Wtorek, 26 września 2017

Olga Bołądź jako Zosia w filmie „Słaba płeć?", reż. Krzysztof Lang

Fot.: MONOLITH FILMS

Nie chcę być taka, jaka powinnam być

Gram fajne role. Moją największą siłą jest to, że mnie się z tych filmów pamięta. Jak pracuję, to jestem na pełnych obrotach, na full. Mam wtedy mnóstwo energii, mogę pracować do upadłego.

Z aktorką Olgą Bołądź*, po toruńskim pokazie filmu „Kochaj”, rozmawia Paulina Błaszkiewicz

Tagi: Miasta KObiet

25 lipca 2016, aktualizowano: 26-07-2016

To prawda, że siedziała Pani w jednej ławce z posłem Arkadiuszem Myrchą?
Tak, to prawda! Siedzieliśmy razem w jednej ławce w V Liceum Ogólnokształcącym w Toruniu. Arek bardzo się zmienił od tamtego czasu. Wcześniej nosił długie włosy i chodził w skórach. Miał przezwisko Myshor. Zawsze był bardzo inteligentnym gościem. Świetnie mu szło na historii.


Pani też?
Moja nauczycielka uważała, że jestem ładna i nic więcej. Postawiła mi dwóję na maturze ustnej, bo według niej nie zasługiwałam na dobre oceny. Na szczęście nie zaszkodziło mi to przy egzaminach do szkoły teatralnej.

Tam ponoć też jest podział, ale nieco inny: na dziewczyny ładne i charakterystyczne. Zawsze była Pani zbuntowana? Taki typ niegrzecznej dziewczyny?
Całkiem niedawno przeczytałam wywiad z moją nauczycielką z podstawówki. Powiedziała w nim, że zawsze byłam taką spokojną dziewczynką. Mam dość krótką pamięć, ale chyba właśnie taką siebie kojarzę. Nigdy nie byłam jakaś zadziorna, jednak zawsze miałam swoje zdanie. Moja wychowawczyni w liceum uważała, że jestem strasznie przywódcza, że ze mnie jest taki typowy herszt. Z kolei ja nigdy tak tego nie odczuwałam. Pamiętam jednak, jak klasa wybrała mnie na przewodniczącą.

To chyba dobrze mieć poczucie akceptacji w grupie?
Tak, ale problem polegał na tym, że ja nie za bardzo chciałam i później już mnie nie wybierali. Ja się zwyczajnie nie nadaję do takich funkcji. Ale może mam charyzmę, dzięki której ludziom się wydaje, że jest inaczej?

Ta charyzma w połączeniu z pewnością siebie pomogła dziewczynie z Torunia pojawić się na egzaminie wstępnym do krakowskiej PWST przed samym Jerzym Stuhrem?
Jak sobie coś postanowię, to lubię też sobie udowodnić, że potrafię to zrobić. Jadąc na egzaminy myślałam tylko o tym, że nie jestem od nikogo gorsza, jestem po prostu dobra. Wiedziałam, że jeśli ja w to nie uwierzę, to nikt inny też w to nie będzie wierzył.

Na przekór wszystkiemu?
Tak, ja tak zrobiłam i wygrałam. Jakiś czas temu spotkałam się z ludźmi z poetyckiego „Studia P”. Jedna dziewczyna stamtąd chce się dostać do szkoły teatralnej. Przez cały czas, gdy jej słuchałam, wyobrażałam sobie mniej więcej, jaką ma osobowość.

I czy się nadaje? Jako doświadczona koleżanka udzieliła jej Pani jakiejś rady?
Powiedziałam: „Musisz pójść na maksa, bo jeśli tego nie zrobisz, to się nie uda. Sama ze sobą musisz się zmierzyć. Ze swoją nieśmiałością, wewnętrzną wrażliwością. Musisz to wszystko zachować, ale jednocześnie zawalczyć o siebie - co jest najtrudniejsze”.

Chyba jako jedna z nielicznych aktorek ma Pani takie podejście do swojego zawodu. Czytałam wywiad, w którym na pytanie dziennikarki: „Co będzie, jak agentka przestanie dzwonić z propozycjami pracy?” odpowiedziała Pani odważnie: „Nie przestanie”. Nie mówi też Pani, jak wiele koleżanek po fachu, że w Polsce nie ma ciekawych ról dla aktorek.
Trudno mi się odnieść do takich twierdzeń, bo gram fajne role. Gdybym zagrała kilka takich samych, nie wymagając też nic od siebie, to one nie byłyby takie jaskrawe, zapamiętywane. Moją największą siłą jest to, że mnie się pamięta z tych filmów. Jak pracuję to jestem na pełnych obrotach, na full. Mam wtedy mnóstwo energii, mogę pracować do upadłego.

Ma Pani jakąś ulubioną rolę? Bohaterkę, z którą coś Panią łączy?
Bardzo sobie cenię postać Celiny Dłużewskiej z „Czasu honoru”. Kocham tę postać. Jest mi bardzo bliska. Ja też jestem na co dzień wycofana i spoglądająca na wszystko z boku. Jestem jak ta Celina, tylko czasy nas różnią. Ona przeżyła wojnę, ja na szczęście nie.



Postać z filmu „Kochaj” - Sawa - też jest Pani bliska?
Tak, lubię ją. To romantyczka, która sobie nie radzi i jest takim trochę lelum polelum. Ja też mam słabości. Wydaje mi się, że każda z nas ma w sobie bardzo wiele oblicz. Wszystko zależy od tego, w jakim jesteśmy momencie. Raz jesteśmy bardziej wrażliwe i delikatne, a czasem musimy być twarde.

