Wtorek, 26 września 2017

Fot.: Tomasz Czachorowski

Facet musi dominować - rozmowa z tancerzem, Robertem Linowskim

Kobiety lubią mieć wszystko poukładane i często najchętniej od razu by sobie ustaliły figury, kroki i schematy. W tańcu to nie powinno tak wyglądać. Facet ma decydować, co i jak.

Z Robertem Linowskim*, tancerzem, choreografem, mistrzem i wielokrotnym wicemistrzem Polski, twórcą Studia Baliamos, rozmawia Tomasz Skory

Żonę poznał Pan przez taniec?
Poznaliśmy się na parkiecie, ale przy pierwszym spotkaniu taniec nas nie połączył. Kiedy po latach spotkaliśmy się ponownie, wtedy zaiskrzyło. Karolina też tańczyła i to pozwoliło nam połączyć naszą pasję z miłością.


Czyli nie byli Państwo parą taneczną zanim narodziło się uczucie? Pytam, bo chyba często zdarza się, że takie pary przeradzają się w związki. Przynajmniej tak to wygląda z zewnątrz.
Faktycznie, często tak to wygląda i wiele osób myśli, że pary taneczne są razem też w życiu prywatnym. Zdarza się tak, ale nie zawsze. Pary taneczne, które dochodzą do pewnego poziomu, muszą ustalić sobie pewne reguły. Profesjonalista potrafi oddzielić życie prywatne od tańca. Jest wiele zawodowych par, które w prywatnym życiu mają innych partnerów. Przykładem jest m.in. Hanna Karttunen, wielokrotna mistrzyni świata w Exhibition Dance, która w tym roku na specjalne zaproszenie Bailamos, zatańczyła po raz pierwszy w Polsce, na festiwalu „Bydgoszcz żyje tańcem”. Jej partnerem tanecznym jest Victor da Silva, a mężem Jone Nikula.

Taniec towarzyski wymaga niesamowitej bliskości. Jako ten nietańczący byłbym pewnie zazdrosny!
Jest to problem. Ale dla tancerzy bywa to nawet trochę obraźliwe, gdy są w związku typowo zawodowym, a ktoś posądza ich o coś więcej. Jesteśmy profesjonalistami - tańczymy, to jest nasza praca i koniec, jednak wyobraźnia ludzi tworzy scenariusze, przez które rodzą się problemy. W przypadku młodych tancerzy, amatorów, rzeczywiście zdarza się, że zaiskrzy, ale profesjonaliści potrafią to oddzielać.

Zawodowcom, nieraz po wielu latach wspólnych treningów, zdarzają się nagłe zmiany partnerów tanecznych. Miał Pan takie sytuacje?
Niestety, nie obeszło się bez nich. Bardzo dążyłem do zdobycia tytułu mistrza Polski i aby osiągnąć ten cel po drodze z różnych powodów czekały mnie zmiany. Ale też nie było ich wiele. W swojej karierze tanecznej miałem trzy partnerki i chyba tyle właśnie musiało ich być.

W tańcu, jak w związku, lepiej być stabilnym?
To bardzo dobre zdanie. Zmiany czasem są konieczne, ale ciągłe poszukiwanie partnerki czy partnera powoduje, że para musi zaczynać wszystko od początku. Im mniej zmian, tym szybciej osiągamy sukces. Im dłużej para ze sobą tańczy, tym lepiej się rozumie, ma już wypracowany swój styl, nie musi się docierać. Każda zmiana resetuje wszystko, od choreografii po zgranie charakterów.

Á propos charakterów, zdarza się, że partnerzy kłócą się przed samym występem?
Oczywiście! Jest nawet taki film pt. „Tancerz” o wicemistrzu świata w tańcach latynoskich, który rozstał się ze swoją partnerką tuż przed ostatnimi, najważniejszymi występami. Świetnie pokazuje napięcia towarzyszące zawodom i to, że gdy nawet się kłócimy, to publiczność z zewnątrz nie może tego zobaczyć. Jeśli mamy jakieś problemy, to nie zabieramy ich na parkiet.

Wydaje mi się, że zawód tancerza wymaga wielu poświęceń. Nie cierpią na tym kontakty z najbliższymi?
To prawda. Tancerze, tak jak inni sportowcy, wszystko podporządkowują zawodom. A trening pod mistrzostwa to już nie są 2-3 godziny w tygodniu, jak na kursie, ale 6-8 godzin dziennie. Absolutnie nie ma czasu na zabawę. Ale jest to pasja, bez której nie wyobrażamy sobie życia.

Teraz już może pracować Pan razem ze swoją żoną. Czy to, że pracują Państwo w jednej szkole, wpływa w jakiś sposób na tę relację?
Czasami się słyszy, że jak para pracuje ze sobą w jednym miejscu czy branży, to ma więcej powodów do tego, by się kłócić. U nas jest akurat odwrotnie. Odpowiada nam to, że możemy w domu usiąść i dokończyć rozmowę, którą rozpoczęliśmy w pracy. Doskonale się też uzupełniamy. Karolina jest wspaniałym pedagogiem i uwielbia pracę z dziećmi, jest też taką osobą, która - jak to kobieta - ma wszystko poukładane i zaplanowane. Ja jestem bardziej artystą.

