Sobota, 15 grudnia 2018

Freeshion - moda dla każdego

Nie zamierzamy zmieniać się w firmę, która działa na zlecenie kogoś innego. Nie o to nam chodzi.Chcemy sami wybierać. Freeshion to przecież wolna moda.

Lena Szuster

Tagi: Miasta Kobiet moda freeshion ubrania

23 listopada 2018, aktualizowano: 23-11-2018

Z projektantką Izabelą Szymoną i jej mężem Bartłomiejem Borkowskim* rozmawia Lena Szuster




Dużo się u was dzieje.

Iza:
To prawda, trochę ciężko się z nami spotkać, bo wciąż jesteśmy w rozjazdach. Niedawno otworzyliśmy nowy sklep - w Centrum Praskim Koneser w Warszawie. To dla nas olbrzymi powód do radości i dumy.

Jak do tego doszło?

Bartek:
Trochę przypadkiem. Szukaliśmy przeciwwagi dla internetu. Chcieliśmy znaleźć miejsce ciekawe, z potencjałem, raczej nie galerię handlową. To nie do końca dla nas. Wtedy usłyszeliśmy o Koneserze. Spóźniliśmy się z aplikacją o dwa tygodnie, ale musiała się spodobać, bo w przeciągu doby dostaliśmy telefon. Potem było jeszcze spotkanie. Wychodząc z niego już wiedzieliśmy - udało się! Iza sama o tym nie wspomni, bo jest bardzo skromna, pochwalę się więc za nią: mnóstwo osób pojawiło się na otwarciu specjalnie po to, żeby ją poznać.

Izabela Szymona i Bartek Borkowski, fot. Tomasz Czachorowski

Izabela Szymona i Bartek Borkowski, fot. Tomasz Czachorowski



Spotkania z fanami marki są motywujące?

Iza:
Raczej stresujące (śmiech). Jestem skryta i cicha, nie lubię publicznych wystąpień, bycia w centrum uwagi, całego tego zamieszania. Oczywiście bardzo cieszy mnie, że klientki lubią nosić moje ubrania! Ale prawdę mówiąc, najlepiej czuję się, kiedy mogę po prostu projektować.

Bartek: Ale jesteś też genialna w relacjach z ludźmi. Iza tworzy świetną atmosferę. Jest wesoła, uwielbia się śmiać, zawsze rzuca jakieś zabawne teksty, nawet kiedy ja próbuję powiedzieć coś poważnego. Dziewczyny uwielbiają z nią pracować i narzekają, kiedy wyjeżdża na dłużej. Myślę, że to też olbrzymi atut dla klientek, że mogą z Izą normalnie porozmawiać - jak z koleżanką, bardzo bezpośrednio.

Fot. Julia Jarmulska

Fot. Julia Jarmulska



Atutem jest też to, że Wasze ubrania zawsze dobrze się noszą i wyglądają - bez względu na figurę czy wzrost kobiety.

Iza:
Zawsze w projektowaniu uwzględniam aspekt praktyczny, nie kieruję się tylko jakąś odległą, artystyczną wizją. To chyba jest problem różnych małych i większych projektantów - choć mają ciekawe pomysły, ich ubrania się nie sprzedają. Myślę, że z jednej strony wynika to z bardzo zawyżonej ceny. Z drugiej - te projekty często mają taką… usztywnioną, zbyt wymyślną formę. To świetnie wygląda na zdjęciach lub na wybiegu. Ale w życiu? Takie ubrania nie nadają się do pracy, na randkę, na kawę z przyjaciółką. Mając je na sobie, nie dasz rady odprowadzić dziecka do przedszkola albo skoczyć na szybkie zakupy.

Bartek: Ubrania Freeshion są jednocześnie kobiece i wygodne, eleganckie i praktyczne, dla wszystkich i na każdą okazję. Iza wybiera uniwersalne, ciekawe kroje. Ma do tego nosa, po prostu czuje, co się będzie dobrze nosiło. W efekcie powstają świetne ubrania. Niektóre to prawdziwe bestsellery, na przykład bluza Carly.

