Wtorek, 20 lutego 2018

Utopmy obrączki w wazonie - jak wyglądają polskie imprezy rozwodowe?

Pewnie pan myśli, że ułożyłam scenariusz imprezy rodem z Zachodu - z laleczkami voodoo i paleniem zdjęć? Absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Nawet jeżeli chcemy się bawić z takiej okazji jak rozwód, to ta zabawa też musi mieć swoje granice - mówi konsultantka ślubna Katarzyna Wojciechowska* w rozmowie z Tomaszem Skorym.

rozmawia Tomasz Skory

Imprezy rozwodowe? To się naprawdę u nas dzieje?
Tak, choć - przynajmniej na razie - są to tylko pojedyncze przypadki. Jak każda moda, rozwodówki przywędrowały do nas z Zachodu, a konkretnie z USA. W Europie, owszem, można się z tym spotkać, jednak tego typu imprezy odbywają się przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych.


Słyszałem, że w Europie prekursorem była Szwecja. Tam małżeństwa zwykle rozchodzą się w zgodzie, a że panuje wyznanie protestanckie, to mają na rozwody trochę inne spojrzenie.
Bez względu na to, czy mówimy o imprezach rozwodowych, czy o samych rozwodach, musimy pamiętać, że nasza kultura odgrywa tu istotną rolę. W Europie takie imprezy były, są i będą. Nigdy jednak nie przybiorą takiej formy, jaką obserwujemy w Stanach. Zaadaptowaliśmy już walentynki, część dzieci zbiera cukierki w Halloween, młodzi coraz częściej organizują baby shower, ale rozwodówki to co innego. Amerykanie potrafią zrobić imprezę ze wszystkiego. U nas fakt zabawy z okazji rozpadu związku małżeńskiego zwykle nie mieści się w głowie i jest nie do przyjęcia.

Pani jednak miała okazję organizować taką imprezę.
Tak, zgłosiła się do mnie para, której kilka lat temu organizowałam uroczystość ślubu. Wrócili do mnie tylko dlatego, że mieli do mnie pełne zaufanie. W trakcie przygotowań do ich ślubu i wesela zdążyliśmy się zaprzyjaźnić. Organizacja wesela trwa z reguły około 10-12 miesięcy, w trakcie których jestem w ciągłym kontakcie z narzeczonymi. To odpowiednio dużo czasu, by poznać parę, zaobserwować ich zachowania, wzajemne relacje. Konsultant ślubny to nie tylko organizator. Dla narzeczonych to przede wszystkim pomocnik i przyjaciel. Osoba, na którą mogą liczyć w każdym momencie przygotowań do tego najważniejszego dnia w ich życiu. Przez te kilka lat w zawodzie przyznaję, że stałam się też niezłym psychologiem. W przypadku tej pary byłam świadkiem kilku sytuacji, które wprowadziły sporą dozę niepewności, co do przyszłości tego związku. Nie byłam więc bardzo zaskoczona, gdy po dwóch latach zadzwonili do mnie z informacją, że będą się rozwodzić.

Zaraz, zaraz. To organizując im wesele, wiedziała już Pani, że może nic z tego nie wyjść?
Ten związek od początku był dla mnie niepewny. Nie wolno mi jednak ingerować w relacje narzeczonych. Kiedy dwoje ludzi zgłasza się do mnie z prośbą o pomoc w organizacji najpiękniejszego dnia w ich życiu, moim zadaniem jest spełnienie ich marzenia. Nie mogę odmówić klientom, bo widzę, że coś między nimi nie gra. Ale w moim biurze byłam już świadkiem wielu narzeczeńskich sprzeczek i z doświadczenia wiem, że zazwyczaj para - wcześniej czy później - dochodzi do porozumienia.

