Piątek, 16 listopada 2018

Grzegorz Przesławski, twórca akcji "Bezdomna Bydgoszcz": Po prostu pomagam

Kiedy było minus 20, to zasypiając, myślałem o tych wszystkich ludziach, którzy w tym momencie spędzali noc pod gołym niebem. Na przykład pani Kasia. Adres: śmietnik. Wiele osób znało jej sytuację, nikt nie pomógł. Wkurzyłem się i oczywiście musiałem coś zrobić.

tekst: Mariusz Sepioło, zdjęcie: Tomasz Czachorowski

Koczują w pustostanach, śmietnikach, bramach, opuszczonych garażach. Czasem w lesie, bywa, że na gołej ziemi. Najtrudniej jest zimą, kiedy temperatury sięgają kilkunastu stopni na minusie. Wielu z nich nie jest w stanie przetrwać takich warunków.


Spotykamy ich na co dzień. Proszą o parę groszy, najczęściej na jedzenie, czasem na papierosy. Większość z nas odmawia.

- Panowie, czy macie może fajkę? - zagaja starszy pan w brudnych ubraniach, z długą brodą i foliową torbą wypchaną dobytkiem życia. Nie, ale mamy parę złotych. - Bardzo panom dziękuję i życzę miłego dnia - oddala się, a ja pytam, czy to jeden z nich.

- Nie, jego nie znam - mówi Grzegorz Przesławski, przedsiębiorca i twórca akcji „Bezdomna Bydgoszcz”. - Ale może kiedyś będę miał okazję.

ŻYCIE POD PRĄD

Grzegorz jest skromny. Dziwi się, że w ogóle ktoś chce o nim pisać. „Bezdomna Bydgoszcz” to akcja, która trwa głównie zimą. Teraz jest wiosna, temperatura rośnie, więc bezdomnym,
choć są ciągle w trudnej sytuacji, nie zagraża najgorsze.

Spotykamy się w śródmieściu Bydgoszczy, w siedzibie jego firmy „Everest”, zajmującej się m.in. remontowaniem kominów przemysłowych, pracami na wysokościach. Ekipa właśnie wyjeżdża „na robotę”. Grzegorz wszystkiego musi dopilnować, choć to nieduże zlecenie - usunięcie reklamy ze ściany budynku.

Wsiadamy do auta i po drodze na miejsce rozmawiamy o pomaganiu.

- Wiesz, wszyscy dzisiaj za czymś pędzimy - mówi Grzegorz. - Jesteśmy zajęci swoimi sprawami, mamy swoje zmartwienia. I rzadko kiedy rozglądamy się wokół. Nie zwracamy uwagi na tych, którym jest gorzej od nas.
- Ty zwracasz? - pytam.
- No, jakoś to mnie obchodzi. Przejmuję się ludźmi, dlatego im pomagam. Tak samo, jak przejmuję się zwierzętami, dlatego od 30 lat nie jem mięsa - śmieje się.

Ma 48 lat, pochodzi z Bydgoszczy. Prowadził wcześniej bary ze zdrową żywnością. Pierwszy założył, bo, jak mówi, „chciał mieć gdzie jeść”. Na co dzień w firmie zajmuje się czymś, co wzięło się z jego pasji - wspinaczki. Obecnie uprawia ją rekreacyjnie. Z umiejętności korzysta też w inny sposób. We współpracy z fundacją „Dr Clown” uczestniczy co rok  w „Zjeździe Superbohaterów”.  Ze swoimi pracownikami przebiera się za postaci z komiksów - Batmana, Spidermana i Supermana. Potem razem zjeżdżają po ścianie Szpitala Uniwersyteckiego nr 1 im. dr. A. Jurasza w Bydgoszczy na linach alpinistycznych. Chore dzieci mogą dzięki temu na chwilę zapomnieć o codzienności, a nawet przytulić swojego ulubionego superbohatera.

