Wtorek, 25 września 2018

Słońce nie jest naszym przyjacielem

Owszem, opalenizna kusi, ale biologicznie nie ma uzasadnienia. Każde opalanie, nawet w niedużej dawce, będzie zwiększało ryzyko rozwoju nowotworu skóry.

Z dr. n. med. Markiem Jankowskim*, specjalistą dermatologiem, rozmawia Jan Oleksy

Tagi: miasta kobiet marek jankowski jan oleksy zdrowie opalanie

4 lipca 2018, aktualizowano: 06-07-2018

Opalenizna nie jest już modna, ale z kolei alabastrowa skóra po powrocie z wakacji świadczy o nieudanym urlopie...
Przede wszystkim z punktu widzenia dermatologa opalanie się nie jest zdrowe. Każde opalanie, nawet w niedużej dawce, będzie zwiększało ryzyko rozwoju nowotworu skóry. Istotne jest nie tylko to, jak mocno się opalimy, ale także, jaka jest kumulatywna ekspozycja na słońce.


Czas ekspozycji?
Nawet jeżeli jest to niewielki stopień opalenia, ale przebywamy na słońcu przez długi okres naszego życia - ma to negatywne konsekwencje. Pacjenci odwiedzający mnie z powodu nieczerniakowych nowotworów skóry to najczęściej osoby, które wykonują zawód rolnika, budowlańca czy drogowca. Codzienną ekspozycją na słońce przez lata niestety „zapracowali sobie” na nowotwór.

Pewną ochroną może być jednak ciemna karnacja skóry?
W Polsce wiele osób ma pierwszy i drugi fototyp skóry - czyli ten bardziej wrażliwy na słońce - i opala się często z poparzeniem słonecznym. W takich przypadkach ryzyko nowotworu zawsze będzie większe. Ewolucyjnie ludzie z jasną karnacją są przystosowani do życia dalej od równika. W krajach afrykańskich mieszka ludność, która przez setki tysięcy lat przystosowała się do słońca i liczba zachorowań na nowotwory skóry jest tam niewielka. Ale np. w Australii to zatrważający problem. 90 procent populacji tamtych rejonów to ludzie o bardzo jasnej karnacji, potomkowie przybyłych na te ziemie 100 lat temu osób ze Szkocji czy Irlandii. Liczba nowotworów skóry jest znacznie wyższa niż w samej Szkocji czy Irlandii, mimo że genetycznie ci ludzie są podobni. Jasna skóra, jasne oczy, jasny bądź rudy kolor włosów i tendencja do piegów są czynnikami zwiększającymi ryzyko poparzeń i rozwoju raka.

Ale z drugiej strony słońce nie tylko nadaje ciału piękny odcień, ale także poprawia nastrój i zapewnia witaminę D3.
Korzyści z witaminy D3 są bardzo duże. To witamina, która nie tylko wpływa na naszą gospodarkę wapniową, ale też oddziałuje na stabilność układu immunologicznego. Jednak jej poziom nie zależy bezpośrednio od długiego przebywania na słońcu. Z badań przeprowadzonych w Instytucie Geofizyki PAN wynika bolesna prawda - na naszej szerokości geograficznej, przy dużej liczbie dni pochmurnych, tylko osoby poniżej 21. roku życia są w stanie zapewnić sobie prawidłową ilość witaminy D3, przebywając wyłącznie na słońcu i to w bezpiecznym czasie. Natomiast dorośli, żeby dostarczyć sobie w ten sposób odpowiednią dawkę, musieliby wyeksponować na słońce więcej niż 30 proc. powierzchni ciała. Z kolei wystawiając tylko twarz, trzeba byłoby być na słońcu tak długo, że skutki negatywne przewyższyłyby korzyści. Tak naprawdę nie mogąc biegać półnago, jesteśmy skazani na suplementację tej witaminy.

Mówi Pan o bezpiecznym czasie przebywania na słońcu - ile można?
To będzie zależało od fototypu skóry. Osoby, które mają naturalny ciemniejszy kolor skóry, ciemne włosy oraz oczy i od razu opalają się na brązowo, będą mogły przebywać zdecydowanie dłużej niż ci o jasnej karnacji, którzy najpierw opalają się na czerwono, a dopiero potem na brąz. Dla osób z drugim fototypem już ekspozycja dłuższa niż 20-30 minut może mieć negatywne konsekwencje. A w lipcowe południe ten czas powinien być skrócony nawet do kwadransa.

