Poniedziałek, 25 września 2017

Michelle Obama na dworze królewskim w niestosownej sukience i butach z odkrytą piętą

Czy każda z nas powinna być damą? - rozmowa z Joanną Modrzyńską

Moje dzieci są lwami salonowymi. Wymagam od nich więcej niż od innych. Zawsze powtarzam, że skoro zawodowo uczę dobrych manier, to dzieci muszą być moją wizytówką.

Z Joanną Modrzyńską*, specjalistką z zakresu protokołu dyplomatycznego i savoir-vivre’u, rozmawia Lucyna Tataruch

Oglądała Pani polską edycję programu „Projekt Lady”? Zaproszono do niej tzw. niegrzeczne dziewczyny, by w pałacu w Radziejowicach nauczyły się dobrych manier…
Nie oglądałam całości, ale zdarzyło mi się widzieć dłuższe fragmenty. W samej idei, by dobre maniery trafiały pod strzechy, nie ma nic złego. Myślę jednak, że ta brytyjska formuła nie sprawdziła się w polskich realiach. Pałace i eleganckie polowania to nie jest nasza codzienność.


Mnie w tym programie raziła też pogarda, z jaką od początku odnoszono się do uczestniczek. Panie z wyższych sfer, wzięły sobie pod opiekę dziewczyny z „gorszych” rodzin, żeby na wizji je utemperować - krytykować, oceniać. Tak zachowują się damy?
Absolutnie nie. Dama i dżentelmen to osoby, które przede wszystkim potrafią okazać szacunek drugiemu człowiekowi, bez względu na to, kim jest. Nie ma znaczenia, czy mówimy o kolacji z premierem czy o wizycie w sklepie lub spotkaniu z kimś młodszym. I tego faktycznie czasem brakowało w programie. Swoją drogą, wiele osób zapomina, że ta zasada obowiązuje niezależnie od naszych poglądów czy sympatii. Np. można nie lubić prezydenta, ale szacunek - jako do głowy państwa - należy mu się zawsze. Powinno być to oczywiste dla każdego obywatela.

Część obywateli może powiedzieć: „To nie jest mój prezydent, nie głosowałem na niego, nie muszę go szanować”.
Nie zgadzam się z taką postawą. Funkcja pozostaje funkcją. Wszyscy powinniśmy przestrzegać pewnych reguł, na które umówiliśmy się jako społeczeństwo.

Co to znaczy - kto się z kim umówił i po co?
Nie znając genezy dobrych manier może nam się wydawać, że to jakieś zasady, które ktoś dawno temu wymyślił, najpewniej po to, by zrobić innym na złość. Potem zapakował je hermetyczne w skrzyneczkę i od tamtej pory nikt ich nie poprawia. Nic bardziej mylnego. Protokół dyplomatyczny, ceremoniał i wszystko to, co rozumiemy jako savoir-vivre bez przerwy ewoluują pod wpływem zmian społecznych, równouprawnienia, nowych technologii itp. umawiamy się na to cały czas. Przykładem jest choćby powstanie netykiety w internecie albo zasad w relacjach biznesowych, w których nie zakładamy już z góry, że kobietę należy pierwszą przepuścić w drzwiach. to pracownik zawsze kłania się przełożonemu, bez względu na płeć. Dzięki dobrym manierom radzimy sobie również w kontaktach towarzyskich, nikogo nieświadomie nie obrażamy. to po prostu ułatwia życie. Bycie damą i dżentelmenem dodaje nam pewności siebie na co dzień.

http://m.7dni.pl/2016/12/orig/6c6f5-359351.jpg

Kto jest według Pani wzorem damy?
Jestem zafascynowana rodzinami królewskimi, więc oczywiście królowa Elżbieta. Zawsze, gdy używam określenia „dama” to mam na myśli cały katalog zachowań i z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że pasuje do niego również np. Barbara Nowacka. Ujmuje mnie tym, z jaką kulturą i szacunkiem pochodzi do swoich rozmówców, nawet wtedy, gdy się z nimi nie zgadza. Niesamowitą klasę ma też Michelle Obama… chociaż przyznam, że mam pewne zastrzeżenia co do jej zbyt ekstrawaganckiego stylu podczas pełnienia funkcji pierwszej damy Stanów Zjednoczonych.

