Poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Sexsurfing i sexpacking, czyli nowe oblicza seksturystyki

Sexpacking często dotyczy młodych osób, które uciekają spod kontroli rodziców. Mogą twierdzić, że cel wyjazdu jest zupełnie niewinny, ale w podróży rodzi się u nich poczucie bezkarności. Uwalniają się od codziennych norm.

Tomasz Skory

Tagi: seksturystyka sexpacking sexsurfing tabu seks

24 lipca 2017, aktualizowano: 27-07-2017

„Niedawno gościłem dziewczynę z Warszawy. Byłem czarujący, zabrałem ją na spacer, wypiliśmy trochę wina. Powiedziała jednak, że nie jest typową Polką i nie odda mi się na pierwszej randce. Więc się wycofałem. (…) Ostatniej nocy kompletnie się nawaliła, powiedziała mi, że przeprasza za tamtą pierwszą noc i że jest dokładnie taka jak reszta Polek. Wróciliśmy do mnie, gdzie dosłownie się na mnie rzuciła”.


To cytat z nieaktywnego już bloga Couch Bangs, na którym użytkownicy popularnego serwisu turystycznego opisują swoje erotyczne przygody przeżyte z obcokrajowcami. Blog najpierw zmienił adres, a potem zniknął z sieci, ale wciąż można znaleźć archiwalną wersję z pierwszymi wpisami. Wśród ocalałych postów znajdziemy aż cztery pikantne opowieści z Polkami w rolach głównych. Aż cztery, bo żadna inna narodowość nie pojawia się na blogu więcej niż dwa razy.

Oprócz przytoczonej opowieści Włocha możemy przeczytać, jak pewien Francuz chwali się, że nakłonienie Polki do seksu zajęło mu w Paryżu 15 minut. Młody Chilijczyk opowiada o tym, jak poznana w Warszawie dziewczyna zaprosiła go do łóżka pod nieobecność swojego chłopaka. Peruwiańczyk wspomina zaś, jak nasza krajanka wyznała mu kiedyś, że „zawsze chciała zaliczyć Latynosa”. Oczywiście autor postu pomógł jej to marzenie zrealizować.

Ale o co chodzi?

Powyższe perypetie spotkały użytkowników Couchsurfingu, najpopularniejszej platformy, na której turyści z całego świata oferują sobie wzajemnie noclegi, by pomóc innym ograniczyć koszty podróży. A przynajmniej taka idea przyświecała portalowi na początku. Dziś w sieci roi się od opinii, że serwis zatracił swój pierwotny charakter i wykorzystywany jest często nie po to, by użyczyć komuś kanapy, ale by dzielić z nim własne łóżko.

- Zastanawiałbym się, na ile jest to powszechne zjawisko i czy te przypadki opisywane na blogach dają nam podstawę do generalizacji, natomiast biorąc pod uwagę liczbę takich doniesień, coś musi być na rzeczy - mówi dr Piotr Siuda, adiunkt Katedry Socjologii UKW. - Wydawałoby się, że takim naturalnym środowiskiem do poznania kogoś na seks będzie portal randkowy, tymczasem wszystkie badania takich serwisów wskazują, że większość osób rejestruje się na nich z myślą o poznaniu kogoś na stałe, a jednorazowe przygody to tylko margines.

Zresztą, z roku na rok serwisy te tracą użytkowników. Przenoszą się oni do innych miejsc, takich jak Facebook czy właśnie Couchsurfing, i tam z kolei chcą nawiązywać znajomości, nie zawsze z myślą o stałym związku. - Być może spowodowane jest to wstydem i chęcią zakamuflowania się. Mimo że nasza społeczność jest coraz bardziej liberalna, to uprawianie przygodnego seksu nadal bywa piętnowane - tłumaczy dr Siuda. - Poznawanie partnerów za pomocą niewinnego z pozoru serwisu turystycznego może być więc taką próbą ukrycia swoich zachowań. Bo przyjeżdża do mnie ktoś obcy, uprawiamy seks, wyjeżdża i nikt inny o tym nie wie.

