Piątek, 21 września 2018

"Zo" jak żywa

Nie szukała zemsty. Nie pastwiła się ani nad sobą, ani nad tymi, którzy po wojnie zgotowali jej ciężki los. Nie była zwolenniczką drastycznych rozliczeń z historią - mówi dr Katarzyna Minczykowska-Targowska*, autorka biografii Cichociemna. Generał Elżbieta Zawacka „Zo".

Z dr Katarzyną Minczykowską-Targowską*, autorką biografii Cichociemna. Generał Elżbieta Zawacka „Zo”, rozmawia Mariusz Sepioło

Jak poznała Pani Elżbietę Zawacką?
Studiowałam wtedy historię na trzecim roku. Moim promotorem i mistrzem był prof. Jan Sziling. Wiedział, że prof. Zawacka - wówczas jeszcze nie miała stopnia generała brygady - szuka osób do pracy (w założonej przez siebie Fundacji „Archiwum Pomorskie Armii Krajowej”, obecnie: Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej - przyp. red.). Mimo młodego wieku miałam doświadczenie i znałam specyfikę Pomorza. Poszłam na rozmowę kwalifikacyjną. Prof. Zawacka miała 88 lat, ale bardzo lubiła pracować z młodymi ludźmi i potrafiła ich do siebie przyciągnąć. Oczywiście, w miarę zaangażowania odpowiednio przykręcała nam śrubę. Była bardzo wymagająca, również wobec siebie. To od niej usłyszałam, że od pracy społecznej nie ma urlopu, że to praca całą dobę i cały rok. Prof. Sziling uprzedzał, żebym dobrze przemyślała decyzję o podjęciu współpracy z prof. Zawacką, a jeśli się zdecyduję, żebym wytrzymała chociaż rok (śmiech).


Wytrzymała co?
Pracę „pod dowództwem”. Nie była to praca od 8 do 15, ale po prostu służba, niemalże jak w armii, i to przedwojennej (śmiech). Mieliśmy konkretne zadania do wykonania, najlepiej „na wczoraj”. Przed prof. Szilingiem zobowiązałam się, że wytrzymam rok, ale zostałam nieco ponad 20 lat, w tym 12 pod dowództwem pani generał. Dziś jestem w radzie fundacji, realizuję projekty naukowe i koordynuję wszystkie zadania związane z postacią Zawackiej i Wydziałem Łączności Zagranicznej Komendy Głównej ZWZ-AK, w którym „Zo” była zastępcą szefa - Emilii Malessy. Gen. Zawacka angażowała się w gromadzenie materiałów dotyczących działalności konspiracyjnej jej pokolenia, także kobiet podczas wojny. Dziś niewiele wiemy o tym, jak ważną rolę odgrywały. Miały bardzo odpowiedzialne zadania, ginęły za ojczyznę tak samo, jak mężczyźni.

Lepszego przykładu niż Elżbieta Zawacka trudno szukać.
Była jedyną kobietą, która skoczyła ze spadochronem na terytorium Polski - w ten sposób wróciła do kraju i dołączyła do grona tzw. cichociemnych. Była to grupa ludzi szkolonych po to, by wesprzeć struktury Armii Krajowej. Komenda Główna wysyłała do Sztabu Naczelnego Wodza zapotrzebowanie na żołnierzy konkretnych specjalności. Kadr oficerskich brakowało w kraju, ponieważ wcześniej w Katyniu Sowieci wymordowali polską elitę wojskową, wielu żołnierzy zginęło we wrześniu 1939 roku, wielu przedostało się wraz z polskim rządem na Zachód. Dobrze wyszkoleni oficerowie byli zatem potrzebni. Szkolono ich w Anglii i Szkocji, po czym przerzucano nocą drogą lotniczą nad Polskę. Tych, którzy skoczyli ze spadochronem, było 316, w tym Elżbieta Zawacka. Ona jednak jako jedyna spośród 15 kandydatek powróciła do Polski do służby w szeregach AK. W momencie swojego skoku miała już bardzo duże doświadczenie bojowe, niejednokrotnie większe niż pozostali cichociemni. Doskonale wyszkolona była zwłaszcza w zakresie służby w warunkach konspiracyjnych.