Da się odpowiedzieć na pytanie, kto lepiej tańczy, kobiety czy mężczyźni?
Kobiety i mężczyźni w tańcu towarzyskim mają inne role. Facet prowadzi partnerkę - to jest taka odgórna zasada. Ale kobiety, tak jak mówiłem, lubią mieć wszystko poukładane i często najchętniej od razu by sobie ustaliły figury, kroki i schematy. Jeśli mielibyśmy się ich trzymać, to kobieta będzie nas prowadzić. A w tańcu to nie powinno tak wyglądać. Facet ma decydować, co i jak.

W tańcu nie ma równouprawnienia?
Może to nie fair wobec dziewczyn, ale tak się utarło kulturowo. Jeśli spojrzymy na to, kto wygrywa turnieje taneczne na świecie, okazuje się, że prawie zawsze są to pary, w których dominuje facet. Naprawdę rzadko zdarza się dominująca dziewczyna. Nawet w tanecznym żargonie, gdy mówi się o zwycięzcach, w pierwszej kolejności podaje się nazwisko tancerza, a o partnerce czasem się nawet nie wspomina. Jak środowisko mówi, że turniej wygrała dziewczyna, to już źle świadczy o jej partnerze. W tańcu to facet musi dominować.

Agustin Egurrola porównał kiedyś taniec z gotowaniem. Częściej zajmują się nim kobiety, ale jak już facet się do tego weźmie, może osiągnąć niebywały poziom…
Coś w tym jest. To jego spostrzeżenia jeszcze z czasów, gdy obaj tańczyliśmy na turniejach. Już wtedy widzieliśmy, że przy naborach bardzo trudno pozyskać chłopców. Tak jest do dziś. Mamy swoją formację taneczną, mamy mistrzów Polski, ale jak robimy nabór, zgłaszają się same dziewczynki. Za to gdy już zapisze się chłopak, to nagle okazuje się, że ma talent. Dla chłopców najtrudniejsze są właśnie te pierwsze kroki wykonane w kierunku studia tańca. Jak już do niego dojdą, to nagle przekonują się, jak jest tu fajne. Zostają i tańczą nawet dużej od koleżanek.

Tak sobie myślę, że wolny facet z szkole tańca musi mieć powodzenie…
Dokładnie! I partnerek będzie miał kilka do wyboru. To jest fajne hasło na przyciągnięcie chłopaków do studia (śmiech).

Ale wciąż jeszcze panuje przekonanie, że facet i taniec towarzyski tak do końca do siebie nie pasują.
To prawda, ale na szczęście to się zmienia. W każdym kraju jest inne spojrzenie na taniec. W wielu z nich facet na lekcji tańca to nic niezwykłego, ale w Polsce takiego podejścia uczymy się już długo i pewnie jeszcze długo będziemy. Fajne jest natomiast to, że coraz więcej rodziców widząc, jak ich dziecko reaguje na muzykę, uznaje to za sygnał i zachętę, by wprowadzić je w świat tańca. Oczywiście nie powinniśmy robić nic na siłę, ale na pewno warto spróbować.

A jak zachęcić dorosłych do wejścia na parkiet?
Pań specjalnie nie trzeba zachęcać, ale zabiegamy o to, by kobiety zaciągały na lekcje też swoich facetów. Kiedy na zajęciach pojawiają się całe pary, to jest nam dużo łatwiej - bo nawet jeśli nauczymy kobietę kroków, to jak będzie potem prowadzić swojego partnera? A gdy nauczymy faceta, jak ma prowadzić, to zatańczy nie tylko z żoną, ale każdą inną kobietą na dowolnej zabawie tanecznej. Dlatego dużo par szuka u nas pomocy przed ślubem. I to nie tylko przed swoim, jest też wiele osób, które wybierają się do znajomych na wesele i chcą potańczyć. Po dwóch wizytach w studiu już sobie radzą i wiedzą, że nie będą siedzieć ani podpierać ścian. Trzeba tylko chcieć się ruszyć i to jest właśnie rola pań, by zmobilizowały panów.

W takim razie pewnie powinienem zacząć od pytania: a kto Pana namówił do nauki tańca?
W podstawówce moja starsza o rok koleżanka usłyszała o kursie w domu kultury i namówiła mnie, byśmy się zapisali. Tam poznałem instruktorkę, która zobaczyła u mnie predyspozycje i zaproponowała dołączenie do osiedlowego klubu amatorów. Nie startowaliśmy w żadnych zawodach, ale ćwiczyliśmy sobie kroki dla przyjemności. Kilka lat później poznałem Piotra Galińskiego i ludzi z jego szkoły, którzy powiedzieli mi: „Albo będziesz dalej tańczyć, albo się zmarnujesz”. I tak to się zaczęło.

A czy po tylu latach pracy, szkoleń i treningów potrafi Pan jeszcze zatańczyć z żoną tylko dla przyjemności? Bez myślenia o tym, czy to jest dobre, poprawne, na poziomie?
Na imprezach tańczymy wyłącznie dla przyjemności. Może z racji zawodu trochę lepiej nam to wychodzi, ale nie popisujemy się. Nie czujemy też presji, bo robimy to wyłącznie dla zabawy. To ona jest w tańcu najważniejsza.

*Robert Linowski



nauczyciel tańca, zawodowy tancerz i choreograf, mistrz i wielokrotny wicemistrz Polski, finalista licznych międzynarodowych turniejów tanecznych. Twórca i główny choreograf grupy tanecznej Art of Dance ze Studia Tańca Bailamos.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City