Poniedziałek, 20 listopada 2017

Fot.: Arcadius Mauritz

Sławek Uniatowski: Nie jestem skandalistą

Drażni mnie określenie „celebryta”, bo nie pokazuję się na żadnych ściankach i nie chodzę na bankiety. Celebrytką to jest Doda, a gdzie mi tam do Dody…

Ze Sławkiem Uniatowskim* rozmawia Paulina Błaszkiewicz

Tagi: Miasta Kobiet Sławek Uniatowski męska perspektywa Uniatowski Paulina Błaszkiewicz

14 grudnia 2016, aktualizowano: 14-12-2016

„Idol” wraca, po kilkunastu latach. Miło wspominasz ten program?
Tak. Zostałem nawet zaproszony do nowej edycji, jako uczestnik tej ostatniej, którą emitowano jedenaście lat temu. Miło po latach spotkać się z Maćkiem Rockiem i powspominać, jak było.


Co najbardziej utkwiło Ci w pamięci?
Pamiętam nieprzespane noce, dobrą zabawę i dużo tekstów piosenek, których nie zdążyłem się nauczyć. Gdy poszedłem na casting, miałem dwadzieścia lat. Byłem wtedy dzieciakiem, dwumetrowym chłopcem z Torunia, który nagle znalazł się w Warszawie. Oderwałem się od toruńskich pubów, gdzie bawiłem ludzi i grałem na pianinach przez wiele lat. Nagle znalazłem się na głębokiej wodzie.

Nauczyłeś się pływać?
Tak. Po „Idolu” dziesięć lat byłem ograniczany przez kontrakt, który podpisałem z wytwórnią płytową zaraz po zajęciu drugiego miejsca. Przez wiele lat nie miałem właściwie żadnego pola manewru i dlatego nie wydałem płyty. Mój debiutancki album pojawi się dopiero teraz, lada moment, ale warto było czekać. Mam nadzieję, że polscy słuchacze zaakceptują utwory śpiewane po angielsku. Wiem, że język muzyki nie powinien być określony, ale jestem zdania, że najlepiej śpiewa się po włosku i po angielsku. Język polski jest piękny, ale w przyswajaniu melodii już niekoniecznie.

Spotkałam się z opinią, że do tego, by śpiewać po polsku, trzeba po prostu dojrzeć…
Nie… Na mojej płycie znajdą się trzy utwory w języku polskim, teksty są piękne - mówią o miłości. Jeden sam nawet napisałem, nosi tytuł „Honolulu”. Autorem drugiego tekstu „Każdemu wolno kochać” jest Michał Zabłocki, a trzeci „Chciałbym się zmienić” napisał Janusz Onufrowicz. Te trzy utwory są też najmniej jazzowe. Dziesięć tekstów napisał Tomek Organek przy moim współudziale.

Czyli to będzie jazzowa płyta?
Zauważ, że obecnie o Franku Sinatrze mówi się jako wokaliście jazzowym, a on tak naprawdę śpiewał pop - muzykę popularną. Teraz jego muzykę przemianowuje się na jazz, bo dla większości ludzi jest niezrozumiały.

A Ty jesteś zrozumiały dla swoich słuchaczek? Mam wrażenie, że wiele kobiet przychodzi na Twoje koncerty niekoniecznie, żeby Cię posłuchać, ale żeby na Ciebie popatrzeć…
Myślisz, że tak jest?

Tak, ale nie ma w tym nic złego. A propos, co Ty właściwie robisz, że wyglądasz tak jak wyglądasz?
Ćwiczę z trenerem pięć razy w tygodniu o 11 rano.

Niezły reżim sobie narzuciłeś!
Zaraz mnie zapytasz, jak większość ludzi: „Sławek, dlaczego ćwiczysz, skoro już dobrze wyglądasz?”

I co mi odpowiesz?
Muszę to robić, by podtrzymać to, co już osiągnąłem. Ćwiczę, by polepszyć jakość mięśni i elastyczność skóry… Chcę się dobrze czuć, być silnym gościem. Wiesz, ja zawsze myślałem, że jestem słaby, a tu nagle okazało się, że jestem niewiarygodnie silny i potrafię podnosić ciężary, więc bardzo się tym cieszę. Mam z tego dużo satysfakcji.

