Poniedziałek, 20 listopada 2017

Kto, jak nie my! - rozmowa z Anną Holz i Justyną Kopiec

Nie z każdym z rodziny prowadziłybyśmy firmę. W biznesie rodzinnym dużo zależy od sposobu myślenia, dojrzałości emocjonalnej, nastawienia do pracy, wykorzystania mocnych stron… no i oczywiście musi być tak zwana chemia.

Z Anną Holz* i Justyną Kopiec* rozmawia Janusz Milanowski

Tagi: Miasta Kobiet Anna Holz Justyna Kopiec kobieta przedsiębiorcza

25 kwietnia 2017, aktualizowano: 25-04-2017

Pani Anno, zauważyłem dość filozoficznie brzmiącą maksymę na Pani profilu na Facebooku: „Albo znajdę drogę, albo ją przed sobą stworzę”.
Anna Holz: To znaczy, że zawsze znajdę rozwiązanie. Jeśli czegoś nie ma, to ja to stworzę. W moim myśleniu nie istnieją problemy, tylko wyzwania. To hasło jest tożsame ze mną.


Domyślam się, że jest to efekt doświadczenia. Jakiego rodzaju?
A.H.: Kilkukrotnie w życiu zdarzały mi się bardzo trudne momenty, takie, że tylko usiąść i płakać, ale to nie ja. Gdy spotyka mnie porażka, to zastanawiam się, jakie wnioski mogę z niej wyciągnąć na przyszłość, jakie informacje niesie dana sytuacja o mnie i o środowisku dookoła. Bo przecież uczymy się na błędach, więc warto traktować je jako szanse!

Mówimy teraz o biznesie czy życiu?
A.H.: I o biznesie, i o życiu. Te dwa światy bardzo mocno się przenikają w moim przypadku. Biurfol jest firmą rodzinną, stworzoną przez moich rodziców. Można powiedzieć, że w naszym domu firma była kolejnym dzieckiem, obok którego dorastałam. W 2007 roku tata miał zawał, a ja - 33-letnia blondynka w 9. miesiącu ciąży - nagle musiałam przejąć zarządzanie tym wszystkim. To był trudny moment, ale powiedziałam sobie… OK, życie wezwało i trzeba to wziąć w swoje ręce. Rodzina i biznes przenikają się również w przypadku gabinetu Madame. To był pomysł Justyny, mojej kuzynki, z którą przyjaźnię się od lat.
Justyna Kopiec: Co dwie szalone głowy, to nie jedna.

Dlaczego szalone?
A.H.: Szalone i zakręcone. Wspólnie podnosimy sobie ciągle poprzeczkę.

Biznes, rodzina, przyjaźń, a może: rodzina, przyjaźń, biznes? Jaka tu kolejność obowiązuje?
A.H.: Nie ma to znaczenia. Moim mottem jest: work-life balance. To wszystko się łączy, ale musi być utrzymana równowaga. Nie jest tak, że coś jest dla mnie ważniejsze. Nie potrafiłabym żyć bez żadnej z tych rzeczy. Jednak gdy jestem w pracy, to koncentruję się na pracy, a w domu na dzieciach (śmiech).
J.K.: Bardzo dobrze sprawdza nam się działanie w duecie, zwłaszcza gdy jedna z nas ma gorszy dzień. Mówimy wtedy sobie: słuchaj, kto, jak nie my!

Wydaje mi się, że biznes rodzinny wcale nie jest łatwiejszy. I bynajmniej nie chodzi tylko o to obiegowe stwierdzenie, że z rodziną najlepiej się wychodzi na fotografii. 
A.H.: Bo nie jest. To nie działa w ten sposób, że z każdą osobą z rodziny prowadziłabym firmę. Z Justyną - tak. A to dlatego, że oprócz więzów krwi byłyśmy i jesteśmy też przyjaciółkami, co stworzyło dodatkowy pułap zaufania. Justyna ma wiedzę ekspercką jako kosmetolog, a ja wiedzę biznesową. Pomyślałyśmy, że można to połączyć i działać w duecie, zwłaszcza że podstawą jest właśnie wspomniane zaufanie. W biznesie rodzinnym dużo zależy od sposobu myślenia, dojrzałości emocjonalnej, nastawienia na pracę, wykorzystania mocnych stron, rodzaju kompetencji, jakimi dysponujemy… no i oczywiście musi być tak zwana chemia. Tak jest w przypadku naszej relacji z Justyną w Madame i podobnie to wygląda w Biurfolu, gdzie także pracują osoby z mojej rodziny.

