Wtorek, 25 września 2018

Połogowa samotność

Problem depresji poporodowej istnieje nie od dziś, choć wciąż jeszcze stanowi tabu. Warto więc pokazywać różne oblicza macierzyństwa, odczarowywać stereotypowy wizerunek matki Polki.

Paulina Błaszkiewicz

Tagi: Miasta Kobiet mama dziecko poród macierzyństwo

14 września 2018, aktualizowano: 14-09-2018

- Chcesz zobaczyć, jak wygląda macierzyństwo? Zapraszam do mnie - mówi Agnieszka, mama Antka. - W pokoju sterty ubranek, w kuchni butelki, opakowania mleka, smoczki. Moja codzienność. Ostatni raz u fryzjera byłam w ósmym miesiącu ciąży, teraz dorobiłam się już odrostów. To mój nowy image. Nie zawsze znajduję czas, żeby umyć włosy. Ale od czego jest suchy szampon? To najlepszy przyjaciel świeżo upieczonej matki.


NIE TAK TO SOBIE WYOBRAŻAŁAM



Agnieszka nie wygląda jak matka z Instagrama. I wcale nie chce nią być. Marzy, żeby w końcu przespać pięć godzin bez przerwy albo wyrwać się do miasta. Robienie artystycznych zdjęć w kawiarni? O tym nawet nie zamierza myśleć. Szkoda jej czasu, bo od porodu nie ma go w ogóle.

- Podziwiam te wszystkie „instamatki” i ich pięknie ubrane, modne niemowlęta. Antkowi najczęściej zakładam body lub pajacyka. Tak jest najwygodniej. Chociaż kiedy byłam w ciąży, też namiętnie kupowałam efektowne garniturki, marynarki, śliczne ciuszki. Teraz myślę, że dałam się nabrać. Uwierzyłam, że tak wygląda macierzyństwo.

Przygotowując się do porodu, Agnieszka kompletowała wyprawkę - kolorowe ubranka, modny wózek, leżaczki, szumisie, kokony - ale zupełnie nie myślała o tym, co będzie, gdy już na świecie pojawi się Antek.

- Nie wzięłam pod uwagę wielu rzeczy - mówi. - Tego, że mogę mieć problemy z laktacją, albo że będę wiecznie niewyspana, wykończona. Tymczasem właśnie tak wygląda macierzyństwo. Są brudne ubranka, dziecko nie chce spać, a mleko nie leci jak woda z kranu.

Badania wskazują, że przed porodem 90 proc. kobiet inaczej wyobrażało sobie realia połogowe i samą siebie w roli matki. Zderzenie z rzeczywistością bywa bardzo niebezpieczne dla stanu psychicznego młodych mam. Według Światowej Organizacji Zdrowia problem depresji poporodowej dotyka od 12 do 30 proc. kobiet. Oznacza to, że problem dotyczy nawet do 100 tysięcy Polek rocznie.

GORSZY SORT Z CESARKI



O tym, że macierzyństwo nie jest kolorowe i beztroskie niczym na zdjęciach z Instagrama, przekonała się również Karolina, mama trzymiesięcznego Maćka. Karolina zaszła w ciążę po trzydziestce, pracowała do siódmego miesiąca, cały czas była aktywna. Ciąża przebiegała książkowo i Karolina miała nadzieję, że równie dobrze będzie po narodzinach syna. Tymczasem połóg okazał się najbardziej traumatycznym przeżyciem, jakiego doświadczyła.

- Nie ciąża, nie poród, nie śmierć jej ojca - podkreśla. - To, jak się czułam i czego doświadczyłam po narodzinach dziecka, kompletnie mnie przerosło. Ciąża przebiegała dobrze, poród przez cesarskie cięcie też był bezproblemowy. Schody zaczęły się później.

