Piątek, 16 listopada 2018

Życie na huśtawce - rozmowa o walce z rakiem i alkoholizmem

Najpierw było nieudane małżeństwo, potem choroba alkoholowa, a gdy już myślałam, że wyszłam z nałogu i będzie tylko lepiej, przyplątał się rak.

Jan Oleksy

Tagi: Miasta Kobiet rak rak piersi akoholizm

15 października 2018, aktualizowano: 09-11-2018

Z Magdą Michalską*, bohaterką wystawy fotograficznej „Siła kobieTY” wspierającej walkę z rakiem piersi, rozmawia Jan Oleksy




Nie jest Ci trudno mówić o alkoholizmie?
Na początku bardzo się wstydziłam, bo alkoholizm, szczególnie u kobiety, to piętno, społeczne tabu. Ale tym bardziej trzeba wyciągnąć ten temat na światło dzienne. Mi się udało, jestem wolna, ale co z innymi kobietami? To dla nich chcę opowiedzieć swoją historię.
Od kiedy nie pijesz? Od 19 lipca 2007 roku.

Dokładnie pamiętasz datę?
Jest dla mnie bardzo ważna. To tak, jakbym się narodziła na nowo. Tamtego dnia po prostu poczułam, że to jest ten moment. Poszłam na terapię i… przestałam pić.

Jak Ci się udało?
To było po ośmiomiesięcznym ciągu picia. Czułam się zniewolona fizycznie, a jeszcze bardziej psychicznie. Nie widziałam sensu życia. Tamtego ranka powiedziałam córce, że idę na terapię - gdy spojrzałam jej w oczy, wiedziałam, że mi nie wierzy. Wcześniej też próbowałam rzucić alkohol, ale nie pomogły ani mityngi, ani prośby

Piłaś po wszywce?
Pierwszy esperal się nie przyjął. Po tym, jak chirurg go usunął, od razu tego samego dnia się napiłam. Natomiast przy drugim już po trzech miesiącach sięgnęłam po piwo, a po pół roku po mocniejsze alkohole. W sumie nie wytrzymałam nawet roku. Esparol w moim przypadku po prostu nie działał. Szukałam też innych dróg - trafiłam na przykład na spotkania anonimowych alkoholików. Terapia przyciągała mnie od samego początku, ale za pierwszym razem nie byłam chyba jeszcze gotowa, nadal piłam, aż do tamtego ranka…

…gdy przestałaś.
Nie zaplanowałam tego. Dzień wcześniej odwiedzili mnie kumple od butelki. Byłam pijana, może nie do tego stopnia, żeby zapomnieć o bożym świecie, ale jednak pijana. Pamiętam, że liczyłam, ile mam pieniędzy, ile alkoholu będę mogła kupić. Rozrabianego ruskiego spirytusu.

A potem nadszedł ten pierwszy dzień trzeźwości.
Bardzo mi pomógł program dwunastu kroków, który przechodziłam we wspólnocie anonimowych alkoholików. Poczułam prawdziwą bliskość z tymi ludźmi. Dotarło do mnie, że mówiąc o sobie, mówili o mnie. Znalazłam ukojenie. Korzystam z ich wsparcia do dzisiaj, raz w tygodniu jestem na mityngu. Kiedyś zapytałam pewnego franciszkanina z ośrodka apostolstwa trzeźwości, czy Bóg kocha tylko wybranych i to im udziela łaski niepicia. Odpowiedział, że wręcz przeciwnie, ale nie każdy umie tę łaskę odczytać. Czasami najpierw trzeba dotknąć samego dna.

Jak udało Ci się znaleźć siły, żeby trwać w niepiciu?
Poszłam na terapię dzienną do poradni odwykowej. Dzienną, czyli inaczej „dochodzącą”. Trwała osiem tygodni i była bardzo trudna. Do południa uczęszczałam na różne zajęcia, wtedy powstrzymanie się od picia alkoholu było łatwiejsze, ale po południu… To już zupełnie inna bajka. Wszędzie widziałam pokusy. Najbardziej bałam się, że ludzie, z którymi piłam, będą mnie nachodzić, wyciągać z domu, proponować alkohol. Ale okazało się, że te lęki stworzyła moja głowa. Znajomi od kieliszka przyszli chyba tylko jeden raz. Powiedziałam, że nie piję i od tamtej pory już nigdy się nie pojawili.

