Sobota, 16 grudnia 2017

Monika Turzyma-Potocka i Milena Banaszewska prezentują efekty warsztatów z kokedamy

Gdy palma woła o miłość

Nie zalewamy się łzami, gdy uschnie nam paprotka. Ścięte kwiaty też nie wywołują u nas skrajnych emocji. Nie świrujemy. Po prostu chcemy robić coś fajnego dla roślin. Dawać im drugi dom, kolejną szansę - mówią założycielki Schroniska dla Roślin.

Dominika Kucharska

Tagi: schronisko dla roślin miasta kobiet jej pasja milena banaszewska monika turzyma-potocka

16 listopada 2017, aktualizowano: 16-11-2017

Jeden z pokoi w kamienicy na bydgoskim Śródmieściu wygląda jak pracownia botanika albo - mówiąc bardziej poetycko - jak tajemniczy ogród. Określenie „tajemniczy” najlepiej rozumie kot Mileny, który ma zakaz przekraczania progu tej części mieszkania i nie ma się co dziwić. Po wtargnięciu do pomieszczenia wypełnionego doniczkami i bujną roślinnością mógłby siać niezłe spustoszenie. U Moniki liczba roślin na metr kwadratowy jest podobna. Poruszanie się wymaga nieraz umiejętności akrobaty. Do tego stanu rzeczy dziewczyny przywykły bez problemu. Do pewnych utrudnień przyzwyczaić musieli się także pozostali współlokatorzy, bo z tych domów roślin się nie wyrzuca, a wręcz przeciwnie…


ROŚLINA NIE FOTEL

Milena Banaszewska i Monika Turzyma-Potocka to 26-letnie bydgoszczanki, które dwa lata temu założyły Schronisko dla Roślin. Pierwsza z nich jest magistrem sztuki. Ukończyła ASP na wydziale inetermediów i specjalizuje się w fotografii dokumentalnej. Druga to z wykształcenia biolożka i absolwentka weterynarii. - Natura jest dla nas ważna, ale nie należymy do osób, które zalewają się łzami, gdy uschnie paprotka. Ścięte kwiaty w kwiaciarni też nie wywołują u nas skrajnych emocji. Nie świrujemy. Po prostu chcemy robić coś fajnego dla roślin. Dawać im drugi dom, kolejną szansę - mówią.

Pomysł na Schronisko dla Roślin zrodził się w Holandii, gdzie dziewczyny przez jakiś czas mieszkały razem. - Tam na śmietnikach ludzie zostawiają przeróżne rzeczy, ale rośliny stojące między tymi wszystkimi, niechcianymi przedmiotami robiły na nas największe wrażenie. Dziwnie było widzieć, że co żyje, zostało potraktowane tak samo, jak stary fotel - wspomina Milena.

Razem z Moniką wyszły z założenia, że samo popadanie w zdziwienie to dla nich za mało. Postanowiły działać i to właśnie w trakcie pobytu w kraju tulipanów zapoczątkowały spontaniczną akcję „przekaż dalej”. Zbierały rośliny, które Holendrzy wystawiali przed domami czy obok śmietnika, a później pomagały im znaleźć nowy dom. - W tamtym czasie w Polsce spoglądano by na nas jak na szalone, ale tam takie zachowanie nikogo nie szokowało. Holendrzy chętnie wymieniają się wszystkim. Nie ma znaczenia, czy są to meble, ubrania czy rośliny - tłumaczy Monika.

ZIELONA EKSPANSJA

Holenderski zapał zabrały jednak ze sobą wracając do kraju. Po jakimś czasie Schronisko dla Roślin na dobre rozkwitło już na żyznym, polskim gruncie. Co prawda nie było ono pierwszą tego typu inicjatywą działającą w Polsce, ale zasięgiem rozłożyło podobne na łopatki. Dziś są oficjalną fundacją. Milena przeniosła się do Gdańska, a do zespołu dołączyły jeszcze Kasia i Bazia. Jako że każda z nich mieszka w innym mieście, schronisko działa aż w sześciu miejscach - w Trójmieście, Szczecinie, Warszawie, Poznaniu, Bydgoszczy i Toruniu.

Na jego facebookowym profilu, polubionym przez 10 tysięcy osób, można znaleźć posty o dość osobliwej treści. Zdarzają się takie jak: „Do oddania palma! U właścicielki trochę marnieje, potrzeba dużo serca”, ale i „10 sztuk pestek awokado, które już puszczają łodyżki, do oddania! Każdy ma prawo do jednej pestki (a awokado wypuszcza pierwsze listki superszybko!)”. Hasło „zarezerwowane” w poście pojawia się z reguły po kilku minutach.

ZA CENĘ ZAANGAŻOWANIA

Dziewczyny przyjmują wszystkie rośliny - od maleńkich kaktusów, przez balkonowe iglaki, na dwumetrowych fikusach kończąc. Stan „podopiecznych” nie ma znaczenia. Bardzo często rośliny są zaniedbane, nieprzesadzane od lat, rosnące w nieodpowiednich warunkach, ale chętnych nie brakuje. Jeśli ktoś marzy o konkretnym gatunku, to dosłownie musi na niego czatować i być superszybkim. - Schronisko to nie sklep. Nie przyjmujemy zamówień na konkretne gatunki, a takie pojawiają się dość często. W końcu jest moda na rośliny. Widać to doskonale na blogach czy Instagramie. Jeśli chce się mieć fajne wnętrze, to musi być w nim zielono, a najlepiej jak się ma monsterę. Jednak my uczymy ludzi, że jeśli chcą ratować rośliny, to muszą wybierać z tych, które akurat do nas trafiły - mówi Monika.

