Wtorek, 26 września 2017

Fot.: Tomasz Czachorowski

Szczery wobec siebie - Krzysztof Iwaneczko

- Staram się nie do końca płynąć z prądem komercji. Stawiam na autentyczne emocje. Dlatego praca nad moją płytą tyle trwa - mówi Krzysztof Iwaneczko, zwycięzca szóstej edycji The Voice of Poland, w rozmowie z Tomaszem Skorym

Miasta Kobiet

Tagi: krzysztof iwaneczko voice of poland iwaneczko tomasz skory

15 lutego 2017, aktualizowano: 15-02-2017

Od Twojego sukcesu w programie upłynął już ponad rok. Jak minął Ci ten czas?
Bardzo dobrze. Wykonaliśmy i dalej wykonujemy bardzo wytężoną pracę. Nagrodą za nią była kończąca rok trasa koncertowa, a szczególnie ostatni koncert w warszawskiej „Stodole”. Jest to miejsce legendarne. Dzień wcześniej wystąpiła tam Ania Dąbrowska, dzień później Lady Pank. Ja się wcisnąłem w środek. Trudno było doprowadzić do tego koncertu, bo jeszcze nie mam płyty. Materiał jest, ale nie ma jej fizycznie, a tam zasada jest prosta - nie masz płyty, to nie grasz. Nam się udało. Bilety na koncert zostały wyprzedane i to pokazało, że drogą, którą sobie obraliśmy, jest słuszna.


Powiedziałeś, że materiał jest, ale płyty fizycznie nie ma. Kiedy więc możemy się jej spodziewać?
Wszystko zależy teraz od wytwórni i pewnej koniunktury rynkowej. Ja się w to nie mieszam. Robię swoje i nie próżnuję. Pracujemy już nad kolejnym materiałem, więc nie wiadomo, jak to się skończy i które numery znajdą się na płycie. Sprawa jest otwarta.

A nie masz poczucia, że ta płyta pootwierałaby Ci kolejne drzwi?
Na pewno płyta otwiera drzwi, jak chociażby w przypadku koncertu w „Stodole”. Powiedzmy sobie szczerze - ja nie funkcjonuję na polskim rynku jako artysta, funkcjonuję jako zwycięzca pewnego programu, a tych zwycięzców i programów było multum i będzie jeszcze więcej. Na pewno z płytą byłoby mi znacznie łatwiej. Ale z drugiej strony mam poczucie, że co ma wisieć nie utonie. Liczy się nie prędkość, a jakość. Pracujemy nad tym, żeby ta jakość stale wzrastała.



Możesz wyjaśnić, co na pewno znajdzie się na Twojej płycie?
Piosenki (śmiech). Powiem szczerze, że nie czuję się upoważniony, by opowiadać o muzyce, bo sama muzyka powinna być opowieścią. Myślę też, że mogę potrzymać ludzi, którzy czekają na ten album, w niepewności. Dla tych niecierpliwych zrobiliśmy preludium w formie koncertów. Mogę jedynie powiedzieć, że staram się nie do końca płynąć z prądem komercji, tylko postawić na autentyczne emocje. Dlatego ta praca nad płytą tyle trwa. Ona już kilkukrotnie mogłaby być na półkach, ale ja chcę być szczery, w szczególności wobec siebie. Wierzę, że jeśli tak się stanie, to będę też szczery wobec tych, którzy później po tę płytę sięgną.

Muzyką zaraziłeś się w domu. Twoja mama dalej gra na skrzypcach?
Niestety, zdrowie jej już nie pozwala. Zawsze też mnie bardzo uczulała na to, że warto mieć różne możliwości. Wiele razy, gdy wracałem do domu z jedynkami z matmy, słyszałem: „Ucz się chłopie, bo widzisz, co się dzieje”. Dziś mama realizuje się w inny sposób, jest dyrektorem specjalnego ośrodka szkolno-wychowawczego i zajmuje się osobami niepełnosprawnymi. Taka robota bardzo mocno uwrażliwia. Ale wracając do pytania, faktycznie ta muzyka była w domu przez cały czas.

