Wtorek, 25 września 2018

KOMUNIKATYWNY - czyli jaki?

Dzieci uwielbiają wcielać się w postaci rycerzy, piratów i księżniczek… Tworzą dialogi, przemawiają jak ich ulubieni bohaterowie. U nas dzieje się to po angielsku i podczas zabawy klockami Lego - mówi Izabela Wika-Wiśniewska, założycielka nowej bydgoskiej szkoły językowej Really Nice English, w rozmowie z Justyną Król.

Miasta Kobiet

Tagi: miasta kobiet nauka rozwój język angielski kobieca perspektywa mama

21 czerwca 2018, aktualizowano: 21-06-2018

Czy znajomość języka angielskiego jest jeszcze naszą narodową piętą achillesową?
Zależy, co mamy na myśli. Rozumiemy dużo więcej, bo język angielski jest dziś wszechobecny i osłuchujemy się z nim nawet mimo woli. Rośnie też grono osób, które potrafiłyby porozumieć się po angielsku poza krajem, ale co to tak naprawdę znaczy porozumieć?


W CV Polaków często widujemy tzw. angielski komunikatywny…
Bardzo nie lubię tego określenia - kojarzy mi się z odtwarzaniem dialogów z płyt, by zapamiętać podstawowe zwroty. Dzisiejszy młody człowiek w moment poradzi sobie z nawiązaniem kontaktu w języku angielskim, bo to język globalnej wioski. Kupienie jajek na śniadanie podczas pobytu w Londynie nie jest już wyzwaniem dla nikogo. Powinniśmy dążyć do tego, aby ta komunikacja była na jak najwyższym poziomie. Bądźmy świadomymi użytkownikami języka. Nie zadawajmy już pytania „Do you speak English?”, ale „How do you speak English?”.

Dlatego taki nacisk kładzie się dziś na mówienie w  języku angielskim już u dzieci? Wstyd znać jedynie podstawy ze szkoły?
Angielski jest nam coraz bardziej potrzebny, i to już od najmłodszych lat. Klasy w polskich szkołach nadal w  większości są liczne i podczas lekcji w takich grupach trudno jest umożliwić każdemu uczniowi częste wypowiadanie się. Tymczasem kluczem do sukcesu w nauce dzieci języka obcego jest ciągłe rozbudzanie entuzjazmu i  chęci. Ucząc małą grupę, możemy to osiągnąć, traktując bardzo indywidualnie każdego ucznia. Takie podejście jest konieczne, zwłaszcza że dzieci są obecnie przebodźcowane, przez co jeszcze trudniej o ich koncentrację i odnalezienie szczerej, głębokiej fascynacji językiem obcym. W dużej grupie potencjał dziecka nie zostanie wydobyty.

Pochodzi Pani z rodziny nauczycielskiej?
Skądże. Ale predyspozycje do pracy w tym zawodzie chyba mam od dziecka (śmiech). Już jako dziewczynka w szkole podstawowej uwielbiałam dzielić się wiedzą, bawić się w nauczycielkę. Uczniem był zwykle mój młodszy o kilka lat sąsiad Krzyś, a za tablicę służyła nam meblościanka w moim pokoju.

Były to lekcje języka angielskiego?
Niekoniecznie, choć z językami obcowałam od najmłodszych lat. W czasach bez internetu odkrywało się język obcy dzięki telewizji anglojęzycznej i niemieckojęzycznej - VIVA, MTV, BBC… Tego się nie zapomina. Odgrywało się scenki z teleturniejów, śpiewało zagraniczne piosenki. Pierwszej kasety New Kids On The Block namiętnie słuchałam chyba już mając siedem lat - z uchem przytkniętym do „jamnika”, by wysłyszeć każde słowo. Bardzo lubiłam otaczać się językami obcymi. Z czasem zrodziło się moje zamiłowanie kulturą krajów anglosaskich i tamtejszym lifestylem. Gdy rodzice oglądali zagraniczne filmy, wsłuchiwałam się w zagłuszane lektorem słowa i dopytywałam, co one oznaczają, a kiedy spotkaliśmy gdzieś obcokrajowców, od razu wyostrzał mi się słuch i chciałam zrozumieć, co oni mówią. Byłam zafascynowana brzmieniem języków obcych i chyba dlatego złapałam bakcyla.

