Wtorek, 25 września 2018

Debiut przedszkolaka

Jak odpowiednio przygotować dziecko do pierwszych dni w przedszkolu? Radzi psycholog, nauczycielka i terapeutka dziecięcą Monika Misiak.

Tomasz Skory

Tagi: Miasta Kobiet mama przedszkole przedszkolak dziecko w przedszkolu pierwsze dni w przedszkolu

11 września 2018, aktualizowano: 11-09-2018

Rodzicu, jeżeli wierzysz we wszystko, co dziecko opowiada o przedszkolu,
to my, nauczyciele, zaczniemy wierzyć we wszystko, co opowiada o swoim domu - mówi Monika Misiak*
.


Kiedy powinniśmy zacząć myśleć o przygotowywaniu naszego dziecka do przedszkola?
Tak naprawdę przygotowujemy je na ten moment już od urodzenia. Tylko nie myślimy o tym w ten sposób, bo na początku mamy inne priorytety - żeby nam nie zachorowało na zapalenie płuc, żeby się nie potłukło, jak zaczyna chodzić, itd. Co chwilę stają przed nami nowe wyzwania rozwojowe, dlatego bywa tak, że rodzice w ostatniej chwili uświadamiają sobie: „przecież moje dziecko zaraz pójdzie do przedszkola!”. Chyba że starają się o miejsce w publicznej placówce, wtedy z konieczności myślą o tym wcześniej. Oczywiście są i tacy, którzy potrafią wspomagać rozwój swojego dziecka w różnych sferach już dużo wcześniej.

Na czym polega to wcześniejsze przygotowywanie?
Od początku dostarczamy dziecku różne bodźce, np. poprzez zabawy, które wspierają rozwój we wszystkich strefach - poznawczej, fizycznej, społecznej i emocjonalnej. Ważne, żeby nie ograniczać tych bodźców, czyli np. kiedy dziecko zaczyna chodzić, to nie usuwajmy mu wszelkich przeszkód z drogi. Zakładanie takiego klosza ochronnego bardzo szybko odbije nam się czkawką. Jeżeli będziemy powtarzać „tam nie idź, tego nie rób, tamtego nie dotykaj”, to mogą pojawić się u dziecka zaburzenia przetwarzania sensorycznego. Bardzo często wychodzą one na jaw właśnie w przedszkolu, kiedy obserwujemy zachowania malucha wśród rówieśników, w nowej sytuacji. Takie dzieci mogą mieć zaleconą terapię SI, gdzie pod okiem terapeutów robią to, na co wcześniej nie pozwalali im rodzice.

Czyli im więcej różnorodnych bodźców dostarczymy dziecku, tym lepiej będzie przygotowane na to, co czeka je w przedszkolu?
Dokładnie. Dla mnie, jako psychologa, najważniejszy jest oczywiście rozwój społeczny i emocjonalny, dlatego podkreślam, by pozwalać dziecku na jak najwięcej doświadczeń w tych sferach. Rodzic powinien wejść w rolę moderatora: chodzić z nim na place zabaw, żeby miało kontakt z innymi dziećmi, a od czasu do czasu także do różnych sal zabaw - tylko uważajmy na warunki higieniczne w tych miejscach! Tam jest dużo bodźców, hałas, kolory, sporo dzieciaków, które obijają się o siebie jak piłeczki w maszynie losującej. To potrzebne, bo zazwyczaj chodzimy cały czas na te same place zabaw i spotykamy te same dzieci, a tu mamy coś nowego. Pozwala to zobaczyć, jak dziecko zachowuje się w takich sytuacjach.