Owszem, w szkole rodzenia Karolina usłyszała, że często po porodzie kryzys przychodzi w szóstej dobie. Przyczyną jest burza hormonalna, podczas której kobieta nie chce słyszeć o wizytach gości i cudownych radach mam, cioć czy babć, tylko skupia się na sobie i dziecku. Ale ją kryzys dopadł już drugiego dnia. I trwał sześć tygodni.

- Straciłam kontrolę. Nie potrafiłam podejmować racjonalnych decyzji. Górę brały emocje, nad którymi nie umiałam zapanować. Przez ciągłe ataki płaczu nie mogłam normalnie funkcjonować, zajmować się dzieckiem. Trudno to wytłumaczyć komuś, kto nie przeżył podobnego koszmaru. Zamknięcie w domu i samotność nasilały zły nastrój. Chciałam gości, ludzi wokół, pozytywnych emocji. Gdyby nie wsparcie rodziny i kilku życzliwych osób, nie wiem, co by się wydarzyło - wspomina, dodając, że jej stan pogarszały realne problemy.

Maciek nie przybierał na wadze. Jednak położna środowiskowa tego nie zauważyła, ponieważ przychodziła na wizyty… bez wagi! Mówiła, że boli ją kręgosłup, więc nie może dźwigać. Karolina i jej partner szukali pomocy u specjalistów, ale nawet od lekarzy ciągle słyszeli: „Macie państwo dziecko z cesarki”.

- Przez to czułam się tak, jakby mój synek był niepełnosprawny, jakbym wyrządziła mu krzywdę na całe życie. Lekarze na wszystko mieli jedną odpowiedź. Wzmożone napięcie mięśniowe? Efekt cesarki. Krótkie wędzidełko? Efekt cesarki. Mały nie ssie piersi? Efekt cesarki - mówi Karolina. - To lekarze zdecydowali o sposobie rozwiązania ciąży, nie ja. Ale wciąż czułam się winna, byłam w złym stanie psychicznym. Pamiętam, że nawet instruktorka od chustoszenia, która przyszła do nas do domu, sugerowała, że cesarskie cięcie oznacza nieodwracalne konsekwencje dla mnie i mojego dziecka. Kobiecie tak rozedrganej emocjonalnie jak ja wówczas nie powinno się mówić podobnych rzeczy.

O tym, jak niewłaściwym słowem albo gestem można głęboko zranić młodą matkę, przekonywała w wywiadzie dla „Miast Kobiet” psycholożka Anna Morawska, autorka książki „Depresja poporodowa. Możesz z nią wygrać”:

- Jedna z bohaterek mojej książki mówiła o tym, jak zabrano jej dziecko, bo nie dostała od razu pokarmu. Nie widziała maleństwa przez wiele godzin. Była tak przerażona, że po trzech godzinach dostała tyle pokarmu, że mogłaby wykarmić dwoje dzieci. Do dziś śni o tej koszmarnej sytuacji po nocach. Inna kobieta opowiedziała o położnej, która wytykała jej, że nie ma ślicznych, nowych ubranek dla dziecka. Z powodu gorszego statusu finansowego spotkało ją wiele nieprzyjemności. Od porodu minęło 40 lat, a ona nadal płacze, wspominając tę historię. To pokazuje, jak bardzo kobieta po porodzie jest wrażliwa i delikatna. Stąd mój apel o szczególne wsparcie dla młodych mam - zarówno ze strony personelu medycznego, jak i najbliższej rodziny.

TEŚCIOWA MUSI ZNIKNĄĆ



Na wizycie kontrolnej u znanej w regionie pani neonatolog Nadia, mama trzymiesięcznego Wojtka, usłyszała: „A co ma pani innego do roboty poza karmieniem piersią?”.

- Zignorowałam to, bo wiedziałam, że lekarka i tak mnie nie przekona. Moim największym, codziennym problemem jest jednak teściowa, która chce wszystko mieć pod kontrolą
- opowiada Nadia.

Wojtek urodził się miesiąc przed terminem i już w szpitalu Nadia usłyszała od teściowej, że jest temu winna, bo myła okna i w ogóle całe życie była chorowita - nic więc dziwnego,
że nie donosiła ciąży. Teraz teściowa towarzyszy rodzinie Nadii na każdym kroku. Jest przekonana, że tylko ona potrafi „dojrzeć małego”.

