Piątek, 18 stycznia 2019

Dom jest tam, gdzie moje koty - rozmowa z Anną Iller

Moi znajomi jeszcze parę lat temu mówili: „Do ciebie to trzeba się wpisać w kalendarz”. Dziś po prostu dzwonią i pytają: „Anka, gdzie teraz jesteś?”.

Mariusz Sepioło

Tagi: Miasta Kobiet nomadzi podróżowanie praca freelancer

19 grudnia 2018, aktualizowano: 19-12-2018

Z Anną Iller*, branded content managerką w grupie Allegro, rozmawia Mariusz Sepioło




Są raczej młodzi, zwykle to freelancerzy, ale nie zawsze. Mogą pracować z dowolnego miejsca na Ziemi - byle był tam dostęp do internetu. Mówi się o nich „cyfrowi nomadzi”. Ty nie przemieszczasz się z Fidżi na Samoę, ale większość dni w roku spędzasz pracując w różnych miastach lub w podróży - samochodem, samolotem, pociągiem. W tym sensie jesteś współczesną nomadką w polskiej wersji.
W zeszłym roku pobiłam chyba swój rekord - w ciągu jednego dnia byłam w czterech miastach rozsianych po całej Polsce. Najpierw Łódź, z której o siódmej rano ruszaliśmy do Poznania na spotkania, potem z Poznania do Warszawy leciałam samolotem, tam miałam kolejne spotkanie, a następnie pojechałam do Krakowa. Na miejscu byłam o 23, kolejnego dnia rano byłam prelegentką na konferencji. Ale to nie jest tak, że bez przerwy się przemieszczam. Przez cały ostatni tydzień mieszkałam w Warszawie.

Taki tryb życia Cię nie męczy?
Możesz ograniczyć się do stanu, w którym tylko w określonym miejscu czujesz się dobrze, albo czuć się dobrze wszędzie. Większość ludzi utożsamia dom z konkretnym miejscem. Też mam swoje miejsce na Ziemi, ale nie jest dla mnie problemem to, by spakować walizkę i je opuścić. Przez to trochę trud niej wyjeżdża mi się na urlop. Nie odbieram wakacji jako czegoś bardzo wyjątkowego. Walizka stojąca w korytarzu nie kojarzy mi się z czymś specjalnym - to po prostu kolejna podróż.

Przystosowanie do takiego życia to naturalna zdolność czy coś, co można sobie „wytrenować”?
To po prostu kwestia wyboru, odpowiedzi na pytania: na czym mi w życiu naprawdę zależy? Jak bardzo istotne jest dla mnie to, co robię, i co jestem gotowa temu poświęcić? Dla mnie to rozwój, nowe sytuacje i wyzwania, przed którymi ciągle staję.

Jeśli właśnie nie jedziesz, to co robisz?
Pracuję jako branded content manager w Allegro, zarządzam zespołami w trzech miastach i czuwam nad projektami filmowymi firmy, m.in. projektem „Legendy polskie”. To ostatnie było dla mnie czymś zupełnie nowym. Jednak wraz z kolejnym zadaniem codzienne obowiązki nie znikają, nie robią nagle „stop” - nadal trzeba odpisywać na maile i odbierać telefony, a jednocześnie czuwać nad całym tym kreatywnym przedsięwzięciem, jakim jest kręcenie filmu. To na przykład 12-14 godzin w skupieniu na planie i jednoczesne ogarnianie różnych rzeczy. Moje zespoły w Toruniu, Poznaniu i Warszawie ciągle pracują, cała firma pracuje. Ostatnio doszłam do wniosku, że moim głównym zadaniem jest zamiatanie problemów przed pracownikami. Nie zamiatanie „pod dywan”, ale sprawianie, żeby różne kłopotliwe sprawy nie zaprzątały im głowy. Bo to oni pracują operacyjnie, to oni tworzą i dopinają projekty do końca. Dlatego moją rolą jest usuwanie im przeszkody z drogi.

To po prostu kwestia wyboru, odpowiedzi na pytania: na czym mi w życiu naprawdę zależy? Jak bardzo istotne jest dla mnie to, co robię, i co jestem gotowa temu poświęcić? Dla mnie to rozwój, nowe sytuacje i wyzwania, przed którymi ciągle staję.


