Sobota, 25 listopada 2017

Studenci, seksualni ryzykanci [rozmowa z prof. Teresą Sołtysiak]

Jeżeli chce pan swoją partnerkę czołgać za włosy po klatce schodowej i nie przeszkadza pan innym, a ona się na to zgadza, to nie jest zachowanie ryzykowne, choć z pewnością szkodliwe.

rozmawia Tomasz Skory

Tagi: miasta kobiet teresa sołtysiak ukw seks studenci tomasz skory

13 października 2017, aktualizowano: 13-10-2017

Studenci wstydzą się rozmawiać o seksie?
Zależy, z kim. Na zajęciach, które prowadzę, rozmawiamy na ten temat. Ale pomimo że mamy drugą dekadę XXI wieku, strefa seksualna nadal jest dla wielu z nas płaszczyzną tabu. Nie potrafimy o niej rozmawiać, a jak już to robimy, to zwykle w formie niewybrednych dowcipów.


Podejrzewam więc, że nie było łatwo namówić ankietowanych do zdradzania intymnych szczegółów ze swojego życia?
To były całe lata pracy. Studenci wycofywali się, nie oddawali ankiet lub nie wypełniali ich do końca. Podawali też sprzeczne informacje, więc prawdopodobnie gdzieś w trakcie zmieniali zdanie. Tylko 8 proc. przyznało się do stosowania ryzykownych zachowań i konsekwentnie podawało przykłady. Czy to dużo, czy mało? Trudno powiedzieć. Ale część z tych, którzy podawali sprzeczne informacje, na pewno też miała takie doświadczenia.

W grupie, która praktykowała takie zachowania, ponad 60 procent stanowiły kobiety…
Mężczyźni niechętnie uczestniczą w takich badaniach, ale to dotyczy akurat różnych tematów. Myślę, że kobietom nie tyle łatwiej się uzewnętrznić, co - choć to tylko moje domniemanie - udział w takim badaniu daje im nieraz efekt katharsis. Bo te wszystkie przeżycia towarzyszące ryzykownym zachowaniom często spychamy do podświadomości, ale one cały czas w nas pozostają. Możliwość wyrzucenia ich na kartki papieru, nawet anonimowo, działa w pewnym stopniu oczyszczająco.

A co właściwie rozumiemy jako zachowanie ryzykowne?
Są różne definicje, ale przy zachowaniu ryzykownym zawsze pojawia się brak pewności w zakresie wyników. Podejmując ryzyko w sferze ekonomicznej albo zyskujemy, albo tracimy. W strefie psychologicznej - albo będziemy mieli z czegoś radość, albo nie. Ale w strefie seksualnej nie da się jednak tego tak łatwo rozdzielić. O tym, które zachowania są ryzykowne, a które są normą, decydujemy sami. To, co dla pana może być ryzykiem, dla mnie może nie być - to jest bardzo subiektywne. Jeżeli chce pan swoją partnerkę czołgać za włosy po klatce schodowej i nie przeszkadza pan innym, a ona się na to zgadza, to nie jest zachowanie ryzykowne, choć z pewnością szkodliwe. Warto przy tym zwrócić uwagę, że pod wpływem pożądania często odrzuca się bilans zysków i strat. Czyli tego, czego w normalnych warunkach byśmy nie zrobili, jesteśmy gotowi zrobić pod wpływem podniecenia. A pożądanie nie jest dla nas najlepszym doradcą.

To jakie kryteria przyjęła Pani przeprowadzając badania?
Wzięłam pod uwagę zachowania, które stwarzają zagrożenie dla danej jednostki i innych osób - w strefie psychicznej, ekonomicznej, somatyczno-fizjologicznej czy prawnej. Czyli te, które szkodzą życiu lub zdrowiu, naruszają ogólnie przyjęte normy postępowania i wiążą się ze stratami - zarówno tymi w bliższej, jak i dalszej perspektywie czasu. To na pewno uproszczenie, ale trzeba było wprowadzić jakieś kryterium, by można by było przedstawić to zjawisko.