Zachłanność na słońce powoduje, że ludzie przesadzają.
Często jest to też nieuświadomione przebywanie na słońcu. To wcale nie musi być opalanie się na plaży. Zjawiają się u mnie pacjenci, którzy mają objawy fotostarzenia tylko na lewym policzku. Są zdziwieni, dlaczego? Okazuje się, że często jest to wynik powtarzającej się ekspozycji na słońce np. podczas zwyczajnych dojazdów do pracy samochodem. To wystarczy, by dokonać trwałych zmian na skórze. W tych przypadkach ewidentnie widać różnicę wieku skóry po lewej i prawej stronie.

Czyli przedwczesne starzenie się skóry to kolejny niepożądany efekt opalania?
Moim studentom na zajęciach pokazuję zdjęcie skóry 24-latki, która chodzi na solarium cztery razy w tygodniu. Jeszcze nikomu nie udało się określić jej prawdziwego wieku. Wszyscy „strzelają”, że to kobieta po pięćdziesiątce.

Wiele jest negatywnych skutków, a mimo to się opalamy...
Z punktu widzenia dermatologa słońce nie jest naszym przyjacielem. Owszem, opalanie kusi, ale biologicznie nie ma uzasadnienia. Atrakcyjność opalania jest uwarunkowana kulturowo, bycie opalonym świadczy o wyższym statusie ekonomicznym, pokazuje np., że możemy sobie pozwolić na wakacje prawdopodobnie w ciepłym, egzotycznym miejscu. Wśród młodych ludzi o chęci „spalenia się na heban” decyduje norma rówieśnicza. Tylko trzeba mieć świadomość, że opalenizna to tylko nasz lokalny wzorzec kulturowy, i to historycznie bardzo młody.

„Jej biały skóry alabaster kusi” - jak pisze poeta… Dawniej było inaczej.
Jeszcze 100 lat temu bycie opalonym znaczyło, że jest się ubogim wieśniakiem, a nie członkiem elity społecznej. Trzeba dodać, że nie jest to też wzorzec uniwersalny. Jeżeli np. pojedziemy do Azji, to zobaczymy, że mieszkańcy chronią się przed słońcem. Podam anegdotkę. Będąc z własnymi dziećmi na plaży w Malezji, założyłem im ubranka, które zakrywały cały tułów, do łokci i do kolan, oraz czapeczki z daszkiem. Siedząca obok koreańska mama w pewnym momencie nie wytrzymała, podeszła i pokazała, jak jej dzieci są ubrane, dając do zrozumienia, że zaniedbuję bezpieczeństwo własnych. Koreańskie dzieci na plaży chodzą w ubrankach plażowych do nadgarstków i do kostek, a czapeczki mają nauszniki i karczek! W tamtych krajach jasna skóra jest obiektem pożądania, niektórzy są w stanie wydać tysiące dolarów, żeby ją rozjaśnić.

Wracając do zdrowia - powinniśmy się bać słońca...
Ale nie możemy demonizować. Jest grupa osób, która odczuwa wyraźną poprawę po ekspozycji na słońce. To pacjenci z chorobami zapalnymi. Ultrafiolet działa przeciwzapalnie, a naświetlanie pomaga. Taką poprawę widzą pacjenci z atopowym zapaleniem skóry czy łuszczycą, ale już w przypadku wirusowej opryszczki wargowej często po pobycie na plaży następuje jej powrót. Mam pacjentkę, która w trakcie wykonywania tatuażu została zakażona wirusem brodawczaka ludzkiego. Po zaleczeniu wybrała się do solarium i nastąpił świeży wysiew zmian chorobowych. Dzieje się tak dlatego, że słońce w dużej dawce obniża sprawność układu odpornościowego, a co za tym idzie, nawracają choroby wirusowe, takie jak wspomniana opryszczka.

Bez słońca by się tak nie stało.
Słońce bywa niebezpieczne także w przypadku bardzo agresywnego raka Merkla, który wywołany jest przez obecność pewnego wirusa w naszej skórze. Większość osób w ciągu życia zaraża się nim, nie mając żadnych objawów. Dopiero wieloletnia ekspozycja na słońce może powodować utratę zdolności obrony przed nim, co w ostatecznym rozrachunku prowadzi właśnie do raka Merkla. Występuje on najczęściej na twarzy, skroni i  podudziach, czyli w miejscach, które statystycznie najczęściej wystawione są na słońce.