Co konkretnie ma Pani na myśli?
Np. pamiętam jedną z wizyt pary prezydenckiej w Wielkiej Brytanii. Michelle pokazała się w stroju, który przysporzył jej wiele problemów - dziewczęcej, rozkloszowanej sukience przed kolano, rzucającym się w oczy bolerku w kolorze fuksji, butach z odkrytą piętą… Królowej brytyjskiej raczej nie odwiedza się w takim stroju. Na zdjęciach w gazetach widać późnej było kontrast między Michelle a księżną Kate, ubraną w skromną, brązową kreację. Na dodatek, gdy podczas spotkania wszyscy wyszli na zewnątrz, wiatr uniósł sukienkę pierwszej damy i to również było niezręczne - bo co zrobić w takiej chwili, osłaniać się jak Marilyn Monroe? Ja jednak przymykam oko na takie rzeczy w przypadku Michelle, ponieważ przez cały okres bycia pierwszą damą stanowiła rewelacyjną wizytówkę swojego kraju, ubierała się w stroje od amerykańskich projektantów i świadomie ich promowała. Brakuje mi tego w Polsce. u nas kreacje Agaty Dudy komentuje się słowami: „Kto to widział, żeby tyle wydawać na sukienki?”. Nie zgadzam się z taką krytyką.

Nie ma Pani wrażenia, że bycie damą w gruncie rzeczy bardzo ogranicza? Zmienia kobiety w sztywne lalki, które spełniają oczekiwania wszystkich dookoła i uśmiechają się nawet wtedy, gdy wcale nie chcą?
W byciu damą nie o to chodzi. Nie zawsze trzeba się uśmiechać całą sobą. Czasami wystarczy, że np. w służbowych kontaktach zachowamy dla siebie to, co wydarzyło się w sferze prywatnej, w domu. Są dni, kiedy dzieci nas denerwują, mąż powie coś nie tak, ale dama nie przeleje tych emocji na innych. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zacząć przepytywać studentów ze złości, bo ktoś zastawił mi samochód na parkingu. Dla mnie ta zasada nie jest ograniczająca. Raczej odnosi się do tego, że w każdej sytuacji zaczynam od nowa, tzn. bez jakichś wcześniejszych nastrojów.

Swoje emocje idealnie ukrywały amerykańskie, perfekcyjne gospodynie z ubiegłego wieku. Przypłacały to depresją.
Głośno było też o żonach astronautów z USA, które podczas misji swoich mężów strasznie się denerwowały, ale nie mogły tego pokazywać. Miały grać idealne panie domu, radzące sobie ze wszystkim i jednocześnie pozbawione innych ambicji. Nie, to nie powinno tak wyglądać. Żyjemy w XXI wieku, idziemy na przód. Mój dom chodzi jak w zegarku, bo każdy się stara. Mąż może ugotować obiad, odebrać dzieci z zajęć, trzynastoletni syn przypilnuje młodszą siostrę. Nikt nie zrobi afery, że nie ma nastroju czy jest zmęczony; gramy do jednej bramki. Chyba w tym tkwi tajemnica świetnie funkcjonującej rodziny.

Takiej, w której podczas obiadu wszyscy siedzą wyprostowani, w eleganckich ubraniach…?
… z kryształowymi kieliszkami, mnóstwem sztućców i upominaniem: „Dzieci, łokcie przy sobie!” (śmiech). Nie, chociaż przyznam, że od swoich dzieci wymagam zdecydowanie więcej niż od innych. Zawsze im powtarzam, że skoro zawodowo uczę dobrych manier, to dzieci muszą być moją wizytówką. Jednak nie wygląda to tak karykaturalnie, jak można by sobie wyobrazić. Od początku dbaliśmy z mężem o to, by dzieci po prostu miały dobry przykład i mogły nas naśladować. Np. nigdy nie jedliśmy obiadu leżąc na stole, podpierając się łokciami, skubiąc coś bez widelca. Moje dzieci potrafią używać właściwych sztućców, czują się swobodnie podczas spotkań, są lwami salonowymi - przynajmniej ja tak sobie je wyobrażam (śmiech). Wiedzą, że jeśli nauczyły się poprawnego zachowania na obiedzie u królowej, to poradzą już sobie podczas każdej uroczystości.

Poprawne zachowanie się przy stole sprawia ludziom najwięcej trudności? Mimo wszystko większość z nas umie jeść nożem i widelcem…
Problem zaczyna się wtedy, gdy przy talerzu pojawia się więcej sztućców. Od razu podpowiadam - zawsze bierzemy je od zewnątrz, po kolei. Przede wszystkim jednak, gdy dostajemy zaproszenie na jakieś ważne przyjęcie, to naprawdę nie musimy uczyć się na pamięć ząbków przy widelcach, jak główna bohaterka filmu „Pretty Woman”. Niepotrzebnie aż tak się denerwujemy. Wystarczy przecież, że odpowiemy sobie na ważne pytanie: Po co spotykamy się przy stole?

