Sobota, 15 grudnia 2018

Świat cudów i możliwości - rozmowa z Pauliną Woźniak

Zawsze chcieliśmy mieć coś, co moglibyśmy robić razem - Popaopa jest spełnieniem tych marzeń. Łączenie biznesu z życiem prywatnym nie jest łatwe, ale warto się zmobilizować i znaleźć czas na realizację swoich pasji.

Lena Szuster, fot. Tomasz Czachorowski

Tagi: Miasta Kobiet dzieci mama rodzicielstwo biznes pasja przedsiębiorczość

26 listopada 2018, aktualizowano: 26-11-2018

Z Pauliną Woźniak*, pomysłodawczynią i właścicielką bydgoskiego sklepu Popaopa, mamą trójki dzieci, rozmawia Lena Szuster




Nie mogłam się powstrzymać i  musiałam zajrzeć do tych książek. Bardzo mi się podobają.
Czytamy je też naszym dzieciom w  domu. Naprawdę trafiają do maluchów, są interesujące, mają świetny aspekt edukacyjny i nawet dla dorosłych mogą być ciekawe. Bo czy wcześniej wiedziałaś na przykład, jak wygląda przekrój bambusa? Albo liść ukęśli indyjskiej? Ja też nie (śmiech). Myślę, że to naprawdę super, że takie pozycje powstają i że przy okazji poruszają różne ważne tematy w przystępny dla najmłodszych sposób. W książce, którą właśnie oglądasz, jest mowa o tym, jak długo rośnie drzewo, jaką historię ze sobą niesie i że dbałość o  przyrodę jest ważna. Są też genialne pozycje o dinozaurach, ewolucji zwierząt, o tym, jak powstały pierwsze kwiaty albo jakie są zwyczaje pszczół. To pozycje dla dzieci w wieku od pięciu do ośmiu lat. Ale mamy również literaturę dla maluchów od trzeciego miesiąca życia. Takie dziecko najlepiej widzi kontrastowe kolory - biel, czerwień, czerń, więc książeczki muszą być tworzone w specjalny sposób.

Prowadzicie też akcję wspólnego czytania z rodzicami i ich pociechami.
Zaczęliśmy pół roku temu. Jestem bardzo dumna z tego projektu, bo łączy ludzi, tworzy aktywną, fajną społeczność, angażuje rodziców we wspólne spędzanie czasu z dziećmi, a do tego jeszcze edukuje. Czytanie z Popaopa odbywa się w każdy piątek, mniej więcej około godziny dziewiętnastej. Zdecydowaliśmy się na nowoczesną formę - czyli relacje wideo na Instagramie, znajdziecie nas pod hasztagiem #popaopaczytadzieciom. Dzięki temu do akcji mogą dołączyć osoby, które normalnie nie miałyby czasu czy możliwości, żeby przyjechać na spotkanie stacjonarne w sklepie. Książki czytają rodzice, nagrywają filmy i wszystko to udostępniamy na naszym profilu. Później przez tydzień mamy zniżkę na daną pozycję. Akcja się rozwija i zgłasza się do nas coraz więcej rodziców, którzy chcą czytać razem z dziećmi.

Ojcowie też czytają?
Tak, coraz więcej tatusiów bierze udział w akcji i w ogóle w wychowaniu dzieci. To bardzo pozytywny trend, bo przecież rodzicielstwo nie jest tylko domeną kobiet. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu rzeczywiście było tak, że ojcowie raczej nie chodzili na urlopy wychowawcze albo nie zajmowali się dziećmi w domu. Teraz to się zmienia. Z doświadczenia w pracy w sklepie mogę powiedzieć, że ojcowie potrafią i chcą być zaangażowani. Bardzo dobrze orientują się w asortymencie, wiedzą, co do czego służy, jakie ma zastosowanie, nie krępuje ich zmienianie pieluch i tak dalej. To jest super, bardzo wspieramy takie postrzeganie rodzicielstwa.

Ojcowie coraz bardziej angażują się w wychowanie dzieci. To bardzo pozytywny trend, bo przecież rodzicielstwo nie jest tylko domeną kobiet.


