Wtorek, 24 października 2017

Fot.: Andrzej Romański

W obłokach Magellana - rozmowa z Zosią Kaczmarek, tegoroczną laureatką Nagrody Prezydenta Torunia w kategorii nauka

Ciągle pytają mnie w wywiadach, co ciągnie dziewczynę do nieba, do fizyki. Odpowiadam, że to samo co chłopaków. Nie ma żadnej różnicy - mówi Zosią Kaczmarek, tegoroczną laureatką nagrody prezydenta Torunia w kategorii nauka.

rozmawia Jan Oleksy

Tagi: zosia kaczmarek miasta kobiet jej pasja astronomia jan oleksy

18 września 2017, aktualizowano: 19-09-2017

Bardzo trudno się z Tobą umówić. Istny kosmos!
W wakacje prawie nie ma mnie w domu. Zwykle przyjeżdżam do domu na jeden, dwa dni, przepakowuję się i wyruszam na kolejną przygodę.


Gdy próbowałem się z Tobą skontaktować, byłaś akurat w Londynie.
Tak, byłam tam na międzynarodowym forum naukowym London International Youth Science Forum. Niesamowite wydarzenie, w którym brało udział prawie 500 osób z 67 krajów świata. Warsztaty w Oksfordzie, Cambridge, wykłady ciekawych ludzi, naukowców, inżynierów m.in. z Europejskiej Agencji Kosmicznej, z Virgin Galactic, firmy zajmującej się turystyką kosmiczną. Prosto z forum pojechałam na obóz astronomiczny w Załęczu Wielkim, organizowany przez Klub Astronomiczny „Almukantarat”. Już wiele razy byłam na nim jako uczestniczka, a w tym roku wystąpiłam w roli kadry z własnymi wykładami o astronomii. Załęcze to niezwykłe miejsce, w którym można odpocząć od cywilizacji. Mieszkaliśmy w namiotach w środku lasu, nad Wartą, gdzie nie było zasięgu, internetu, tylko cudowni ludzie i przepiękna przyroda.

A nad Wami piękne niebo…
W Załęczu niebo jest niezwykle ciemne. Widać na nim wszystko - budowę Drogi Mlecznej, słabiutkie mgiełki, których z miasta nigdy nie uda się zaobserwować. Klub dysponuje bardzo dobrym sprzętem astronomicznym i aparaturą do astrofotografii, więc noce obserwacyjne były bardzo ekscytujące.

Niebo od zawsze Cię pasjonuje?
Już w dzieciństwie lubiłam w nie patrzeć. Wówczas myślałam, że to niemożliwe, by orientować się w gwiazdach i umieć je nazwać. Moja mama żartuje, że zainteresowałam się astronomią z powodu czerwonego światła, które przebiegłyśmy kiedyś, by zdążyć do planetarium. Gdyby nie ten fakt, to nie wiadomo, czy poszłabym w tę stronę (śmiech). Na poważnie zajęłam się tym w Gimnazjum Akademickim, gdzie od razu trafiłam do kółka astronomicznego i bardziej świadomie zaczęłam obserwować niebo. Astronomia jest jak czarna dziura, która wciąga i nie puszcza.

Wciąga chęć poznawania czy odkrywania?
Na razie jest to bardziej potrzeba poznawania, bo nie prowadzę poważnych badań. Uważam to trochę za zabawę w naukowca, ale oczywiście w przyszłości chcę odkrywać. Gdyby udało mi się dołożyć chociaż malutką cegiełkę do tego, co wiemy o Wszechświecie, to byłabym bardzo szczęśliwa. Bardzo chciałabym pomóc szukać odpowiedzi na wielkie pytania. W astronomii najbardziej pociągają mnie skale, odległości między galaktykami. To są liczby porażające ogromem. Podobnie niewyobrażalny jest czas liczony w miliardach lat. W skali astronomicznej tysiące lat są chwilką.

A Ty masz lat…
…19.