Istnieją pewne mity o rodzinnych firmach i panujących w nich specyficznych relacjach, dzięki którym na przykład jest mniej sporów. Wszystko jest pięknie i  ładnie, bo najważniejsze są więzi. A tymczasem biznes to pewna hierarchia i podział kompetencji…
A.H.: Zawsze!

Ktoś może mieć więcej do powiedzenia w domu, a mniej w firmie. Skoro u Pań wszystko się niejako zazębia, to czy udaje się nie mieszać tych kompetencji?
A.H.: Pewnie i tak bywa, ale lekarstwem na to może być jasny podział zakresu obowiązków i odpowiedzialności. Tak mam to „poukładane” zarówno w Biurfolu, jak i w Madame. W Biurfolu mój mąż, który jest analityczny, odpowiada za technologiczną całość firmy. W Madame Justyna, jako ekspert w dziedzinie kosmetologii, odpowiada za stronę merytoryczną. Ufam jej w tym zakresie całkowicie. Natomiast ja, z wykształcenia psycholog w biznesie, jak nietrudno się domyślić, uwielbiam pracę z ludźmi. Zawsze staram się inspirować i motywować ludzi do działania. Zależy mi, żeby rozwijali się zarówno zawodowo, jak i prywatnie. Przede wszystkim bliskie mi są kobiety, bo jako mama trójki dzieci i kobieta w biznesie wiem, jak trudno jest nam łączyć obowiązki domowe z pracą. W świecie biznesu, zwłaszcza tego większego, ciągle jeszcze kobiety muszą zrobić trochę więcej niż mężczyźni, szczególnie na początku swojej kariery zawodowej.

Zawsze myślałem, że biznes nie ma płci. 
A.H.: W mojej ocenie biznes ma płeć. Jeżeli kobieta wypracuje sobie pozycję i zyska uznanie, to dopiero wtedy traci tę płeć. Natomiast na starcie to jest jeszcze mimo wszystko sfera męska.

Pani Justyno, a jaki był pomysł na Madame? 
J.K.: Namówiłam Anię, żebyśmy stworzyły razem miejsce przyjazne ludziom, w którym będziemy mogły zadbać o kobiety, ale nie tylko… Miejsce z usługami na najwyższym poziomie, dobrym sprzętem i zespołem kosmetologów. Takich, którzy oprócz posiadania dużej wiedzy, będą potrafili również tworzyć przyjazne relacje.

To bardzo piękna dziedzina biznesu, bo w zasadzie zajmują się Panie upiększaniem ludzi.
J.K.: W pewnym sensie tak. Bardzo ważna od początku była dla nas życzliwa i przyjazna atmosfera - taka, dzięki której można czerpać inspirację i motywować się w codzienności.

A jak to można zrealizować?
J.K.: Rozmową podczas zabiegów ze swoją ulubioną panią kosmetolog. Taka rozmowa może trwać nawet dwie, trzy godziny, jeżeli tylko jest taka potrzeba. Czasami przychodzą do nas panie, które mają ochotę na zwykłe babskie pogaduchy, a czasami takie, które po ciężkim dniu pracy chcą się po prostu zrelaksować. Czasami panie mają ochotę wypić kawę przed lub po zabiegu, a czasem szybciutko zadbać o siebie i biec dalej. Zdarza się, że pojawiają się kobiety, które po kilku latach spędzonych w domu z dziećmi stały się wyciszone, a chcąc wrócić po długiej przerwie na rynek pracy, potrzebują nie tylko troski o swój wygląd, ale także o wnętrze.