Fot. Julia Jarmulska

Fot. Julia Jarmulska



To ta z nadrukiem z jednorożcem?

Iza:
Tak, szyjemy ją już prawie dwa lata, zmieniamy tylko print - kiedyś był samochód, później abstrakcyjna twarz, teraz właśnie jednorożec. Świetnym produktem jest też przedłużana, oversize’owa koszula Frankie, sukienka Ida z wygodnej, dresowej dzianiny i jeszcze sukienka Foxy w etniczne wzory, które my nazywamy liski-łapki (śmiech).

Niedawno wypuściliście też kolekcję Darii Ładochy.

Bartek:
To było nowe doświadczenie, na pewno wiele się przy nim nauczyliśmy. Daria przyszła do nas już z częściowo gotowymi pomysłami, potem jeszcze dużo rozmawiała z Izą, robiły sobie burze mózgów, dopracowywały projekty. Poza kolekcją Darii produkowaliśmy też własne ubrania, więc mieliśmy sporo rzeczy do ogarnięcia od strony organizacyjnej, szczególnie że to były skomplikowane, pracochłonne projekty, często szyte z trudnych do obróbki materiałów.

Iza: Ale kolekcja udała się bardzo dobrze. Teraz przygotowujemy z Darią kolejną - chcemy, żeby pojawiła się już w listopadzie, skupimy się w niej na dzianinach. Myślę, że to fajny projekt i spodoba się klientkom.

Bartek: Na razie nie planujemy jednak współpracy z innymi projektantami czy celebrytami. Darię znamy osobiście i bardzo lubimy, dobrze się nam razem działa, nie chcemy tego stracić albo zmienić się w firmę, która działa na zlecenie kogoś innego. Nie o to nam chodzi. Chcemy sami wybierać.

Iza: Freeshion to przecież wolna moda.

Fot. Julia Jarmulska

Fot. Julia Jarmulska



Zaczynaliście od ubrań, ale teraz Wasza oferta jest dużo szersza.

Iza
: Ruszyliśmy na przykład z kolekcją ceramicznej biżuterii. Ja projektuję, a wykonaniem zajmuje się artystka rękodzielniczka z Torunia. Nasza biżuteria jest z wypalanego kolorowego szkła. Fajnym produktem są też torby - ostatnio Bartek wybrał do nowej partii świetne kolory. Są super.

Bartek: Przez przypadek wybrałem (śmiech).

Przez przypadek - to znaczy?
Bartek:
Musiałbym chyba zacząć od tego, jak w praktyce wygląda działanie Feeshion. Każdy proces zaczyna się od Izy - ona jest najważniejsza. Projektuje, wymyśla, dosłownie wszędzie szuka inspiracji i czuje, co się będzie podobać, a co nie. Potem na podstawie projektu powstaje prototyp - często jeszcze nie z właściwego materiału, a ze skrawków innych, podobnych. Czasem szwaczki przychodzą i pokazują mi taki prototyp, a ja się dziwię i mówię, że to przecież dziwnie wygląda. Po prostu nie mam takiej wyobraźni jak Iza i nie widzę w głowie tego końcowego produktu. Ale jak już zobaczę… Jeżeli jakiś produkt dobrze schodzi, doszywamy kolejną partię, często dodając jakieś nowe materiały albo kolory dla urozmaicenia. Kiedy dorabialiśmy torebki, Iza akurat była w Warszawie, więc ja musiałem zrobić zamówienie i wybrać jakieś kolory.

Iza: Pięknie wybrałeś. Granat, bordo i camel. Ten camel jest fenomenalny…

Fot. Julia Jarmulska

Fot. Julia Jarmulska



Na początku byliście małą, lokalną firmą - dziś jesteście rozpoznawali w całej Polsce i za granicą. Co było najtrudniejsze?

