Sobota, 15 grudnia 2018

Żyć naprawdę - rozmowa z Małgorzatą Kaczorek

Seniorzy są cudownie bezpretensjonalni. Nie knują, nie manipulują, nie tracą czasu na jakieś dwuznaczności. Po prostu chcą cieszyć się życiem, takim, jakie ono jest. Imponuje mi to podejście.

Lucyna Tataruch, fot. Jacek Kutyba

Tagi: Miasta Kobiet senior fundacja zdrowie Ciechocinek

20 września 2018, aktualizowano: 08-10-2018

Z Małgorzatą Kaczorek*, prezesem firmy All4Care, fundacji Tak dla zdrowia®, właścicielką portalu www.senior24h.pl i kawiarni „Irenka”, rozmawia Lucyna Tataruch


Ile ma Pani lat?
38.

Pytam wprost, bo na co dzień zajmuje się Pani działalnością na rzecz aktywizacji seniorów…
…a sama seniorem nie jestem (śmiech). Tak, to może wydawać się dziwne. Przy czym od razu zaznaczę, że dla mnie senior to osoba starsza doświadczeniem - trochę tak, jak rozumie się
to słowo w języku angielskim. Nie skupiam się na tym definicyjnym „60+”. Myślę, że powinniśmy już zacząć patrzeć na tę grupę nieco inaczej, odpowiedzialniej.

Czyli jak?
Nie jak na staruszków, którzy niczego od życia nie oczekują. Współczesny senior przede wszystkim ma więcej wolnego czasu i w końcu może skupić się na sobie. Doskonale wie,
co jest bardziej, a co mniej ważne. Wystarczy spojrzeć na kobiety po sześćdziesiątce. Czasem nawet trudno odgadnąć, że faktycznie mają tyle lat. Rozkwitają, są zadbane i piękniejsze niż około czterdziestki, gdy musiały łączyć obowiązki zawodowe z rodzinnymi. Teraz odpoczywają, uczą się, chodzą na fitness, czytają książki. W oczach mają zupełnie inną energię. Seniorzy chcą korzystać z życia, rozwijać się. Przychodzi jednak też taki czas, kiedy faktycznie potrzebują naszej pomocy, opieki. Powinniśmy świadomie się z tego obowiązku wywiązać.

Zastanawia mnie Pani motywacja. Obawia się Pani o swoją starość?
Nie. Powiem więcej - zważywszy na tempo życia, choroby, wypadki i inne niespodziewane sytuacje, bardzo bym chciała, żeby ta starość nastąpiła. Wszystko wokół nas jest bardzo nieprzewidywalne. Niedawno odeszła Kora, wcześniej w młodym wieku Ania Przybylska - to są zawsze zaskakujące sytuacje… Chciałabym żyć długo, ale wiem już, że nie mam na to wpływu. Staram się cieszyć każdą chwilą, bliskimi, zarządzać swoimi zasobami i planować ścieżkę zawodową tak, żeby później nie mieć problemów na emeryturze. Jednak pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Najważniejsza jest świadomość, że to przyszłość nas wszystkich. Nie można się bać. I trzeba pamiętać o perspektywie starszych osób. To moja największa motywacja.

Co dokładnie ma Pani na myśli?
Wszystko, co jest tu i teraz, czyli życie moich rodziców, ich przyjaciół, bliskich mi osób w starszym wieku. Chcę, żeby byli samodzielni, szczęśliwi, otwarci na świat. I mieli dostęp do tego, co jest im potrzebne - sprawdzonych informacji, rozrywki, opieki medycznej i możliwości, jakie daje Internet, w tym np. znalezienia igły w stogu siana (śmiech).

Społeczeństwo się starzeje, więc siłą rzeczy świat staje się coraz bardziej przyjazny dla seniorów.
Musimy jednak pamiętać, że to się nie dzieje samo, a nam - młodszym ludziom - niekiedy brakuje jeszcze tej świadomości i chęci wzięcia na siebie tej społecznej odpowiedzialności za inne pokolenia. Skupiamy się na sobie, zapominając przede wszystkim, że wcześniej ktoś poświęcił dla nas pół swojego życia. Mogę powiedzieć to wprost: bardzo wielu seniorów cierpi z powodu samotności, bo jest odrzucanych przez rodzinę. Nikt się nimi nie interesuje - czasem może tylko ksiądz albo zaprzyjaźniony lekarz. A przecież nie tak miało być. Ci ludzie wychowali dzieci, z których są dumni, a jednocześnie nie dostali nic w zamian. Na dodatek, ukrywają te emocje, nie chcą nikomu o tym powiedzieć.