A jakie ubranie nosić w upały? Białe czy czarne?
Z punktu widzenia biologicznego teoretycznie lepsze są czarne ubrania, bo więcej absorbują promieniowania UV i tym samym mniej dociera go do skóry. Jednak ważniejszy od koloru jest rodzaj materiału. W niektórych krajach firmy odzieżowe muszą obowiązkowo podawać na metce współczynnik fotoprotekcji, dzieje się tak w np. w Australii. Kupując dla dziecka strój kąpielowy, zalecałbym zakryty kombinezonik do kolan i do łokci à la lata 20. Niektóre materiały dają efekt porównywalny z filtrem SPF50.

Pod wpływem słońca i niektórych leków może pojawić się niekorzystna reakcja skórna. Które leki są fotouczulające?
Każdy taki lek ma na ulotce informację, że należy zwrócić uwagę na ekspozycję na słońce. Niektóre farmaceutyki stosowane w dermatologii są właśnie lekami zwiększającymi wrażliwość na słońce, więc każdego pacjenta, któremu przepisuję taki lek, uprzedzam. Problem pojawia się z lekami dostępnymi bez recepty i z mieszankami ziołowymi. Np. herbatka na depresję nie będzie miała informacji o uczuleniu na słońce, a często w jej składzie jest dziurawiec, zawierający furanokumarynę, która działa fototoksycznie.

Wiem, że będę się „smażył” na słońcu... Czego powinienem się wystrzegać?
Nie ma na to prostej odpowiedzi, ale zwracałbym uwagę na wszystkie rośliny, których kwiatki przypominają koperek, czyli rośliny baldaszkowate. Zawierają one bardzo dużo różnych substancji wywołujących reakcje fotoalergiczne i fototoksyczne. W upalne dni powinniśmy uważać też na to, obok czego przechodzimy. Miesiąc temu odwiedziła mnie pacjentka, której blizny po reakcji fototoksycznej pozostaną prawdopodobnie na całe życie. Poszła z psem na spacer i zawędrowała w miejsce, gdzie rosną rośliny baldaszkowate, prawdopodobnie niesławny barszcz Sosnowskiego. Produkują one lotne olejki eteryczne, które unoszą się w powietrzu i w reakcji ze słońcem mogą być groźne. Podobnie fototoksyczna jest ruta zwyczajna, bardzo dużo jej rośnie w Portugalii. Wprawdzie sama ruta nie uczula, ale pod wpływem ultrafioletu jej cząsteczki lotne ulegają przemianie chemicznej i stają się wyjątkowo kłopotliwe dla naszej skóry.

A jak już przesadzimy z opalaniem i doznamy oparzenia, to co robić?
Jeżeli są to oparzenia z pęcherzami, to warto udać się do lekarza. Natomiast jeżeli oparzeniu towarzyszy jedynie rumień, dyskomfort i pieczenie skóry, to pomocna będzie niewielka dawka kwasu acetylosalicylowego - czyli łykamy aspirynę. Warto użyć też kremu zawierającego enzym endonukleazę, który naprawia posłoneczne uszkodzenia DNA.

Pewnie tym, którzy boją się skutków opalania, poleci Pan urlop w Skandynawii, na Islandii albo Wyspach Owczych?
Raczej nie, bo na Islandii i Wyspach Owczych będzie zimno, ale słonecznie. Proponowałbym Irlandię lub Wielką Brytanię, gdzie szerokość geograficzna jest podobna, ale zachmurzenie dużo większe i zdecydowanie niższa ekspozycja na słońce.

A odważnym, którzy wybiorą Grecję?
Dla nich najważniejsze są kremy z filtrem użyte z głową. Nałożenie kremu rano i pójście na osiem godzin na plażę to zwykła psychoterapia. Nawet dobry krem z filtrem jest w stanie utrzymać się na skórze stosunkowo krótko. W trakcie pobytu na plaży trzeba używać go przynajmniej raz na cztery godziny, i to w odpowiedniej dawce. Jako dermatolog zalecam krem z filtrem 50, choć to niepopularne. Warto wiedzieć, że ilość kremu, która mieści się na koniuszku palca, wystarcza najwyżej na 1 proc. powierzchni ciała, więc 50-mililitrowa tubka kremu nie ma prawa wystarczyć na cały urlop.

dr n. med. Marek Jankowski



lekarz medycyny estetycznej, specjalista dermatolog-wenerolog, biolog molekularny, zawodowo związany z Kliniką Dermatologii UMK, gdzie pełni funkcję adiunkta i kierownika Pracowni Diagnostyki Obrazowej i Farmakologii Skóry.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City