Poniedziałek, 25 września 2017

Współczesny tata, czyli kto? - rozmowa z dr Katarzyną Suwadą

Współcześni ojcowie z przekonaniem deklarują, że chcą dzielić się obowiązkami z matką swoich dzieci. Jednak spośród zadań rodzicielskich starają się wybierać te dla nich „fajniejsze”.

rozmawia Dominika Kucharska

O co współczesny ojciec ma pretensje do swojego taty?
O to, że się nim nie zajmował w codziennych sytuacjach i nie nawiązał z nim silnej relacji. W trakcie jednego z projektów przeprowadzałam wywiady z młodymi ojcami i pytałam ich między innymi o to, czy wychowując dzieci, w jakiś sposób wzorują się na swoich ojcach. Przeważały odpowiedzi przeczące. Wielu mówiło, że wręcz działają w kontrze do tego, jak zachowywali się ich ojcowie. Badani podkreślali, jak ważne jest dla nich bycie rodzicem zaangażowanym w życie i wychowanie dziecka. Dlatego też za zdecydowanie lepszy i bliższy im dziś wzór podawali swoje matki. Pamiętajmy, że model ojcostwa sprzed 30-40 lat opierał się na zapewnianiu rodzinie bezpieczeństwa finansowego, a nie na opiekowaniu się dziećmi czy rozmawianiu z nimi o uczuciach. Mężczyzna wychodził do pracy, a gdy wracał do domu, to na stole czekał obiad. A kto mu go podstawiał pod nos?


Żona i matka jego dzieci.
Tak i z reguły jednocześnie kobieta aktywna zawodowo, która łączyła pracę z opieką nad dziećmi i prowadzeniem domu. Wielu biorących udział w moich badaniach przyznawało, że ojciec kojarzył im się z przyjemniejszymi zajęciami. To z tatą jeździli na rowerze, na nartach. To z tatą się bawili. Natomiast mama wydawała im się nudniejszą osobą, związaną z wieloma obowiązkami - odrabianiem lekcji, sprzątaniem, gotowaniem, praniem...

I współcześni mężczyźni chcą dzielić ten stos „nudnych” zajęć?
Badania pokazały coś bardzo ciekawego. Otóż współcześni ojcowie z przekonaniem deklarują, że chcą dzielić się obowiązkami z matką swoich dzieci. Chcą być rodzicami i partnerami w pełni zaangażowanymi, ale... Po kilku kolejnych pytaniach widać było jak na dłoni, że to tylko deklaracje i trochę taka ich lepsza wizja siebie. Z ich narracji wynika, że spośród obowiązków rodzicielskich starają się wybierać te dla nich „fajniejsze”. Na przykład mówili, że gdy dziecko miało roczek, to przestali mu zmieniać pieluszki, bo zapach był już nie do zniesienia. Albo że mogą robić pranie, ale nie zamierzają zmywać naczyń, bo tego nienawidzą. Z zadaniami, które im nie odpowiadają, zostają matki.

Czyli zgodnie z zasadą, że kobieta musi, a mężczyzna może?
Niestety tak. To, że angażowanie się mężczyzn w sferę opiekuńczą oraz tę związaną z prowadzeniem domu jest wciąż względnie nowym zjawiskiem, daje im pewną przewagę i przekonanie, że mogą wybierać. Przecież ojciec, który sprząta i spędza dużo czasu z dzieckiem, bywa przez otoczenie traktowany jak bohater. We współczesnych mężczyznach widać dążenie do zerwania ze wzorcem z przeszłości, ale musi się jeszcze wiele zmienić, aby rzeczywiście udało im się od tego odciąć. Bez tego która współczesna kobieta będzie chciała realizować ich marzenia o gromadce dzieci?

Marzą o gromadce?
Niektórzy badani mężczyźni wspominali, że planowali troje, a nawet czworo dzieci. Jednak, gdy pojawiło się pierwsze dziecko, ich partnerka oznajmiła, że jedno wystarczy. Mężczyzn to dziwi, a już najbardziej tych, którzy nie angażują się w wychowanie. Ci ojcowie często nie zdają sobie sprawy, ile obowiązków przybyło kobiecie jako matce, bo oni wracają do pracy, do swojej normalności. Brakuje im refleksji nad tym, dlaczego ona nie chce kolejnego dziecka. Tak na marginesie, gdyby realizować marzenia mężczyzn o liczbie potomstwa, to mielibyśmy najwyższy przyrost naturalny w Europie (śmiech).

