówi Alicja.

- Co ciekawe, tylko 30 procent zleceń kończy się przyłapaniem na chęci zdrady i to nas cieszy. Wbrew pojawiającym się opiniom, nie mamy na celu rozwalania ludziom związków na siłę. My tylko wypełniamy swoje zadania. Nawet nie wiemy, jak dalej toczą się losy tych ludzi, czy ci zdradzani się rozwodzą. Sprawdzić można każdego, reszta to nie nasza sprawa - zapewnia Husarski.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City