Wstydzą się?
Tak. Nie zwierzają się z samotności. Sąsiadom o swoich dzieciach opowiadają same wspaniałe rzeczy i zamykają się w domu, żeby nikt nie zauważył, jaka jest prawda. To musi się zmienić. Oczywiście nie chodzi mi o to, żeby teraz każdy brał rodziców pod swój dach na siłę. Patrzę na to realnie: wystarczy codzienny kontakt, rozmowa, telefon, czasem towarzystwo, także wnuków, które też powinny dbać o dziadków. I - co bardzo ważne - pomoc w uczeniu się nowych rzeczy, wskazywanie możliwości.

Jeśli chodzi o możliwości, wspomniała Pani o Internecie.
Każdy wie, że jest to okno na świat, tym bardziej dla seniorów. Jeśli starsza osoba nauczy się funkcjonowania w sieci, wyszukiwania informacji itp., to od razu staje się bardziej samodzielna. Dlatego nasza działalność - w fundacji Tak dla zdrowia®, firmach All4Care i Kiwi Art - w dużej mierze opiera się na tej sferze. Prowadzimy portal www.senior24h.pl, na którym zamieszczamy przydatne informacje i porady, organizujemy sprzedaż produktów z dostawą do domu, udostępniamy seniorom przestrzeń do wypowiadania się. Wystartowaliśmy również w anglojęzycznej wersji www.senior24h.com, gdyż zależy nam na popularyzacji polskich terenów i firm wśród osób, które wyjechały za granicę i seniorów spoza Polski. Współpracujemy przy tym z przedsiębiorstwami, które poświęcają się polityce senioralnej i mają coś wartościowego do zaoferowania naszym czytelnikom.

Organizuje też Pani szkolenia dla seniorów z poruszania się po sieci, zakładania konta w banku, obsługi Skype’a i innych aplikacji.
Tak, to dla nas bardzo ważny aspekt. Kampanię nazwaliśmy „Razem dla seniora” i włączyliśmy do niej specjalistów wielu dziedzin. Dzięki naszym partnerom, np. firmie Amplifon czy Medisystem, takie szkolenia kosztują symboliczną cegiełkę - 2 albo
5 złotych. Muszę przyznać, że są całkiem popularne, a pomaga nam m.in. marketing szeptany. Gdy jedna pani już się do nas przekona, namawia do udziału swoje sąsiadki i koleżanki. Czasami informacja idzie od wnuków, którzy mogą zostać wolontariuszami i razem z nami szkolić starszych. Współpracujemy z uniwersytetami trzeciego wieku, kościołami, opiekunami, psychologami i lekarzami. Środowisko medyczne jest bardzo otwarte na takie inicjatywy, ponieważ seniorzy oswajają się przy okazji z nowoczesnymi narzędziami: telemedycyną, kontaktem z lekarzem przez Skype’a. Korzyści jest mnóstwo. Znam starsze panie, które dzięki aktywności w Internecie znalazły koleżanki do wspólnych wyjazdów zagranicznych. Inni umawiają się online na pielgrzymki. Udzielają się na grupach tematycznych „senior gotuje”, „senior na rowerze”, „senior w ogrodzie”.

A senior na Facebooku?
Mamy nawet taką akcję, którą roboczo nazywamy „załóż babci Facebooka” (śmiech). Zachęcamy do tego, żeby angażować dzieci w tę relację. Jeśli nasz syn czy córka przesiaduje przy komputerze, to niech poświęci odrobinę czasu na pokazanie babci, jak to działa. Niekiedy jest to strzał w dziesiątkę, bo właśnie to młodsze pokolenie potrafi dotrzeć do seniora, ma też więcej czasu niż np. zabiegana i zapracowana córka. Nie trzeba przy tym pokazywać dziadkom całego swojego internetowego życia i wzajemnie się krępować. Facebook daje obecnie szerokie możliwości ustawień prywatności. Aktywność w mediach społecznościowych pozwala też na bieżący kontakt z seniorem. Dzięki temu widzimy,
że wszystko jest w porządku - że dziadek wstał i jest dostępny.

Trudno jest przekonać seniorów do Internetu?
Zdarza się, że na początku podchodzą do tego sceptycznie. Przeraża ich widok młodych ludzi, którzy nie potrafią się oderwać od komputera czy smartfona. Lecz gdy starsze osoby poznają już tajniki Internetu, doskonale odnajdują się w świecie online i potrafią zachować zdrowe proporcje między swoją aktywnością w sieci, a realem. Mało tego - producenci telefonów założyli błędnie że dla tej grupy idealne będą jedynie toporne aparaty z wielkimi guzikami. Tymczasem okazuje się,że seniorzy bardzo dobrze radzą sobie ze smartfonami, jeśli pokaże się im, na czym polega obsługa takich urządzeń. Chętnie operują touch penem. Na początku warto rozgryźć z mamą czy tatą pięć przydatnych aplikacji. Gwarantuję, że gdy się do nich przyzwyczają, sami zaczną ściągać kolejne.