Dobry kosmetolog powinien więc też umieć słuchać...
A.H.: Tak i dlatego podczas rekrutacji do Madame wybierałyśmy osoby z wykształceniem kosmetologicznym, ale także z ciepłą, wzbudzającą zaufanie osobowością oraz z szacunkiem i empatią dla drugiego człowieka.
J.K.: Mówimy tu o predyspozycjach naturalnych, bo tego nie da się wyuczyć. Osoba, która z nami pracuje, musi po prostu lubić ludzi. Wszystkie dziewczyny z naszego zespołu takie właśnie są i wierzą w założenia, o których mówiłyśmy wcześniej. Dzięki temu zaufało nam bardzo wiele osób, choć działamy dopiero dwa lata.

Zaufanie to również składnik atmosfery.
A.H.: Tak, generalnie wychodzimy z założenia, że atmosfera nie jest czymś, co można łatwo skopiować. To nie jest coś, co ma się na zawołanie.

Zapewne nie wystarczy być tylko miłym… 
J.K.: To zdecydowanie za mało.
A.H.: Chodzi o autentyczność osób, które tam pracują. Prawdy i autentyczności nie da się zbudować za pomocą narzędzi marketingowych. To jest coś, co wynika z natury człowieka.

Czy wśród korzystających z usług Madame są mężczyźni?
A.H.: Tak. Stanowią około 20 proc. wszystkich klientów.

Nie wierzę, że się upiększają.
A.H.: Mężczyznom zależy na schludnym wyglądzie. Żyjemy w czasach kultu dobrego wyglądu i poprzez wygląd jesteśmy oceniani. Panowie z dużą samoświadomością podchodzą do siebie i coraz bardziej rozumieją potrzebę dbania, np. o swoje dłonie.

Cały czas rozmawiamy o pewnej idei tworzenia czegoś - o atmosferze, budowaniu relacji wykraczających poza uprzejme standardy obsługi klienta, ale przecież w biznesie chodzi o pieniądze. Z czym się Paniom kojarzy słowo „pieniądz”?
J.K.: Dobrobyt, bezpieczeństwo, luksus, prestiż.
A.H.: Pieniądz prywatnie nie jest dla mnie celem samym w sobie. Ma nam pomagać, być jednym z narzędzi do spełniania marzeń. A biznesowo, jak to określił Arystoteles, jest dzieckiem handlu.

A jaką zakładają Panie perspektywę, jeśli chodzi o gabinet?
A.H.: Oczywiście, że mamy swoje cele. Głównym z nich jest budowanie marki, przy utrzymaniu rentowności biznesu.

Zgodzą się Panie, że rynek jest bardzo nasycony takimi usługami. Czym zatem chcą się Panie wyróżniać, żeby nie zniknąć w tłumie?
J.K.: Nasza marka ma kojarzyć się z luksusem i niepowtarzalną atmosferą. To miejsce, do którego mamy ochotę wracać, bo wiemy, ze jesteśmy w dobrych rękach.
A.H.: Powiem to na przykładzie medycyny estetycznej, którą też się zajmujemy. Otóż łatwe pieniądze można łatwo zarobić, ale czy o to chodzi? Możemy nastrzykać botoksem jedną kobietę za drugą, tylko czy te panie do nas wrócą? Co zyskamy w dłuższej perspektywie postępując w ten sposób? Dlatego poprawiajmy, ale nie zmieniajmy.

Co jest najtrudniejsze w biznesie? 
A.H.: Wiele rzeczy można zaplanować, wiele przewidzieć za sprawą Excela. Natomiast nie ma w tych tabelkach formuły na człowieka, na jego reakcje. Czynnik ludzki jest zawsze najmniej przewidywalny. Dlatego jak wspomniałam - chcemy inspirować innych, a nie ich zmieniać.

*Anna Holz



psycholog biznesu, certyfikowana mediatorka, słuchaczka studiów Master Business of Administration w Wyższej Szkole Bankowej i Franklin University w USA, prezes firmy Biurfol, współwłaścicielka Madame. Prywatnie mężatka, mama trójki dzieci.

*Justyna Kopiec



kosmetolog, absolwentka Collegium Medicum w Bydgoszczy, menedżerka zarządzająca Madame, wykładowczyni kosmetologii, członkini grupy BNI Toruń. Prywatnie mężatka i mama dwójki dzieci.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City