To jakie zachowania podawali studenci?
Przede wszystkim bardzo wcześnie rozpoczynali współżycie. Wprawdzie ostatnie badania prof. Izdebskiego wykazują, że średni wiek inicjacji seksualnej jest dość wysoki, bo wynosi około 17 lat, ale jak się bada indywidualne przypadki, to widać, że ta granica obniża się z roku na rok. Moi ankietowani podawali wiek od 12 do 17 lat. Sporo z nich też nie pamiętało tego „pierwszego razu”, co może oznaczać, że było to bardzo wcześnie lub że były to przykre przeżycia.

Pytała Pani, jak wyglądały ich inicjacje?
Często odbywały się one pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających. Tylko jeden mężczyzna i jedna kobieta wśród tych, którzy stosowali ryzykowne zachowania, nie uprawiali seksu po alkoholu. Niektórzy rozpoczynali życie seksualne z partnerami, których znali bardzo krótko, nawet niecały dzień, często bez zastosowania środków antykoncepcyjnych. Argumentowali: „Nie spodziewałem się, że akurat wyrwę taką laskę” i „Nie było nic w kieszeni”. Odbywali też stosunki w miejscach do tego nieprzeznaczonych, typu: parki, lasy, toalety, czyli tam, gdzie mogły się pojawiać osoby postronne. Tłumaczyli się tym, że nie mieli innych miejsc, w których mogliby to zrobić. I to wszystko odbywało się podczas inicjacji.

Lista ich „przewinień” nie kończy się jednak na pierwszym razie…
Częste zmiany partnerów, kontakty bez bliższego poznania, okłamywanie i oszukiwanie własnych partnerów, wykonywanie zdjęć i filmów w intymnych sytuacjach i szantażowanie nimi później, płacenie i czerpanie gratyfikacji finansowych za seks - to tylko część zachowań, do których przyznawali się badani. Często zdarzało się, że uprawiali seks z partnerami znajomych. Żeby zrobić im na złość, z zemsty, by odreagować to, że ktoś inny odbił im partnerkę, a nawet dla podniesienia samooceny. Uczestniczyli też w seksie zbiorowym lub potrafili w tym samym dniu uprawiać seks z kilkoma partnerami.

Przyznawali się do liczby partnerów w trakcie takich poczynań?
To były duże ilości, nieraz po 12-13 partnerów, bo łączyło się to z różnego rodzaju zawodami. „Słoneczka”, „gwiazdy” i inne takie to jedno, ale pojawiały się też różne wyzwania, „wyścigi” w seksie. Kto ile osób „zaliczy” i w jakim czasie. Są nawet specjalne domy, w których organizuje się takie konkurencje.

Studenci podawali, dlaczego próbowali takich rzeczy? Jak tłumaczyli takie zachowania?
Na pytanie, co ich skłaniało do danych aktywności, odpowiadali często, że: „Wyjątkowe przeżycia”, „Chęć podniesienia samooceny” i „Potrzeba zaliczenia kolejnych zdobyczy”. Tu się pojawia traktowanie seksu jako sportu, i to nie tylko przez mężczyzn, ale i kobiety. Jak im się podoba partner, to idą z nim do łóżka i na tym znajomość się kończy. „Jak tylko zobaczę laskę, to chcę ją przelecieć” - takich i innych wypowiedzi było wiele. Najczęściej jednak padała odpowiedź: „Chęć zapomnienia o negatywnych przeżyciach”. Aż 2/3 osób przez te zachowania chciało zapomnieć o zdradach, rozstaniach, niepowodzeniach w szkole czy pracy. Był to dla nich sposób na odreagowanie negatywnych emocji. Część przyznawała też, że była to „Głupota, lekkomyślność i brak refleksji”, ale padały też dziwne wypowiedzi, jak „Seks to najtańszy sposób spędzania wolnego czasu”.

