Poniedziałek, 20 listopada 2017

Czy zawsze musisz mieć racje?

Nie ustępujemy w dyskusjach ani na jotę. Boimy się, że nasze zachowanie zostanie odczytane jako słabość, którą będzie można później wykorzystać.

Z Konradem Zalewskim*, mediatorem rodzinnym, terapeutą par i małżeństw, rozmawia Jan Oleksy

Tagi: Miasta Kobiet Konrad Zalewski rodzina partnerstwo psychologia Jan Oleksy

19 stycznia 2017, aktualizowano: 20-01-2017

Dlaczego tak bardzo lubimy mieć zawsze rację?
Ponieważ wtedy czujemy się ważniejsi, mądrzejsi. uznajemy, że poprawnie myślimy i przyznajemy sobie przy tym prawo do wytykania błędów w myśleniu strony przeciwnej. Ja jestem lepszy, mój rozmówca automatycznie gorszy. Mogę też postawić siebie w pozycji wygranego - rozmówcę zaś jako przegranego.


Często bronimy tej swojej racji, jak twierdzy nie do zdobycia. To dobrze?
I dobrze, i niedobrze. Warto znać swoją wartość i umieć artykułować swoje poglądy. Cenimy przecież ludzi, którzy mają własne zdanie, oceniamy ich jako silnych, czasem odważnych. Innych zdarza się nam łatwo skreślać. I tu ważna uwaga - nie wolno mylić umiejętności słuchania i elastycznego poddawania korekcie własnych przekonań ze słabością czy miękkością. To ogromny błąd. Jest to kolejny powód, dla którego często nie ustępujemy w dyskusjach ani na jotę. Boimy się, że nasze zachowanie zostanie odczytane jako słabość, którą będzie można później wykorzystać. Wracając do pytania - głupie i uparte trwanie przy swoim, często wadliwym spojrzeniu na jakąś sprawę, jest zachowaniem ograniczonym, zubażającym człowieka.

Czy to sprawa cech charakteru? Kompleksów? A może wychowania?
Wszystkiego po trochu. Do tego dodałbym różnego rodzaju trudne przeżycia z własnego życia. Frustracje, niespełnione marzenia, nadmierne ambicje, trudne dzieciństwo… Pamiętajmy też, że ludzie bardzo często oceniają rzeczywistość przez pryzmat własnych doświadczeń oraz obecnej sytuacji życiowej. Nie są w tym absolutnie obiektywni. Jesteśmy więc skłonni bardziej emocjonalnie i rygorystycznie podchodzić do spraw, które w jakimś stopniu nas w przeszłości dotknęły. Np. jeśli ktoś stracił pracę, będzie bardziej angażował się w różnego rodzaju dyskusje dotyczące tego problemu, będzie mówił, jak życie jest podłe i okrutne.

A może wynika to z faktu, że w przeszłości nikt nie liczył się z naszym zdaniem? I teraz odgrywamy się, zmieniając się o 180 stopni?
To prawda. Często bywa tak, że uparcie trwamy przy swoim zdaniu, by po prostu kogoś dotknąć, skrzywdzić, ponieważ sami doznaliśmy kiedyś przykrości. Krzywdzę innych własną krzywdą. Ten mechanizm przynosi nam, można powiedzieć, podwójną „korzyść”. Dajemy upust swojej frustracji oraz bólowi, emocjom, które na dłuższą metę bywają nie do zniesienia. Natomiast widok cierpiącej osoby przynosi ulgę i poczucie satysfakcji. W końcu nie tylko ja cierpię! Dlatego mechanizm krzywdzenia jest tak atrakcyjny. I jakkolwiek by to okropnie nie brzmiało, powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, co nami tak naprawdę kieruje. Wracamy znów do tego, o czym wspominałem wcześniej - lubimy poczuć się lepsi.

No właśnie - dlaczego lubimy?
Patrząc od podstaw, można powiedzieć, że wynika to z głęboko zakorzenionych w nas próżności i egoizmu. Z naszych popędów i żądzy. Taka jest prawda, ale przecież nie jesteśmy bezwolni. Możemy nad sobą pracować i poprawiać niedoskonałości naszej natury.

Dlaczego nie wystarczy nam zachowanie swojego zdania dla siebie?
Zaczęliśmy rościć sobie prawo do bycia opiniotwórczymi. Staliśmy się w tym już niemal perfekcyjni. I to nie jest dobre. Odczuwamy potrzebę, aby koniecznie przekonać do naszego zdania innych. Dlaczego? Ponieważ nie wystarcza już nam świadomość „nieomylności” przed samym sobą. Musimy ogłosić to światu, bo daje nam to poczucie bycia kimś ważnym.

