Piątek, 18 stycznia 2019

Czyja to twarz?

Problem zaczyna się wtedy, gdy nie potrafię określić, kto jest moim mężem, a kto szefem, bo obaj są wysokimi mężczyznami i noszą okulary.

Tomasz Skory

Tagi: Miasta Kobiet twarz rozpoznawanie twarzy

12 grudnia 2018, aktualizowano: 12-12-2018

Z dr Iloną Kotlewską-Waś* z Katedry Kognitywistyki UMK rozmawia Tomasz Skory




Zacznę nietypowo: podejrzewam u siebie lekką prozopagnozję…
Tak? Ale widział pan, jak wyglądam na zdjęciu, i rozpoznał mnie pan!

Tak, ale wiedziałem, gdzie i kiedy się spotykamy. Gdybyśmy się minęli parę minut temu na ulicy, pewnie nie zwróciłbym uwagi.
Rzeczywiście, osoby z prozopagnozją mają problemy z zapamiętywaniem twarzy. I nie jest tak, że kogoś celowo mijają na ulicy, tylko naprawdę go nie rozpoznają. Ale ta przypadłość może mieć różne aspekty. Może być tak, że rozpoznajemy pewne osoby tylko w konkretnych sytuacjach, z których je kojarzymy, np. kolegę ze studiów rozpoznam na uczelni, jednak jak go zobaczę na ulicy czy w autobusie, to zaczynam się zastanawiać, skąd znam tego człowieka. Takie delikatne objawy jeszcze nie utrudniają nam tak bardzo życia. Problem zaczyna się wtedy, gdy nie potrafię określić, kto jest moim mężem, a kto szefem, bo obaj są wysokimi mężczyznami i noszą okulary. A zdarzają się takie ekstremalne przypadki. Można nawet nie pamiętać twarzy swojego dziecka i matka musi np. przewiązywać mu czerwoną wstążkę na głowie, by być w stanie odróżnić je od innych dzieci.

Z czego wynikają te zaburzenia?
Ogólnie ludzie są ekspertami w rozpoznawaniu twarzy. Widzimy je od chwili narodzin, cały czas nas otaczają, więc rozpoznajemy je świetnie - choć tylko w obrębie własnej rasy. Uczymy się rozpoznawać osoby o białym kolorze skóry, a już z Azjatami będziemy mieli większy problem. Niektórzy są w stanie odróżnić osobę pochodzącą z Tajwanu od osoby z Male
zji, ale inni już nie. Odpowiada za to zakręt wrzecionowaty, czyli dolna część płata skroniowego mózgu. Aktywuje się on za każdym razem, gdy coś rozpoznajemy - nie tylko twarze, ale wszystkie obiekty z dziedzin, w których się specjalizujemy. To znaczy, że np. u pasjonata ornitologii aktywuje się on przy rozpoznawaniu ptaków, a mechanicy będą tak reagowali na samochody. I jeżeli ten zakręt wrzecionowaty jest z jakiegoś powodu uszkodzony - na skutek wady wrodzonej lub nabytej, np. przez uraz - to może pojawić się prozopagnozja. Przy czym, jak wspomniałam, spektrum tych zaburzeń jest bardzo szerokie. A do jakiego stopnia u pana to funkcjonuje?

Jak kogoś dawno nie widziałem lub ktoś zmienił wygląd, np. ściął włosy lub zaczął nosić okulary, to już pojawiają się wątpliwości. Zauważam, że ta osoba jest do kogoś podobna, ale nie zawsze mogę skojarzyć, do kogo.
Osobom chorym na prozopagnozję najłatwiej identyfikować znajomych po charakterystycznych cechach. Pomocne na pewno są takie detale, jak duże uszy, krzywy nos czy konkretny kolor włosów. Albo że ktoś zawsze nosi okulary w dużych, grubych oprawkach…