- Non stop słyszę, że coś robię nie tak: „Po co ściągasz mleko? Daj mu cyca! Boisz się, że ci piersi oklapną? Co z ciebie za matka?”. To przykładowy repertuar mojej teściowej - wylicza Nadia. - Według teściowej jestem winna wszystkiemu. Temu, że Wojtek płacze, a ja nie wiem dlaczego, że już dwa razy wylądowaliśmy w szpitalu z jelitówką albo że mały nosi brzydkie śpioszki. Bo przecież teściowa kupiła ładniejsze.

Co na to ojciec dziecka? Twierdzi, że żona wszystko wyolbrzymia. Jego matka chce przecież dobrze, sama wychowała dziecko, więc wie, jak pomóc niedoświadczonej kobiecie. Tymczasem Nadia raz w tygodniu, gdy teściowa zabiera wnuka na spacer, chodzi do terapeutki. Diagnoza: stan przeddepresyjny.

MACHO NA POMOC



Magda, mama półrocznej Dorotki, ma trzydzieści lat, blond włosy i figurę modelki. Ciągle słyszy, że zupełnie nie widać po niej ciąży. Nie widać, że niedawno została matką. W dodatku samotną. W odpowiedzi na zdjęcie z porodówki ojciec Dorotki wysłał Magdzie wiązankę paskudnych przekleństw. I więcej się dzieckiem nie zainteresował.

- Wszystko się we mnie zmroziło. Bałam się, że ze stresu stracę pokarm - wspomina. - W szpitalu cały personel wiedział, że jestem samotną matką. Byłam w kiepskim stanie po cesarce, kiedy usłyszałam: „Może chociaż karmić będziesz naturalnie, księżniczko”. To była aluzja do cesarki. Nie rodziłam siłami natury ze względu na wadę kręgosłupa.

Po porodzie Magda była kompletnie sama. Ani ojca dziecka, ani rodziny, ani koleżanek, które wprawdzie deklarowały pomoc, ale potem chyba się przestraszyły. I tyle z tej pomocy było. Przy Magdzie został za to kumpel - taki od piwa po pracy, singiel, trochę macho, trochę szowinista, niezbyt grzeczny dla ludzi. Ale to on pomógł jej, gdy tego najbardziej potrzebowała.

Zaczęło się od problemów z laktacją. Magda usłyszała, że powinna okładać piersi kapustą albo iść do doradczyni laktacyjnej. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić! Była zima, mróz, a Magda miała kilkudniowe dziecko i żadnego samochodu. Wkrótce okazało się, że Dorotka waży za mało, więc położna kazała karmić ją co dwie i pół godziny.

- Przez trzy tygodnie doiłam się laktatorem jak krowa - mówi Magda. - Mała w końcu zaczęła ssać, ale karmienie piersią nie trwało długo. Mleko się skończyło, Dorotka płakała, a ja… Panikowałam. Nie wiedziałam, co zrobić. W końcu zadzwoniłam do kumpla od piwa. Do tego macho. Ryczałam do słuchawki, a gdy przestałam, usłyszałam najcudowniejszą rzecz w życiu: „Zaraz kupię ci mleko w aptece”.

Agnieszka, Karolina, Nadia i Magda to mamy, które zetknęły się z ciemniejszą stroną macierzyństwa. Takich kobiet jest jednak o wiele więcej. Anna Morawska w swojej książce pisze, że problem z odnalezieniem się w nowej roli najczęściej dotyczy kobiet, które wcześniej chorowały na depresję, samotnych matek bez wsparcia ze strony rodziny czy partnera i… perfekcjonistek. Kobiety sukcesu, których w dzisiejszych czasach jest coraz więcej, nie radzą sobie w sytuacji, w której trudno przecież o perfekcję, o bycie idealną

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City