Robiła pani porównawcze badania polskich i szwedzkich ojców. Różnice między nimi są duże?
Szwedzi mają silną politykę proojcowską. To konsekwencja dążeń równościowych w tym kraju. Już w latach 70. w Szwecji urlop macierzyński został przekształcony w urlop rodzicielski. Miało to zachęcić ojców do korzystania z niego, ale zmiana nazwy na niewiele się zdała. Na taki urlop decydowało się zaledwie ok. 2 procent mężczyzn. Dopiero w 1995 roku ustalono tzw. kwotę ojcowską - jeden miesiąc urlopu rodzicielskiego został zarezerwowany dla ojców. Jeśli się go nie weźmie, to przepada. Z czasem rozszerzano ten okres i od zeszłego roku to już nie jeden miesiąc, a trzy.

Zdziałało?
Zdecydowanie tak. To pokazuje, że działania państwa mają duży wpływ na nasze decyzje. Z drugiej strony, w Szwecji mężczyźni wciąż wykorzystują zaledwie 25 procent dni urlopu rodzicielskiego. Pozostałe 75 procent spędzają z dziećmi matki. A wracając do pytania o różnice między ojcem szwedzkim a polskim, to najwyraźniej widać je w poruszanych przez nich tematach. Polscy ojcowie dużą wagę przywiązują do czynników ekonomicznych i o tym mówili mi najwięcej. Bardzo istotne jest dla nich zapewnienie godnego bytu rodzinie. I mimo że większość z nich jest w związkach z kobietami aktywnymi zawodowo, to pracę wciąż traktują jako swój główny obowiązek. Zdarzały się opinie, że partnerka pracuje dla hobby. Dodam, że badałam osoby pochodzące z klasy średniej, więc trudno uwierzyć, że są wśród nich osoby, które pracują jedynie dla przyjemności. Natomiast Szwedzi zdecydowanie więcej mówili o tym, jak budują relacje ze swoimi dziećmi. Bardzo istotne jest dla nich wygospodarowywanie czasu na przebywanie z potomstwem w ciągu dnia. Przykładają też wagę do jakości tego kontaktu. Kwestie ekonomiczne nie były przez nich prawie w ogóle poruszane, ale to oczywiście należy wiązać z innym rynkiem pracy i możliwościami finansowymi klasy średniej w Szwecji.

A z czym ojcowie z północy nie mogą sobie poradzić?
Głównie ze spełnieniem oczekiwań swoich partnerek. Wielu z nich zostało wychowanych w rodzinach, gdzie mężczyzna nie musiał robić wszystkiego w domu, mógł wybierać. Nie zapominajmy, że jeszcze kilka dekad temu szwedzkie społeczeństwo było bardzo patriarchalne. Tymczasem dziś kobiety wymagają pełnej równości. Nie brakuje mężczyzn, którzy, nie potrafiąc sobie z tym poradzić, zgłaszają się na terapię. Chcą, aby psycholog pomógł im z podziałem obowiązków. W wywiadach z polskimi ojcami nie spotkałam się z czymś takim.

Czyli to angażowanie się mężczyzn w wychowanie dzieci nie jest jedynie buntowniczym gestem, by nie powielać zachowań własnych ojców. To także próba spełnienia oczekiwań współczesnej kobiety?
Rola kobiet w tym procesie jest bardzo duża. Oczekują one, że partner będzie je wyręczał, że większość obowiązków rodzicielskich nie będzie spoczywać na ich barkach. To wiąże się z tym, że więcej od niego wymagają. Mężczyznom może nie do końca się to podoba, ale coraz więcej z nich rozumie te warunki. Narzekają kumplom czy mi w trakcie badania, ale raczej nie będą narzekać swojej partnerce, bo przyjmują jej argumenty, np.: „Jeśli oboje pracujemy, to czemu jedno ma więcej czasu poświęcać na obowiązki domowe?”.

A na co współczesne społeczeństwo pozwala matkom? Znam przykład kobiety, która weszła w męski model pracy. Dwa tygodnie w miesiącu pracuje w innym mieście, a na dwa wraca do domu i rodziny. Są tacy, którzy nie zostawili na niej suchej nitki, „bo tak krzywdzi dzieci”.
Oczekiwania wobec matek są zdecydowanie większe niż te stawiane ojcom. Badania z 2012 roku pokazują, że wiele współczesnych społeczeństw, w tym polskie, nie jest przekonanych, czy kobieta w ogóle powinna pracować, dopóki jej dziecko nie skończy trzech lat. Dodajmy, że te trzy lata to sztuczna granica, która występuje tylko w krajach Europy Wschodniej, takich jak Polska, Czechy czy Węgry. Dlaczego? Bo mamy oddzielne instytucje żłobka i przedszkola. W Europie Zachodniej nie ma tego podziału. Po roku w wielu zachodnich krajach rodzice wracają do pracy. Natomiast z moich obserwacji wynika, że w Polsce roczne dziecko jest uważane wciąż za zbyt malutkie, by trafić do żłobka. Rodzice, którzy decydują się na taki krok, bywają piętnowani. Ewidentnie ma to wymiar kulturowy, a co za tym idzie - można to zmienić.