A kiedy nie dochodzi?
Trudniej jest, gdy w przygotowania do ślubu ingerują rodzice, najczęściej bowiem młodzi mają inne zdanie niż oni. Nierzadko też rodzice między sobą nie potrafią dojść do porozumienia. Każdy stara się mieć ostatnie słowo. Tak było w przypadku tej pary, o której wspomniałam. Dziewczynom łatwiej zaakceptować taką sytuację. Jeśli kobieta marzy o tym, by kiedyś ubrać białą suknię, to na ten rok przed ślubem nie myśli o niczym innym. Z mężczyznami jest zupełnie inaczej. Większość z nich nie lubi tego przedślubnego chaosu. Dziewczyny denerwują się, że narzeczeni nie podpowiadają im, jaką wybrać suknię. Panowie z kolei wychodzą z założenia, że przecież ich ukochana będzie wyglądała przepięknie, obojętnie jaką kreację wybierze. Zawsze powtarzam przyszłym pannom młodym,
że dużo lepiej będzie dla związku, gdy zostawią swoich mężczyzn w spokoju. Niech oni się po prostu pojawią na ślubie (śmiech).

Dlaczego tamta para zdecydowała się zrobić imprezę z okazji swojego rozwodu?
Ci ludzie rozstawali się w absolutnej przyjaźni. Dobrze czuli się w swoim towarzystwie i wszyscy myśleli, że małżeństwo jest im zwyczajnie pisane. Jednak była to prawdziwa przyjaźń, a nie miłość. To bardzo weseli, spontaniczni ludzie, więc uznali, że skoro się rozchodzą, to chcą o tym powiedzieć światu. Myślę, że gdyby nie zrobili tej imprezy, tylko rozeszli się tak po cichu, wtedy dopiero byłaby to dziwna sytuacja. A że mieszkali za granicą, w Wielkiej Brytanii, impreza rozwodowa nie była dla nich niczym nowym. Nie chcieli wrócić do kraju i wprawić znajomych w zakłopotanie, na zasadzie: „To jak teraz mamy was traktować?”. Zrobili imprezę, by pokazać przyjaciołom, że wszystko jest w porządku.

http://m.7dni.pl/2018/01/orig/79580-359698.jpg

Ciekawe, co o tej imprezie myśleli rodzice rozwodników...
Rodzina w niej nie uczestniczyła. Były co prawda bliższe kuzynki, ale rówieśniczki. Faktycznie, zarówno rodzice, jak i ciocie czy dziadkowie niekoniecznie by się dobrze bawili na rozwodówce.

Jak wyglądała ta impreza? Były jakieś niezwykłe atrakcje?
Pewnie pan myśli, że ułożyłam scenariusz rozwodówki rodem z Zachodu - z laleczkami voodoo i paleniem zdjęć. Absolutnie nic takiego nie miało miejsca. Nawet, jeżeli chcemy się bawić z takiej okazji jak rozwód, to ta zabawa też musi mieć swoje granice. Wydaje mi się także, że nikt u nas w Polsce nie chciałby mieć takiej typowej, „amerykańskiej” imprezy rozwodowej. Chociaż nigdy nie wiadomo, jak za 20 lat zapatrywać się będzie na rozwodówki kolejne pokolenie.

Palenia zdjęć nie było, ale nie uwierzę, że wszyscy po prostu siedzieli przy kotlecie...
Oj, nie. Przede wszystkim to była impreza wyjazdowa. Poza Bydgoszczą. Starałam się dopasować zabawne gadżety, barman przygotowywał drinki o nazwach nawiązujących do okazji, a DJ tak dobrał playlistę, by pojawiały się na niej kawałki w stylu „Facet to świnia”. Tort, zamiast piętrowy, był podany w dwóch kawałkach, a po wszystkim młodzi symbolicznie utopili obrączki w wazonie. Podsumowując: był lokal, catering, alkohol, DJ, tort, zabawy i nocleg, czyli te same elementy, co na weselu. Tylko sukni białej nie było! (śmiech)

A był jakiś dresscode? Czarna suknia?
Na tamtej rozwodówce nie było żadnego dress-code’u, ale z perspektywy czasu myślę, że dziś zrobiłabym z tego imprezę tematyczną. Byłoby ciekawiej. Wbrew pozorom nie tylko dzieci lubią się przebierać. Oczywiście zawsze znajdzie się w towarzystwie ktoś, kto się wyłamie i nie przebierze. Jednak gdy dojdzie co do czego, to wszyscy się na takich zabawach świetnie bawią. Myślę też, że dziś mogłabym zaproponować klientom jakiś dalszy wyjazd. Skoro mamy w ofercie śluby na Bali, to czemu nie rozwody?