Gorzej jak ktoś regularnie zmienia stylizację.
W takich sytuacjach pomaga obserwowanie chodu i sylwetki. Okazuje się bowiem, że sam wyraz twarzy nie jest dla nas tak bardzo informacyjny, jak mogłoby się wydawać. Pamiętam badania, w których pokazywano ochotnikom zdjęcia ukazujące reakcje tenisistów, którzy albo wygrywali, albo przegrywali set czy mecz i bardzo ekspresyjnie wyrażali swoje emocje. Fotografia była wycięta tak, że przedstawiała tylko głowę. I osoby badane miały ogromną trudność, by wskazać, czy jest to radość, czy smutek. Dopiero gdy pokazano im całe zdjęcie, z gestem wzmacniającym - zaciśniętą pięścią czy ramionami uniesionymi w górę - wtedy stawało się to oczywiste. Sylwetka stanowi więc bardzo ważne uzupełnienie informacji.

Są podobno osoby, które świetnie potrafią rozpoznawać emocje po samej mikroekspresji…
Myśli pan o „Mentaliście”? W Instytucie Nenckiego, gdzie prowadziłam badania mózgu z wykorzystaniem elektroencefalografii, dr Krystyna Rymarczyk przy użyciu elektromiografii badała mięśnie twarzy odpowiadające emocjom bazowym, takim jak strach, wstręt, złość, smutek i radość. I rzeczywiście, udało się wydzielić odpowiadające im partie mięśni, więc jak ktoś byłby bardzo wyczulony na ich ruchy, to faktycznie mógłby próbować coś z tego wywnioskować. Ale na ile to będzie zgodne z prawdą? Bez dłuższych obserwacji, które pozwoliłyby ustalić pewną normę, będzie to raczej zgadywanie.

A jakie mechanizmy zachodzą w mózgu przy rozpoznawaniu twarzy? Dlaczego czasem wydaje nam się, że kogoś znamy, nawet gdy widzimy go po raz pierwszy?
Ogólnie, jako ludzie, mamy tendencję do dzielenia wszystkiego na kategorie - to ułatwia nam myślenie o pewnych sprawach. Dzięki temu np., jak dostajemy kubek w jakimś nietypowym kształcie, ale ma on ucho i przestrzeń, którą możemy napełnić, wiemy, że to jest kubek. Tak jest nie tylko z przedmiotami, ale też z ludźmi, a nawet z sytuacjami. Gdy raz coś przeżyliśmy, nasz mózg podpowiada nam schemat postępowania, gdy znowu znajdziemy się w podobnej sytuacji. I gdy spotykamy jakąś osobę, informacje płynące ze szlaków wzrokowych trafiają do hipokampa, gdzie są zestawiane z naszymi wspomnieniami. Czasem zdarza się, że hipokamp wyciąga skądś odległe wspomnienie, np. kogoś, kogo wcześniej widzieliśmy, choć nie zwróciliśmy na niego szczególnej uwagi, i dlatego napotkana osoba może wydawać się nam skądś znajoma.

W Instytucie Nenckiego prowadziła Pani badania dotyczące rozpoznawania znajomych i… samych siebie. Na czym one polegały?
Rzeczywiście, moja praca doktorska polegała na tym, by zbadać, w jaki sposób mózg reaguje na informacje związane z własną osobą. Samoświadomość to ogromny temat, dlatego z moją promotorką, prof. Anną Nowicką, postanowiłyśmy zbadać tylko
taki malutki wycinek, czyli to, jak postrzegamy własną twarz. Bo z czym się najbardziej identyfikujemy? Właśnie z naszym wyglądem. Szczególnie w erze selfie, gdy ciągle oglądamy zdjęcia swoje, swoich znajomych i wygląd w ogóle jest dla nas bardzo ważny. W trakcie tych badań udało mi się potwierdzić, że nasz mózg reaguje automatycznie na wszystko związane z własną osobą. Nazwałam to roboczo neuroegoizmem.