Już na studiach działała w Przysposobieniu Wojskowym Kobiet.
Cała Europa liczyła się z wybuchem wojny. Polki zaangażowane w I wojnę światową służąc w Ochotniczej Legii Kobiet uważały, że odpowiednio wcześniej należy do działań wojennych przygotować także kobiecą część społeczeństwa. Powstało Przysposobienie Wojskowe Kobiet, które szkoliło je od 16. roku życia. Tworzono hufce szkolne funkcjonujące przy gimnazjach i akademickie działające na terenie uniwersytetów. Elżbieta Zawacka wstąpiła w szeregi PWK pod koniec 1930 roku, będąc już studentką matematyki na Uniwersytecie Poznańskim (dzisiaj Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu - przyp. red.).

Czego się nauczyła w PWK?
Terenoznawstwa, jazdy konnej, strzelania, organizacji pracy swojej i innych. Dziewczyny z PWK potrafiły wykarczować parę hektarów lasu, by stworzyć sobie obóz. Organizowano dla nich też szkolenia z umiejętności, które nazwalibyśmy „społecznymi”. Po to, by kobiety pomagały wszystkim tym, którzy nie walczyli z bronią w ręku - kobietom z dziećmi, osobom starszym, ale też żołnierzom, którzy wycofywali się z frontu. Zawacka szacowała, że w ten sposób przeszkolono ok. miliona Polek!

Sama miała ku temu predyspozycje?
Była silnym człowiekiem, nie bała się podejmowania trudnych wyzwań. Ale wpływ na nią miały też czasy, w których wzrastała. Odbudowywała się niepodległa Polska, a jednocześnie następowała emancypacja kobiet, które w 1918 roku otrzymały prawa wyborcze. PWK na pewno było dla niej bardzo atrakcyjną propozycją. Rodzice wychowali ją w duchu idei niepodległościowych, jej brat był oficerem Wojska Polskiego. To wszystko wpływało na jej wybory, ale też kształtowało charakter. Zawacka była zasadnicza, konkretna i zadaniowa.

Ostra babka?
Na pewno, choć sama z tego określenia nie byłaby zadowolona (śmiech).

Jan Nowak-Jeziorański mówił o niej, że podczas wykonywania ważnych zadań potrafiła ani razu się nie uśmiechnąć.
Przed wojną, w jej czasie i tuż po niej wielu mężczyznom nie mieściło się w głowie, by kobieta zajmowała się zadaniami wojskowymi. Zawacka była profesjonalistką i nie chciała być traktowana bez szacunku, niepoważnie, jako obiekt żarcików, flirtów. Dlatego zawsze zachowywała powagę. Miała robotę do wykonania i to było dla niej najważniejsze. Nie dała się sprowadzić do roli „ozdoby”. Taka postawa niektórych panów, zwłaszcza z kręgów zachodnich, wprawiała w osłupienie.

Jak wyglądały misje kurierskie Zawackiej?
W najważniejszą z nich wyruszała dwukrotnie. Miała dwa cele: poprawę łączności między Sztabem Naczelnego Wodza w Londynie a Komendą Główną AK w Warszawie oraz przedstawienie żądań gen. Stefana Roweckiego „Grota” na temat regulacji prawnych dotyczących sytuacji kobiet w Wojsku Polskim. Była taka zasada w konspiracji, że emisariusz, który miał przy sobie tajne dokumenty wojskowe, ale i ogromną wiedzę na temat funkcjonowania struktur AK oraz szerokie kompetencje nadane mu przez Komendanta Głównego, musiał iść całkowicie bezpieczną drogą. Gdy Elżbieta Zawacka wyruszyła z misją po raz pierwszy, po dotarciu do Paryża okazało się, że kurier, który dla niej sprawdzał trasę, został aresztowany przez gestapo. Zawacka zatem otrzymała rozkaz powrotu do Warszawy.