Grzegorz podobno zawsze się buntował. Za komuny - przeciw systemowi i szarej rzeczywistości. Wyrazem tego buntu był punk. Cały czas jest fanem takiej muzyki, w samochodzie ma sporo płyt, a gdy może, to jeździ na festiwale. I nadal żyje trochę pod prąd. - Nie chcę wyjść na kogoś, kto tylko narzeka, nie jestem sfrustrowany - mówi. - Ale wiele rzeczy w tym świecie i w tym kraju mnie wkurza. Jedną z nich jest ogólnie panująca znieczulica.

WSZECHOBECNA KONSUMPCJA

Któregoś dnia trzy lata temu jechał samochodem za miastem. W lesie przy drodze zobaczył pijanego, zataczającego się mężczyznę. Grzegorz zatrzymał się, podszedł do niego i zaproponował podwózkę. Tak się zaczęło.

Potem od straży miejskiej zdobył informacje, gdzie mogą przebywać bezdomni. Tych miejsc w Bydgoszczy są dziesiątki. To nie zawsze przysłowiowe „pod mostem”. Często ludzie, by znaleźć choćby fragment „własnej” przestrzeni, szukają opuszczonych budynków, ale też tuneli ciepłowniczych, w których mogliby się ogrzać. Kiedy „Bezdomna Bydgoszcz” doczekała się profilu na Facebooku, Grzegorz zaczął dostawać wiadomości z kolejnymi lokalizacjami. Akcja skupiła też wokół siebie kilkunastu wolontariuszy - prywatnych osób, którym chciało się zrobić coś dla innych.

Grzegorz Przesławski: - Kiedy było minus 20, to zasypiając, myślałem o  tych wszystkich ludziach, którzy w tym momencie spędzali noc pod gołym niebem. Nie mogłem obok tego przejść obojętnie. Na przykład pani Kasia. Adres: śmietnik. Wiele ludzi znało jej sytuację - nikt nie pomógł. Wkurzyłem się i oczywiście musiałem coś zrobić. „Wyciągnąłem” ją z tego śmietnika, przewiozłem do jadłodajni, potem do hostelu. Pomogłem wyrobić dowód osobisty i znalazłem dla niej miejsce w ośrodku terapeutycznym. 

Skąd bierze się znieczulica? - Jedni ludzie myślą o tym, jak przetrwać do pierwszego, a ci bogatsi - jak mieć jeszcze więcej. Takie są dzisiaj ludzkie potrzeby - mówi Grzegorz. - Wokół panuje wszechobecna konsumpcja.  Przeważnie każdy myśli tylko o sobie i  swoich przyjemnościach. Nie ma miejsca i czasu na pomaganie innym ludziom.

„Bezdomna Bydgoszcz” to konkretne wsparcie dla konkretnych ludzi. Zupa i kawa na ogrzanie się, czasem ciepłe ciuchy, szukanie noclegu, ale też rozmowa, uwaga. Grzegorz Przesławski dociera do bezdomnych i poznaje ich potrzeby. Pan Piotr mieszka pod gołym niebem na obrzeżach miasta? Przyda się przyczepa kempingowa - dla niego będzie to luksus. Pani Basia jest w stanie zapłacić 300 zł miesięcznie za wynajęcie pokoju? Potrzebna jest dobra dusza, która zechce ją przyjąć pod dach.

Czasem pomoc potrafi zmienić czyjeś życie o 180 stopni. Tak było w przypadku Rafała, Janusza, Wiesława albo rodziny trzyosobowej z  ul. Toruńskiej. Dzięki akcji otrzymali od bydgoskich firm kontenery mieszkalne. Łukasz w najgorsze mrozy spał na ziemi. Jego przypadek pokazuje, że nie potrzeba wiele. „Kilka porannych wizyt u Łukasza z gorącą zupą i kawą w mroźne dni, kilka noclegów w hostelu, rozmowy, przekazanie czystych ubrań, zakup jedzenia i środków czystości. Razem 200-300 zł” - pisał na Facebooku Grzegorz. Najważniejsze dla Łukasza było jednak znalezienie pracy. I to też się udało.

