[Felieton] Jedzenie to nie tylko składniki, ale też ludzie, miejsca i związane z nimi historie.

Tomasz Skory

Pewnie harira sprzedawana w ramach „tygodnia arabskiego” w sieci popularnych marketów nie jest zła, ale nijak ma się do zupy serwowanej w gwarnej marokańskiej medynie.

Hongkong, niewielka knajpka na rogu Temple Street. Choć każdego dnia słynną ulicę szturmują tysiące turystów, obsługa ni w ząb nie mówi po angielsku. W teorii nie ma takiej potrzeby - rolę menu pełnią tu obrazki i wystarczy wskazać palcem, na co się ma ochotę. Poza tym wszyscy klienci wyglądają na miejscowych, a nawet jakby zabłąkał się tu jakiś Europejczyk, wśród chińskich znaczków da się odszukać cennik zapisany arabskimi cyframi. Z niczym nie powinno być więc problemów.

Ale czasem musi się trafić kłopotliwy klient. Ot, choćby ja.

Porcje na obrazkach wyglądają solidnie, a nie jestem na tyle głodny, ani tym bardziej odważny, by zamówić cały talerz nie wiadomo czego. Okej, ta biała plama to na pewno ryż, a zielone paseczki to jakaś roślinność, ale bladobrązowe kulki mogą być ze wszystkiego. Gdy z witryny sąsiedniej restauracji łypią na mnie żywe kraby i homary, wolę zachować czujność. Lubię eksperymenty kulinarne, ale od owoców morza trzymam się z daleka.

Próbuję więc porozumieć się z kucharzem, by dociec, z jakiego stwora zrobione są pulpety. Pokazuję na migi kurczaka, krowę, rybę i w końcu kota, a kucharz śmieje się głośno, woła kelnerkę i sam chowa na zapleczu. Ponawiam kalambury, jednak w końcu kapituluję i daję kelnerce znać, że wezmę, co dają, ale chętnie kupiłbym pół porcji za połowę ceny. W ten sposób mniej ryzykuję. By nie było wątpliwości, rysuję nawet w jej notesie pół talerza i zapisuję połowiczną kwotę. Kelnerka kiwa głową ze zrozumieniem i znika w kuchni.

Spojrzeć w oczy śwince

Czasem jestem pytany, czy podczas swoich wojaży jadłem kiedyś coś „naprawdę dziwnego”. Zwykle odpowiadam, że nie wiem, bo dla jednych ślimaki będą już czymś nie do przełknięcia, a dla innych, by mieć o czym opowiadać, powinienem zajadać się robactwem, świnkami morskimi lub surowymi mewami.

Stara zasada żywienia się na obczyźnie mówi, że należy jeść to, co miejscowi, i tam, gdzie miejscowi, więc może podczas kolejnej wizyty w południowo-wschodniej Azji skuszę się w końcu na smażonego ptasznika. Z lokalnych przysmaków, których odważyłem się tam do tej pory spróbować, na uwagę zasługuje na pewno durian, czyli owoc o tak nieprzyjemnym zapachu, że jedzenie go w miejscach publicznych o słabej wentylacji jest surowo wzbronione. Nie było to przyjemne doświadczenie, ale nauczyło mnie, że jednak nie da się zabić każdego smaku colą.

Jakbym kiedyś w okresie świąt trafił na Grenlandię, może dałbym się też namówić na mikroskopijną porcję kiviaku - wspomnianych wyżej mew - ale świnek morskich nie miałem ochoty próbować.
Podczas wizyty w Peru, gdzie te puchate stworzenia uważane są za przysmak, jedna z restauratorek zapytała się mnie, dlaczego Europejczycy ich nie zjadają. Odpowiedziałem, że moi znajomi hodują świnki i wydaje mi się, że po takiej przekąsce trudno byłoby mi spojrzeć im w oczy. I znajomym, i świnkom.

Swoją drogą, w Peru podano mi raz obiad, który zajął wysoką lokatę na mojej liście zaskakujących potraw. Nie dlatego, że wśród jego składników znalazło się coś wyjątkowego - wręcz przeciwnie. Był to ryż z makaronem i ziemniakami. Tak, ryż z makaronem. I ziemniakami. Serwowane razem jako jeden pełnoprawny posiłek. Tu może warto wyjaśnić, że w Peru ziemniaki są traktowane inaczej niż u nas, bardziej jako warzywna przystawka niż podstawa dania, ale zestawienie ich z ryżem i makaronem mocno mnie wówczas rozbawiło.

Takich kulinarnych ciekawostek spotkało mnie znacznie więcej. Niemal w każdym zakątku globu coś mnie zaskoczyło, zniesmaczyło lub przypadło mi do gustu i nawet gdybym nie podróżował głównie po to, by zwiedzać, pewnie robiłbym to, aby od czasu do czasu zjeść coś ciekawego. Pewnie harira sprzedawana w ramach „tygodnia arabskiego” w sieci popularnych marketów nie jest zła, ale nijak ma się do zupy serwowanej wieczorami z wielkiego kotła w gwarnej marokańskiej medynie. Bo jedzenie to nie tylko składniki, ale też ludzie, miejsca i związane z nimi historie.

Jak smakują pomyje

Hongkong. Kelnerka wraca z pełnym talerzem klopsów i miską zupy, która w naszej dyskusji na migi w ogóle się nie pojawiła. Nie protestuję - i tak wywołałem już wystarczające zamieszanie - tylko zabieram się ostrożnie do jedzenia, zastanawiając się, czy bardziej ucierpi na tym mój portfel, czy układ pokarmowy. Klopsiki nie są złe, choć nie jestem w stanie powiedzieć z jakiego powstały mięsa. Zupa to zaskoczenie. Pływają w niej algi, morszczyny lub inne glony, a w smaku przypomina... w sumie nie wiem co. Zwykło się mówić, że zupa z wodorostów smakuje jak pomyje, ale tych nigdy nie próbowałem.

Po posiłku rzucam okiem na rachunek i mrugam ze zdziwienia. Za dwudaniowy obiad mam zapłacić tyle, co za „umówione” pół talerza. Marudzić nie będę, tak można eksperymentować!

Wideo

polecane: Flesz: Koniec świata jest blisko? Kilka już za nami...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3