Poniedziałek, 25 września 2017

Studentki Colegium Medicum, Ania Woźniuk i Ewelina Mazur, w Przychodni "Otwarte Drzwi"

Fot.: Tomasz Czachorowski

Naiwne z wyboru - założycielki przychodni "Otwarte Drzwi"

To nie jest podręcznikowe leczenie, bo nie są to zwykłe przypadki. W jaki sposób mamy kogoś z cukrzycą uczyć wydzielać insulinę, skoro nie ma mowy o regularnych posiłkach? Albo jak wyleczyć świerzb, jeśli ta osoba nie ma gdzie się umyć?

Dominika Kucharska

Tagi: Miasta Kobiet Otwarte Drzwi przychodnia medycyna zdrowie pomoc Dominika Kucharska

3 listopada 2016, aktualizowano: 03-11-2016

- Tylko żebyście tu świerzbu nie przyniosły - usłyszały od jednej z koleżanek ze studiów, gdy na początku tego roku na forum przedstawiły swój pomysł. Komentarze innych znajomych były zdecydowanie bardziej przychylne, choć wątpiących i zarzucających im naiwność nie brakowało.


Tym pomysłem była studencka przychodnia dla bezdomnych, ubogich - wszystkich, którzy potrzebują pomocy medycznej, a nie mają ubezpieczenia. Ania Woźniuk i Ewelina Mazur, dwie studentki, wtedy trzeciego roku kierunku lekarskiego na Collegium Medicum, zamarzyły sobie, aby takie miejsce stworzyć w Bydgoszczy. Dlaczego? - Bo codziennie idąc ulicą widziałyśmy, że taka potrzeba istnieje - odpowiadają bez zastanowienia.

Udało im się. Właśnie rozpoczęły powakacyjne dyżury. Dziś są jeszcze silniejsze, bogatsze w doświadczenia, zaprawione w bojach. Przetrwały już nawet kryzys, z którego wyszły obronną ręką. Na czwartym roku przybyło im zajęć, ale zapał do pomagania nie zmalał. Co więcej - zarażają nim kolejnych studentów.

PUSTE SŁOWA?

Ania - pełna pozytywnej energii blondynka - swoją drogę życiową wybrała, gdy miała 6 lat. Doskonale pamięta ten dzień w rodzinnym domu w Starachowicach. Jej mama oglądała w telewizji program medyczny. Na ekranie pokazywali operację. Natychmiast posypały się pytania. Mała Ania chciała wiedzieć: czemu, po co, a dlaczego tak? Potem był zakup mikroskopu i baczne przyglądanie się robakom, paznokciom, liściom i wszystkiemu temu, co akurat znalazło się pod ręką. Zasiane ziarenko wizji siebie w białym kitlu kiełkowało z miesiąca na miesiąc, z roku na roku.

Ewelina do Bydgoszczy przeniosła się z Rzeszowa. Najpierw poszła na pielęgniarstwo. Jej spokojny, kojący ton głosu pasował do tego zawodu jak ulał, ale ona chciała czegoś więcej. Pragnęła móc podejmować decyzje, a to umożliwiało jej skończenie kierunku lekarskiego. Odkąd pamięta chciała pomagać innym. - Tak, wiem, jak to brzmi. Nieraz słyszałam, że to puste słowa, naiwność w czystej postaci. Odpowiadam: dajcie mi być tak naiwną najdłużej, jak tylko się da. Możliwość poprawy czyjegoś zdrowia czy życia jest niesamowita. Przecież zdarza się, że lekarz ratując jedną osobę - rodzica, dziecko - ratuje całą rodzinę. Czy można robić w pracy coś lepszego? - pyta.

BIZNESPLAN NA POMAGANIE

Obie udzielały się w kołach naukowych i IFMSA - Międzynarodowym Stowarzyszeniu Studentów Medycyny. Usłyszały, że w Krakowie darmową przychodnię prowadzą lekarze. - Pomyślałyśmy, że może w Bydgoszczy poprowadzimy ją my, oczywiście ze wsparciem któregoś z doktorów, bo same nie możemy przecież nawet wypisać recepty - wspominają. Do realizacji swojej idei podeszły jak do zakładania firmy. Potrzebowały biznesplanu. Przeszukały internet, wyławiając informacje o podobnych inicjatywach powstających w Polsce. W wielu miastach coś się zaczynało dziać, ale szybko rzeczywistość sprowadzała do parteru szlachetne plany młodych medyków. Brakowało pieniędzy na podstawowe rzeczy, np. na gaziki. Dziewczyny wiedziały więc, że bez sponsora się nie uda.