Przez 19 lat dokąd można by dolecieć?
To zależy od prędkości. Gdybyśmy mogli podróżować z prędkością światła, to już odwiedzilibyśmy kilka gwiazd, ale na razie nie mamy takich możliwości technologicznych (śmiech).

Pozostaje fantazja. Astronomia to romantyczna dziedzina, za którą kryje się matematyka?
Astronomia jest furtką do nauk ścisłych. Wielu ludzi uważa, że matematyka czy fizyka są nudne. A potem zmieniają zdanie, widząc, że z ich pomocą można wyjaśnić coś tak pięknego i spektakularnego, jak np. zaćmienie Słońca.

Z naukami ścisłymi jednak nadal kojarzą się częściej mężczyźni.
Na ostatnim forum naukowym w Londynie było więcej dziewczyn niż chłopaków, a na obozie w Załęczu - pół na pół. Coraz więcej dziewczyn nie widzi barier i nie zakłada, że matematyka czy fizyka są dla chłopaków. Ten stereotyp już znika.

Czyli badanie nieba będzie należeć do kobiet?
Ciągle pytają mnie w wywiadach, co ciągnie dziewczynę do nieba, do fizyki? Odpowiadam, że to samo co chłopaków. Nie ma żadnej różnicy.

Ktoś, pisząc o Tobie, użył kwestii z „Seksmisji”: „w końcu Kopernik była kobietą”.
Śmieszą mnie wszelkie porównania mnie do Kopernika albo do Wolszczana w kontekście moich wyników z olimpiad. Mam dopiero 19 lat i na razie chcę pogłębiać wiedzę. Wielkie role, które mi się przypisuje, są strasznie onieśmielające.

Nie dziw się dziennikarzom, masz przecież na swoim koncie sporo sukcesów. Opowiedz trochę o swoich osiągnięciach.
Najważniejsze są dla mnie olimpiady astronomiczne, w których brałam udział od początku liceum. Za pierwszym razem udało mi się zdobyć drugie miejsce i dzięki temu pojechałam na olimpiadę międzynarodową w Indonezji, gdzie dostałam wyróżnienie. Wcześniej nie jeździłam zbyt wiele za granicę, więc czułam się rzucona na głęboką wodę. To była piękna przygoda, nie tylko w wymiarze astronomicznym. Spotkałam tam cudownych ludzi, poznałam inną kulturę, kolorowe miejsca. Nawet gwiazdy były tam inne! Niebo południowe jest zachwycające, zwłaszcza mój ulubiony gwiazdozbiór Krzyż Południa, który stał się dla mnie symbolem podróży. W Indonezji czułam się tak, jakbym była na innej planecie.

Później startowałaś w olimpiadzie astronomicznej w równie ciekawym kraju.
Tak, w zeszłym roku na olimpiadzie międzynarodowej w Indiach zdobyłam srebrny medal i to przełożyło się na bycie w pierwszej światowej czterdziestce. W listopadzie czeka mnie olimpiada w Tajlandii.

W Indiach też obserwowaliście niebo?
Jednym z elementów olimpiady są zadania obserwacyjne z teleskopami. W wolnych chwilach organizowaliśmy sobie też nocne wyjścia, by obserwować gwiazdozbiory, których nigdy na naszym niebie nie widać albo są odwrócone „do góry nogami” w stosunku do tego, co znamy z Polski. Księżyc nad naszymi głowami świecił w zenicie albo pokazywał się jako pozioma łódeczka.

Komu zawdzięczasz te nieziemskie zainteresowania?
Jest wiele osób do wymienienia. Na pewno jestem ogromnie wdzięczna mojemu nauczycielowi fizyki, panu Mariuszowi Kamińskiemu z Gimnazjum Akademickiego, który prowadził kółko astronomiczne, a także Klubowi Astronomicznemu „Almukantarat”, dzięki któremu poznałam wielu ludzi z pasją.

