Wtorek, 25 września 2018

Marta Wojdat: Mężczyźni podchodzą do mnie ostrożnie. A przecież nie ma się czego bać!

Kontuzje to dla mnie bardziej wyzwanie niż problem. Kiedy masz uszkodzoną górną kończynę i nie możesz nią ruszać, to wtedy kombinujesz, jak w najlepszy sposób użyć reszty ciała.

Z Martą Wojdat*, zawodniczką sztuk walki, rozmawia Tomasz Skory

Tagi: miasta kobiet marta wojdat tomasz skory mma sztuki walki jej pasja

27 czerwca 2018, aktualizowano: 27-06-2018

O, masz limo. Kto Cię tak urządził?
Wróciłam właśnie z Mistrzostw Europy w MMA, gdzie oberwałam od jednej z dziewczyn. Ledwo mnie drasnęła, ale trafiła w to samo miejsce, w które miesiąc temu uderzył mnie kolega na treningu i się odnowiło.


Wiem już, że na tych mistrzostwach zajęłaś trzecie miejsce. Przez telefon nie brzmiałaś jednak na zadowoloną. Liczyłaś na więcej?
Nie cieszę się, bo wiem, że mam duży potencjał i że mogłabym być jeszcze lepsza. Na pewno stać mnie na więcej.

Jesteś ambitna. Studiujesz psychologię, zdobywasz stypendia naukowe, wzorowo się uczysz… a po godzinach tłuczesz ludzi na ringu. Nie masz wrażenia, że coś tu nie pasuje?
Myślę, że nie. Nigdy nie patrzyłam na to, jak na kontrasty. Jedno i drugie to pasja, może i nawet ze wspólnym mianownikiem - psychologią sportu.

A jako dziecko byłaś typem grzecznej dziewczynki czy rozrabiaki?
Kurczę, chyba byłam trochę taką łobuziarą. Mam film z dzieciństwa, jak gonię siostrę i okładam ją drewnianą łyżką po głowie - przepraszam za ten incydent! (śmiech) Wychowałyśmy się w okolicy, gdzie było pełno dzieci w naszym wieku. Codziennie więc bawiłyśmy się na podwórku w różne, często niebezpieczne zabawy, które oparte były na rywalizacji. Kilka razy byłam zmuszona zmienić klasę przez przeprowadzki lub dziecinne konflikty, ale zawsze miałam nie najgorsze stopnie.

W którym momencie stwierdziłaś, że chcesz nauczyć się bić?
Sztuki walki trenuję od niedawna. W podstawówce byłam bardzo aktywna, dużo biegałam, ale później miałam dłuższą przerwę. Dopiero cztery lata temu postanowiłam to zmienić, zaczęłam znowu codziennie biegać, chodzić na siłownię. Specjalnie wybrałam taką, na której były zajęcia z boksu. Poszłam na nie i  okazało się, że dają mi mnóstwo radości! W tym samym miejscu było jeszcze K1. Później zapisałam się już do typowego klubu MMA. Po drugim treningu zaczęłam zastanawiać się, czy mogę kiedyś być w tym najlepsza. Policzyłam sobie, ile kobiet trenuje MMA, ile czasu potrzeba na treningi, i oszacowałam, że jeszcze przed 30. rokiem życia mam szansę dostać się do UFC. Jest to trochę szalone marzenie, ale wykonalne.

Jak wyglądają teraz Twoje treningi?
Gdy zaczynałam, to miałam wrażenie, że będzie jak z bieganiem. Biegać można tyle, ile „pary w nogach” - nasze ciało nie ma wyznaczonych granic, a im więcej trenujemy, tym jesteśmy w stanie przebiec dłuższe dystanse z lepszym czasem. Jednak w sztukach walki „coraz więcej” często nie znaczy „coraz lepiej”. Trzeba pracować w  przemyślany sposób. Aktualnie mam dziennie jeden trening siłowy i jeden trening sztuk walk, potem dzień aktywnego relaksu. Moim głównym klubem jest Golden Dragon, gdzie trenuję MMA pod okiem Damiana Domachowskiego, K1 z Michałem Grabarkiem i boks z Rafałem Okońskim. Dodatkowo chodzę do klubu XYZ, w którym ćwiczę brazylijskie jiu-jitsu u Macieja Tazbira, a w Centrum Kultury Fizycznej i Sportu UKW mam jeszcze treningi siłowe i judo pod okiem dr. Ryszarda Pujszy.

Miałaś już jakieś poważniejsze kontuzje?
Tylko parę drobnych, ale za każdym razem było to bardziej wyzwanie niż problem. Kiedy masz uszkodzoną górną kończynę i nie możesz nią ruszać - nie z powodu bólu, tylko przez „mechanizm” - to wtedy kombinujesz, jak w najlepszy sposób użyć reszty ciała.

Chcesz powiedzieć, że trenowałaś, nie mogąc poruszać ręką?!
Tak. Wydaje mi się, że sportowcy to taka grupa ludzi, na których wszystko szybko się goi. Ciało, które jest przyzwyczajone do wysiłku i wie, że niebawem znów je to czeka, musi się szybko zregenerować. Ludzie mają różne reakcje na podobny ból. To zależy m.in. od wzorców emocjonalnych, mechanizmów obronnych ego i sposobów radzenia sobie w trudnych sytuacjach.

http://m.7dni.pl/2018/06/orig/e2bec-359864.jpg

Rodzice nie próbowali wybić Ci walk z głowy?
Nie mówią, że to niebezpieczne? Nie. Myślę, że nawet są zadowoleni. Nie interesują się aż tak sztukami walki, ale dopingują mnie. Kiedy jadę na zawody, mama powtarza „tylko wal mocno!”. Niektórzy ludzie spędzają wolny czas na siedzeniu w pubach do bladego świtu. Trenowanie nie jest najgorszą alternatywą. Środowisko, w jakim przebywamy, jest bardzo ważne. Cieszę się, że Bydgoszcz stała się aktywnym miastem, które umożliwia zdrowy styl życia.