A co możemy zrobić, by ułatwić dziecku adaptację, gdy już faktycznie zbliża się ten pierwszy dzień w przedszkolu?
Dać mu wsparcie informacyjne: opowiedzieć o tym, co je czeka, zbudować pozytywny obraz pobytu w przedszkolu, zabrać na drzwi otwarte i spotkania adaptacyjne, jeśli jest taka możliwość. A tam: pokazać salę, w której będą zajęcia, zapoznać z wychowawczynią. Wiem, że rodzicom zależy nieraz, by ich dzieci chodziły do jakiegoś konkretnego przedszkola, ale dobrze, by nie było ono na drugim końcu miasta, bo dzieci budują sobie obraz świata wokół najbliższego środowiska - jest to dla nich w tym wieku najbezpieczniejsze. Najpierw ich pokój, potem dom, podwórko, najbliższa okolica i właśnie przedszkole. Dobrze jest od czasu do czasu pokręcić się z dzieckiem wokół tego przedszkola. Jeśli maluch nie lubi dużych przestrzeni, np. często płacze w supermarketach z powodu nadmiaru bodźców, to warto wybierać mniejsze grupy i budynki. Co ważne, nie straszymy i nie szantażujemy dziecka przedszkolem, ale też nie opowiadamy bajek,że będzie tam nie wiadomo jak super. Może być tak, że nadmierna ekscytacja rodzica będzie niespójna i nieadekwatna do tego, co czuje dziecko. Nie przekupujemy go też, że jak pójdzie do przedszkola, to np. dostanie potem lody, bo może zacząć ich oczekiwać za każdym razem.

Rodzice często się boją, że jak zostawią dziecko w przedszkolu, to będzie za nimi płakać…
Zdarzają się dzieci, które bardzo przeżywają,że nie ma przy nich mamy czy taty, ale generalnie maluchy radzą sobie w tej nowej sytuacji. Czasem to rodzice mają trudności z adaptacją (śmiech). Dorośli się boją, a dzieci doskonale to wyczuwają. Gdy jeszcze rodzice zaczną rozczulać się nad swoimi dziećmi i biadolić: „ojej, ojej, zostawiam cię, moje biedne dziecko”, to ono naprawdę uwierzy, że jest w beznadziejnej sytuacji. Wsparcie emocjonalne jest bardzo ważne, ale nie polega to na tuleniu dziecka na godzinę przed wyjściem do przedszkola. Poprzytulać można się w domu, a gdy idziemy do przedszkola, to cel jest inny.

Słyszałem, że ojcom w tych sytuacjach łatwiej pożegnać się krótko i konkretnie.
Może tak być, ale zdarzają się też tatusiowie, którzy przeżywają rozstanie z dzieckiem trudniej niż mamusie (śmiech). Ale tak, pożegnania powinny być krótkie. Buziak, piątka, do zobaczenia. Ważne, żeby nie zaprzeczać przy tym emocjom dziecka. Nie możemy mówić,
że nic się nie dzieje, bo dziecko w to nie uwierzy. Lepiej powiedzieć: „rozumiem, że się martwisz, ja też będę za tobą tęsknić, ale wiem, że przyjdę po ciebie po obiedzie, a w domu razem się pobawimy”.

A co z tymi dziećmi, które faktycznie bardzo trudno przechodzą rozstanie?
Powiem coś, czego rodzice bardzo nie lubią słyszeć - niekiedy trzeba dać dziecku po prostu czas. Warto zastanowić się nad przyczyną, ale ważne, żeby nie zmieniać co chwilę przedszkola. Dla niektórych jest to rozwiązanie na wszystko, ale to kolejny stres i kolejne przyzwyczajanie się. Nie róbmy od razu tak radykalnych zmian, bo rzadko służą one dzieciom. Ewentualnie spróbujmy poeksperymentować ze zmianą grupy. Może się okazać, że w grupie z inną wychowawczynią to dziecko lepiej pracuje. Bo np. jedna pani ma taki kolor włosów jak jego mama, a inna nie. Albo pani Ania ma ton głosu, który bardziej dziecku przypadnie do gustu, a pani Basia jest bardziej „przytulaśna”.

