Piątek, 18 stycznia 2019

Tańcem można szeptać - rozmowa z duetem Pań-Fu

Tańca współczesnego nie trzeba do końca rozumieć. Ale jeśli widz wyjdzie ze spektaklu poruszony, jeśli coś poczuje - to dobrze.

Mariusz Sepioło

Tagi: Miasta Kobiet taniec tancerki

19 grudnia 2018, aktualizowano: 19-12-2018

Z toruńskimi tancerkami, Joanną Miś-Fudali* i Martą Pańką*, rozmawia Mariusz Sepioło




Niedawno w Toruniu odbył się pokaz mody Jarosława Kamińskiego „Kobiety Torunia”, w którym wzięłyście udział. Wystąpiłyście jako tancerki czy modelki?

Joanna Miś-Fudali: W obu tych rolach. Przed pokazem wystąpiłyśmy z naszym spektaklem „Mijanie”, w nieco skróconej wersji. Przekazanie idei spektaklu w krótszym czasie bywa trudne, ale chyba nam się udało. Z tym samym wyzwaniem borykamy się teraz, bo zgłosiłyśmy się na Festiwal Teatrów Tańca i musimy nasz nowy spektakl - tym razem trio - skrócić do 10 minut. To bardzo trudne. Jeśli musimy z występu usunąć jedną, dwie sceny, to tak, jakbyśmy usuwały jakąś ważną część nas samych. Z drugiej strony, kiedy przygotowałyśmy pierwszy wspólny spektakl „Szeptem”, nasza zaprzyjaźniona choreografka Ania Piotrowska prosiła nas, żebyśmy go przedłużyły. Wtedy miałyśmy podobnie: ten spektakl po prostu się narodził, przyjął taką, a nie inną postać, nie chciałyśmy w nią ingerować. Co chciałyśmy powiedzieć, powiedziałyśmy w pierwotnej wersji.

O czym tańczycie teraz - jeśli mogę tak zapytać?

Marta Pańka: Spektakl nosi nazwę „Korzenie”. Był zainspirowany obrazem Vincenta van
Gogha „Korzenie i pnie drzew” z 1890 roku. Na początku rozważałyśmy, czym są korzenie dla nas. Szukałyśmy odpowiednich przymiotników. Potem te rozważania, skojarzenia przetworzyłyśmy na ruch, język tańca. Tak zazwyczaj rodzą się nasze spektakle. Nie dzieje się to wprost, oczywiście. Nie udajemy, że jesteśmy korzeniami, taniec to nie „pokazywanie”, „odtwarzanie”.

Duet MIJANIE, fot. Radosław Kubiak

Duet MIJANIE, fot. Radosław Kubiak



Jak przekłada się ideę na konkretny ruch?

Joanna: Improwizacja ma swój początek w zadaniu. Stawiamy sobie problem i staramy się o nim opowiedzieć ruchem. Możemy też zacząć od schematu ruchowego, na temat którego improwizujemy. Interpretujemy go. Nie tańczymy „do muzyki” - muzyka jest raczej w tle, towarzyszy.

Marta: Wyznaczamy sobie zadanie, staramy się zauważyć, jakie mogą być korzenie - długie, głębokie, poszarpane, pokręcone, młode, stare - i te jakości przekładamy na ruch.

Jak z improwizacji na temat różnych elementów powstaje kompozycja?

Joanna:
Za każdym razem inaczej. Tańca współczesnego nie da się wytłumaczyć w stu procentach. Najgorzej jest wtedy, gdy widz chce spektakl do końca zrozumieć, dowiedzieć
się, co artysta miał na myśli. Dla mnie w tańcu współczesnym bardziej chodzi o emocje, jakie on w widzu wywołuje. Jeśli człowiek wychodzi ze spektaklu z poczuciem, że coś przeżył, że go to jakoś poruszyło - to już jest dobrze. Każdy ma własne rozumienie spektaklu.