W szkole w Przemyślu uczyłeś się gry na fortepianie. Dlaczego padło akurat na ten instrument?
Zaczęło się od tego, że miałem przyjemność pracować z panem Pawłem Waliszewskim, moim sąsiadem i kolegą mamy. To za jej namową zaczął mnie uczyć i pokazał też, że oprócz klasyki - Bacha, Mozarta, Beethovena i Chopina - są ragtime’y Scotta Joplina. Myśmy te ragtime’y trochę katowali. Tak mnie to wciągnęło, że gdy przychodziło do ćwiczeń - a mamy w domu nie było - to trochę oszukiwałem. Zamiast grać etiudy to improwizowałem do upadłego.

Jednak ostatecznie odnalazłeś się w śpiewie. Jak to się stało? Hmm… Ale ja ciągle jestem pianistą! Na razie to mój jedyny zawód, ukończyłem dwa stopnie szkoły muzycznej i zawsze będę kochać fortepian. Trudno mi zaakceptować myśl, że jestem teraz wokalistą. Jednak to też dzięki panu Pawłowi. Na koniec szkoły podstawowej zgłosiłem się na festiwal piosenki, miałem swoje utwory, które ćwiczyliśmy razem. Nawet nie pamiętam, jak mi tam poszło, ale profesor stwierdził wtedy, że może coś z tego będzie.

Jak trafiłeś na studia do Bydgoszczy? Chcieli Cię jeszcze w Katowicach i w Gdańsku…
Zdawałem egzaminy wstępne do tych wszystkich uczelni, ponieważ zawsze chciałem studiować na jednej z akademii muzycznych. Po egzaminie w Bydgoszczy prof. Joanna Zagdańska na wieść o tym, że startowałem gdzie się da, powiedziała mi: „Ja to zupełnie szanuję i popieram, ale gdyby pan się wahał, proszę pamiętać, że my tu mamy na pana pomysł”. Urzekła mnie tym. Oprócz tego poznałem tu Adasia Lemańczyka, mojego obecnego klawiszowca i współproducenta płyty. Miałem też świadomość, że wykładowcą jest tutaj Krzysztof Herdzin, absolutna legenda. To była najlepsza decyzja w moim
życiu. Bydgoszcz stała się moim domem. Jestem jeszcze bardzo młody, a życie różnie drogi układa, ale bardzo bym chciał tutaj zostać.

Pracujesz z prof. Zagdańską, w programie Twoją opiekunką była Maria Sadowska, na fortepianie uczyła Cię też grać Jadwiga Pawłucka, a w domu o ten kontakt z muzyką zadbała mama. To przypadek, czy świadomie wybierasz kobiety na swoje mentorki?
O, to jest ciekawe pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Na pewno mama odgrywa bardzo ważną rolę w moim życiu i kocham ją najbardziej na świecie. Ale jeśli chodzi o kobiety jako mentorki… Każda ma osobną historię. Pani Jadzia była taką pomocną dłonią, kiedy miałem różne kłopoty w szkole. Marysia z kolei urzekła mnie tym, że była najbardziej konkretna i wyznawała zasadę ciężkiej pracy. A co do pani Joasi, to jest to taka trochę moja druga mama. Możemy do siebie zadzwonić o każdej porze dnia i nocy.

A masz ulubione wokalistki? Kobiety, które Cię inspirują artystycznie?
Muszę przyznać, że wolę śpiewających mężczyzn. Lubię taki męski styl śpiewania - ciepły, niski, bardzo miękki. Jakbym miał wymienić jedną artystkę, która jest dla mnie ważna, to na pewno byłaby to Chaka Khan. Poza tym jest sporo osób, z którymi nawet miałem przyjemność pracować, jak Natalia Kukulska czy Kasia Cerekwicka. Od każdego można się czegoś nauczyć.CP

*Krzysztof Iwaneczko



wokalista, pianista, kompozytor i autor tekstów. Pochodzi z Przemyśla, studiuje jazz na Akademii Muzycznej im. Feliksa Nowowiejskiego w Bydgoszczy

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City