A nie boisz się krzywego nosa czy porozcinanych warg?
Jakoś nigdy się tym specjalnie nie przejmowałam. Ludzie często boją się tego, czego nie znają. Miałam już problem z  nosem, na drugi dzień po walce dosłownie nie poznawałam swojej twarzy w lustrze, ale później wszystko „wsiąkło” i wyglądam normalnie. Poza tym, w razie czego mogę się zaszpachlować (śmiech).

Niewiele jest chyba dziewczyn w tym sporcie? Na zdjęciach z klubu prawie zawsze jesteś z samymi kolegami.
Na zajęciach MMA jestem jedyną kobietą w zaawansowanej grupie i - jak zauważył mój trener - jedyną dziewczyną w Bydgoszczy startującą w tej dyscyplinie. Jednak w Dragonie mamy bardzo dobre dziewczyny startujące w K1, a w klubie XYZ są również dobre zawodniczki BJJ. Jest nawet grupa boksu tylko dla pań.

Lepiej Ci się ćwiczy z facetami?
Nie wiem, dlaczego, ale wydaje mi się to bardziej… normalne. Chyba po prostu przyzwyczaiłam się do trenowania z  kolegami. Ale na pewno dobrze jest od czasu do czasu powalczyć z kimś w swojej wadze, żeby przyzwyczaić się do ciężaru, z jakim będziemy mieli do czynienia na zawodach.

Masz chłopaka?
Nie mam.

Jakich cech wypatrujesz u  mężczyzn? Bardziej kręcą Cię sportowcy czy naukowcy?
Dobrze, żeby był to ktoś wysportowany. Niekoniecznie zawodnik, raczej osoba, która po prostu lubi się ruszać. Ktoś, kto nie ćwiczy, może próbować odciągnąć mnie od treningów, mówić „zostań dziś w domu”, a nie ma takiej opcji! Na pewno musi to być osoba, która ma też olej w głowie oraz z którą będę dobrze się dogadywać. Bezkonfliktowy, wysoki optymista.

Jak faceci reagują, gdy dowiadują się, że walczysz w MMA?
Jedni trochę się dziwią i wypytują o wszystko. Inni uważają to za normalne, może dlatego, że sami mają jakieś zainteresowania. Z niektórymi mam dużo wspólnych tematów o siłowni i jedzeniu. Ale są i tacy, którzy przytakując, pewnie wyobrażają sobie, że pomyliłam te trzy litery z jakąś nazwą fitnessu. Ostatnio spotykam też facetów, którzy udają, że patrzyli gdzie indziej, gdy dostrzegą limo po drugiej stronie mojej twarzy (śmiech). Znajomi powiedzieli mi kiedyś, że jestem kobietą, do której mężczyźni podchodzą ostrożnie. O dziwo, nawet ci, którzy nie wiedzą, że trenuję sztuki walki. Może mam coś takiego w  wyglądzie lub charakterze? A przecież nie ma się czego bać.

Co trzeba mieć w sobie, żeby osiągnąć sukces w MMA? Tak na start?
Trzeba lubić się bić (śmiech). Na pewno bardzo ważne jest to, jak szybko człowiek się uczy. Jest wiele technik i potrzeba dużo czasu, by je opanować. Siłę, szybkość i wytrzymałość da się zrobić, ale trzeba mieć motywację, by powtarzać kolejne ćwiczenia. To wymaga dyscypliny.

Masz jakiś swój rytuał - coś, co robisz przed zawodami?
Mam taką potrzebę uporządkowania wszystkiego w kalendarzu na następne trzy miesiące. Jak jest porządek, to mam spokojną głowę i wiem, że jestem dobrze przygotowana. Z kolei po zawodach zawsze zostaje we mnie jeszcze energia i zastanawiam się, co mogę zrobić. Kiedyś posprzątałam szafę. Innym razem zapisałam się na półmaraton. Pobiegłam następnego dnia i miałam całkiem dobry wynik.

Trenujesz w  dwóch klubach, chodzisz na siłownię, a jeszcze znajdujesz czas na studia i  działalność naukową. Jak to wszystko godzisz?
Wszystko zależy od planu dnia. Czasami im więcej mamy do zrobienia, tym jesteśmy lepiej zorganizowani. Pomaga mi to, że nie jestem perfekcjonistką. Trzeba wybierać najważniejsze rozdziały, a nie czytać całe książki. Wiedzieć, na czym warto się skupić.

Co chciałabyś robić po studiach?
Chciałabym zostać psychologiem w wojsku. Skończyłam szkolenie Legii Akademickiej i w te wakacje zostanę kapralem. Oprócz tego kończę weekendową szkołę masażu, więc w razie czego mam - dosłownie - fach w ręku. Chodzi mi po głowie też taki szalony pomysł, by wyjechać na doktorat do Stanów Zjednoczonych, ale czas pokaże, czy się dostanę.

*Marta Wojdat



studentka psychologii, dwukrotna stypendystka naukowa Rektora UKW, dwukrotna laureatka konkursu „Curie Awards” dla młodych naukowców. Trenuje boks, K1, judo, brazylijskie jiu-jitsu i startuje w walkach w formule MMA. Zdobyła dwa brązowe medale na Akademickich Mistrzostwach Polski w BJJ, drugie miejsce na Pucharze Polski w MMA i trzecie na Mistrzostwach Europy Amatorskiego MMA.

http://m.7dni.pl/2018/06/orig/482d6-359867.jpg

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City