Żeby zjeść.
Nie. Przy stole spotykamy się po to, by miło spędzić czas, porozmawiać. Tego brakuje w wielu domach. Dawniej przynajmniej jeden posiłek w ciągu dnia zawsze był wspólny, każdy opowiadał, jak minął mu dzień, co go spotkało. Obecnie jedna osoba siedzi w przy obiedzie z telefonem, druga ogląda telewizję, trzecia nawet nie przychodzi, tylko je u siebie w pokoju przed komputerem. Ludzie nie mają nawyku wspólnego spędzania czasu przy stole, nie są zaznajomieni z podstawowymi regułami, a potem idą na przyjęcie i zapominają, że mogą tam przeżyć coś miłego.
Skupiają się na tym, jak się zachować i umierają ze strachu: „A jeśli mi coś spadnie? Co jeśli nie będę wiedziała, jak zjeść potrawę? Może lepiej, żebym w ogóle nie jadła?”.

A jeśli faktycznie popełnimy jakąś gafę?
To nie jest koniec świata. Pamiętam, jak jakiś czas temu przewróciłam na stole kieliszek i wylałam jego zawartość na osobę, która siedziała obok. Oczywiście przeprosiłam, posprzątałam, zaproponowałam, że oddam poplamione ubranie do pralni. Potem wszystko obróciliśmy w żart i już do tego nie wracaliśmy. Każdemu może się przytrafić coś takiego. Najważniejsze, by wtedy nie sztywnieć, nie umierać z powodu tak błahej sprawy i nie wracać do niej przez kolejne 10 lat, gdy przypadkiem spotkamy tę osobę. „Ja jeszcze raz najmocniej przepraszam…” - nie. Było, minęło.

Wiele też zależy od tego, jak inni zareagują na nasz błąd.
Największą gafą, jaką można popełnić, jest publiczne zwrócenie komuś uwagi i roztrząsanie sprawy. Jedna z anegdot dyplomatycznych mówi o pewnej kolacji na królewskim dworze. Podano tam owoce morza, które jedzono bez użycia sztućców. Po posiłku przyniesiono miseczkę z wodą, by goście mogli obmyć sobie palce. Jedna osoba nie znała tego zwyczaju. Pomyślała, że to woda na trawienie po posiłku i wypiła ją. Jak zareagowała królowa? Widząc to, zrobiła tak samo - również wypiła swoją wodę. Oczywiście wiedziała, że to błąd, ale samopoczucie gości było dla niej priorytetem. Przy okazji podpowiadam organizatorom spotkań - stoły zawsze powinny być tak ustawione, by każdy z gości widział gospodarza. Jeśli ktoś nie jest pewien, jak jeść posiłek, kiedy go zacząć itp., wystarczy, że zerknie w tamtą stronę.

Jakie jeszcze błędy nagminnie popełniamy?
Nie używamy serwetki. Po zajęciu miejsca przy stole od razu powinniśmy rozłożyć ją sobie na podołku, czyli nad kolanami. Serwetka służy nam również do przetarcia ust za każdym razem, gdy chcemy się do kogoś zwrócić lub sięgnąć po kieliszek. Ciągle też nie pozbyliśmy się maniery nalewania gościom na siłę alkoholu. Z drugiej strony, bardzo nieeleganckim zachowaniem jest odwracanie kieliszka i wznoszenie toastu wodą lub sokiem. Nawet jeśli nie pijemy napojów alkoholowych, to warto pozwolić sobie nalać trochę wina, by w trakcie toastu móc symbolicznie zamoczyć usta - tak jak nakazuje tradycja.

*Joanna Modrzyńska



doktor nauk humanistycznych w zakresie nauk o polityce. Karierę naukową związała z Wydziałem Politologii i Studiów Międzynarodowych UMK w Toruniu. Zajmuje się różnorodnymi aspektami funkcjonowania UE, protokołem dyplomatycznym oraz funkcjonowaniem polskiej i zagranicznej służby dyplomatycznej. Założycielka szkoły Art of Manners, autorka książki „Protokół dyplomatyczny, etykieta i zasady savoir-vivre’u”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City