Jak w ogóle na nich trafiłaś?
Na początku piłam z ludźmi z pracy, ale w pewnym momencie zobaczyłam, że jestem już znacznie głębiej w nałogu. Oni pili normalnie, piwo po pracy dla towarzystwa, a potem wracali do domu. Tymczasem ja szłam do sklepu po wódkę. Zaczęłam więc szukać takiego towarzystwa, które piłoby ze mną przez dzień, drugi, trzeci… Bez końca. Gdzie ich znalazłam? W różnych melinach, nieciekawych miejscach.

Alkohol Cię wciągnął…
I zniszczył. Znalazłam się na totalnym dnie, popadłam w straszne długi. Na szczęście dzięki mojej świętej pamięci mamie mogłam z nich wybrnąć. Dzisiaj żyję spokojnie, nie oglądam się za siebie, nie boję się, że ktoś zapuka do drzwi i zażąda spłaty długu. Kiedy wyszłam z nałogu, zrozumiałam, jak strasznie skrzywdziłam dzieci, mamę, również męża. Robiłam mu na złość - niby piliśmy razem, ale siedziała we mnie potrzeba odwetu, zemsty. Tłumiłam emocje, a potem one w dwójnasób wybuchały i skupiały się na najbliższych. Do tej pory mam z tym problem, ale wiem już, jak sobie z nim radzić.

Wspominasz o mężu. On też był alkoholikiem?
Już na pierwszą randkę przyszedł pod wpływem alkoholu. Ale wtedy pomyślałam, że jak będę inna, lepsza od mojej mamy, to się zmieni. Wiem, naiwne założenie…! Wtedy sama jeszcze nie piłam, zaczęłam później, może też właśnie ze względu na alkoholizm męża. Czasem, jak nie miałam towarzystwa do kieliszka, mąż był moim kompanem, ale to zawsze źle się kończyło. Były awantury, bijatyki… Nic dobrego. Mąż wielokrotnie próbował wyjść z nałogu, zawsze bez skutku. O ostatniej terapii w ośrodku odwykowym dowiedziałam się dopiero po jego śmierci, porządkując dokumenty.

Dlaczego mówisz, że chciałaś być lepsza od mamy?
Bo mój ojciec też pił, a mama utrzymywała to w tajemnicy. To było dysfunkcyjne, niezdrowe. Rodzice pracowali jako nauczyciele i mama chyba sądziła, że nikt na zewnątrz nie powinien wiedzieć o naszych problemach. Bo to nie wypada. Pamiętam, jak kiedyś położyła palec na ustach i nie pozwoliła mi się do siebie zbliżyć, przytulić. Odczułam to jako odtrącenie. Nie miałam do niej dostępu - aż do czasu, gdy dorosłam, wyszłam z alkoholizmu, leczyłam się z raka. Ten dystans mamy i picie ojca… Chyba przez to zaczęłam się wycofywać, stawałam się inna od wszystkich, gorsza, odrzucona. Cały czas się chowałam. Nie miałam kogoś, z kim mogłabym porozmawiać, gdy coś się nie układało. Problemy się nawarstwiały i w końcu zaczęłam tłumić je piciem. Alkohol dawał mi wolność, odganiał pesymistyczne myśli. Pierwszy kieliszek wypiłam, gdy miałam trzydzieści lat, a skończyłam w wieku czterdziestu siedmiu. W tym czasie alkohol robił mi wodę z mózgu. Pijąc, myślałam, że w końcu znalazłam swoje miejsce, że jestem duszą towarzystwa. Tak się zaczęło. Najgorsze okazały się ostatnie dwa, trzy lata. Byłam wrakiem człowieka - wychudzona i sponiewierana. Po kolei traciłam wszystkich i wszystko, wyrzucili mnie z pracy…

Po terapii udało Ci się odbudować życie?
To był i wciąż jest długotrwały proces. Najpierw odbudowałam relacje z najbliższymi, czyli z córkami i mamą. Na koniec, gdy już chorowała na raka, nawiązałyśmy silną więź. Przyznała się do błędów, do swojej apodyktyczności. To mi bardzo pomogło, otworzyłam na nią serce i wreszcie mogłyśmy się zbliżyć. Gdy umarła, miałam poczucie, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Nie było już między nami żadnej zadry czy niezgody. Obie znalazłyśmy spokój. W tej chwili odbudowuję relacje z bratem, który nie pije od ponad trzydziestu lat.