Każdy problem da się przezwyciężyć, każdą granicę pokonać?
Wiesz, dużo osób pyta mnie: „Anka, a co będzie po Legendach, jakie kolejne wyzwania?”. A ja nie wiem. Nie tylko nie wiem, ale co więcej, nawet nie staram się tego planować. Gdyby ktoś powiedział mi pięć lat temu, że będę odpowiedzialna za produkcje filmowe, uznałabym to za absurdalny pomysł. Wcześniej przecież nie miałam z tym nic wspólnego, nie pracowałam z cenionymi aktorami, reżyserem czy operatorem, który odbierał Oscara. Nagle musiałam się tego nauczyć. Mam taką naturę, że nic nie robię na pół gwizdka. Albo wchodzę w coś na 100 proc., albo wcale, tylko ode mnie zależy, czy będę w tym dobra, czy nie. I to nie jest tak, że jedynie tematy kreatywne są dla mnie wyzwaniami. W tym roku dostałam nowy obszar do rozwoju - marketing afiliacyjny. To temat zupełnie nieprzystający do produkcji filmowo-reklamowej, a jednak przynosi mi ogromną satysfakcję, bo rozwijamy coś, co ma realny wpływ na biznes. Czy każdą granicę da się pokonać? Myślę, że przynajmniej większość z nich, ale jest jeden warunek - że robimy to dla siebie i w zgodzie ze sobą.

Jak najczęściej podróżujesz?
Po miastach staram się poruszać samochodem, a kiedy go nie mam, to taksówką albo uberem. W ten sposób oszczędzam też czas. Dla mnie samochód to narzędzie pracy: zakładam słuchawki i w drodze obdzwaniam wszystkich, z którymi muszę tego dnia coś załatwić. Dlatego unikam pociągów: tam lepiej słyszy się stukot kół niż osobę po drugiej stronie telefonu, ciągle znika zasięg i nie ma internetu. A ja przez cały czas mam przy sobie laptop i włączony telefon. Nigdy się od niego nie odcinam.

Nie chcesz czy nie możesz?
Jakieś dwanaście lat temu pracowała ze mną pewna dziewczyna. Powiedziała: „Anka, ty masz patologiczne poczucie obowiązku”. Patologiczne brzmi strasznie, ale ja lubię to słowo w przeciwieństwie do „pracoholizmu”. Jestem z telefonem cały czas, potrafię być multizadaniowa. Często pracuję z zagłuszaczami. Na kolanach laptop, ale w tle coś „leci” - muzyka, film, serial. Na jednym i drugim potrafię się skupić. Umówmy się jednak, nie jestem robotem i jak każdy miewam lepsze i gorsze dni.Staram się pracować efektywnie, aby móc wygospodarować czas dla siebie i na rzeczy, które lubię.

Posadź mnie przy biurku na miesiąc do rozliczania faktur, a wyląduję na terapii. Nie byłabym w stanie.


Do zrobienia i przyswojenia jest tyle, że szkoda tracić jedno kosztem drugiego?
Tak, ale taki styl życia nie jest dla każdego. Nie wszyscy mogą teraz wstać zza biurka, pójść do szefa i powiedzieć: od jutra będę jeździł z miasta do miasta. Są też tacy, którzy staliby się przez to nieszczęśliwi, wypaleni. Z drugiej strony: posadź mnie przy biurku na miesiąc do rozliczania faktur, a wyląduję na terapii. Nie byłabym w stanie. I to jest chyba najpiękniejsze, że jako ludzie jesteśmy tak różni i każdy może mieć szansę znalezienia własnej ścieżki. Tym bardziej szanuję wszystkie te zawody, w których nie wyobrażam sobie pracować.

Jak przez lata zmienił się Twój styl życia?
Jestem już na innym etapie niż np. dwa lata temu. Dlatego zmieniają się też moje oczekiwania. Kiedyś nie miałam problemu z tym, żeby wyjechać o siódmej rano i wrócić w to samo miejsce o 22. Dzisiaj tego unikam, bo szanuję swoje zdrowie. Lepiej rozkładam siły, staram się wysypiać, nie przeciążać. Na ogół podróżuję wieczorami, żeby mieć szansę się zregenerować i być gotową rano do działania, bez względu, czy noc spędzam w domu, czy w hotelu.

Lubisz przestrzeń hotelowego pokoju?
Ludzie, którzy dużo podróżują, zazwyczaj lubią, kiedy obsługa hotelu odzywa się do nich po imieniu, wie, co lubią zjeść na śniadanie i jaką piją kawę. Ja mam odwrotnie. Kiedy ktoś w hotelu mnie wita: „Dzień dobry, pani Aniu, jak minął tydzień?”, to zaczynam myśleć, do którego hotelu się przenieść. Ja w hotelu nie mam potrzeby nawiązywania zbyt bliskich relacji. Nie chcę, żeby inni wiedzieli, czy tego dnia na śniadanie zeszłam w makijażu czy bez, i o której wczoraj wróciłam do pokoju. Dlatego ostatnio coraz częściej wynajmuję na dobę mieszkania. Bo wiem, że nie jestem u siebie, ale też, że nie jestem w hotelu.