To był jeden z najsroższych dni zimy. Śnieżyca malowała mleczny krajobraz i wyglądałoby jak w bajce, gdyby nie fakt, że na trasie z Bydgoszczy do Torunia tworzył się gigantyczny korek. - Pogoda robi nam pod górkę - pomyślały, ale nie planowały łatwo się poddawać. Na spotkanie w Fundacji Neuca dla Zdrowia, która miała pomóc im zrealizować cel, dotarły z 40-minutowym opóźnieniem. Czuły, że na dzień dobry są spalone, tymczasem usłyszały, że ich pomysł jest rewelacyjny.

Bogusława Golus-Jankowska, kierownik programów zdrowotnych w fundacji, o spóźnieniu, które dziewczyny przeżywają do dziś, w ogóle nie pamięta. - Idea, z którą do nas przyjechały absolutnie mnie urzekła. Planowały zderzyć się z chyba najtrudniejszą stroną medycyny - pomagać ludziom z ulicy, często zaniedbanym, brudnym - mówi.

Wspieranie darmowej przychodni wpisywało się w statut fundacji. Tym sposobem znalazły sponsora. - Ania i Ewelina od początku jednak zdawały sobie sprawę z tego, że ich przychodnia nie stanie się dla nas projektem kluczowym, bo robimy bardzo dużo. Fundacja edukuje pacjentów, organizuje ogólnopolskie bezpłatne badania diagnostyczno-profilaktyczne, pomaga innym, a przy okazji wspiera tak fantastyczne inicjatywy i ich autorów - mówi Bogusława Golus-Jankowska. Musiały więc o wiele rzeczy zatroszczyć się same.

MIEJSCE JAK MARZENIE

Dziewczyny potrzebowały jeszcze miejsca, gdzie ich przychodnia, którą ochrzciły „Otwarte drzwi”, mogłaby funkcjonować. Lokalizacja nasunęła się sama. W bydgoskiej bazylice św. Wincentego à Paulo działała już akcja „Studenci potrzebującym”, a bezdomni i ubodzy regularnie przychodzą tam po ciepły posiłek. Na dodatek, aby go odebrać, muszą być trzeźwi, co było kolejnym „za”. Zapytały, czy w bazylice jest pomieszczenie, mogące pełnić rolę miniprzychodni. Ksiądz Sławomir Bar przyznał, że rzadko korzysta ze swojego biura i z chęcią udostępnił je ambitnym studentkom. - Dla lekarzy to miejsce mogło wydać się dość prymitywne jak na gabinet do przyjmowania pacjentów, ale dla nas było idealne - wspominają. Ksiądz pomógł załatwić kozetkę i regały. Zgłosił się też chętny lekarz.

Przychodnia wystartowała w lutym tego roku. Pozostało jeszcze zdobyć zaufanie pacjentów. - Na początku wychodziłyśmy do nich, gdy stali w kolejce po posiłek. Zapraszałyśmy na badania, częstowałyśmy herbatą, ale to na wiele się nie zdało. Byłyśmy tam kimś nowym. W końcu ksiądz chyba szepnął im, że warto do nas zajrzeć, bo z czasem coraz więcej osób się do nas przekonywało - mówią.

Zyskały nawet takich pacjentów, którzy odwiedzają je pod pretekstem zmierzenia ciśnienia czy innego badania, choć wcale tego nie potrzebują. Zdarza się też, że ktoś nie wraca, choć miał przyjść na kontrolę. Potem zapewnia w kolejce po jedzenie, że już wszystko przez tydzień się zagoiło. - To nie jest podręcznikowe leczenie, bo to nie są zwykłe przypadki. W jaki sposób mamy kogoś z cukrzycą uczyć wydzielać insulinę, skoro nie ma mowy o regularnych posiłkach, albo jak wyleczyć świerzb, jeśli ta osoba nie ma gdzie się umyć. Przez to widzimy, że pomagamy jedynie w maleńkiej części, ale to zawsze coś – podkreślają.