Córki są dumne z tego, że udało Ci się wyjść z nałogu?
Myślę, że tak. Zawsze mnie wspierały. Wiem, że na początku bały się uwierzyć w moją trzeźwość, nie wiedziały, czy wytrwam w niepiciu, bo przecież obiecywałam im to już wcześniej, i to nie raz. Były podejrzliwe, gdy wracałam z mityngów, a jeżeli spóźniałam się parę minut, wyczuwałam ich niepokój. Początki wychodzenia z uzależnienia nie były łatwe. Ale przebrnęłyśmy przez to razem. Teraz moja młodsza córka jest już zamężna, starsza przygotowuje się do ślubu, bardzo cieszę się ich szczęściem.

Wróciłaś do pracy? Znowu jesteś fizjoterapeutką?
Odbudowa pozycji zawodowej trwała najdłużej. Musiałam się wykazać ogromną pokorą, bo wyleciałam z pracy za niechlubne czyny. Miałam wrażenie, że na każdym słupie jest napisane - złodziejka. Nie wierzyłam, że znajdę zatrudnienie. Obwiniałam się, ale… Dostałam drugą szansę! Po dziesięciu latach wróciłam dokładnie na to samo miejsce, z którego wcześniej mnie zwolniono - i zostałam ciepło przyjęta.

Jak wpłynęła na Ciebie choroba alkoholowa?
Umożliwiła mi refleksję nad sobą. Zrozumiałam dużo rzeczy, inaczej patrzę na świat, lepiej
rozumiem swoje emocje i emocje innych ludzi. Wyznaczam sobie cele i je realizuję. Mam też marzenia, a kiedyś ich nie miałam! Kosztowało mnie to wiele pracy, ale się udało. Teraz mam najlepszy okres w życiu. Niedawno urodził mi się wnuk…

…i umiesz walczyć z pokusami?
Zdaję sobie sprawę, że jestem ciągle narażona na zachowania kompulsywne. Po trzech latach od rzucenia picia, rozstałam się też z papierosami. To już osiem lat. Wciąż jeszcze zdarzają mi się okresy obżerania, ale z tym też sobie radzę.

Gdy już wyszłaś na prostą, pojawiły się problemy ze zdrowiem.
Trzy lata temu dowiedziałam się, że mam raka piersi. Twoja mama też miała raka. Ojciec również. Wiedziałam więc, że jestem narażona na nowotwór. Jeszcze przed ciążą pojawiły się pewne niepokojące sygnały, ale wówczas nie zostały zakwalifikowane jako choroba nowotworowa. Byłam jednak pod stałą obserwacją onkologów. Trwało to dość długo, aż któregoś razu zdiagnozowano u mnie nowotwór złośliwy.

Kiedy otrzymałaś tę wiadomość?
W grudniu 2015 roku - między świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem. Jechałam wtedy do swoich małych pacjentów w hospicjum „Nadzieja”. Przez telefon powiedziano mi, żebym przyszła odebrać wyniki. Od razu zostałam umówiona na wizytę w poradni onkologicznej w Bydgoszczy. To mnie przytłoczyło. Wtedy żyła jeszcze moja mama. Pojechałam do niej, usiadłam w fotelu i powiedziałam, że mam raka. Mama się popłakała. Obie byłyśmy chore. Ale po tym początkowym załamaniu złe myśli mnie opuściły. Nie miałam też czasu się bać, dookoła dużo się działo, rozpoczęłam leczenie, wierzyłam, że będzie dobrze.

Dzisiaj nie myślisz już o raku?
Prawie o nim zapomniałam. Chociaż ostatnio… Strasznie zdenerwowałam się zmianą, która pojawiła mi się na wardze. Poczułam niepokój. O niczym innym nie mogłam myśleć, tylko o tym, że mam czerniaka i będę umierać. Teraz jestem już parę dni po zabiegu. Chirurg uspokoił mnie i powiedział, że zmiana może być wynikiem radioterapii. Czekam na rozpoznanie. Jestem już na takim etapie duchowego rozwoju, że nie wpadam w panikę. Myślę sobie, że co ma być, i tak będzie. Ale… Czy byłoby mi szkoda odchodzić z tego świata? Pewnie, że tak… Szczególnie teraz.

*MAGDA MICHALSKA - torunianka, fizjoterapeutka, pracuje w przychodni rehabilitacyjnej. Jest jedną z bohaterek fotografii przygotowywanych na październikową akcję „Siła kobieTY”, organizowaną przez „Miasta Kobiet”.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City