Iza:
Och, całe mnóstwo rzeczy (śmiech). To wszystko z zewnątrz wygląda na łatwiejsze niż jest w praktyce. Dla mnie najtrudniejszy był i zawsze będzie stres związany z tym, czy dany model się przyjmie, czy się spodoba, czy fajnie wyszedł, czy druk jest ciekawy… Chyba zawsze trochę w siebie powątpiewam. Ale na razie się udaje!

Bartek: Na Izie spoczywa olbrzymia odpowiedzialność - za całą firmę, za ludzi, którzy z nami pracują i na nas polegają. Nie możemy myśleć tylko o sobie. To jedna rzecz, a druga - prowadzenie firmy kosztuje dużo czasu i energii. Trudno to przeliczyć na pieniądze. Bardzo przez te sześć lat urośliśmy, ale wciąż jesteśmy małą firmą, dużo rzeczy robimy sami, nie mamy wielkiego sztabu ludzi.

A największe sukcesy? Tylko, Izo, nie mów, że nie ma sukcesów!

Iza:
Dobrze, postaram się (śmiech). Jestem bardzo dumna z otwarcia sklepu w Warszawie - w świetnym miejscu, w modnej, prestiżowej lokalizacji. I jeszcze z Bartka jestem bardzo dumna - to on wszystko spina od strony formalnej. Wytworzył mechanizm, który świetnie działa, mamy elastyczny system produkcji, własną szwalnię, jesteśmy samowystarczalni. Właściwie każde ubranie możemy uszyć w kilka dni - szybciej niż znane i duże sieciówki! To wszystko jest zasługa pracy Bartka. Bez niego nigdy by się nie udało.

Bartek: I vice versa.

Fot. Julia Jarmulska

Fot. Julia Jarmulska



Jak chcielibyście, żeby marka funkcjonowała za kilka lat?

Iza:
Tak bardzo lubię swoją pracę, że chyba za bardzo o tym nie myślę. Skupiam się na tu i teraz, na kolejnych projektach, kolekcjach, materiałach i wzorach. Najbardziej zależy mi na tym, żeby marka po prostu się rozwijała, żebyśmy mieli za co żyć i mogli zapewnić dobrą przyszłość naszej córce.

Bartek: Iza mówi, że nie ma planów, ale ja ją znam i wiem, że ma w głowie jakieś pomysły (śmiech). Jest bardzo ambitna i odważna. Na pewno już planuje następne kolekcje, już wie, jakie ubrania chce stworzyć, z jakich materiałów skorzystać. Cały czas konsekwentnie rozwija markę. Chciałaby - oboje byśmy chcieli - żeby Freeshion było dla wszystkich. To nie mają być drogie ubrania dla wybranych. Staramy się utrzymać jak najlepszy stosunek jakości do ceny. Może nie wypada się aż tak chwalić, ale tworzymy naprawdę świetne produkty - nasze ubrania możesz prać i nosić przez lata, a mimo to nadal będą dobrze wyglądać. To nasz cel: dobra jakość, dobra cena, dobre ubrania dla wszystkich.

Iza: Właściwie… Jak już zaczęliśmy mówić o planach na przyszłość, to przyznam, że marzy mi się też taka bardziej szalona kolekcja, raczej jako dodatek i gdzieś tam w przyszłości, ale kto wie? I jeszcze jeden sklep w Warszawie - może na Nowym Świecie. I więcej czasu dla nas - tego cały czas brakuje (śmiech).


*IZABELA SZYMONA I BARTŁOMIEJ BORKOWSKI - razem prowadzą Freeshion - markę ubrań, która stawia na wolność, jakość, wygodę i kobiecość. Iza projektuje, Bartek zajmuje się logistyką, a Freeshion rośnie w siłę. Mieszkają w Chełmży razem z córką.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City