Sfinksa nikt nie wygładza - rozmowa z fotografką Anną Wojciulewicz

rozmawia Jan Oleksy, zdjęcia Anna Wojciulewicz

Dzięki fotografii można na zawsze zachować to, co już się nigdy nie powtórzy… na przykład przekota Andrzeja.

Mówi się o Tobie, że należysz do ścisłego grona specjalistek od fotografowania kotów...
Każdy, kto mnie chociaż troszkę zna, wie, że jestem kociarą. Koty nie są zwierzakami, które żyją obok mnie - są moimi przyjaciółmi. Wystarczy spojrzeć na mojego Facebooka. Ale gdybym mogła sobie pozwolić na psa, który byłby ze mną szczęśliwy, to też bym go wzięła. A fotografią zwierząt zajęłam się dość dawno i rzeczywiście - pierwsze były koty.

A słonie, nosorożce?
Aż tak nie. Najdziwniejsze jak na razie były kury, część rodziny pewnych państwa. Najczęściej zajmuję się tworzeniem portfolio kocich i psich hodowli oraz fotografowaniem domowych pupili. Bardzo chciałabym przekonać ludzi do tego, że warto fotografować swoje zwierzaki. Po śmierci mojego przekota Andrzeja uświadomiłam sobie, że właściwie nie mam jego zdjęć, które nadawałyby się na duże wydruki. Gdy po nim przyszedł Koszmarek, to pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam, była sesja zdjęciowa.

Zwierzęta chyba niechętnie pozują?
Przede wszystkim zwierzaka nie da się oszukać. Wyczuwa lęk i niepewność. Moich modeli czasem trzeba ośmielić, czasem wyciszyć, do tego niezbędna jest znajomość zwierzęcej psychiki. Przy tworzeniu portfolio zwierząt rasowych ważna jest też znajomość charakterystycznych cech danej rasy - sfinksa nikt nie wygładza. Poza tym te sesje mają dużo wspólnego z fotografowaniem dzieci - kupki, karmienie, pojenie…

Od czego się zaczęła Twoja przygoda fotograficzna?
Dla mnie to nigdy nie była przygoda. Pisałam magisterkę i równocześnie prawie 10 lat temu zakładałam swoją pierwszą firmę Marylin Photo. Zdjęcia zaczęłam robić już podczas studiów, bo gdy się kończy taki kierunek, jak polonistyka…

Sam wiem, że trzeba mieć jakiś pomysł na życie... Ale dlaczego wybrałaś fotografię? Odkryłaś w sobie duszę artystki?
Studiując polonistykę, w  pewnym momencie chyba zrozumiałam, że w książkach najfajniejsze są obrazki. Na pewno uważam, że jestem na właściwym miejscu. Nie żałuję tego wyboru. Los mi sprzyja i pcha mnie w dobrym kierunku. Zaczynałam jako fotoreporter - to były dla mnie ważne lata, w których się ukształtowałam i wiele się nauczyłam.

Efekty prezentowałaś na wystawach.
Jako fotoreporter robiłam dużo zdjęć z koncertów, przez trzy lata byłam właściwie na każdym. Filmowiec Marcin Gładych powiedział mi, że skoro mam tyle ciekawych zdjęć, to powinnam zrobić wystawę. Marcin jak nikt umiał inspirować, zawsze bardziej wierzył w innych, niż oni sami w siebie. I namówił mnie. W ten sposób powstała pierwsza wystawa - tryptyk „Toruńska scena muzyczna”.

Twoja najciekawsza praca to...?
Wszystko, co działo się przy kręceniu filmu „Panoptikon”. Byłam tam fotografem planu, przez rok dokumentowałam powstawanie kolejnych scen. Za te zdjęcia dostałam stypendium ministerstwa kultury. Ale tak naprawdę każdy temat może być wyzwaniem.

Wesele też?
Oczywiście. Fotografia ślubna nie urąga moim artystycznym ambicjom. W tej dziedzinie też można się wykazać. Dzisiaj już nikt nie robi popeliniastych zdjęć przy kotlecie. Uważam, że jest to jeden z najbardziej wymagających rodzajów fotografii. Jeżeli zniszczy się komuś zdjęcia ślubne, to zniszczy się dokumentację najważniejszego dnia w życiu.

A czego nie lubisz robić?
Omijam fotografowanie przedmiotów i wszystkiego, co jest martwe. Lubię mieć kontakt z człowiekiem, mam duszę fotoreportera. Odpowiada mi sytuacja dynamiczna, wówczas pracuję zgodnie z moją naturą.

Co Cię pociąga w fotografii?
W fotografii najcenniejsze jest to, że dzięki niej można na zawsze zachować to, co już się nigdy nie powtórzy… na przykład przekota Andrzeja.

*Anna Wojciulewicz

torunianka z wyboru, absolwentka filologii polskiej na UMK, prowadzi Studio Mia; pracowała jako fotoreporter w Radiu Gra i „Gazecie Pomorskiej”, przez wiele lat fotografowała toruńską scenę muzyczną, na swoim koncie ma wiele wystaw oraz dwa Stypendia Kulturalne Miasta Torunia i stypendium Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec świata jest blisko? Kilka już za nami...

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3