Wspominała pani, że dla szwedzkich ojców relacja z dzieckiem jest bardzo ważna. Polscy ojcowie też doceniają wartość tej głębokiej emocjonalnej więzi, której ich ojcowie nie budowali?
Tak. Silniejsze angażowanie się w wychowanie dziecka zmienia mężczyzn. Odkrywają oni swoją emocjonalność. Dociera do nich, że nie są niezależnymi jednostkami, mogącymi robić w życiu, co chcą. Rodzi się w nich poczucie odpowiedzialności. Zaczynają też interesować się polityką rodzinną. Mają swoje zdanie na ten temat, mówią, co należy zmienić, aby żyło się lepiej i łatwiej. Badani przeze mnie ojcowie, którzy przyznawali, że nie angażują się zbytnio w wychowanie dziecka, nie poruszali takich tematów. Czuli, że to ich nie dotyczy.

I zapewne dla takich mężczyzn spędzanie czasu na budowaniu relacji z dzieckiem jest niemęskie?
Tak i ten motyw niemęskości przewija się też w opiniach wielu dziadków. Szwedzcy dziadkowie wychowywali swoje dzieci w inny sposób, ale akceptują to, że kolejne pokolenie chce coś zmienić. W Polsce trudniej o takie zrozumienie. Pamiętam przypadki polskich mężczyzn, którzy zrezygnowali z pracy, aby zająć się dzieckiem. Wspominali, że nie tylko ich ojcowie, ale i matki potrafiły wypominać im, aby wreszcie się ogarnęli i wzięli się za normalną robotę. Przepaści pokoleniowe dają o sobie znać. To pokazuje, że nieraz polscy ojcowie czują presję otoczenia, aby realizować tradycyjny model, ale oni sami nie do końca tego chcą, a dodatkowo ich partnerki nie do końca chcą im na to pozwolić. Tradycyjny model może jest łatwiejszy, ale współczesny świat już go nie przyjmuje.

Pani kolejny projekt, na realizację którego otrzymała pani grant, będzie poświęcony łączeniu pracy zawodowej z rodzicielstwem. Pewnie jego wyniki powiedzą nam na ten temat więcej. Jak tylko go skończę, podzielę się swoimi obserwacjami.
Natomiast literatura, która już na ten temat istnieje, wskazuje, że kobiety odczuwają zdecydowanie większą presję tego, żeby godzić pracę i bycie matką, tak aby wszyscy byli zadowoleni: i dzieci, i partner, i pracodawca. Pójście modelem, w którym od dawna funkcjonują matki, jest po prostu dla mężczyzn nowym, trudnym wyzwaniem. Trwanie w dotychczasowym modelu jest wygodniejszym wyjściem.

Ale z drugiej strony, rzadko która para może świadomie zdecydować, że pieniądze zarabia tylko mężczyzna, a kobieta zajmuje się dziećmi. Społeczeństwa na to nie stać.
I tu poruszamy bardzo istotny wątek. Konserwatyści tradycyjny model rodziny rozumieją tak, jak to przed chwilą pani opisała. Ale kiedy taki model funkcjonował w Polsce? To wynalazek okresu po drugiej wojnie światowej i dotyczy on Stanów Zjednoczonych. Nie można mówić, że tak było u nas od wieków. To bzdura. Polskie kobiety od dawna łączą pracę z prowadzaniem domu. Mężczyźni znajdują więc inne argumenty przemawiające za tym, dlaczego oni robią w domu mniej. Kilka razy w trakcie badań usłyszałam taki: „Bo ja zarabiam więcej”. Nieważne, że dowiedziono, iż kobiety na tych samych stanowiskach są wynagradzane gorzej niż mężczyźni. To, że kobieta spędza w pracy tyle samo godzin, nie ma znaczenia, jeśli mężczyzna wnosi do domowego budżetu więcej. I zaczyna się „kupowanie” zwolnienia z obowiązków.

I wraca wątek niedocenianej pracy domowej…
Ale także różnego postrzegania partnerstwa albo czegoś, co ma dawać jego pozory.

Powróżmy z fusów. Jak Pani zdaniem będzie wyglądało rodzicielstwo w Polsce za dwadzieścia lat?
Na pewno jakieś zmiany nastąpią, ale jeśli nie wprowadzi się zmian na poziomie polityki rodzinnej, które zachęcałyby mężczyzn do większego angażowania się, to na rewolucję nie ma co liczyć. Niestety, w Polsce urlop rodzicielski, mimo że jest przeznaczony dla obojga rodziców, jest wciąż traktowany jak przedłużenie urlopu macierzyńskiego. Społeczeństwo nadal go tak postrzega. Przed nami sporo pracy.


dr Katarzyna Suwada



adiunkt w Pracowni Badań Jakości Życia Instytutu Socjologii UMK. Zajmuje się m.in. problematyką ojcostwa i męskości, nierównościami płciowym, socjologią rodziny i starzejącym się społeczeństwem.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City