Ludzie, którzy dużo podróżują, zazwyczaj lubią, kiedy obsługa hotelu odzywa się do nich po imieniu, wie, co lubią zjeść na śniadanie i jaką piją kawę. Ja mam odwrotnie. Kiedy ktoś w hotelu mnie wita: „Dzień dobry, pani Aniu, jak minął tydzień?”, to zaczynam myśleć, do którego hotelu się przenieść.


Mówi się „każda podróż kształci”. W Twoim przypadku ciągle tak jest?
Zwykła podróż samochodem - pewnie już nie. Poza drobnymi rzeczami: wiedzą o tym, gdzie znika zasięg i gdzie łapie się tylko jedną stację radiową (śmiech). Ale wyjazdy tam, gdzie dzieje się coś innego, ciekawego, ciągle potrafią być rozwijające. To np. wyjazdy na konferencje albo na wykłady ze studentami, które prowadzę. Nie jestem typem podróżnika, który wyrusza po to, żeby dotrzeć do jakiegoś miejsca i je po prostu zobaczyć. Dla mnie liczy się cel, konkret. Dzisiaj takim konkretem są właśnie wykłady na studiach podyplomowych na AGH w Krakowie. Po zajęciach wracam pełna zupełnie nowej siły.

Z raportu Natalii Hatalskiej „Wędrowcy. Raport o współczesnych nomadach” dowiadujemy się, że 70 proc. nomadów zgadza się ze stwierdzeniem: „Moi przyjaciele są dla mnie jak rodzina”. A jak jest u Ciebie?
Moi znajomi i przyjaciele już wiedzą, że jeśli chcą się ze mną spotkać, to musimy umówić się wcześniej. Jeszcze parę lat temu mówili: „Do ciebie to trzeba się wpisać w kalendarz”. Dziś po prostu dzwonią i pytają: „Anka, gdzie teraz jesteś?”. Z drugiej strony, ja też musiałam się do tego przyzwyczaić. Moi rodzice wiedzą, że jeśli mam jeden dzień wolnego, to wolę go spędzić na oglądaniu seriali czy po prostu „nicnierobieniu”. Myślę że im mniej mamy czasu dla bliskich, tym lepiej ten czas spędzamy, dużo bardziej go celebrujemy i doceniamy.

Może dom jest tam, gdzie dobrze się czuję?
A może tam, gdzie są moje koty?


Nomadką lepiej być samotnie czy w związku?
Singlowi jest na pewno łatwiej. Jeśli chodzi o związek, to taką sytuację muszą akceptować oboje partnerzy. Wydaje mi się, że partnerstwo w takim wydaniu wymaga wielkiej dojrzałości. Znam kilka nieudanych, zakończonych już związków na odległość, ale nie mniejsza grupa znajomych była tych „tradycyjnych” układach, które też nie przetrwały. Każdy musi o tym zdecydować indywidualnie. Ale gdybym mała trójkę dzieci, to mój obecny styl życia byłby niemożliwy.

Gdzie jest Twój „dom”?
Kiedyś odpowiadałam na to pytanie: „tam, gdzie mój fryzjer”.

Dlaczego akurat tak?
Bo mam „trudny” kolor włosów i przez długi czas tylko jedna fryzjerka w Toruniu potrafiła go zrobić. Dzisiaj znam też taką fryzjerkę w Warszawie. Może dom jest tam, gdzie dobrze się czuję? A może tam, gdzie są moje koty?

Zabierasz je ze sobą?
Wszędzie poza Poznaniem. To dość duże wyzwanie logistyczne, bo zapakowanie do samochodu dwóch kotów rasy maine coon z łączną wagą 25 kg plus transporter jak dla owczarka niemieckiego wymaga odrobiny sprawności. Na szczęście one nie mają kłopotów z jazdą samochodem.

Co właściwie dla Ciebie znaczy: być nomadką?
Ja bardziej czuję się osobą, która potrafi sprostać wymaganiom współczesnego świata. Potrafi się odnaleźć w tym, jaki on jest - coraz częściej wymaga od nas mobilności i elastyczności.


*Anna Iller - branded content manager w Grupie Allegro, na co dzień zarządza zespołami w Toruniu, Poznaniu i Warszawie, podróżuje po całej Polsce. Realizuje produkcje filmowe dla Allegro, m.in. cykl „Legendy polskie”. Prowadzi zajęcia ze studentami Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Juror konkursów branży marketingowej, m.in. „Mixx Awards”, „TimeCode Akcja Animacja”, „Performnce Diamonds”, „Filmteractive”.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City