Sobota, 15 grudnia 2018

Pochwały – wychowanie dla leniwych

Dzieci chwalone za przejawy szczodrości są w rzeczywistości mniej szczodre od tych, które nie słyszą tego typu pochwał - bo dzielą się z innymi tylko na pokaz.

Tomasz Skory

Tagi: Miasta Kobiet Wychowanie Psychologia Dzieci Rozwój Mama

13 sierpnia 2018, aktualizowano: 24-08-2018

Z dr Anną Szymanik-Kostrzewską* o tym, jak stosować pochwały, by nie przyniosły więcej szkód niż pożytku, rozmawia Tomasz Skory


„Jaki piękny rysunek!” - zachwyca się mama, patrząc na bazgroły czteroletniej córeczki. Zastanawiam się, czy powinniśmy mówić dzieciom, że są zdolne, jeśli nie są…
Myślę, że nie powinniśmy. Czterolatki doskonale zdają sobie sprawę z tego, że są pochwały prawdziwe i naciągane. Już niemowlęta potrafią samodzielnie ocenić, czy im się coś udało i płaczą, gdy to coś nie wyjdzie. Dwu-, trzylatki latki często kierują się jeszcze zdaniem rodzica, ale mogą wyczuwać pewne nieścisłości. Np. „mama się zachwyca, ale ja widzę, że coś jest nie tak”. Z kolei czterolatek wie, że to, co mówi rodzic w takiej sytuacji, jest po prostu fałszem.

Ale kto nie lubi być chwalonym?
Oczywiście, dzieci lubią być chwalone, jednak trzeba pamiętać, że są pochwały, przez które można się źle poczuć. Przykładowo: przesadzone, wyśrubowane, często stosowane wobec nieśmiałych maluchów z niską samooceną. Takie zachowanie potrafi tę samoocenę
jeszcze bardziej obniżyć. Dziecko pomyśli, że musi z nim być naprawdę kiepsko, skoro chwali się go za coś słabego i zdaniem rodzica jest to sukces. W takich sytuacjach rodzice, żeby podnieść swoje dziecko na duchu, chwalą je jeszcze bardziej i tworzy się błędne koło.

To są jedyne sytuacje, kiedy pochwała przynosi więcej szkody niż pożytku?
Alfie Kohn pisał o tym już w 1993 roku. W książce jego autorstwa „Punished by Rewards” możemy przeczytać o pochwałach, które jako forma nagrody za właściwe - zdaniem rodzica - zachowania, rzadko kiedy są czymś skutecznym, a  bywają wręcz szkodliwe. To takie „wychowanie dla leniwych” - dziecko ma coś robić, pochwal je za to. Wiele jednak zależy od sposobu chwalenia. „Jesteś lepszy od Zosi” - czy to dobra pochwała? Nie, szczególnie jak Zosia siedzi obok i słucha. Albo pochwały publiczne, np. na lekcji. „Wszyscy powinniście brać przykład z Jadzi”. I cała klasa na pewno tę Jadzię w tej chwili uwielbia… W ten sposób robi się dziecku krzywdę - w sensie społecznym, ale i osobowym, ponieważ stawia się mu bardzo wysoko poprzeczkę. Maluch odczuwa presję, że jeśli coś mu nie wyjdzie, to przestanie być chwalony. Albo usłyszy: „Zawiodłeś mnie. Jak mogłeś?”. I samoocena bazowana na takich pochwałach automatycznie leci w dół.

Czyli w ogóle powinniśmy się wystrzegać chwalenia dzieci?
Pochwały są ważne, ale te mądrze stosowane. Pochwała powinna mieć przede wszystkim wartość informacyjną, a nie polegać jedynie na przekazywaniu miłych rzeczy czy nagradzaniu. Gdy dziecko zrobi coś dobrze, a my mówimy na to: „Jesteś super, jesteś najlepszy!” czy: „Grzeczny chłopiec, kochana dziewczynka”, to chwalimy je, a nie konkretną czynność. Dzieci, które ciągle to słyszą, skupiają się na sobie, a nie na swoim zachowaniu. Zaczynają robić niektóre rzeczy, bo ktoś je za to chwali, a nie dlatego, że odczuwają z tego powodu satysfakcję. Badania potwierdzają np., że dzieci chwalone za przejawy szczodrości są w rzeczywistości mniej szczodre od tych, które nie słyszą tego typu pochwał - bo dzielą się z innymi tylko na pokaz.