Stereotypowo uważa się raczej, że to ludzie zamknięci na nowe rzeczy.
Zamknięci i jeszcze na dodatek siedzący tylko w kościele - to bzdura. Seniorzy chcą dowiadywać się nowych rzeczy, są ciekawi świata. Mają ugruntowane poglądy i faktycznie w większości są osobami wierzącymi, ale to nieprawda, że nie potrafią wziąć pod uwagę innego punktu widzenia. Oczywiście skrajne postawy się zdarzają, ale tak jest w każdej grupie społecznej. Walczę z takimi uproszczeniami i uogólnieniami. Podam pani konkretny przykład: stereotyp seniora rolnika. Wielu ludziom od razu przyjdą do głowy pejoratywne określenia, jak np. „zacofany”. A prawda jest taka, że starsze osoby ze wsi, mieszkające przy gospodarstwach rolnych, potrafią być dużo bardziej otwarte na nowinki technologiczne niż seniorzy z miast. Ich sytuacja wręcz to wymusza. Bo jak inaczej dowiedzieć się o nowych trendach? Jak sprawdzić, co to za robale pojawiły się nagle na różach? (śmiech) Sami dla siebie uczą się krok po kroku funkcjonowania w sieci. Jest to również najtańsza forma edukacji - co jest istotnym aspektem dla ludzi w każdym wieku.

Co według Pani jest największym problemem dla seniorów w tej sferze?
Jednym z większych jest na pewno nasz brak cierpliwości. Dla młodszych osób pewne rzeczy wydają się oczywiste, proste, a dla starszych to nauka od podstaw. Na ogarnięcie nowych technologii potrzebują więcej czasu. I zdarza się, że trzeba im coś powtórzyć głośniej, wytłumaczyć wolniej. To wywołuje irytację.
Na dodatek seniorzy boją się pytać. Obawiają się, że znowu np. czegoś nie dosłyszą i ktoś się zdenerwuje. Wolą odpuścić. Szkoda, bo gdy taka osoba już się czegoś nauczy, to jest ogromnie wdzięczna za pomoc i nie potrzebuje kolejnych tłumaczeń. Zapamiętuje, co się do niej mówi. Dlatego też - wbrew kolejnemu stereotypowi
- seniorzy są bardzo dobrymi pracownikami.

Rynek pracy to dostrzega?
Coraz bardziej i sprzyja temu obecny brak rąk do pracy. Przedsiębiorstwa potrzebują ludzi na stałe - np. do recepcji czy sekretariatu; osób, do których klienci będą mogli się przywiązać. Seniorzy doskonale sprawdzają się na takich stanowiskach. Są sumienni, nie chorują, choć mogłoby się wydawać inaczej. Nie zadzwonią do pani rano, że dziś nie przyjdą do pracy. Radzą sobie z papierami, z wypełnianiem tabelek, z monotonnymi czynnościami. Nie mają z tym problemu, bo wiedzą, że ktoś to musi zrobić. Trzymają się zakresu obowiązków, pilnują przerw, nie chodzą na papierosa co 15 minut. Dla wielu firm taki pracownik to skarb. Zmianę widać też w podejściu do seniora jako klienta.

Klienta, który ma pieniądze?
Tak, bo bieda w tej grupie społecznej to kolejny mit. Według statystyk wśród osób między 23. a 35. rokiem życia jest większy odsetek ludzi ubogich, niż wśród seniorów. Osoby starsze mają regularne przychody i potrafią zarządzać swoimi pieniędzmi. Oszczędzają, wiedzą dokładnie, ile w danym miesiącu mogą wydać, trzymają się tego. Są wypłacalne i wiarygodne. To dobrzy klienci, o których warto się zatroszczyć.

Ta troska czasem jest karykaturalna. Mam na myśli firmy, które oferują seniorom słynne pokazy garnków.
Współcześni seniorzy, np. nasi rodzice, nie dają się już w takim stopniu nabierać na garnki, na wnuczka czy inne sposoby. Jeśli ktoś nadal bazuje na przekonaniu o nieświadomości tej grupy, może się bardzo zdziwić. Z drugiej strony wiem, że osoby starsze chodzą na te pokazy, oglądają nowinki, a potem szukają ich w dobrej cenie na ryneczku. Wykorzystują takie sytuacje, nie dając sobie niczego wcisnąć. Warto uczyć się od nich takiej zaradności.