KRYZYS

Wszystko szło w dobrą stronę, do czasu… Dodatkowe dyżury w darmowej przychodni zaczęły kolidować z codziennymi obowiązkami lekarza. Musiał zrezygnować. Ewelina, dzięki temu, że skończyła pielęgniarstwo, mogła opatrywać rany, mierzyć ciśnienie czy badać poziom glukozy, ale na tym koniec. - To był nasz największy kryzys. Napisały o nas gazety, przyjechały telewizja, radio i nagle musimy wszystko zawieszać. Obawiałyśmy się, że skończy się porażką, ale los się odwrócił. Dostałyśmy kontakt do doktora Szymona Grzybowskiego, który przyszedł raz i od tego czasu został. W każdy poniedziałek przyjmuje pacjentów. Do ekipy dołączył też emerytowany chirurg - Jerzy Sołtys, który dyżuruje raz w miesiącu, a niedawno kolejna pani doktor zgłosiła chęć pomocy.

W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI

Co jest najtrudniejsze w tej pracy? - Świadomość tego, jak przychodzący do nas ludzie mieszkają, żyją, jak jest im trudno. Po dyżurze nie sposób o tym nie myśleć. Większość z nas ma w domu wodę utlenioną i plaster, oni tego nie mają. Dopiero bezpośredni kontakt z rzeczywistością, w jakiej funkcjonują, uświadamia, ilu drobnych rzeczy nie zauważamy, bo mamy je od zawsze. W głowie nam się nie mieści, że mogłoby być inaczej - mówi Ania.

Przychodzą do nich bezdomni, ludzie żyjący w skrajanym ubóstwie. Z ich higieną bywa bardzo różnie. - Rozumiemy, że kogoś może obrzydzać osoba niepachnąca za ładnie, brudna, ale jeśli ktoś chce być lekarzem, to musi umieć sobie z tym poradzić i przede wszystkim dostrzegać w takim pacjencie człowieka - podkreślają. Nieraz są jedynymi osobami, które ze spokojem odpowiadają na pytania i objaśniają medyczne pojęcia. - Raz przyszła do nas starsza pani, która chorowała na dnę moczanową, ale nikt nie wytłumaczył jej, czym ta choroba w ogóle jest. Ja czy ty wpisałybyśmy hasło w przeglądarkę i już coś byśmy wiedziały, ale trzeba pamiętać, że te osoby nie mają takich możliwości. Potrzeba im człowieka, który pomoże, wysłucha bez spoglądania na zegarek - tłumaczy Ania.

Historie życia pacjentów bywają wstrząsające. Z doświadczeń Ani i Eweliny wynika, że za bezdomnością najczęściej stoją problemy rodzinne. - To nie tak, że ci ludzie zapracowują sobie na to, że nie mają gdzie mieszkać. Jednym z naszych pacjentów był chłopak, który został wyrzucony z domu, gdy skończył 18 lat. Rodzina się go pozbyła, bo przestał dostawać rentę. Od tego czasu żyje na ulicy. Czy można go za to obwiniać? - pyta Ewelina.

Oczywiście zdarza się, że do drzwi przychodni pukają też kombinatorzy, chcący wykorzystać dobroć tam pracujących. Dziewczyny pamiętają mężczyznę, który wypytywał o leki. Gdy powiedziały, że mają tylko tabletki przeciwbólowe, zapytał, kiedy będzie coś mocniejszego. Żeby nie dochodziło do nielegalnego handlu, wydzielają potrzebną ilość farmaceutyków.

NIE BĘDZIE CZASU

Zapewniają, że nie jest im żal wolnego czasu, który poświęcają na wolontariat. - Przekonałyśmy się, jak wiele satysfakcji daje pomaganie drugiemu człowiekowi. Jasne, że w tym czasie mogłybyśmy odpoczywać, czytać książki czy iść na imprezę, ale świadomie wybieramy coś innego. Jeśli teraz nie zdobędziemy doświadczenia, to po studiach naprawdę nie będzie na to już czasu - mówią z pełną powagą.

Zajęcia na czwartym roku odbywają się każdego dnia. Okienka w ciągu dnia to luksus, ale Ania i Ewelina nie odpuszczają dyżurów w przychodni. Mają też coraz większe wsparcie, bo do pracy sami zgłaszają się ludzie z młodszych roczników. W planach jest otwarcie takiej samej przychodni w Toruniu. Na sobotnie dyżury dziewczyny zgłosiły się tam na ochotnika.

http://m.7dni.pl/2016/11/orig/a6af2-359048.jpg

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City