Poniedziałek, 25 września 2017

Śpię niespokojnie - rozmowa z Demarem (Incognito)

Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że brak mu weny. Dla mnie tworzenie to zawsze w 90 procentach ciężka praca. Natchnienie wywołane przeżyciem czy książką może być tylko bodźcem do działania. Resztę trzeba zrobić samemu!

Z Demarem, bydgoskim producentem muzycznym, tekściarzem oraz członkiem składu Incognito, rozmawia Justyna Król

Tagi: Demar Ingocnito męska perspektywa Justyna Król

27 kwietnia 2016, aktualizowano: 27-04-2016




Można powiedzieć, że Incognito powoli przestaje być incognito… Nagrywacie, działacie, promujecie kolejne klipy…
Dzieje się trochę ostatnio, fakt. Ale tak naprawdę nad płytą, która teraz wypływa, ciężko pracowaliśmy z Robertem i Uckiem przez ostatnie cztery lata. A są na niej utwory z prawie piętnastu ostatnich lat, od kiedy to współtworzymy Incognito. Jeszcze wcześniej działaliśmy wspólnie z Grzaną, Yakim oraz Piranią, z którymi zaliczyliśmy parę mniejszych występów - m.in. w bydgoskim Mózgu, klubie Wiatraczek czy toruńskiej Odnowie. Nasza płyta to takie podsumowanie wieloletniej przyjaźni i wspólnej pasji. Postanowiliśmy w końcu coś pokazać światu. Robimy to jednak powoli i z satysfakcją. Nie oszukujmy się - to nie nowy krążek Ostrego, nikt na nas nie czeka. Robimy to przede wszystkim dla siebie i chcemy się tym cieszyć… Chociaż muszę przyznać, że nie byliśmy całkowicie zgodni, co do decyzji podzielania się tym materiałem ze światem (śmiech). Prawdopodobnie album „Utwory zebrane”, będzie w sprzedaży w okolicach czerwca. Długo go dopieszczaliśmy i tak naprawdę nigdzie nam się nie spieszy.

Muzyka była od zawsze takim Twoim number one?
Była w moim życiu odkąd pamiętam. Zdziwisz się - w szkole podstawowej słuchałem takich składów jak Sepultura, Metallica i Slayer. Kręciły mnie cięższe klimaty. Przepięcie z muzyki metalowej na hip-hop nastąpiło w momencie przesłuchania pierwszej płyty Rage Against The Machine, choć jako rocznik 80’, pamiętam czasy, kiedy w Polsce w ogóle nie było hip-hopu. Potem zakochałem się w twórczości Kazika Staszewskiego, m.in. w albumach „Spalam się” i „Oddalenie”. Zacząłem się zasłuchiwać w muzyce Kalibra 44, Wzgórza Ya-Pa 3, całej nowojorskiej szkole hip-hopu z A Tribe Called Quest na czele… i poszło. Tak wystartowała wieloletnia miłość, trwająca do dziś. Teraz jednak tak naprawdę nie słucham zbyt wiele hip-hopu, nie odnajduję w nim inspiracji i takich emocji jak dawniej. Hip-hop był owocem buntu, swoistym manifestem ludzkich poglądów. Osobiście lubię ten z lat dziewięćdziesiątych, ale hiphopowcem się nie czuję. Najbardziej inspirujące są dla mnie brzmienia bluesa, jazzu i soulu z lat siedemdziesiątych. Muzyka, którą stworzyłem do albumu „Utwory zebrane”, jest pochodną wszystkich zebranych doświadczeń.

W Waszych kawałkach nie ma tego buntu?
Piszemy o relacjach międzyludzkich, przemijaniu i melanżu (śmiech), a dokładnie o tym, co jest w nas. Pojawiają się radości, pijackie imprezy, nieszczęśliwe miłości i emocje nimi wywołane. Wydaje mi się, że poruszamy tematy, które dotykają każdego z nas, w końcu to nasze przemyślenia z kilkunastu lat - dojrzewania, przeżywania, część naszego życia ubrana lirycznie i muzycznie. Nie wiem, czy rynek to chwyci. Dzisiejsze pokolenia słuchają zupełnie czegoś innego, ale my nie będziemy się pod taką modłę naginać. Emocje i przemyślenia w naszych utworach są dla nas najważniejsze.

Jest Was trzech, ale już nie jak dawniej, na miejscu…
Tak, „Utwory zebrane” Incognito to efekt starań naszego stałego, starego dobrego, ale obecnie rozsianego po świecie składu - trzech przyjaciół. Ucek mieszka w Hamburgu, Robert w Eidnhoven, a ja w Polsce scalam to wszystko. Nie jest to łatwe, chłopaki piszą teksty, wpadają nagrywać zwrotki, a resztę ogarniam sam. Przez lata gromadziłem sprzęty i - jak widzisz - udało mi się stworzyć taką oto swoją pracownię dźwięków. Własne studio wiele ułatwia.