W dobie internetu i dostępności urządzeń mobilnych łatwiej czy trudniej otoczyć dzieci językiem?
W jakimś sensie na pewno jesteśmy na niego mniej wrażliwi, przyzwyczailiśmy się, że jest wszechobecny. Dlatego tym bardziej należy sięgać po niego świadomie, wybierać trafnie. Może on zaistnieć w domowych warunkach - podczas oglądania filmu, programów na YouTube, korzystania z mediów społecznościowych czy nawet grania w anglojęzyczną grę. Jednak dopiero w ramach zorganizowanych zajęć nadamy tej nauce właściwy rytm.

Jak wyglądają współczesne pozaszkolne zajęcia językowe dla dzieci?
Od siedzenia w ławkach już się raczej odchodzi, choć pewnie dla wielu jest to skuteczna forma zdyscyplinowania. My, widząc potrzebę ekspresji dzieci, zdecydowanie nie chcemy ich ograniczać, krępować. Zwłaszcza że bardzo różnią się od siebie. Sama mam dwoje w podobnym wieku, o zupełnie innych temperamentach - córeczka jest wulkanem energii, a synek przeciwnie. Każde z nich potrzebuje odrębnego traktowania, by otworzyć się na język. Właśnie w tak zindywidualizowany sposób podchodzimy do podopiecznych w naszej szkole. To, czego ich uczymy, nie jest tylko mówieniem, ale też formą użycia „body language”, bo język obcy to też pewien rodzaj aktorstwa. Dzieci wcielają się w role, podpatrują mimikę i gesty obcokrajowców. Często, mówiąc po angielsku, wygłupiamy się razem przed lustrem. Chcemy, by było swobodnie. Tym sposobem naturalnie i bez presji zanurzamy dzieci w języku. A osoba otoczona językiem obcym od najmłodszych lat ma większą łatwość w jego przyswajaniu.

Proponuje Pani też lekcje oparte na zabawie klockami Lego. Chyba pierwsze takie w Bydgoszczy…
Tak, powstał w naszej szkole Storytelling Lego Club. Dzieci w zabawie uwielbiają wcielać się w postaci rycerzy, piratów i księżniczek… Tworzą dialogi, przemawiają jak ich ulubieni bohaterowie. U nas dzieje się to po angielsku i podczas zabawy klockami Lego. Zaczynamy od Lego Duplo, ale starsze dzieci mają już te mniejsze klocki. Poznają kolory, kształty, podstawowe czynności, a  potem używają słów, które poznały, opowiadając historie swoimi postaciami. Taka komunikacja między sobą w zabawie jest dla nich w pełni naturalna, a zdecydowanie przełamuje barierę w mówieniu po angielsku.

A jak to wygląda u młodzieży?
Zajęcia z nastolatkami opieram na wystąpieniach TED, czyli krótkich przemówieniach na różne tematy. Współpracujemy również w różnych celach egzaminacyjnych.

Skąd pomysł na taką akurat formę zajęć?
Jest niesamowicie rozwijająca. Dzisiaj prezentowanie siebie jest niezmiernie ważne, a powerpointowa prezentacja to już zdecydowanie za mało. Nasz „body language” i umiejętność swobodnego wypowiedzenia się na każdy temat mają siłę, dlatego uczymy tego nastolatków przy okazji poznawania języka angielskiego…