Czym to się przejawia? Tak w życiu codziennym?
Gdy patrzymy na swoje zdjęcie z klasy maturalnej, to w pierwszej kolejności spostrzegamy siebie, w drugiej najbliższych przyjaciół, potem zwracamy uwagę na tych, którzy wyróżniają się w jakiś sposób wyglądem, a na samym końcu przyglądamy się całej reszcie. To się dzieje automatycznie, zaledwie w 300 milisekund. Nie zastanawiamy się nad tym, a jednak własna twarz przykuwa naszą uwagę w pierwszej kolejności. Nie potrafimy jeszcze jednoznacznie odpowiedzieć, dlaczego tak się dzieje, ale możemy mówić o hipotezach. Wydaje mi się, że wiąże się to z wczytanymi ewolucyjnie mechanizmami kontrolowania tego, co się dzieje z nami, naszym ciałem i najbliższym otoczeniem. Może nie jest to taka oczywista relacja, jak w przypadku odczuwania wewnętrznych potrzeb typu głód czy pragnienie, ale jeśli dla naszego mózgu zbieranie informacji o nas samych jest kwestią przetrwania, to pochodną tego mechanizmu może być właśnie to, że w pierwszej kolejności rozpoznajemy własną twarz. Albo że na różnych listach, np. osób zakwalifikowanych na studia czy w rankingach, szybciej odnajdujemy swoje nazwisko.

Czyli ta potrzeba „przyglądania się sobie” była w nas ewolucyjnie zapisana od wieków, a lustro czy zdjęcia stały się narzędziem pozyskiwania informacji o sobie?
Myślę, że tak. Szczególnie że gdyby kolejność zwracania uwagi na twarze była tylko kwestią opatrzenia się lub zżycia emocjonalnego, to znacznie silniej powinniśmy reagować na naszych bliskich. W końcu twarz partnera widzimy częściej i dłużej niż swoją własną. Natomiast przeprowadziłam badania encefalograficzne, które wykazały, że nasz mózg wykazuje znacznie mniejszą aktywność, gdy patrzymy na bliskich niż na samego siebie. Badane przeze mnie osoby oglądały zdjęcia, na których znajdowały się twarze ich, ich bliskich, celebrytów oraz osób zupełnie nieznajomych. Uwagę najbardziej przykuwały nasze zdjęcia, potem naszych znajomych, a podczas oglądania sławnych osób aktywność mózgu była równie niska, jak przy nieznajomych.

To znany aktor ukryty w tłumie nie przyciągnie naszego wzroku w pierwszej kolejności?
W zeszłym roku w trakcie stażu w Dartmouth College przeprowadziłam badanie okulograficzne, czyli śledziłam ruchy oczu osób badanych. Na ekranie wyświetlały się dwie twarze - jedna znajoma, a druga nieznajoma. Moja zwierzchniczka, prof. Maria Ida Gobbini, spodziewała się, że szybciej będziemy wykrywać znaną twarz, ale okazało się inaczej. Osoby badane kierowały wzrok losowo. Co ciekawe, wynik był istotnie statystycznie większy, gdy na ekranie pojawiała się twarz samego badanego. Czyli z jednej strony nie jesteśmy w stanie zauważyć czegoś, na co nie spojrzeliśmy, ale z drugiej mamy kolejne potwierdzenie, że ta własna twarz najbardziej przyciąga naszą uwagę.

*DR ILONA KOTLEWSKA-WAŚ - z Katedry Kognitywistyki UMK. Prowadzi badania nad neuroegoizmem i świadomością własnej osoby. Kształciła się w Instytucie im. Nenckiego PAN oraz w Dartmouth College w Stanach Zjednoczonych. Należy do Stowarzyszenia Rzecznicy Nauki. Prowadzi blog o podróżach, życiu w USA i nauce. Wyznaje filozofię stop & think - że każda, nawet najkrótsza chwila może inspirować do wielkich przemyśleń.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City