Są i kobiety. Nie tylko jako inspiracja w tekstach i twarze w teledyskach. Pojawiają się też głosy…
Tak, wspierają nas trzy bydgoszczanki. Adela Konop to fantastyczna wokalistka jazzowa, która płynie w zwrotkach jak instrument, ubarwiając całość niesamowicie. Dominika Skrzypek, usłyszana przeze mnie przypadkiem w coverze numeru „Apple Tree” Eryki Badu na Facebooku, mega ociepla swoim soulowym głosem nasz numer „Jestem Prawdą”. Zaś Ania Hnatowicz, z którą mamy najwięcej wspólnych znajomych, jest w stanie zaśpiewać prawie wszystko w perfekcyjny sposób i sprawdza się na każdym gruncie. W sumie to zawsze chciałem usłyszeć w naszych numerach soulowy, gruby, męski murzyński głos, ale okazało się, że trudno znaleźć taki w Bydgoszczy (śmiech).

Kobiety w życiu są Ci bliskie?
Oj tak, mam niesamowicie mądrą mamę. To, co mówiła zawsze było dla mnie święte - wiedziałem, że ona wie co jest dobre, a co złe. Bardzo cenię rodziców i mam z nimi świetny kontakt, choć są już starszymi ludźmi, po siedemdziesiątce. Ogólnie dzisiejsze kobiety bywają silne, zawzięte i ambitne, a czasem wręcz bezwzględne (śmiech). Mam w pracy szefową, którą osobiście jakiś czas temu zatrudniałem do mojego zespołu. Żaden facet nie wspiąłby się w tak krótkim czasie po drabince kariery jak ona. Z drugiej strony, znam sporo kobiet strasznie niekonsekwentnych, a dla mnie konsekwencja jest w życiu podstawą. Jestem umysłem ścisłym, lubię planowanie i realizowanie założeń krok po kroku. Śmieszy mnie, gdy ktoś mówi, że brak mu weny. Dla mnie tworzenie to zawsze w 90 procentach ciężka praca. Natchnienie, wywołane przeżyciem czy książką, może być tylko bodźcem do działania. Resztę trzeba zrobić samemu!



Trudno się buduje związki z kobietami?
Zabawne, ale dla mnie to chyba jak potrzeba fizjologiczna. Zawsze poważnie traktowałem temat związków i prawie całe życie w jakimś byłem. Opierałem je na przyjaźni i chyba dzięki temu nigdy nie były powierzchowne. W sumie pierwszą stałą dziewczynę miałem od czwartej klasy podstawówki. Pamiętam, że rokrocznie w czerwcu żegnaliśmy się na wakacje, a po lecie, które spędzałem z rodzicami na działce, pytałem ją na nowo czy nadal jest moją dziewczyną, czy dalej ze sobą chodzimy (śmiech). Potem miałem też tę pierwszą dziewczynę w dorosłym życiu, aż do czasów studenckich.

I pojawiła się Kasia, Twoja obecna żona…
Tak, jesteśmy razem już trzynaście lat. Wiem, to niezły staż jak na mój wiek, ale to taka rodzinna klątwa – w miłości jesteśmy dinozaurami (śmiech). Tak mnie wychowano. Mężczyźni w mojej rodzinie są stali w uczuciach i wierni. Tata poznał mamę jeszcze w podstawówce. Mój brat swoją pierwszą żonę również. Obecnie ma drugą, ale tylko dlatego, że pierwsza niestety zmarła… Jego syn, mimo zaledwie 24 lat, też już jest w wieloletnim związku i ma w planach zaślubiny.

Z Kasią tworzycie nowoczesny związek czy raczej tradycyjny? Kto gotuje?
Bardzo nowoczesny. Nikt nie gotuje (śmiech). Prawda jest taka, że nawet nie mamy czasu na regularne zapełnianie lodówki, często jemy na mieście lub u rodziców. Realizujemy swoje plany zawodowe, ale też pasje. Rozumiemy się w tej materii doskonale, nikt nikomu nic nie narzuca.

Muzyka kwitnie, małżeństwo szczęśliwe. Uważasz się za człowieka spełnionego?
Mam teraz taki okres, że megadużo czasu poświęcam na produkcje muzyczne, pisanie tekstów, tworzenie. Zaczynam współpracę z różnymi artystami, trwają też prace nad moim solowym krążkiem, ale są też inne priorytety.

Jakie? Może pora pomyśleć o potomstwie?
Jestem zdecydowanie na tak, ale wszystko w swoim czasie. Nie wyobrażam sobie w przyszłości Bożego Narodzenia bez dziecka… Co to za święta? Robienie prezentów dla dorosłych nie ma tego klimatu. Mam wiele koleżanek singielek z wyboru. Nie mają partnerów, mężów ani dzieci. Z różnych powodów. Uważam, że nie jest im z tym do twarzy…

Zawodowo zajmujesz się zarządzaniem projektów. Oceniasz projekt „dziecko” jako duże wyzwanie? Wiesz, doba ma 24 godziny, a taki maluch potrafi być absorbujący. Dzieci mają kolki, ząbkują…
Zgadza się, ale jestem przekonany, że przychodzi taki moment, gdy życie bez dziecka stanie się puste. Taki mały człowiek to przecież sens istnienia. Radość, a jednocześnie natchnienie do działania. Teraz nie śpię spokojnie, kto wie, może paradoksalnie, gdy pojawi się maluch, to zacznę. Czas dla dziecka na pewno się znajdzie, w końcu są rzeczy ważne i ważniejsze.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City