A czego Pani się uczy od osób starszych?
Radości z każdego dnia, dystansu i cierpliwości, choć przyznam, że to niełatwe. Jestem dość szybką, temperamentną osobą, ale uczę się zatrzymywać, doceniać momenty. Jak byłam młodsza, uważałam, że z prądem płyną tylko zdechłe ryby (śmiech). Teraz już wiem, że jeżeli wkładam w coś całe serce, wiedzę i zapał, to wzrasta prawdopodobieństwo, że to się uda - może później, ale za to we właściwym momencie. Czasem trzeba po prostu podryfować, zobaczyć co się dzieje, odpuścić i nie gorączkować się.Wiem już, że głową muru nie przebijesz. To efekt moich codziennych kontaktów ze starszymi ludźmi. Dlatego też ostatnio przeprowadziłam się do Ciechocinka i postanowiłam założyć tu rodzinną kawiarnię i centrum szkoleniowe, w przepięknej willi na Kościuszki 16.

Kawiarnia „Irenka” - nazwa po babci?
Tak, po mojej babci, ale okazuje się, że bardzo wiele osób ma w rodzinie kogoś o tym imieniu, z kim wiążą się miłe wspomnienia. Będziemy pić tu pyszną herbatę, kawę, kosztować desery od najlepszych cukierników i kucharzy w regionie, korzystać z ogrodu, ale i prowadzić szkolenia oraz warsztaty. Mamy świetny zespół. Dobry i pełen empatii. Każdy docenił to miejsce z duszą, historią i tradycjami od 1820 roku, dla wyjątkowych gości
- mam nadzieję, że mieszkańcy i kuracjusze również dostrzegą jego urok.

Czas poza pracą również spędza Pani z seniorami?
Mam przyjaciół w różnym wieku, spotykamy się wszyscy nie patrząc, ile kto ma lat. Urzeka mnie to, że w pewnym okresie życia między ludźmi nie ma już takiej rywalizacji. Zawsze, gdy idziemy na bankiet, a średnia wieku w towarzystwie jest powyżej tej sześćdziesiątki, to bawimy się w najlepsze, śmiejemy się w głos, nikt nikomu niczego nie zazdrości. Czuć za to ogromne zaufanie. Seniorzy są cudownie bezpretensjonalni. Nie knują, nie manipulują, nie tracą czasu na jakieś dwuznaczności. Po prostu chcą cieszyć się życiem, takim, jakie ono jest. Imponuje mi to podejście. Najlepszym przykładem są moi rodzice i przyjaciele zarazem - Heniu i Bożenka. Jesteśmy typem włoskiej rodziny, gdzie każdy musi głośno wyrazić swoje zdanie (śmiech). Mój tata do dziś mówi do mnie „dzieciaku”, a mama szykuje pyszne obiady w słoiki. Ostatnio została mistrzem fotografii rodzinnej. Zdjęcia przesyła nam przez Messengera i WhatsAppa, tworząc tym samym kronikę rodzinną. Nie zraża się pomyłkami. Ani filtrami w aparacie, ani autokorektą w wiadomościach. Niedawno posadziłam wrzosy i udostępniłam jej zdjęcie. Odpowiedź mamy: „jakie piękne wrzody!” (śmiech).

Jak widzi Pani przyszłość seniorów w naszym kraju?
Pozytywnie. Nie zdziwiłabym się nawet, gdyby zaczęli do nas przyjeżdżać seniorzy z całej Europy. To piękny kraj, umiarkowany klimat. Chciałabym, by pielęgniarki, które musiały wyjechać za granicę, mogły wrócić tu właśnie do opieki nad osobami starszymi. Mam nadzieję, że polskich seniorów będzie już stać na takie usługi i, co za tym idzie, zaczną czuć się dobrze oraz żyć pełną życia - na co w jesieni swojego życia jak najbardziej zasługują. Wszyscy mamy na to wpływ. Kiedyś będziemy na ich miejscu.

*MAŁGORZATA KACZOREK
Prezes firmy All4Care, Kiwi Art, fundacji Tak dla zdrowia®, właścicielka portalu
www.senior24h.pl, www.takdlazdrowia.pl, kawiarni „Irenka” w Ciechocinku; od początku pracy zawodowej związana z zarządzaniem projektami i optymalizacją procesów, głównie w zakresie sprzedaży, PR i marketingu oraz CSR, członkini rady Narodowego Komitetu Seniora, jej motto: „Wyjdź poza schemat!”.


Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City