Pomówmy teraz o tym, co może się przydarzyć już po adaptacji. Rodzice wysyłają dzieci do przedszkola i myślą, że wszystko jest w porządku. A potem nie mogą uwierzyć w to, co mówi pani wychowawczyni, bo dziecko zachowuje się tam zupełnie inaczej niż w domu.
Dziecko zawsze będzie inaczej się zachowywało w przedszkolu, a inaczej w domu. Często sama słyszę oburzenie rodziców: „chyba nie mówi pani o naszym dziecku!?”. Mówię, ale dziecko zachowuje się inaczej, bo w przedszkolu są zupełnie inne bodźce, inne wymagania, zasady, normy i inna osoba, która kieruje grupą. My też przecież zachowujemy się inaczej w domu, w pracy czy na imprezie.

Myślę, że taką niepokojącą informacją dla rodzica może być też to, że jego dziecko wdaje się w kłótnie z rówieśnikami.
Dzieci kłócą się z rówieśnikami. To nic niezwykłego. W ten sposób uczą się kompetencji społecznych - że nie każdy chce się dzielić zabawkami, że nie wszyscy wszystko lubią, że każdy jest inny. Takie konflikty są w przedszkolu na porządku dziennym. W trzecim roku życia dopiero zaczyna kształtować się w mózgu kora przedczołowa, która jest odpowiedzialna m.in. za kontrolę emocji. To znaczy, że dziecko w tym wieku ma prawo jeszcze nad nimi nie panować. I jak się zdenerwuje, może kogoś uderzyć - bo nie potrafi zareagować inaczej. Musi się tego nauczyć i w tym możemy mu pomóc. Jak to zrobić? Werbalizując emocje - swoje i dziecka. Powiedzmy mu: „widzę, że jesteś smutny, to normalne w takiej sytuacji” lub „zdenerwowałam się, bo coś się wydarzyło, a teraz muszę wyjść na chwilę do kuchni i zaparzyć sobie herbatę, bo mnie to uspokaja”. Dla rodziców to nieraz abstrakcja, że mają coś takiego powiedzieć do dziecka, ale to naprawdę pomaga. Gdy nauczą się nazwać i akceptować emocje, będzie im łatwiej nad nimi zapanować. I w efekcie - pomogą dziecku w samokontroli.

A jak reagować, gdy nasze dziecko jest nielubiane?
To jest już bardziej skomplikowany problem, bo trzeba znaleźć powód tego nielubienia. Są np. dzieci z zaburzeniami przetwarzania sensorycznego, co objawia się w taki sposób, że maluch nie czuje, jak mocno coś chwyta. I łapie lub ciągnie inne dzieci, przez co nikt nie chce się z nim bawić czy ustawiać w parze. Inne częste przyczyny nielubienia to bicie, obrażanie się, psucie zabawek i prac plastycznych. Można się z tym uporać, jeśli odkryje się przyczynę. „Nielubienie” kolegi czy koleżanki jest też zjawiskiem dość ulotnym w tej grupie wiekowej - za parę minut, godzin lub dni maluchy zapominają, o co poszło.

Czy przedszkolaki mogą kogoś nie lubić, dlatego że jest „inny”? Ze względu na niepełnosprawność, kolor skóry?
Dzieci w tym wieku nie przestają nikogo lubić z byle powodu. To musi być dla nich coś naprawdę nieprzyjemnego, jak to ciągnięcie za rękę czy dokuczanie. Nie zwracają uwagi na różnice kulturowe, a wiele spraw potrafią łatwiej zaakceptować niż dorośli. Znam dzieci z diagnozą autystycznego spektrum zaburzeń (ASD), które są najbardziej lubianymi dziećmi w klasie. Ale znam też niestety rodziców, którzy - w XXI wieku! - wierzą, że autyzm jest zaraźliwy i zabraniają swoim dzieciom bawić się wspólnie. To nie jest nagminne, ale zdarzają się takie jednostki i one bardzo psują reputację przedszkolakom z „diagnozami”.