Marta: Z technicznego punktu widzenia, składając te pojedyncze puzzle, dbamy też o to, by spektakl jako całość był dla widza interesujący. By miał początek i zakończenie, był dynamiczny i różnorodny. By widz się nie zanudził. Dlatego czasem zdarza się nam zaprosić tzw. „zewnętrzne oko”. Kogoś, kto nas ogląda i daje nam wstępną opinię. Taką oceną też staramy się wziąć pod uwagę na etapie tworzenia. Bo przecież chcemy wiedzieć, czy to działa, a od środka nie jesteśmy w stanie tego ocenić.

Duet MIJANIE, fot. Radosław Kubiak

Duet MIJANIE, fot. Radosław Kubiak



Siedzimy w sali tanecznej z wielkimi lustrami na ścianie. Jak taka pełna świadomość własnego ciała wpływa na codzienne życie?

Joanna:
Niesamowitym przeżyciem był dla mnie udział w pokazie mody Jarka Kamińskiego. Bo o ile w spektaklu odgrywamy pewne role, to już na wybiegu musiałyśmy się pokazać bardziej prywatnie. Pokazać swoje wdzięki, użyć ciała, by jak najlepiej zaprezentować kreację. W tańcu jest inaczej. Mam na sobie kostium i wchodzę w rolę. Podczas pokazu mody przełamanie się, wyjście na wybieg nie było dla mnie łatwe.

Marta: Ale rzeczywiście, mamy inną świadomość ciała, wiemy, jak sprawnie się poruszać. Tuż przed rozpoczęciem pokazu powiedziałam, że nie wyjdę (śmiech). Wtedy Asia powiedziała mi: „Pomyśl, że idziesz zatańczyć. Że to twoja rola”. To mi pomogło.

Joanna: Mamy też większą kontrolę. Nasze ciała inaczej się poruszają, inaczej „pracują”. Są po prostu sprawniejsze. I nie mamy bariery przed kontaktem z innym człowiekiem, my się tego kontaktu nie boimy. Ciało jest naszym narzędziem.

Jak czas wpływa na tancerzy?

Joanna:
W zeszłym roku minęło 25 lat mojej pracy zawodowej. Wtedy też w spektaklu „Motorek” wystąpiły te same osoby, które tworzyły go ze mną 15 lat wcześniej. Okazało się, że tancerze, choć robią dziś w życiu różne rzeczy, są nadal niesamowicie sprawni. Musieliśmy tylko popracować trochę nad kondycją. Ćwiczyliśmy pół roku. Spektakl zrobił ogromne wrażenie. W tańcu współczesnym ważne jest też to, co niesiemy ze sobą, w środku, jako ludzie. Jakie mamy doświadczenia. Im człowiek bardziej dojrzały, tym może powiedzieć tańcem więcej. Więcej nawet niż najbardziej sprawny 18-latek.

Duet ŚLADY, fot. ARCHIWUM SOLODUO FESTIVAL W BUDAPESZCIE

Duet ŚLADY, fot. ARCHIWUM SOLODUO FESTIVAL W BUDAPESZCIE



Czy tancerza kształtuje też jego publiczność?

Joanna:
Mnie kontakt wzrokowy z widownią pomaga. Nie lubię mieć przed sobą świetlnej ściany, odgradzającej mnie od ludzi. Lubię widzieć i słyszeć, jak reagują.

Marta: Dobrze tańczy nam się w miejscach, w których czuć bliskość ludzi, ich skupienie. Tancerz wyczuwa energię, nastrój publiczności, i na to reaguje. Kiedy występujemy daleko, komunikacja jest utrudniona. Bardzo dobrze tańczy nam się podczas naszego festiwalu SFERA RUCHU_Toruń, gdzie scena jest dość kameralna, a publiczność blisko nas. Inaczej jest w teatrze, gdzie jest większy podział: scena i widownia.

Joanna: W tańcu współczesnym dużo jest drobnych gestów, które łatwo byłoby przeoczyć. W pewnym momencie w spektaklu „Mijanie” bardzo delikatnie stykamy się stopami. Ten gest ma swoje znaczenie, ale ktoś, kto siedzi w ostatnim rzędzie w teatrze, może go nie zauważyć.

Jakie były Wasze początki?