A nie jest tak, że kobiety nie mają wyjścia i muszą takie być?
Kobiety muszą zajmować się wieloma sprawami. Zaczyna się od tego, że okna są umyte, obiad jest na stole, dziecko jest odebrane ze szkoły. Potem słucha się problemów przyjaciółki, mierzy się z kłopotami swojego mężczyzny. Do tego płaci się przez Internet rachunki - czynsz, gaz, prąd… Sporo tego mamy na głowie. Ze wszystkim musimy sobie poradzić i przy tym jeszcze mamy być wrażliwe i ciepłe.

Wiele osób po obejrzeniu „Kochaj”, filmu Marty Plucińskiej, nie szczędziło komentarzy, że reżyserka przedstawiła kobiety w złym świetle i powieliła stereotypy, z którymi od dawna się walczy. Na spotkaniu w Kinie Centrum jedna z pań powiedziała, że nie powinna Pani przyjąć tej roli…
Ale ja nie chcę być taka, jaka powinnam być. Nie będę się starała ani nikogo udobruchać, ani zadowolić. Jeśli rozmawiamy o komentarzach, to warto dodać, że wszędzie dobrze pisze się o tym, jak zagrałyśmy. Mogę mówić tylko o swojej pracy. W moim zawodzie jest tak, że czasem efekty są lepsze, a czasem gorsze. Zagrałam w filmie „Kochaj” dla Marty Plucińskiej, która mnie zafascynowała. Nieważne, jaka będzie jej dalsza droga. Ja nadal chcę jej towarzyszyć z kilku powodów.

Z jakich?
Marta jest zwariowana, inteligentna i chce robić swoje filmy. Po co je robić, jeśli nie bierze się pod uwagę możliwości popełnienia błędów? Przecież nie od razu stworzy się arcydzieło. Wchodziłam na plan filmu „Kochaj” ze świadomością, że dla mnie to będzie kolejna fajna rola - taka, której jeszcze nie grałam, a zawsze się tym kieruję. Czytam różne scenariusze, wiem, co odrzucam. Dzięki temu udało mi się uniknąć kilku gaf. Przy „Kochaj” wiedziałam, że to wyjdzie lepiej albo gorzej, ale na pewno nie miałam takiego poczucia, że ta rola w jakiś sposób mi zaszkodzi.

A udział w „Tańcu z gwiazdami” kilka lat temu Pani nie zaszkodził?
W niczym mi nie zaszkodził. Miałam dwadzieścia kilka lat, na początku się nad tym zastanawiałam, ale szybko pozbyłam się rozterek. Zadzwoniłam do Agaty Kuleszy, która powiedziała mi: „Byłabyś głupia, gdybyś tego nie wzięła. Bierz, będziesz się świetnie bawić”. I wzięłam. Po programie dostałam wiele innych propozycji. Nikt nie przyczepił mi łatki, że to ta aktorka z „Tańca z gwiazdami”. Mam dużo szczęścia w zawodzie. Mogę grać różne role.

No właśnie. Jesienią pojawi się Pani w filmie „Las, 4 rano” u Jana Jakuba Kolskiego.
To, że zadzwonił do mnie Jan Jakub Kolski było wielkim wyróżnieniem. Następnym było to, że zagrałam w tym filmie z Krzysztofem Majchrzakiem. Wcielę się tam prostytutkę, ale więcej nie mogę zdradzić.

A może Pani zdradzić, jaka jest Olga Bołądź prywatnie?
Jest spokojną osobą. Bardziej domownikiem niż lwem salonowym. Moim drugim domem jest teatr.

„Teatr Imka” to…
… ważne dla mnie miejsce, które bardzo lubię. Mam wrażenie, że z niektórymi aktorami czuję się trochę tak, jakbym była na etacie. Mam świetny kontakt z Jasiem Chabiorem, Łukaszem Simlatem, Magdą Boczarską.

Z ekipą „Pozytywnych”.
Tak. Część obsady powiela się przy „Słowniku ptaszków polskich”. Czwarty raz pracuję z Krzysztofem Materną. Mam grono osób, z którymi często gram. Czasami sama sobie się dziwię, że jeszcze nie przekonałam się do etatu.

A potrzebuje go Pani?
Chyba nie. Czuję się zaspokojona teatralnie. Mam też takie podejście, że co ma wisieć, nie utonie. Wszystko przyjdzie samo, w odpowiednim czasie. Trzeba się tylko dobrze nastawić.

*Olga Bołądź



aktorka filmowa i teatralna. Urodziła się w Toruniu, ukończyła PWST w Krakowie, studiowała w Los Angeles, występowała na deskach Narodowego Starego Teatru, warszawskiego teatru Polonia i innych. Znana z filmów: „Nad Życie”, „Słaba płeć?”, „Służby specjalne”, „Skrzydlate świnie”, „Kochaj”, oraz z seriali: „M jak miłość”, „Teraz albo nigdy”, „Hotel 52”, „Skazane”, „Czas honoru”. W czerwcu odsłoniła swoją „Katarzynkę” na Piernikowej Alei Gwiazd.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Dodaj swój komentarz najciekawsze najstarsze najnowsze

  1. 27-07-2016 08:23

    Oceniono 2 razy 1 1

    - Jan2: Z Bydgoszczą też jest związana osobiście. W 1998 roku przejeżdżała samochodem przez Bydgoszcz jadąc do Szczecina. A więc nie tylko Toruń, co wynika z wywiadu.

    Odpowiedz

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City