Wtorek, 26 września 2017

Fot.: Jacek Kutyba

Szanse rosną po czterdziestce

Nie boję się wyzwań, bo z doświadczenia wiem, że jak jesteś pracowita, to dasz radę. Dziś, gdy trzeba, to o 2 w nocy wciągam dresy i razem z kelnerkami sprzątam po imprezie

Z Magdaleną Kowalską*, właścicielką restauracji Saline, rozmawia Justyna Niebieszczańska

Mawiają, że jak nie zarobisz przed trzydziestką, to potem jest dużo trudniej. Co o tym myślisz?
Myślę, że nie jest to prawdą. Biznes to praca, ciężka praca. Doświadczonej kobiecie jest łatwiej, ponieważ bardziej zna życie. Wie, że od nikogo niczego się nie dostaje. Nasze pokolenie nie jest wychowane na pięknych reklamówkach. Młodzi ludzie mają oczekiwania, duże oczekiwania, a osoba dojrzała wie, że trzeba pracować. Potrafi przemyśleć, skalkulować i ma większe szanse na powodzenie.


Ty pracujesz od dawna…
Mając 21 lat wyjechałam do Niemiec do pracy, aby pilnować dzieci. Tam poznałam właścicielkę salonu fryzjerskiego, z którą do dziś utrzymuję kontakt. Dorabiałam też w kwiaciarni, a później założyłam własny biznes w Polsce. Były u mnie takie nowości z Berlina, jak przeźroczysta folia do pakowania prezentów. Potem mąż rozwijał firmę, a ja zostałam mamą i zajęłam się wychowywaniem dzieci. Wybudowaliśmy dom, z którym wiąże się wiele dobrych wspomnień…

Jednak po czterdziestce, od zera i bez doświadczenia w branży, zaczęłaś tworzyć restaurację. Skąd ten pomysł?
Jestem po pięćdziesiątce. Ten kolejny etap wyznaczył zakup kamienicy i działki. Właśnie na jej terenie miała powstać restauracja. Budowa trwała 7 lat. Ponieśliśmy ogromne koszty, szczególnie jako rodzina. Kiedy to się skończyło i hotel wraz z restauracją został wynajęty, pomyślałam, że teraz będę żyć spokojnie, częściej spacerować ze swoim pieskiem. Niestety restauracja nie funkcjonowała po mojej myśli, dlatego postanowiłam sama się tym zająć.

Jak to możliwe, że podjęłaś taką decyzję?
Nie boję się wyzwań, bo z doświadczenia wiem, że jak jesteś pracowita, to dasz radę. Dziś, gdy trzeba, to o 2 w nocy wciągam dresy i razem z kelnerkami sprzątam po imprezie w restauracji. Żadnej pracy się nie boję, choć przyznaję, że bywają momenty zwątpienia i zmęczenia. Pomaga mi modlitwa i wszystko powoli wychodzi na prostą.

Czyli jesteś zosią samosią?
Tak, ale to nie zawsze jest dobre. Większość z nas to samodzielne kobiety - w domu i w pracy. Efekt jest taki, że robimy za dużo. Pokazujemy, ile możemy i ludzie to wykorzystują. Moja mama wszystko robiła sama, jak też taka jestem, moje dzieci również wszystko potrafią. Niestety czasami nie umiemy wyluzować, bo ciągle jest coś, co tylko my wiemy jak zrobić i tylko my zrobimy to najlepiej. Nawet, gdy jestem u kosmetyczki, to niecierpliwię się, bo przecież tyle spraw na mnie czeka. Tak, brakuje mi takiego luzu. Większą przyjemność znajduję w pracy, w dawaniu niż w braniu i korzystaniu z uroków życia po godzinach.

A jak radzisz sobie z ludźmi?
Po prostu dogaduję się.

Jak?
Prosto w oczy. Nie toleruję gadania poza plecami. Lubię bezpośredniość w kontakcie. Dlatego nie znam ludzi, których nienawidzę, czy takich, którzy są moimi wrogami. Zawsze zależy mi, aby wszystko wyjaśnić. Do końca. Problemy z ludźmi biorą się stąd, że nie rozmawiamy.

Co Ciebie ogranicza w realizacji planów, zamierzeń biznesowych, marzeń?
Hamulcem są dla mnie środki, ten moment, w którym uczciwie stwierdzam: nie stać mnie na to. Masz marzenie, a może nawet plan, aby otworzyć restaurację - super. Jednak potrzebna jest kalkulacja, a niekiedy kredyt. Trzeba też myśleć realnie, bo czy jedna osoba wystarczy do zarządzania biznesem? Zatem liczę. Myślę nad przepływem gotówki i nie rzucam się na głęboką wodę.

Czy to się w ogóle opłaca? Ten trud, wyzwania, stres…
Praca to dla mnie sposób na życie. Ona nadaje mu wartość. Dobrze nam się układa, ponieważ dobro wraca. Mam rodzinę, tych samych znajomych i przyjaciół od lat… ale przyznaję, że czasami tak bardzo dawałam z siebie wszystko w pracy, że rodzina schodziła na dalszy plan…

Zatem co jest dla Ciebie najważniejsze?
Mimo wszystko, ciepło rodzinne i bezpieczeństwo. I tu mam wyrzuty sumienia, że mogłabym więcej czasu spędzać z dziećmi, z rodziną. Lubię, jak jesteśmy razem. Jednak wierzę też, że pracując przekazuję im to, co najważniejsze - czyli że manna nie spada z nieba.



*Magdalena Kowalska i Justyna Niebieszczańska



wierzą, że rozmowa jest dobra na wszystko. Obie współtworzą grupę BNI w Inowrocławiu, bo lubią dawać innym, a nie tylko brać. Magdalena Kowalska jest właścicielką restauracji Saline w Inowrocławiu. Wdraża w życie swój plan: chce, aby była to najlepsza restauracja w mieście. Popijając białą kawę, rozmawiają. Justyna nazywa to coffee PR, które - jako specjalista public relations - uprawia od kilku lat, spotykając się na rozmowach z ciekawymi ludźmi. www.justynaniebieszczanska.pl

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City