Skąd tak wiele niechcianych roślin? - Wystarczy wejść do pierwszego lepszego marketu. Na dzień dobry widzimy wystawkę z posprejowanymi, błyszczącymi roślinami. Idealnie zielone listki i kwiatki o soczystych barwach. Wystarczy kilka złotych, więc sprzedają się doskonale. Kiedy roślina przestaje wyglądać jak wtedy, gdy kusiła wyglądem na półce w markecie, to staje się problemem. Mało kto pofatyguje się by sprawdzić, jakiej pielęgnacji wymaga dany gatunek. Roślina marnieje, wyrzuca się ją i kupuje kolejną - dodaje.

Podejście do roślin wziętych ze schroniska jest inne. - To paradoks, ale zdecydowanie bardziej docenia się roślinę, za którą nie płaci się nic, ale wymaga ona pewnego zaangażowania i to ono jest w tym przypadku walutą. Najpierw trzeba umówić się na odbiór rośliny, następnie trzeba po nią podjechać, włożyć w to wszystko trochę wysiłku. Poczucie odpowiedzialności jest większe, bo w końcu deklarujemy, że się nią zajmiemy, że u nas będzie jej lepiej - mówi Milena.

Schronisko nie ma swojej jednej siedziby. Założycielki nie widzą sensu, aby takową tworzyć. Zamiast tego, przechowują rośliny w swoich czterech kątach, w czterech różnych miastach. Taka rejonizacja sprawdza się idealnie.

ZAPACH ZIEMI W BETONOWEJ DŻUNGLI

Poza ratowaniem niechcianej zieleni i pośredniczeniem w znajdywaniu jej nowego, lepszego miejsca, dziewczyny ze schroniska średnio raz na dwa tygodnie organizują roślinne warsztaty. Na początku nie były pewne, czy ten pomysł wypali, ale dziś chętnych jest więcej niż miejsc. Jeżdżą po całej Polsce i zarażają swoją pasją kolejne osoby. - Zainteresowanie totalnie nas zaskoczyło! Niedawno wróciłyśmy z warsztatów w Warszawie. Lista rezerwowa była tak długa, że spokojnie mogłybyśmy zorganizować dwie tury - mówi Monika.

Na warsztaty przychodzą zarówno dorośli, jak i dzieci. Każde spotkanie połączone jest z krótką lekcją biologii. Można pobawić się ziemią, powąchać mech, na moment zapomnieć, że jest się w centrum dużego miasta. - Uczymy szacunku do roślin i przekonujemy, że ich pielęgnacja nie jest wcale trudna. Woda i światło w odpowiednich proporcjach oraz właściwe podłoże wystarczą - zapewnia Milena.

LAS ZAMIAST OGÓRKÓW, MECH ZAMIAST DONICZKI

Każde z organizowanych przez dziewczyny spotkań ma temat przewodni. Raz robią betonowe doniczki, innym razem upcyklingowe osłonki z kartonu czy starych naczyń. Hitem są warsztaty z kokedamy, czyli japońskiej sztuki polegającej na uprawianiu rośliny w kuli mchu. Mech w tym przypadku pełni rolę naturalnej, podwieszanej donicy.

Równie popularne są warsztaty robienia ogrodów w słoiku. Jakiś czas temu odbyły się one w ramach Targu Roślinnego, który Schronisko zorganizowało we współpracy z bydgoskim Landschaftem. - Ludzie są zaskoczeni, że w słoiku, w którym kiedyś trzymali np. ogórki, można zasadzić miniaturowy las, i to w niecałą godzinę. Wystarczy wiedzieć, jakie rośliny można ze sobą łączyć. Całe szczęście, mamy w fundacji Kasię - śmieje się Monika. - To nasza skarbnica wiedzy. Studiowała projektowanie ogrodów i pracowała w ogrodzie botanicznym. To ona rozwiewa nasze wszystkie merytoryczne wątpliwości.

Założycielki Schroniska dla Roślin nie ukrywają, że zdają sobie sprawę, iż moda na bycie eko i życie w zgodzie z naturą - jak każda inna - może z czasem zmaleć, a nawet zupełnie przeminąć. - Obecnie jest na to szał. Powstają kawiarnie pełne roślin, ludzie chcą uprawiać warzywa w centrach miast, sadzić rośliny, wymieniać się nimi. W samej Warszawie jest tak wiele roślinnych inicjatyw, że przez moment poważnie zastanawiałyśmy się, czy jest sens, aby się tam pchać. Tymczasem ludzie wciąż do nas przychodzą. Jeśli za rok czy dwa ten trend przeminie, to jesteśmy przekonane, że i tak z raz wpojonej troski o rośliny jednak coś zostanie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City