Dużo się uczysz? Spytam Cię może mało elegancko - czy jesteś kujonem?
Ludzie tak myślą, bo skoro jeżdżę na olimpiady, to pewnie nie mam życia. A tak nie jest! Mam przyjaciół, z którymi spędzam mnóstwo czasu i są dla mnie najważniejsi na świecie. Do matury prawie się nie uczyłam - był to dla mnie czas imprezowy, w którym nie było już lekcji. Oczywiście, przygotowując się do olimpiad, musiałam nauczyć się wielu nowych rzeczy, ale nie traktowałam tego w kategoriach pracy, tylko ekscytującego zajęcia. Nawet pozornie najnudniejsze zadania z termodynamiki wciągają mnie w świat zjawisk dziejących się w niesamowicie gorących gwiazdach.

Czy Zosia ma marzenia nie z tej ziemi?
Z małych marzeń - mam nadzieję, że uda mi się zobaczyć Obłoki Magellana. Z wielkich - cudownie byłoby pracować w Europejskim Obserwatorium Południowym, budującym największe na świecie teleskopy, a także… polecieć w kosmos!

Jak Walentina Tiereszkowa, pierwsza kosmonautka na świecie?
Moją bohaterką jest raczej włoska astronautka Samantha Cristoforetti, która ustanowiła kobiecy rekord najdłuższego pojedynczego pobytu w kosmosie - 199 dni i 16 godzin. To pierwsza Włoszka, która poleciała w kosmos, i pierwsza osoba, która zaparzyła kawę w kosmosie. Kiedyś napisałam artykuł do naszego klubowego portalu AstroNET o jej niezwykłych zdjęciach i nakręconym przez nią wirtualnym spacerze po stacji kosmicznej. Teraz jest dużo astronautek. Nie tylko mężczyźni mogą się zajmować kosmosem. Zresztą, historia astronomii zna wiele zasłużonych kobiet naukowców.

Na przykład sławną prof. Wilhelminę Iwanowską z UMK. Jej imieniem nazwano planetoidę. Twoim zresztą też. Dobrze brzmi „planetoida Zosi Kaczmarek”.
To też jest onieśmielające. Najpierw pomyślałam, że nie zasługuję, by mieć swoją planetoidę. Jednak z drugiej strony ciągle odkrywa się dużo planetoid, więc moja chyba nie będzie wielką krzywdą dla kosmosu (śmiech). A mówiąc poważnie, to oczywiście był piękny i wzruszający prezent od odkrywców.

Masz mieszkanie z oknem w dachu, żeby zasypiając widzieć niebo?
Dwa lata temu miałam pokój, w którym nad łóżkiem było okno dachowe. Zasypiając, patrzyłam na gwiazdy i Księżyc.

Skromna Zosia z głową w chmurach?
Schodząc na ziemię, to chciałabym po prostu być szczęśliwym człowiekiem, zajmować się nauką, czyli tym, co mnie pasjonuje, i mieć wokół siebie mnóstwo ciekawych ludzi. Bez tego, czym się zajmuję, nie miałabym tak fajnego życia… Nie wiem, jak wyglądałoby moje życie bez astronomii… nie wiem, czy w ogóle byłoby możliwe.


*Zosia Kaczmarek


torunianka, 19 lat, absolwentka Gimnazjum i Liceum Akademickiego w Toruniu, laureatka ogólnopolskich i międzynarodowych olimpiad astronomicznych, zwyciężczyni na Ogólnopolskim Młodzieżowym Seminarium Astronomicznym, zdobywczyni srebrnego medalu na międzynarodowej olimpiadzie lingwistycznej w Indiach, w czerwcu odebrała nagrodę prezydenta Torunia w kategorii nauka, jest związana z Klubem Astronomicznym „Almukantarat”, od października podejmuje studia na astronomii indywidualnej na Uniwersytecie Warszawskim, wielka fanka festiwalu Bella Skyway.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City