Jednak rodzicom chyba nie sposób się powstrzymać od wychwalania swoich dzieci…
Sama mam synka, w  tej chwili półtorarocznego, i złapałam się na tym, że niezależnie od jego zachowania jestem w stanie mówić mu miłe rzeczy. Nieważne, czy on chwilę temu siedział, czy się bawił, czy zabrał mi pasek i ciągał go po domu - potrafię go wziąć na ręce i powiedzieć: „Mój cudowny, najlepszy na świecie synek!”. Ale to, że go przytulam, nie ma nic wspólnego z tym zabraniem mi paska. Nie chwalę jego zachowania, tylko mówię coś, co uważam za przejaw miłości i akceptacji, a to jest ta różnica. Rodzic powinien kochać dziecko bezwarunkowo, akceptować je bezwarunkowo, ale jego zachowania - już niekoniecznie.

A jeśli on zrozumie, że przytulenie to nagroda za zabranie paska?
Jeśli bym go przytulała i chwaliła w ten sposób tylko po tym, jak zabiera części mojej garderoby - tak, mógłby tak uznać i robić to częściej. Ale tutaj chodzi o coś innego - o  spontaniczność, wyraz radości. Jest to wówczas elementem relacji rodzic-dziecko, a nie sposobem na wychowanie.

To jak powinniśmy chwalić dzieci, żeby to było korzystne dla ich rozwoju?
Przede wszystkim powinniśmy chwalić ich konkretne zachowanie. Co więcej, uzasadniajmy, dlaczego nam się ono podoba, np.: „Sprzątając pokój, zrobiłeś coś miłego dla mnie, bo teraz będzie mi lżej”. Zamiast chwalić możemy też podziękować dziecku za to, co zrobiło, lub zapytać, co ono o tym sądzi - czy jest z tego dumne. W ten sposób okazujemy swoją uwagę, a jednocześnie skłaniamy dziecko do refleksji. Zamiast budować jego samoocenę na pochwałach, ugruntowujemy jego poczucie własnej wartości w oparciu o autorefleksję. Takie dziecko w przyszłości będzie potrafiło samo siebie „nagrodzić” - własną satysfakcją z tego, że coś zrobiło. Fajnym sposobem jest też odniesienie się do odczuć innych osób, np.: „Zobacz, jak twoja siostra jest szczęśliwa, gdy się z nią bawisz”. Rozwijamy tym samym empatię dziecka. Dzięki temu będzie robić pewne rzeczy nie dlatego, że jest chwalone, ale by sprawić komuś radość.

Niby to oczywiste, a jednak wiele rodziców chwali na zasadzie „pięknie”, „super”, „grzeczne dziecko”…
Bo taka pochwała jest prostsza, nie wymaga od nas skupienia uwagi na dziecku. Kiedy prowadziłyśmy warsztaty dla mam, jedna z matek przyznała, że trudno jest sformułować dobrą pochwałę. Dr Michalska odpowiedziała, że od tego, jak ta pani sformułuje pochwałę, będzie zależeć sposób komunikacji jej dziecka w przyszłości. Jeśli ktoś mówi tylko „super”, to dziecko też będzie mówić tylko „super”. Ale co to tak naprawdę znaczy? Że to, co zrobiłem, jest super? Czy ja jestem super? I super w jakim sensie? Lepiej powiedzieć „Udało ci się”, a jeszcze lepiej opisać, co się udało i dlaczego. Tylko to, oczywiście, wymaga już wysiłku.

Na co nie wszyscy mają czas i chęci.
Niestety, rodzice są dziś bardzo zapracowani i trudno im się skupić na dziecku. Wspomniany już Kohn pisał, że wiele dorosłych twierdzi, iż w dzieciństwie brakowało im pochwał. Jego zdaniem najprawdopodobniej nie chodziło o pochwały, tylko ciepłą relację - zwrócenie uwagi, kontakt z rodzicem, informacje zwrotne. Pochwały to tylko dodatek, którego mogłoby nie być, o ile funkcjonowałaby cała reszta. Zamiast mówić do swojego dwuletniego dziecka „wspaniale, super, cudownie”, często mówię po prostu „widzę cię”. Bo on nie chce, żebym zachwycała się tym, jak coś obślini czy przeniesie poduszkę z miejsca na miejsce. Jemu zależy na tym, żebym zwracała na niego uwagę. A jak coś mi się naprawdę spodoba, to powiem: „Udało ci się, zrobiłeś to całkiem sam!”. Bo pochwały muszą być autentyczne.