Pieniądze pochodzą nie tylko od prywatnych osób. - Jakiś czas temu wysłałem maile z prośbą do 3 tys. bydgoskich firm. Odpowiedziało kilka - mówi Grzegorz Przesławski. - M.in. dzięki tej pomocy udało się nieco „naprawić” parę pustostanów - wymurować ścianę, zreperować gdzieś zamek do drzwi, gdzieś indziej wstawić okna.

„Bezdomna Bydgoszcz” nie dąży do sformalizowania. Nie jest fundacją ani stowarzyszeniem, tylko wolnym, oddolnym ruchem. - W akcji chodziło też o to, żeby zdopingować do pomocy innych. Stąd profil na Facebooku - opowiada Grzegorz. - Nie było to łatwe, bo ludzie najczęściej się od takich problemów odwracają. Na szczęście zgłosiły się osoby, które zaczęły np. organizować zbiórki jedzenia czy środków czystości.

KOCHA JAK BRATA

- Jak wygląda kontakt z bezdomnymi? - pytam.

- Na początku bywa trudno - mówi Grzegorz. - To są ludzie, którzy mają za sobą najgorsze życiowe doświadczenia. Niełatwo zdobyć ich zaufanie. Ale w końcu zaczynamy się trochę lepiej poznawać, a później jestem już „swój”. Jeden powiedział mi, że „kocha mnie jak brata”. Wiesz, oni często poza mną nie mają nikogo. Niektórym załatwiłem telefony komórkowe, więc mamy kontakt.

W ubiegłym roku w Bydgoszczy bezdomnych było 381 - tylu doliczył się urząd miasta. Działacze społeczni mówią, że może być ich nawet 500. W województwie kujawsko-pomorskim funkcjonuje łącznie 27 placówek, które udzielają schronienia, oraz 34 placówki zapewniające posiłek. Łącznie to 1,3 tys. miejsc, przy ok. 1,8 tys. wszystkich potrzebujących takiego wsparcia w regionie. Z informacji Regionalnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Toruniu wynika, że najczęstszymi przyczynami bezdomności są uzależnienia oraz brak stałych dochodów. Innym powodem jest m.in. opuszczenie zakładu karnego czy rozpad rodziny.

- Nigdy nie wnikałem, dlaczego ich sytuacja jest taka, a nie inna. Po prostu pomagałem - mówi Grzegorz. - Pytasz, czego to uczy. Na pewno większej wrażliwości. Z drugiej strony, mam silny charakter i jestem raczej twardy. Nie bałem się wchodzić w różne ciemne zakamarki, pustostany i tam nawiązywać kontakty.

Dawniej na ruchliwym rondzie Toruńskim w Bydgoszczy często widział mężczyznę, który prosił zatrzymujących się kierowców o parę złotych. Mimo mrozu chodził w lekkich butach i cienkiej kurtce. Grzegorz z kumplem postanowili zrobić niecodzienny happening - postawili tam znak „stop” z dopiskiem: „Przygotuj 1 zł dla potrzebującego, który stoi na dole przed rondem”.

Komentarze na Facebooku pod informacją o akcji nie napawały optymizmem. Ale Grzegorz uodpornił się na hejt. Zawsze pojawi się ktoś, komu „Bezdomna Bydgoszcz” się nie spodoba. - Nauczyłem się z tym żyć - mówi Przesławski. - Nie przejmuję się i robię swoje.

Na akcję ze znakiem „stop” Grzegorz założył charakterystyczną maskę  aktywistów Anonymous, która stała się symbolem sprzeciwu wobec systemu i władzy. Potem razem z kumplem stanęli z boku i patrzyli, jak kierowcy zatrzymują się, odsuwają szybkę i dają mężczyźnie po kilka złotych.

Teraz wspomina z uśmiechem: - No, takie akcje to ja lubię. Niech się ludzie trochę otrząsną.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City