Myślę, że przeszkodą, przez którą polskie rozwodówki nie przybiorą nigdy takiej formy, jak na Zachodzie, jest nie tylko mentalność, ale i finanse. Rozwód to w końcu spory wydatek i podział majątku, którego Polacy nie mają za dużo. A koszt takiej imprezy to prawie drugie wesele.
To prawda. U nas, ze względu na odmienne przepisy, wiele aspektów związanych z rozpadem małżeństw jest wciąż nieuregulowanych. Jeżeli nie zadba się o to przed ślubem, rozwód może być początkiem długiego i trudnego procesu, licznych wizyt w sądach i tak dalej. A w największych światowych stolicach działają już takie instytucje, jak hotele rozwodowe. To miejsca, w których w ciągu trzech dni można załatwić wszystkie formalności związane z rozwodami. Na Zachodzie zrobiono z tego kolejny biznes. I biorąc pod uwagę, jak wiele związków się tam rozpada, jest to dla nich bardzo opłacalne.

U nas też tych rozwodów jest wcale niemało. A Kujawsko-Pomorskie jest jednym z województw przodujących w tym rankingu.
Także ze strony czysto biznesowej jest to spory rynek. Ale u nas jeszcze przez wiele lat będzie to niezagospodarowana nisza. Nie da się tutaj tak od razu wszystkiego załatwić. Mamy inne przepisy, do tego dochodzą kwestie związane z Kościołem i przede wszystkim inna mentalność. Pojawia się też pytanie, czy faktycznie powinniśmy wszystko, co modne za oceanem, przenosić żywcem do siebie. Dla mnie organizacja imprezy rozwodowej jest mimo wszystko pewnego rodzaju dyskomfortem. Wolę organizować śluby i wesela, czyli wydarzenia, w których królują miłość i radość.

W ogóle jestem zaskoczony, że trafiła się Pani para, która chciała zorganizować coś takiego razem. Myślałem, że strony organizują to raczej oddzielnie.
Też miałam taki przypadek. Pan, któremu kiedyś przygotowywałam uroczystość, poprosił mnie o przygotowanie imprezy dla brata, który właśnie rozstał się z żoną. Chciał mu w ten sposób poprawić humor. Brat czuł się bardzo źle po tym, jak zostawiła go kobieta. To przypominało bardziej wieczór kawalerski, z tą różnicą, że nie brali w niej udziału tylko panowie. Było wiele atrakcji, striptizerki, tort w dwóch kawałkach, tematyczna muzyka i występ gwiazdy wieczoru. To wszystko sprawiło, że mężczyzna poprawił sobie samopoczucie, odreagował, a emocje związane z rozstaniem zeszły tego dnia na plan dalszy. Jego brat bardzo mi później dziękował.

I może to jest przepis na polską rozwodówkę? Spotkanie w gronie znajomych, którzy poprawią humor po rozstaniu?
Myślę, że w tym kierunku może to w Polsce zmierzać. Nie będą to natomiast imprezy organizowane przez firmy eventowe. Na początku mojej pracy w branży zdarzało mi się organizować wieczory panieńskie i kawalerskie, a dziś ich prawie w ogóle nie robimy. Narzeczeni sami sobie takie spotkania planują. Nie chcą już angażować w to ludzi z zewnątrz. I w przypadku rozwodówek może być podobnie.

*Katarzyna Wojciechowska



konsultantka ślubna, założycielka agencji eventowej Gold Event oraz Agencji Ślubny Serwis, regionalna koordynatorka akcji charytatywnej Panny Młode.

http://m.7dni.pl/2018/01/n/bfa3b-359696.jpg

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City