Można powiedzieć, że dzięki akcji „Popaopa czyta dzieciom” budujecie całą prężnie działającą społeczność.
Tak, tworzymy rodzinę Popaopa (śmiech). Cieszy nas, że tyle osób nam zaufało. Staramy się budować wokół sklepu społeczność, której znak rozpoznawczy to hasztag #popaopafamily. Na Facebooku z kolei założyliśmy grupę Popaopa Backstage, w której przyjaciele Popaopa mogą się poznać, porozmawiać, wymienić doświadczeniem z bycia rodzicem, poradzić oraz
- co przecież bardzo ważne - okazyjnie kupić produkty z naszego asortymentu. Grupę tworzyliśmy z myślą o stałych klientach z Bydgoszczy i okolic, ale obecnie jest w niej także sporo osób z innych stron. Po dwóch latach udało nam się także zorganizować Wymieniadę - to akcja, podczas której można wymieniać, sprzedawać i kupować rzeczy dziecięce. Wyszło rewelacyjnie - handel handlem, ale zintegrowaliśmy się i świetnie bawiliśmy. W listopadzie odbędzie się druga edycja. Ciągle szykujemy niespodzianki, mamy w głowie masę pomysłów i nie możemy się doczekać, aż wcielimy je w życie.

Czy przy tylu pomysłach i działaniach udaje się znaleźć równowagę między życiem prywatnym a zawodowym?
Mam nadzieję, że tak (śmiech). Razem z mężem bardzo się wspieramy, dzielimy obowiązkami, współpracujemy zarówno w domu, jak i pracy. Każde z nas ma swoją dziedzinę, zadania, w których czuje się najlepiej. Jerzy zajmuje się formalnościami i obsługą klienta w internecie, ja - organizacją pracy i doborem asortymentu. Uzupełniamy się. Razem pokonujemy przeciwności. Myślę, że ważne jest też to, że robimy coś, co kochamy. Realizując swoje pasje, łatwiej znaleźć czas, godzić różne, często zupełnie zwariowane obowiązki. To chyba klucz do sukcesu.

Skąd pomysł na Popaopa?
Zawsze chcieliśmy mieć coś, co moglibyśmy robić razem - Popaopa jest spełnieniem tych marzeń. Pomysł pojawił się wraz z narodzinami drugiego dziecka. Już wcześniej interesowały mnie tematy związane z rodzicielstwem, wychowywaniem dzieci, różnymi produktami, narzędziami i metodami, które pomagają maluchom dobrze i zdrowo się rozwijać, ale do przekucia tej pasji w biznes zabraliśmy się właśnie po tym, jak na świecie pojawiła się Zosia. Sklep otworzyliśmy w listopadzie 2015 roku, kiedy miała osiem miesięcy. Staś liczył sobie wtedy dwa lata i to jemu zawdzięczamy nazwę - to zbitek sylab, które wypowiadał, gdy chciał, żebyśmy wzięli go na ręce.

Dzieci wspierają nas w wyborze zabawek i akcesoriów. Ich perspektywa, spojrzenie na świat, radość z odkrywania nowych rzeczy, entuzjastyczne reakcje dają olbrzymiego kopa i bardzo motywują.


Trudno było rozwijać biznes i jednocześnie zajmować się dwójką małych dzieci?
Na pewno było to spore wyzwanie logistyczne. Jeszcze bardziej skomplikowane, gdy nasza rodzina powiększyła się o Tadzika. Mówimy o nim, że jest „dzieckiem Popaopa”, bo pracował z nami w sklepie już od czwartej doby życia (śmiech). To chyba dzięki temu jest taki towarzyski i otwarty, bardzo łatwo łapie kontakt z ludźmi. Teraz dzieciaki już podrosły - Staś i Zosia są przedszkolakami, Tadzik chodzi do żłobka, mamy więc więcej czasu na rozwijanie biznesu. Oczywiście dzieci odwiedzają nas w sklepie, ale są bardzo ruchliwe, nie usiedzą w miejscu dłużej niż piętnaście minut (śmiech). Zawsze chcieliśmy mieć trójkę maluchów - dwójkę własnych i jedno adoptowane. Wyszło tak, że jest trójka własnych… Ale ta myśl o adopcji wciąż w nas siedzi, jest taka potrzeba serca, więc kto wie, może rodzina Popaopa jeszcze się rozrośnie.