Joanna:
Ja zawsze lubiłam się ruszać. Jako dziecko trafiłam na zajęcia do Młodzieżowego Domu Kultury, właśnie tutaj, do Krzysztofa Wilemskiego. Potem skończyłam studia taneczne na Uniwersytecie Zielonogórskim, a później fizjoprofilaktykę i korektywę w Warszawie na AWF. Zaczęłam prowadzić zajęcia w MDK. Najpierw taniec był pasją, potem stał się zawodem, a teraz jest po prostu moim życiem. W pierwszych latach tańczyłam showdance, ale szybko zaczęłam szukać w tańcu prawdy. Miałam szczęście, bo trafiłam do dobrych nauczycieli, m.in. do Iwony Olszowskiej z Krakowa, i poznałam taniec współczesny. Gdzieś po drodze miałam czasami kontakt z tańcem klasycznym, towarzyskim.

Marta: Zaczynałam w zespole Rytmix, istniejącym do dziś, gdzie tańczyłam disco. Ale któregoś dnia tutaj, w MDK-u, zobaczyłam występ Teatru Tańca Akro - i się zakochałam. Tamten spektakl - „Pragnienia” - był przepiękny, wzruszający. Tancerze nie zasuwali po scenie, tylko płynęli. Disco jest popisem techniki, sprawności, ruchu, a tam chodziło o coś więcej. Zobaczyłam magię: pragnienia bohaterek były odzwierciedlane za pomocą tańca. Choć wcześniej wszyscy mówili, że się do współczesnego nie nadaję, chciałam tej prawdy. Zaczęłam przychodzić na zajęcia do Asi, ale miałam jeszcze nawyki z tańca disco…

Joanna: Czasami trzeba dużo pracować, żeby oduczyć nawyków. Ale Marta - od razu to zobaczyłam - miała w sobie duży potencjał. Co to znaczy? Według mnie jest to po prostu wewnętrzne pragnienie, chęć. Czasem przychodzi tancerka, która jest sprawna, ale widać, że nie chce, nie zależy jej lub brakuje motywacji. Taniec współczesny to ciężka praca. Trzeba się spocić, ubrudzić, kulając po podłodze.

Co z tańca można sobie „zabrać” do codziennego życia?

Joanna:
Ja na przykład byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem. I chociaż do dziś nie jestem superodważna, to otworzyłam się. Nadal jeszcze w sytuacji nietanecznej trudno jest mi wyjść na scenę i powiedzieć coś do mikrofonu, ale taniec wiele we mnie przełamał. Dobrze czuję się na sali, nawet mówiąc do dużej grupy osób.

Duet ŚLADY, fot. ARCHIWUM SOLODUO FESTIVAL W BUDAPESZCIE

Duet ŚLADY, fot. ARCHIWUM SOLODUO FESTIVAL W BUDAPESZCIE




*JOANNA MIŚ-FUDALI - tancerka, pedagog, choreograf. Twórczyni koncepcji artystycznej Teatru Tańca AKRO, współtwórczyni Projektu PańFu, dyrektorka festiwalu Sfera Ruchu_ Toruń. Na co dzień związana z Młodzieżowym Domem Kultury w  Toruniu. Z  Martą Pańką stworzyła dwa spektakle: „Mijanie” (1. miejsce w  konkursie choreograficznym „The Essence of Motion”) i „Ślady” (wyróżnienie i nagroda publiczności na Międzynarodowym Festiwalu SoloDuo w Budapeszcie).

*MARTA PAŃKA - tancerka, pedagog, choreograf. Współtwórczyni Projektu PańFu. Stypendystka Miasta Torunia w  dziedzinie kultury. Koordynatorka Festiwalu SferaRuchu_Toruń. Od 2005 roku tancerka Teatru Tańca AKRO. W 2012 r. wzięła udział w zdjęciach do polskiego filmu tanecznego „Tactum” w  reż. Krzysztofa Stasiaka. Prowadzi Zespół Tańca Współczesnego Hulaj-Noga w Ognisku Pracy Pozaszkolnej Dom Harcerza w Toruniu.

Partnerzy Miast Kobiet

  • Consilis
  • Positivemind.pl
  • Focus
  • UM Bydgoszcz
  • Brigdehead
  • Teatr Polski
  • FKE
  • MCK Bydgoszcz
  • Dwór Artusa
  • Helios
  • Multikino
  • Cinema City