Ze szkoły czy podwórka dzieciom zdarza się przynosić złe nawyki. A czy dotyczy to też maluchów w wieku przedszkolnym?
Tak, przedszkolaki też wszystko chłoną i naśladują. Usłyszą od kolegi brzydkie słowo, a potem stają w domu i mówią „dupa, dupa, dupa”. Jak zwykle reaguje rodzic? Przerywa to, co robi, zwraca uwagę na dziecko, na jego twarzy pojawia się silna ekspresja emocji, reaguje często krzykiem lub dosadnym tonem. Dziecko zapamiętuje, że to przynosi efekt - przykuwa uwagę dorosłych i potem może powtarzać eksperyment. Co lepiej zrobić? Oczywiście, są miejsca i sytuacje, gdy musimy zareagować, ale jeśli ewidentnie widać, że dziecko sprawdza naszą reakcję, to niekiedy wystarczy zignorowanie.

Zmyślone opowieści też powinniśmy ignorować?
Zmyślone opowieści były, są i będą. W pewnym okresie, mniej więcej około 5. roku życia, może pojawić się zmyślony przyjaciel. Nie jest to nic złego, to tylko ćwiczenie wyobraźni i nie ma się czym przejmować, chyba że naprawdę przyjaciel przeszkadza w funkcjonowaniu, zdominował życie i decyzje dziecka.

A co, gdy dziecko opowiada niestworzone historie o tym, co się działo w przedszkolu? Albo w przedszkolu o tym, co się dzieje w domu?
Jest takie zabawne, ale bardzo prawdziwe powiedzenie: „rodzicu, jeżeli wierzysz we wszystko, co dziecko opowiada o przedszkolu, to my - nauczyciele - zaczniemy wierzyć we wszystko, co opowiada o swoim domu” (śmiech). Konfabulacja też jest w tym wieku normalna. Trzeba natomiast zwrócić uwagę, w jakich sytuacjach dziecko kłamie lub wymyśla. Jeśli jego opowieści krążą cały czas wokół jednego tematu, są uporczywe, powtarzalne, to być może odczuwa w tej sferze niezaspokojenie potrzeb.

Jakie jeszcze sytuacje czy problemy mogą wyjść na jaw po tym, jak dziecko pójdzie do przedszkola? Na co powinno się zwrócić uwagę?
Jako psycholog zwracam uwagę przede wszystkim na zaburzenia rozwoju. Te najczęstsze, które spotykamy w przedszkolach, to zaburzenia związane z poszczególnymi zmysłami. Dziecko chowa się pod stół, siedzi i zatyka uszy dłońmi, płacze podczas posiłków, chodzi w kółko po sali, turla się, nie bierze udziału w zabawach grupowych... Często spotykamy się również z zaburzeniami rozwoju społecznego i emocjonalnego - lękami, nieśmiałością, mutyzmem, wycofaniem. Ale, jak wspomniałam, trudności z radzeniem sobie z emocjami lub sytuacjami społecznymi są normalne w tym wieku. Trzeba uważać też z wydawaniem wyroków na temat zaburzeń hiperkinetycznych, zwanych ADHD. Można zauważyć pewne sygnały, bo np. większość dzieci wysiedzi przy kolorowance, a jedno nie. Jednak pamiętajmy, że przedszkolaki mają prawo do różnych dzikich, nieskoordynowanych zachowań.

A jeśli coś nas niepokoi i mamy jakieś wątpliwości co do zachowania dziecka?
Warto omówić je z wychowawcą. W jakiej sytuacji dziecko tak się zachowuje, co dzieje się przed, a co po tym zachowaniu i jak reaguje nauczyciel. Co roku przez ręce nauczyciela przechodzi w przedszkolu kilkadziesiąt dzieci, więc naprawdę potrafi on rozpoznać, czy to, co nas niepokoi, jest czymś naturalnym w tym wieku, czy trzeba skonsultować się z psychologiem.

*MONIKA MISIAK - psycholog, nauczycielka, terapeutka dzieci ze spektrum autyzmu w podejściu niedyrektywnym, założycielka Centrum Rozwoju Rodziny Misiak w Toruniu. Pomaga rodzicom w kwestiach wychowawczych i rozwojowych, organizuje warsztaty psychoedukacyjne, prowadzi konsultacje w przedszkolach i szkolenia dla kadry pedagogicznej.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City