Lepiej, żebyśmy wątpili w to, co mówimy?
To dwie różne rzeczy. Posiadanie własnego zdania w danej sprawie nie musi oznaczać nieomylności. Może, ale nie musi. Często wręcz nie oznacza. Określenie „wątpić w swoje słowo” może nie jest tu najtrafniejsze. Powiedziałbym raczej: warto podawać w wątpliwość swoje rozumowanie i szukać odpowiedzi na pytanie, czy przypadkiem ktoś nie wie czegoś lepiej. Czy na pewno mam w tym rację? Czy przypadkiem nie mylę się? Nie znam wielu ludzi, którzy zadawaliby sobie cyklicznie te pytania. Może gdyby tak było - świat byłby mniej skłócony? Czy nie nazwalibyśmy tego zwyczajną pokorą? Taka postawa, choć powszechnie mylnie uważana za słabą, jest paradoksalnie budująca i twórcza. Pokora i otwartość skłaniają do korekty błędów w myśleniu. Natomiast egoizm, własna pycha i zamknięcie uniemożliwiają dostęp do myśli, które mogłyby przynieść nową jakość intelektualną. Nie lubimy pokory, bo ona umniejsza. A my przecież uwielbiamy być wielcy, ważni i nieomylni.

Przyznanie, że nie ma się racji, kojarzy się z klęską osobistą.
Mawia się, że umiejętność przyznawania się do własnych błędów to cecha ludzi wielkich. Zgadza się. Jak na ironię, jest więc dokładnie odwrotnie, niż nam się kojarzy.

Kto częściej broni swoich racji - mężczyźni czy kobiety?
Nie ma reguły. Nie widziałem nigdy statystyk, które mogłyby którąkolwiek z tez potwierdzić. Mnóstwo czynników odgrywa tutaj role. W małżeństwach na przykład mogą to być przebyte doświadczenia z domu rodzinnego, wpływ innych ludzi, trudne przeżycia, obecna sytuacja, zmęczenie itp. Każdy przypadek jest indywidualny.

Posiadanie racji za wszelką cenę to prosta droga do tyranii w domu?
Może być i tak. Skoro jestem przekonany, że mam rację, to znaczy że współmałżonka się myli. A to daje mi prawo do narzucania swojego zdania. Czując się silniejszym, wykorzystuję to i nie liczę się ze zdaniem odmiennym.

Jakie są tego owoce?
Trwanie w błędzie i powielanie kolejnych, destrukcja relacji małżeńskiej i zaufania między małżonkami, negatywny wpływ na relację z dziećmi itp. W rodzinie problemy mają swoje niezwykle głębokie przyczyny oraz są z reguły bardzo wielopłaszczyznowe. Charakterystyczną ich cechą jest kaskadowość. Jeden problem wypływa z drugiego, przy czym tych kaskad jest zazwyczaj wiele. Gdy dołożymy do tego fakt, iż owe problemy narastają czasem przez kilkadziesiąt lat, to otrzymujemy naprawdę wysoki tort powiązanych i przygniatających się wzajemnie problemów.

Jak wyrażać swoje racje, by nie dochodziło do kłótni, obrażania się?
Z szacunkiem, pozwalającym rozmówcy na swobodną wypowiedź. Nie przerywamy i wnikliwie słuchamy. Nie oceniamy. Nie atakujemy. Formułujemy własne komunikaty w sposób jasny, merytoryczny, z troską o rozmówcę. Podczas sesji terapeutycznych uczymy m.in. właściwej komunikacji, słuchania i artykułowania własnych potrzeb, wyrażania swojego stanowiska.

Co robić, jeżeli dwie osoby są nieprzejednane, nie mogą dojść do porozumienia, idą na noże? Jest dla nich jakaś szansa?
Szansa jest zawsze, ale tylko w nas samych, bo nie możemy mieć wpływu na wolną wolę człowieka. Jeżeli obie osoby są nieprzejednane, nie uchylają nawet odrobinę drzwi do swojego wnętrza, nie ma w nich nawet cienia woli, by się otworzyć, to faktycznie niewiele da się zrobić. Do pewnego stopnia terapeuta czy mediator może naprowadzać, tonować emocje, równoważyć, dowartościowywać, jednak w przypadku totalnej blokady, trzeba uszanować wolny wybór stron do samodestrukcji.

Może lepiej przyznać drugiemu rację dla świętego spokoju?
Czasem w ogóle nie trzeba określać, kto ma rację. Obie wersje mogą mieć swoje dobre strony i nie ma konieczności rozstrzygania. Spróbujmy zadać sobie pytanie, czego bardziej potrzebujemy, zamiast próbować udowadniać sobie nawzajem, kto się mylił, a kto nie. Starajmy się nie rozpatrywać problemów czy niezgodności stanowisk w kategoriach „racja - jej brak”. Przenieśmy myślenie na inną płaszczyznę: co jest lepsze, bardziej owocne, bardziej potrzebne?


Konrad Zalewski



terapeuta par i małżeństw, mediator rodzinny, prowadzi Poradnię Małżeńską i Przedmałżeńską Siła Pojednania w Toruniu oraz Krakowie, twórca gabinetów mediacji Wasz Mediator.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City