Sexsurferzy, bo tak ochrzczono Couchsurferów poszukujących czegoś więcej niż noclegu, zwykle dbają o swoją anonimowość, więc nikt ich na ulicy palcem ich nie wytknie. Ale opinie na temat użytkowników, którzy „lubią ten sport”, rozchodzą się pocztą pantoflową. James Maverick, autor bloga Maverick Traveler, w notce zatytułowanej „Osiem oznak niegrzecznej Couchsurferki” opisuje nawet, po czym rozpoznać, że dziewczyna będzie się chciała przespać ze swoim gospodarzem. Wśród wskazówek wymienia: „Jest z Francji, Finlandii lub Polski”.

Jego wpisy wywołują lawinę komentarzy, wśród których zarzuca się autorowi seksizm i generalizację. Jednak na forach internetowych można znaleźć więcej opowieści, z których nietrudno wywnioskować, jaką opinią Polki cieszą się na świecie.

Rozwibrowani Polacy

- Sexsurfing wydaje się ciekawym zjawiskiem, jeśli chodzi o Polaków, bo przecież jesteśmy postrzegani jako bardzo nieufny naród. Sami zresztą przyznajemy, że podchodzimy z rezerwą do obcych i że na nasze zaufanie trzeba sobie zapracować - dodaje dr Siuda. - Statystyki wskazują, że do naszego kraju, licząc na łatwy seks, przyjeżdżają głównie mężczyźni. Wychodzi więc na to, że Polki są bardziej otwarte na znajomości tego typu, choć w naszym społeczeństwie nadal kobiety, które przeżywają przygody seksualne, są surowiej oceniane niż mężczyźni.

Socjolog wiąże tę otwartość z rosnącą świadomością kobiet na temat własnej seksualności. W kontekście sexsurfingu zwraca też uwagę na ogólną tendencję zachowań konsumenckich Polaków i przywołuje ubiegłoroczne badanie Polskiego Towarzystwa Badaczy Rynku i Opinii, ukazujące obraz Polaka-konsumenta, podejmującego decyzje pod wpływem chwili, ciągle poszukującego nowości oraz skrajności. - Polacy są niezwykle rozwibrowani pod względem swoich wyborów. Potrafią w jednym miesiącu przebiec maraton, a cały następny spędzić przed telewizorem. Albo na śniadanie jeść zdrową kaszę jaglaną, a wieczorem stołować się w fast foodach. Coraz częściej w swoich wyborach konsumenckich pragną ekstremy i sexsurfing może być tak traktowany.

Romantycznie

Sexsurfing jest jeszcze młodym zjawiskiem i trudno rozstrzygnąć, czy będzie to tylko chwilowa moda. Dużo dłuższą tradycję ma „klasyczna” seksturystyka, która przeszła sporą ewolucję w minionym stuleciu. Na początku ubiegłego wieku za „miasta grzechu” uważano Paryż, Berlin czy Amsterdam. Z czasem, wraz z upowszechnieniem transportu lotniczego, na popularności zyskały bardziej egzotyczne kierunki. Europejczycy, a w tym i Polacy, w poszukiwaniu cielesnych uciech zaczęli latać do południowo-wschodniej Azji, Polki zaś swoje pragnienia zaspokajały w północnej Afryce.

- Przeprowadzono badania dotyczące seksturystyki Polek jeżdżących do Egiptu. Często były to panie w związkach małżeńskich, znudzone życiem, starsze od obcokrajowców, z którymi się spotykały. I co ciekawe, większość z tych kobiet początkowo zakładała, że ich wyjazd będzie miał niewinny charakter - zwraca uwagę socjolog. - Warto też zauważyć, że ich egipscy kochankowie czarowali je nie tylko seksem. Kobiety były przez nich adorowane, ceniły sobie przede wszystkim zainteresowanie swoją osobą, a potrzeby seksualne, choć też zaspokajane, były w tych przypadkach drugorzędne. Nie da się natomiast tłumaczyć zjawiska sexsurfingu z tego punktu widzenia, bo tam się zaprasza kogoś tylko na jedną noc. Nie ma tego elementu romantycznego.