Pamiętam też, że parę osób w raporcie tłumaczyło bogate życie seksualne… chęcią zrzucenia kilogramów!
Tak, i to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Dwudziestodwuletnia studentka napisała: „Chcę poprawić kształt sylwetki i poprawić ogólną sprawność fizyczną”. To się wiąże z modą na szczupłe sylwetki. Jak prowadziłam na ten temat badania wśród kobiet, to wszystkie, nawet te, które mieściły się w normie lub poniżej normy, od najmłodszych lat stosowały diety. Niektóre nawet nie pamiętały, w jakim wieku zaczynały się odchudzać. A jakby nie patrzeć, podczas seksu spala się dużo kalorii…

A czy coś Panią wyjątkowo zaskoczyło w odpowiedziach dawanych przez studentów?
Przede wszystkim to, że gdzieś pod tym płaszczykiem buńczuczności kryją się ludzie strasznie wrażliwi i przeżywający dotykające ich sytuacje. Bo ich wypowiedzi świadczyły o wielkim zagubieniu w życiu. Przeżywali krzywdy, które próbowali odreagować, uświadamiali sobie, że są tylko towarami i czuli się bardzo z tym źle, a sami też traktowali inne osoby podczas uprawiania seksu jak produkty.

Dostrzegali zagrożenia płynące z tych zachowań?
Wielu z nich czuło niesmak i poczucie winy. Aż połowa studentów myślała o tym, żeby się zmienić, choć zdawała sobie sprawę, że nie będzie to łatwe zadanie. Pisali: „Jak komuś uwierzę i go pokocham, to może się zmienię”. „To jak narkotyk, wciąga, dominuje nade mną”. „Chcę, ale nie umiem się z tego wycofać”. Pozostali badani podawali, że starali się o tym nie myśleć, choć dostrzegali negatywne konsekwencje. „Brzydzę się tego, co robię, ale nie myślę o tym”. „Po każdym numerku nienawidzę siebie, ale dalej to robię”. „Spaprałem sobie życie” itd.

Bardzo to smutne.
Myślę, że najbardziej smutne są ich rozczarowania i zdeptana miłość. Bo to już jest to nowe pokolenie, które uczymy, że ma być wyjątkowe pod każdym względem. Ale nie ma w nim zbyt wielu Einsteinów. To ludzie przeciętni i poniżej przeciętnej, którzy szukają swojego miejsca i własnej drogi. A ta droga jest nieraz bardzo wyboista i tu pojawiają się te problemy. Od dziecka uczą nas, że musimy być silni, nie okazywać słabości i nie umiemy prosić o pomoc. Więc kiedy coś nam nie idzie, jesteśmy w trudnej sytuacji, to dusimy to w sobie. I to potem „szuka ujścia” w zachowaniach ryzykownych.

Ale zdradziła Pani, że w badanej grupie byli też abstynenci, prawie tak liczni jak „ryzykanci”. Jest więc nadzieja dla naszej młodzieży?
6 proc. badanych podało, że do tej pory nie miało życia seksualnego. To dużo. Te osoby tłumaczyły, że nie znalazły jeszcze odpowiedniego partnera, że jest to zbyt ważne wydarzenie, by można je było sprofanować, a czasem, że nie mają po prostu ku temu warunków. Ale były też takie, które mają partnerów, ale chcą żyć w czystości aż do ślubu. Pojawia się więc nowy trend i jeśli te osoby będą konsekwentne w swoim postanowieniu, to znaczy, że zaczyna się zmieniać nasza rzeczywistość. Nie mówię że to jest dobre, ani że złe. Ale w świecie, w którym obniża się wiek inicjacji i wszystko jest towarem, wyłania się grupa, która bez względu na otoczenie chce się trzymać swoich poglądów. Uważam, że to jeden z ważniejszych elementów, które znalazłam w trakcie tych badań.

dr hab. Teresa Sołtysiak



profesor nadzwyczajny UKW, kierownik Zakładu Socjologii Wychowania i Resocjalizacji. Autorka licznych badań na temat patologii społecznych i zachowań młodzieży.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City