Diety też pilnujesz?
Staram się. Jem zdrowo i sam sobie gotuję, bardzo to lubię. Od jakiegoś czasu jestem mistrzem w przyrządzaniu indyka. Robię go na dziesiątki sposobów. Ostatnio na przykład ubrałem go w tajskie szaty, z mleczkiem kokosowym, trawą cytrynową, zielonym curry. Niebo w gębie!

No tak. Zapomniałam, że jesteś kucharzem z wykształcenia.
Tak, bo z zawodu, to nie wiadomo, kim jestem (śmiech)

Ty już chyba od dziecka wiedziałeś, kim będziesz…
Tak, ale wiesz, to taki zawód bez papierka, bardziej pasja, z której mogę żyć. Mam wielką przyjemność z tego, że gram i występuję. Wydaje mi się, że ludzie raczej nie robią tego, czego nie potrafią robić. Ja akurat śpiewam, ale wielu z nas robi ciekawe i wartościowe rzeczy na różnych polach.

Przed „Idolem” grałeś w toruńskich pubach. To chyba nie jest wymarzone zajęcie dla kogoś, kto chce być na prawdziwej scenie.
Nieraz występowałem w lokalach czy w restauracjach. Nie ma w tym nic złego, ale największy problem polega na tym, że niewiele lokali w naszym kraju stać na przygotowanie koncertu z udziałem sześciu muzyków. Nie stać nas na dobrą muzykę. Ja już rzadko tak gram, ale gdy mi się zdarza, to ludzie przychodzą mnie posłuchać, a to zupełnie coś innego, niż granie do kotleta. Można mnie na przykład usłyszeć w takim Syrenim Śpiewie w Warszawie. Przyjedź, to sama się przekonasz.

Po Twoim udziale w „Tańcu z gwiazdami”, mam wrażenie, że trochę przykleiła się do Ciebie łatka z napisem „celebryta”.
Nie! Ja się nie pokazuję na żadnych ściankach, nigdzie nie chodzę, więc drażni mnie to określenie. Celebrytką to jest Doda, a gdzie mi tam do Dody… Ja nie jestem gościem, który notorycznie chodzi na bankiety.

Może i nie, ale kolorowe pisma Cię lubią.
Ale to nie jest moja wina. Mam dwa metry wzrostu i dobrze wypielęgnowaną brodę, więc robią mi zdjęcia, ale ja tego nie chcę. Nie będę jednak zasłaniał fotoreporterom obiektywów. Wychodzę z założenia, że lepiej niech już odbębnią swoje, zrobią mi to zdjęcie, a ja pójdę dalej. Myślę, że Andrzej Chyra i cała reszta mają podobnie. Oni też nie pozują, ale taka jest branża.

Dobrze się w niej czujesz?
Daję sobie radę. Na szczęście, nie jestem jeszcze osaczony i mam nadzieję, że nigdy nie będę. Cenię swoją prywatność i nie sądzę, by to się zmieniło. Jestem muzykiem jazzowym, a nie typem skandalisty. Nie zrobię czegoś wbrew sobie tylko po to, by nabić oglądalność. Nie napiszę do Pudelka, że idę z Dodą na kolację, żeby przyjechali i zrobili nam zdjęcie, jak pijemy wino.

Jak wygląda Twoje życie poza muzyką?
Ono jest całe wypełnione muzyką, więc chyba nie ma specjalnego podziału, ale jest w nim bardzo dużo kultury fizycznej. Mam nadzieję, że te moje wysiłki nie pójdą na marne - chcę mieć bardzo dobrą pamięć na starość.

Masz czas na spotkania z ludźmi? Masz przyjaciół?
Tak. Często spotykam się ze znajomymi. Zdarza nam się gdzieś wyjść, ale tak samo chętnie spotykamy się u mnie lub u nich i gramy w scrabble, monopoly albo kalambury. Czasem gramy też w karty.

A co z kobietami? Jesteś singlem?
Na razie nie mam czasu na to, choć to naturalne, że chce się mieć do kogo wracać. Jeżeli jednak nie potrafię dać sto procent z siebie drugiej osobie, to nie chcę tworzyć związku.

*Sławek Uniatowski



polski wokalista, kompozytor, autor tekstów, pochodzi z Torunia. Przygodę z muzyką zaczął wieku 13 lat. W 2005 roku, w IV edycji programu telewizyjnego „Idol” zajął drugie miejsce. Lada moment wyda swoją debiutancką płytę.

http://m.7dni.pl/2016/12/orig/87f3a-359326.jpg

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City