A za drugim razem?
W lutym 1943 roku przekroczyła granicę Generalnego Gubernatorstwa pociągiem i dotarła do Paryża, stamtąd dalej, w tendrze pociągu, do Vichy, następnie przedostała się do maleńkiej wioski pod Pireneje, które próbowała sforsować, co udało się za czwartym razem. Dostawszy się do Madrytu, udała się do Gibraltaru, skąd konwojem statków dopłynęła do Bristolu. Tam czekały na nią brytyjskie służby, które ją przesłuchiwały i po dwóch dniach została przewieziona do Sztabu NW. Nawet podczas angielskich przesłuchań nie zdradziła swoich prawdziwych danych personalnych. Przedstawiła się jako Elizabeth Watson, której rzekome prawdziwe nazwisko to „Zajkowska”. Nie ufała Anglikom, zależało jej na bezpośrednim dotarciu do polskiego rządu na uchodźstwie.

Musiała być niezwykle odważna.
I pewna siebie. O wyborze osób do tego typu zadań decydują nie tylko umiejętności, ale też cechy osobowościowe. Gdyby nie jej odwaga, determinacja i wiara ponad wszystko w to, co robi, nie byłoby tej misji ani wielu innych wcześniejszych i późniejszych, nie mniej niebezpiecznych zadań. Była bardzo konsekwentna. Jeśli coś sobie postanowiła, doprowadzała to do końca. Kiedy z nią pracowaliśmy, wiedzieliśmy, że nie akceptuje pracy na pół gwizdka.

Opowiadała o swoim życiu?
Tylko o służbie wojskowej, koleżankach z Armii Krajowej, podwładnych z Wydziału Łączności. Nigdy o życiu prywatnym. Przywoływała postaci, które były dla niej ważne. Bardzo rzadko wspominała też o więzieniu - została skazana przez komunistów na dziesięć lat, odsiedziała cztery. Mówiła tylko, że nie była katowana, jak inni działacze podziemia. Jednak z całą pewnością jej śledztwo nie było łatwe: nocne, wielokrotne przesłuchania, siedzenie całymi godzinami na odwróconym metalowym taborecie, operacja w więziennym szpitalu, a potem dwukrotne rewizje wyroku na jej niekorzyść. To wszystko miało ją złamać. Nie udało się. Wytrzymała i śledztwo, i kilka lat więzienia, w tym ponad rok w najcięższym więzieniu kobiecym dla więźniów politycznych - w Fordonie.

Wojna była dla niej traumą?
Była na tyle silna, że udźwignęła ten ciężar. Nie oceniała też tych, którzy mając to doświadczenie za sobą, psychicznie nie podołali. Z drugiej strony - i to wydaje mi się ważne - nie szukała zemsty. Nie pastwiła się ani nad sobą, ani nad tymi, którzy po wojnie zgotowali jej ciężki los. Nie była zwolenniczką drastycznych rozliczeń z historią. Ale ważne było dla niej to, by została zrehabilitowana. By to sąd uznał, że w czasach komunizmu skazano ją na podstawie nieprawdziwych zarzutów (o szpiegostwo - przyp. red.). Jednocześnie nie rozdrapywała ran. Kiedy ją poznałam, miała już świadomość, że czas mija szybko, a jej pokolenie odchodzi. Nie chciała, by zostało zapomniane, na czym bardzo zależało komunistom. Starała się zebrać jak najwięcej relacji, pamiątek. Spieszyła się.

Czego uczą nas postawy takich ludzi jak gen. Zawacka?
Tak jak mówił prof. Władysław Bartoszewski: że warto być przyzwoitym. Przykład gen. Zawackiej pokazuje, że zawsze warto coś robić, działać tu i teraz, dla dobra współczesnych ludzi. Prezentowała postawę, według której powinniśmy mieć szacunek do przeszłości i minionych pokoleń, ale dziś przede wszystkim patrzeć w przyszłość, myśleć zadaniowo.