Mówiłaś już, że czytacie dzieciom książki, które sprowadzacie do sklepu. Czy maluchy pomagają też w wyborze asortymentu?
Bardzo! Największym testerem produktów dla najmłodszych jest Tadzik, właściwie wszystko przechodzi przez jego rączki (śmiech). Staś i Zosia wspierają nas w wyborze zabawek i akcesoriów dla starszaków. Ich perspektywa, spojrzenie na świat, radość z odkrywania nowych rzeczy, entuzjastyczne reakcje dają olbrzymiego kopa i bardzo motywują. Często razem podróżujemy, jeździmy na targi, które odbywają się nie tylko w Polsce, ale i całej Europie. Wyszukujemy rzeczy nietypowe, ciekawe i unikatowe. Myślę, że to nasz największy atut - stawiamy na coś nowego i innego. Oferujemy produkty, których nie znajdziesz w zwykłym sklepie, markecie czy sieciówce. Staramy się też, żeby oferta była jak najszersza, na różne kieszenie i potrzeby, dla noworodków i kilkulatków. Chcemy, żeby Popaopa było miejscem przyjaznym, rozwijającym, pełnym cudów i możliwości. Żeby przychodzące tu dzieci mogły się zachwycić światem.

Co było dla Was największym wyzwaniem?
Wyzwań było dużo, ale prawdę mówiąc, z perspektywy czasu myślę, że mieliśmy dużo szczęścia i dobrze poradziliśmy sobie z różnymi trudnościami. Chyba taką największą bolączką była kwestia lokalowa. Tutaj, na ulicę Gackowskiego, przenieśliśmy się w tym roku we wrześniu. Wszystko jeszcze pachnie nowością! Wcześniej prowadziliśmy sklep w domku jednorodzinnym moich rodziców na ulicy Gołębiej. Tam lokal nie był przystosowany do handlu, nie mieliśmy też miejsca na odpowiednią ekspozycję. Teraz jest przestrzenniej i przytulniej. Mogliśmy zaaranżować naprawdę ładny, rozbudowany kącik dla maluchów - dzieciaki mają miejsce do zabawy i są bezpieczne, podczas gdy rodzice robią zakupy.
Wyzwaniem było też wpasowanie się w rynek, bycie elastycznym i konkurencyjnym czy znalezienie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Kiedy zaczynaliśmy, nasz zespół był trzyosobowy, w tym my dwoje (śmiech). Dziś sklep Popaopa tworzy już osiem osób - cztery na pełen etat, dwoje naszych przyjaciół, którzy regularnie nas wspierają, a do tego my. Cieszę się, że po urodzeniu Tadzika się nie poddaliśmy - po prostu zaadaptowaliśmy się do sytuacji i rozwijaliśmy razem.

Pomiędzy rodziną i prowadzeniem biznesu znajdujesz jeszcze czas na inne aktywności. Staramy się być jak najbardziej zaangażowani w życie lokalnej społeczności. Tutaj jako taka akcja integrująca rodziców i dzieci świetnie sprawdza się wspomniane już wcześniej „Popaopa czyta dzieciom”. Poza tym planujemy na przykład udział w grudniowej akcji charytatywnej, w której będziemy zbierać fundusze dla potrzebującego malucha. Sprawa jest jeszcze w trakcie omawiania, nie mogę więc zdradzić więcej szczegółów. Poza tym w ramach targów rodzinnych organizowaliśmy bezpłatne warsztaty chustowania, prowadzone przez najlepszą doradczynię chustonoszenia - Paulinę Jermak z Bydgoszczy. Cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. A sam temat jest wart promowania - z jednej strony to naprawdę duża wygoda dla rodziców, z drugiej budowanie relacji z maluchem, które wpisuje się w ideę rodzicielstwa bliskości oraz wspiera rozwój dziecka.

Powiesz coś więcej o rodzicielstwie bliskości?
Każdy rozumie je indywidualnie. Dziecko czuje emocje rodziców - nigdy nie zapominajmy, że życie to nie tylko rodzicielstwo, dlatego spełnienie czy komfort psychiczny oraz fizyczny mamy i taty zaowocują radością dziecka. Dla mnie rodzicielstwo bliskości to czułość, zaangażowanie, otwartość na potrzeby małego człowieka. Jednocześnie jednak spełnianie moich osobistych aspiracji - z tym jednak zastrzeżeniem, że nie obok ani wbrew rodzinie, tylko z nią, umiejętnie włączoną w cały proces. Dzieci bardzo interesują się naszą pracą i pasjami. Rozmawiamy z nimi otwarcie i bez infantylizacji, a maluchy kiwają głowami, dopytują i robią poważne miny. To cudowne momenty.


*Paulina Woźniak - razem z mężem prowadzi wyjątkowy sklep dla maluchów Popaopa przy ulicy Gackowskiego 1C. Jest mamą trójki dzieci: pięcioletniego Stasia, trzyletniej Zosi i dwuletniego Tadzika.




Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City