Wyrwać się z domu

Jest też inne zjawisko, o którym nie mówi się dużo, bo nie sposób określić jego skali. To coś w rodzaju niskobudżetowej seksturystyki, która dotyczy zwykle młodych osób, wyjeżdżających w świat - autostopem, pod namiot, na zagraniczny wolontariat czy nawet Erasmusa. Sexpacking, bo o nim mowa, to po prostu podróżowanie po świecie z plecakiem, nie stroniąc od seksualnych przygód na trasie.

„Podróżując jakby szybciej się zakochujemy, istnieje bowiem limit czasowy, a zegar tyka na naszą niekorzyść. Proces poznawania się jest tak intensywny, że czasem po kilku dniach wspólnego podróżowania wiemy o danej osobie więcej niż po miesiącu spotykania się na gruncie domowym. Seks w podróży to coś, co się widzi, o czym się mówi i czego się doświadcza” - pisze Anna Nadia Bandura, autorka bloga Nadia vs the World.

Podobnego zdania jest Agnieszka Ptaszyńska, blogerka znana jako Zależna W Podróży. W jednym z wpisów przyznaje, że sama ma za sobą doświadczenia tego typu. „Seksturystyka backpackerki to nie jest wyjeżdżanie w podróż, pakowanie 10 zestawów seksownej bielizny, dwóch paczek prezerwatyw i uderzanie do wielkich imprezowych miast. Jest to zabranie ze sobą jednego zestawu sexybielizny, jednej kiecki na wyjście, jednej prezerwatywy, miniaturki perfum. Bo coś wydarzyć się może. I jak się wydarzy, to będzie pięknie. Podróż to przekraczanie granic. Na wielu poziomach.” - wyjaśnia na blogu.

- Sexpacking często dotyczy stosunkowo młodych osób, które uciekają spod kontroli rodziców. Mogą twierdzić, że cel wyjazdu jest zupełnie niewinny, ale w podróży rodzi się u nich poczucie bezkarności, uwolnienia się od norm. Podobny mechanizm zachodzi - paradoksalnie - w przypadku zjawiska pielgrzymowania, gdy na trasie ludzie zapominają o swoich statusach z codziennego życia. Pielgrzymi, którzy podejmują razem wędrówkę, to bardzo różne osoby: prawnik, lekarz, student, osoba z wykształceniem podstawowym. Ci ludzie stają się równi, w takim stopniu, w jakim normalnie nie miałoby to miejsca. I w przypadku sexpackingu może dziać się tak samo. Biorę plecak, wyjeżdżam, mogę robić wszystko z każdym, a potem wracam do domu i zostawiam to za sobą - tłumaczy dr Piotr Siuda.

Socjolog podkreśla, że są to jeszcze słabo poznane zjawiska i dopiero przyszłość pokaże, w jakim kierunku będą się rozwijać oraz jakie społeczne konsekwencje się z tego zrodzą. - Nie wiem, czy tego rodzaju zabawy, jak sexsurfing czy sexpacking, nie będą u niektórych z czasem skutkować pewnego rodzaju rozgoryczeniem. Nie zapominajmy też o niebezpieczeństwach związanych z tym, że wpuszczamy do łóżka kogoś, kogo nie znamy i nie wiemy, co może nam zrobić. Jednak to, co kto robi w sypialni, to już wyłącznie jego sprawa i o ile nie ma to formy przymuszania do pewnych zachowań, to nie powinno się tego krytykować.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City