Czym był dla niej patriotyzm w czasach pokoju?
Na pewno postawą obywatelską. Zawsze namawiała nas do brania udziału w wyborach. Patriotyzm był też dla niej angażowaniem się w inicjatywy poprawiające życie danej grupy czy społeczności. Działanie dla wspólnego dobra było dla niej bardzo ważne. Gen. Zawacka po wojnie mogła zostać na Zachodzie, ale uznała, że potrzebna jest tutaj, na miejscu. Wróciła, chociaż rzeczywistość nie była dla niej łatwa.

Jaki wpływ na Panią miało poznanie gen. Zawackiej i praca z nią?
Ogromny. Już przed poznaniem gen. Zawackiej byłam konkretna i zadaniowa, ale przy niej stałam się jeszcze stanowcza (śmiech). Swego czasu robiliśmy szkolenie dla pracowników fundacji „Dorotkowo”, którą od 10 lat prowadzę, i jednym z zadań było opisanie w dwóch, trzech słowach osoby siedzącej obok. Wszystkie koleżanki, które naprzemiennie siedziały obok mnie, napisały: „konkretna”.

Jakie są losy filmu o gen. Zawackiej?
Pracujemy nad tym, by mógł powstać film fabularny. Niestety, koszty takiego przedsięwzięcia są bardzo wysokie. Wierzymy jednak, że się uda. W tym roku opublikowaliśmy teaser pt. „Emisariuszka”. To krótki filmowy projekt, który - jeśli się uda - mógłby zostać rozwinięty w postaci filmu pełnometrażowego. Taki pomysł pojawił się już dawno. Przez niemal 30 lat gen. Zawacka nie zgadzała się na powstanie filmu o niej, uważała, że to strata czasu. Na dwa lata przed swoją śmiercią w końcu pozwoliła, by zaczęto pracować nad jej biografią. Myśleliśmy też o filmie dokumentalnym - ze względu na koszty. W końcu jednak doszliśmy do wniosku, że skoro są już trzy takie filmy o gen. Zawackiej, to może jednak warto wrócić do pomysłu fabuły. Ale skąd i jak zdobyć pieniądze?

No właśnie - skąd?
Z pomysłem przyszli do Fundacji panowie Jarosław Jaworski i Marcel Woźniak. Też uważali, że powinien powstać pełnometrażowy film o gen. Zawackiej, i to oni nam podpowiedzieli, że warto zacząć od teasera. No, ale i na sam teaser trzeba było zdobyć środki. Trwało to blisko dwa lata, w końcu się udało. Został on sfinansowany ze środków Gminy Miasta Torunia, Muzeum II Wojny Światowej i Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Bez nich nie byłoby ani filmiku, ani pierwszej pełnej biografii gen. Zawackiej „Cichociemna”. Scenariusz na podstawie tej biografii napisał Marcel Woźniak, adaptacji scenariusza dokonał Bartosz Żmuda, który też wyreżyserował nasz teaser, a główną rolę zgodziła się zagrać Katarzyna Bujakiewicz, równie zadaniowa jak „Zo”, dzięki czemu świetnie nam się razem współpracowało.

Jest fizycznie podobna do Zawackiej?
Bardzo. Kiedy zobaczyłam ją ucharakteryzowaną i w stroju z lat czterdziestych XX w., pomyślałam: „Zo - jak żywa”. I ją wyściskałam (śmiech).


*dr Katarzyna Minczykowska-Targowska


pracowała w Fundacji „Archiwum Pomorskie Armii Krajowej”, założonej przez gen. Elżbietę Zawacką w 1990 r. (obecnie: Fundacja Generał Elżbiety Zawackiej). Jest autorką m.in. biografii Zawackiej Cichociemna. Generał Elżbieta Zawacka „Zo”.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City