Sprytne. Pewnie skupiając się na trudnościach z konstruowaniem zdań po angielsku, zapominają o stresie związanym z samym przemawianiem i występowaniem…
Zdecydowanie tak. To się dzieje jakby przy okazji. Koncentrujemy się na rozbudzaniu ciekawości wybraną tematyką. Nasi nastolatkowie nierzadko sami dobierają content, zgodnie ze swoimi fascynacjami z życia codziennego. Dużo mówimy o pasjach. Wspólnie je analizujemy i wyłuskujemy to, co najważniejsze, co daje do myślenia, na czym można oprzeć dyskusję. Mamy też dyskusyjny klub filmowy, gdzie konkluzja typu „it was a nice film” to dla nas mało. Uczymy się spierać, konfrontować różne punkty widzenia, a nawet konstruktywnie rywalizować o swoje racje. Taka burza mózgów w języku angielskim odbywa się u nas zawsze w kameralnym gronie i sympatycznej atmosferze.

To się z pewnością później przydaje…
Dzisiejsze nastolatki dużo częściej wyjeżdżają - na zagraniczne wakacje, obozy, wymiany językowe czy do pracy na lato, gdzie mogą w praktyce sprawdzić swoje umiejętności językowe. Naszym celem jest, aby potrafiły nie tylko zamówić obiad, taksówkę czy kupić bilet do muzeum, ale wyrazić swoje zdanie na każdy temat. Porozmawiać z rówieśnikami o muzyce, kinie, sporcie, poglądach politycznych czy wspomnieniach z dzieciństwa. Kto wie, może zechcą studiować poza Polską? Dodam jeszcze, że nie trzeba być osobą wielce ekspresyjną, aby posiąść umiejętności swobodnego porozumienia się i wyrażania własnego zdania w języku obcym. W naszej szkole obalamy mit, że introwertycy są kiepskimi mówcami. „Practice makes progress!” - to nasza dewiza.

Swoje dzieci uczy Pani sama?
Nie, nie uczę. Z angielskim mają kontakt codziennie w anglojęzycznym przedszkolu. Nie prowadzę dla nich lekcji w domu, ale jesteśmy aktywnie otoczeni językiem każdego dnia. Mamy swoje rytuały w języku angielskim - bawimy się po angielsku, czytamy, śpiewamy, wystawiamy teatrzyki…

Uczą się u Pani także dorośli…
Oczywiście, jest i miejsce dla dojrzalszych adeptów nauki. Zwykle są to osoby z jakąś przeszłością językową, czynne zawodowo bądź też nie. Podzieliłabym je na te potrzebujące języka biznesowego lub branżowego i te, które potrzebują angielskiego do celów prywatnych. Tej drugiej grupie język obcy ma np. ubogacać wyjazdy zagraniczne, pomagać w porozumiewaniu się podczas spotkań w gronie obcokrajowców - ten rodzaj nauczania określiłabym mianem „lifestyle English”.

W żadnym wieku nie jest za późno na naukę?
Jeśli jest motywacja, wszystko możemy zrobić w sferze języka - bez względu na wiek i etap życia. Bywa, że w jakimś momencie nauczania powstaje blokada, powstrzymująca nas przed swobodnym wyrażaniem myśli, ale przychodzi czas, kiedy chcemy się z nią zmierzyć. Nic nie stoi na przeszkodzie, by się jej pozbyć – zapraszam!

Really Nice English to:
• aktywna nauka języka angielskiego dla dzieci, młodzieży i dorosłych
• zajęcia indywidualnie lub w małych grupach
• całkowita ekspozycja na język poprzez kontakt z zaangażowanymi lektorami, komunikującymi się wyłącznie po angielsku
• wartościowe, a zarazem interesujące materiały dydaktyczne
• komfortowe warunki nauki
• lokalizacja w samym sercu Bydgoszczy
• miejsca parkingowe do dyspozycji kursantów

DOŁĄCZ DO NAS



Really Nice English
ul. Jagiellońska 111/31
85-027 Bydgoszcz


ZAPISY TRWAJĄ!

Chcesz wiedzieć więcej? ZNAJDŹ NAS: www.reallyniceenglish.pl
ZADZWOŃ: 515 464 900 NAPISZ: biuro@reallyniceenglish.pl

http://m.7dni.pl/2018/06/orig/81feb-359860.png

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City