Warto chwalić dziecko za same starania, gdy mu coś nie wyszło?
Pochwały za wysiłek, nawet w przypadku niepowodzenia, są cenne. Kształtują u dzieci przekonanie, że umiejętności, które prezentują, to coś zmiennego i w zależności od wysiłku mogą je podwyższać. Z kolei u maluchów chwalonych osobowo pojawia się odwrotne myślenie. Te dzieci zakładają, że już są „dobre” czy „zdolne” i to się nie zmieni. A jeśli czemuś nie podołają, to znaczy, że to jest ponad ich siły i nie mogą nic z tym zrobić. Należy więc doceniać włożony wysiłek i zachęcać do dalszych starań.

Powinniśmy unikać pochwał osobowych, fałszywych, przesadzonych i porównań z innymi osobami. Czy są jeszcze jakieś, na które lepiej uważać?
Takimi pochwałami są jeszcze stwierdzenia typu: „Masz to po mnie”, „Moja krew”. Bo kogo rodzic wtedy chwali? Sam siebie! I odbiera zasługę dziecku. Rodzice w ten sposób sami się dowartościowują. Jeśli tak sobie myślimy - wszystko w porządku, ale mówienie tego na głos w reakcji na sukces dziecka bywa dla niego krzywdzące. Prowadzę teraz z dr Michalską badania na temat motywacji, jakimi kierują się matki przy formułowaniu pochwał. Zauważyłyśmy, że motywacja polegająca na chwaleniu, by podnieść samoocenę rodzica, znacznie częściej pojawia się u kobiet z wykształceniem zawodowym i średnim. Mamy z wykształceniem wyższym znajdują najprawdopodobniej inne sposoby dowartościowania się i nie muszą wykorzystywać do tego osiągnięć dzieci.

A jak chwalić starsze dzieci? Podejrzewam, że nastolatka nie tak łatwo nagrodzić miłym słowem.
W okresie dojrzewania zmienia się sposób odbierania pochwał. Te proste typu „świetnie” i „wspaniale” przestają być skuteczne. Są wręcz odbierane awersyjnie - nastolatek się denerwuje, słysząc takie pochwały, bo zdaje sobie sprawę, że jest zbywany. Lub że rodzic czegoś od niego chce. Podobnie negatywnie działają pochwały o kontrolującym wydźwięku, np.: „Bardzo dobrze, tak powinieneś to robić”, bo często wywołują bunt i sprzeciw. Dlatego w tym czasie jeszcze ważniejsza staje się szczera rozmowa. Jeżeli nastolatek jest z czegoś niezadowolony, na nic zda się wmawianie mu, że powinien czuć się dumny z siebie, że jest wspaniały, mądry i zdolny. Ostatnio pewni rodzice zapytali mnie, czy powinni więcej chwalić nastoletniego syna, który ma niską samoocenę. Nie, to tylko pogorszy sprawę. Lepiej zachęcić go do przemyśleń na swój temat, skupić jego uwagę na tym, w czym jest dobry. Ma dobre oceny? To nie powtarzajmy mu w kółko, że jest zdolny, tylko powiedzmy np.: „Potrafisz się dobrze uczyć, więc wiesz, że im większy wysiłek, tym większy efekt. Jak myślisz, jak to przełożyć na inne sfery życia?”.

*dr Anna Szymanik-Kostrzewska - Adiunkt w Katedrze Psychologii Rozwoju Człowieka UKW w Bydgoszczy. Prowadzi badania na temat motywacji, którymi kierują się matki, chwaląc swoje małe dzieci. Wspólnie z dr Pauliną Michalską przeprowadziła warsztaty „Pochwały w życiu małych dzieci - jak je stosować, by nie przyniosły więcej szkód niż pożytku?”. Prywatnie mama półtorarocznego synka, uwielbia sushi i wyznaje zasadę: „normalność jest pojęciem abstrakcyjnym”.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City